„Rzeczpospolita”: Patrioty na finiszu - umowa już w marcu?

/
Najprawdopodobniej w marcu podpisana zostanie umowa na dostawy…

Wieczny uciekinier

/
"Powiedziałem sowieckiemu żołnierzowi, że też chciałbym zabrać się z nimi do Kowla. Ten zmierzył mnie wzrokiem i uśmiechając się powiedział - wezmi bimbru, samogon, a u nas zakuska, tuszonka jest! - Miałem parę dolarów, bo po rozbrojeniu żołd nam taki wypłacili. Za jednego dolara kupiłem wódki chyba ze trzy litry. Wsiadłem na samochód z tymi Sowietami i po około dwóch godzinach ruszyliśmy do przodu" - wspomina Tadeusz Wolak.

Były poputczik Miłosz

/
"Ludzie ci jak szakale czyhali, kiedy Polska opadnie z sił i radowali się polskimi klęskami. A ponowna okupacja Polski przez wojska bolszewickie była dla nich radosnym dniem - ziszczała ich marzenia o władzy i karierach. I wiele dotkliwych dla Polski posunięć bolszewickich zawdzięczamy ich wpływom" - tak w 1951 roku o środowisku Czesława Miłosza pisał Sergiusz Piasecki.

Kijami walczyć nie będziemy

/
Jeden z nich powiedział mi, że przeszli przeszkolenie, w trakcie którego ostrzegano ich przed kontaktami z polskimi partyzantami, bo ci takich jak oni po schwytaniu rozstrzeliwują. Berlingowcy bali się, że ich w nocy wymordujemy...

Nie opłakała ich Elektra, nie pogrzebała Antygona...

/
Tytuł tego artykułu został zapożyczony z wiersza Zbigniewa Herberta "Wilki" - poświęconego żołnierzom wyklętym, uczestnikom polskiego podziemia niepodległościowego walczącego z reżimem komunistycznym jeszcze przez wiele lat po zakończeniu II wojny światowej. Dodajmy, jednego z tych nielicznych polskich intelektualistów, którzy w owych krwawych zmaganiach rozgrywających się w podlaskich, mazowieckich oraz podhalańskich lasach i wioskach potrafili dostrzec nie tylko uniwersalny wymiar antycznej tragedii, lecz także i oddać ginącym w nich ludziom należną sprawiedliwość.

Spod Kowla na Lubelszczyznę

/
Następnego dnia rano Niemcy ruszyli z potężnym natarciem, wprowadzając do akcji czołgi. Przeszły one mostek i niemiecka piechota kryjąc się za nimi, konsekwentnie posuwała się do przodu, zmuszając do porzucenia pozycji. Jedno z działek, które do dywizji przyprowadzili "bombiści" dało ognia i jeden z czołgów stanął uszkodzony - wspomina Tadeusz Wolak.

Od Przebraża do dywizji

/
Staraliśmy się wtapiać w otoczenie, odpowiednio się ubierając. Jeżeli udawaliśmy się na tereny ukraińskie, by zdobyć wiadomości np. na temat ukraińskiego podziemia, udawaliśmy Ukraińców. Zakładaliśmy czapki z gwiazdami czy czerwonymi wstążeczkami. Zabieraliśmy ze sobą jako broń pepesze i nagany.

Antonio Possevino - jezuita, który zmieniał historię

/
"Święty z żelaza" - tak pisał o ojcu Antoniu Possevino XIX-wieczny historyk, Paweł Pierling SJ. Ot, typowy jezuita swoich czasów: wykształcony, inteligentny, niezmordowany. I bezwzględnie posłuszny papieżowi.

Sześć stepowych tchórzy

/
Puchalski fotografował i filmował nie tylko polską przyrodę, choć to o niej pisał: "Przyroda nasza ma w sobie tyle piękna, że kto raz ją poznał do końca życia pozostanie pod jej urokiem."

Storczyki księcia kardynała Sapiehy

/
Co połączyło obu: Szafera i Sapiehę? - Storczyki. No może nie do końca, ale te piękne kwiaty są dobrym pretekstem by tych wielkich ludzi przypomnieć.

Moralny obowiązek

/
Podsumowując swoje życie, Tadeusz Socha uważa, że było udane. Jest wdzięczny za nie Bogu, który nigdy nie opuścił go w najtrudniejszych dla niego chwilach. - Zdobyłem sporo dowodów na to, że rozwiązywanie problemów życiowych nie zależy wyłącznie od nas samych, że ogromnie dużo zależy od sił , które z pozycji człowieka wierzącego trzeba oceniać w kategorii Bożej Opatrzności - podkreśla.

Jakby Stalin umarł wczoraj

/
Około stu osób wysłuchało wczoraj w siedzibie białostockiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej wykładu prof. Nikity Pietrowa, zastępcy przewodniczącego rosyjskiego stowarzyszenia Memoriał. Gość z Moskwy stał się znany w Polsce po publikacji książki "Według scenariusza Stalina" o działaniach sowieckiego aparatu represji w krajach podbitych przez ZSRS. Ujawnił w niej nieznany dokument organów sowieckiego kontrwywiadu wojskowego zawierający plan rozstrzeliwań 592 członków Armii Krajowej, aresztowanych w rejonie Augustowa. To pierwsza informacja o losie tych Polaków, potwierdzająca to, czego się od lat spodziewano - tzw. obława augustowska zakończyła się masowymi mordami. Władze rosyjskie mimo polskich wniosków o pomoc prawną konsekwentnie odmawiają jakiejkolwiek informacji, twierdząc, że żadnych dokumentów o losie zatrzymanych nie posiadają.

Polskie dworki. Surowe, piękne, zimne

/
Dwór szlachecki to pomnik polskiej kultury i symbol tego co w niej najlepsze. Jednak mieszkańcy dworów musieli zmagać się z bardzo prozaicznymi problemami. Jednym z największych było zimno. Chłód wdzierał się do budynków każdą szczeliną, a metody ogrzewania były bardzo nieefektywne.

Od oświaty do planowania

/
Światło opisywał w niej aresztowane przez siebie osoby, sposoby ich przesłuchiwania, torturowania itp. Audycjom tym towarzyszyła „akcja balonowa”, polegająca na zrzucaniu na teren Polski broszur, które miały uświadomić Polakom, że żyją w systemie opartym na strachu i terrorze. Jedną z takich broszur zrzuconych na balonie dostałem w Marcinkowicach do przeczytania. Czytanie tej maczkiem zapisanej broszury zajęło mi prawie całą noc. Po jej lekturze byłem wstrząśnięty. Nie mogłem zmrużyć oka. Odkładałem ją i znów brałem do ręki. Zawartość tej broszurki szokowała.

Perypetie z UB i nie tylko

/
Swoją wizytą w UB, co było widać, wywołałem w tej instytucji zamieszanie. Tam nikt nie przychodził nie wzywany. Gdy nazajutrz zgłosiłem się do UB, towarzysz Brodziński wpadł we wściekłość. Powiedział, ze jestem nie tylko kaleką w sensie fizycznym, ale przede wszystkim finansowym. Dodał również, że gdyby nie moje rozległe kalectwo, to już dawno gniłbym w kryminale i powinienem o tym pamiętać. To spotkanie było dla mnie nie tylko przykre, ale i upokarzające. Na szczęście zmienił się mój opiekun. Dotychczasowego zastąpił nieco starszy i bardziej do ludzi podobny osobnik.

Powrót legendy w Kresowiaku

/
Stracił dom, ojczyznę, prawie zapomniany, mimo że we wspomnieniach niektórych wciąż otoczony legendą, wraca po 72 latach. Restauracja Kresowiak będzie jego ambasadorem w romantycznej drodze powrotnej na rodzime stoły.

Powrót do życia

/
- Po tygodniowym pobycie w domu narzeczonej Huberta na Śląsk wkroczyli Sowieci. Ich pierwsze oddziały zobaczyłem na ulicach 29 stycznia 1945 r. około południa - mówi Tadeusz Socha. - Wylazłem ze swojego wyrka, aby oglądnąć swoich wyzwolicieli, a także trochę z nimi porozmawiać. Szybko się do nich rozczarowałem, gdyż jeszcze tego samego dnia zdążyli okraść wielu Bogu ducha winnych ludzi, którzy nie nosili żałoby po Niemcach, tylko podobnie jak wszyscy Polacy oczekiwali wyzwolenia spod ich reżimu.

Z Wołynia pod francuską granicę

/
Zaryzykowałem i o swoich kłopotach powiedziałem moim towarzyszom z sali, którzy wzbudzili moje zaufanie, czyli Alzatczykowi Paulowi Peterowi i feldfeblowi lotniczych służb pomocniczych Hubertowi. Obydwaj orzekli, że gdy władze niemieckie dowiedziały się, kim naprawdę jestem, zostałbym niechybnie rozstrzelany - wspomina Tadeusz Socha.

Ale tam siedzi ta stara i szczeka

/
Irena Sandecka nie ukrywała też swoich poglądów na temat współpracy polsko-ukraińskiej. Przestrzegała przed inicjatywami, które jej zdaniem mają na celu zdobywanie polskich pieniędzy, a nie mają szans na realizację. Uznała zupełnie za nierealistyczny projekt budowy w Krzemieńcu "Domu romantyzmu europejskiego". Jej zdaniem Ukraińcom wcale nie zależało na ratowaniu polskich zabytków, zwłaszcza tych związanych z Juliuszem Słowackim. Jako przykład podaje sprawę kościoła licealnego, którego fasada stanowi centralny akcent gmachów pojezuickich, w którym funkcjonowało Liceum Krzemienieckie.

Bez wybaczenia dla zbrodniarzy

/
Przez trzydzieści lat ucząc dzieci z rodzin należących do parafii, religii i innych przedmiotów uczyłam ich wzajemnej tolerancji. Jeżeli dochodziłam do przykazania - Czcij Ojca swego i Matkę swoją - zawsze pytałam dziewczynę czy chłopaka - kim jest jego ojciec? - kim jest jego matka? Wiedziałam przecież, że w Krzemieńcu jest wiele katolickich mieszanych polsko-ukraińskich. Jak chłopak mi odpowiadał, że ojciec jest Ukraińcem, a matka Polką, to mu mówiłam, że ma dwie ojczyzny: Ukrainę i Polskę i każdą musi szanować.

Łuny nad jeziorami

/
"Wsiadając do samochodu, Stauffenberg już wiedział, że bez względu na obecność na odprawie innych przywódców Rzeszy, uzbroi bombę. Liczy się tylko Hitler. On musi zginąć!" - prezentujemy fragmenty książki "Łuny nad jeziorami" Leszka Adamczewskiego (wyd. Replika, 2011).

Sowiecka rzeczywistość

/
Niektórzy myślą, że stracili wiarę z powodu filozofii, inni, że odzyskali, czytając książki, to nie jest tak, tu przychodzi Duch Święty.

Noce Pruskie

/
"Jeśli zabiłeś jednego Niemca, zabij jeszcze jednego - dla nas nie ma lepszego widoku niż niemieckie trupy. Nie licz kilometrów! Licz tylko zabitych przez ciebie Niemców!" - apelował do czerwonoarmistów pisarz Ilja Erenburg w ulotce wręczanej żołnierzom na początku stycznia 1945 roku. I zabijali. Zemsta Rosjan trafiała w tych, którzy nie chcieli lub nie zdążyli uciec, głównie w kobiety, starców i dzieci, a także w rannych żołnierzy i tych, którzy oddali się do niewoli.

Kto uratował Krzemieniec?

/
Skowronek oświadczył mi, że banderowcy mają układ z Niemcami i nie zaatakują miasteczka dopóki ci go nie opuszczą. Niemcy o początkach swojej ewakuacji mieli powiadomić ich wystrzeleniem rakiet. Mieli co pewien czas strzelać nimi aż do momentu gdy ostatni niemiecki żołnierz opuści Krzemieniec.

Nazwisko w czerwonej obwódce

/
Po którejś tam lekcji porucznik Żyd, który strasznie dawał w kość żołnierzom, spytał mnie - proszę pani, po co pani nas uczy języka polskiego, przecież po wojnie w Polsce będzie obowiązywał język rosyjski.

Piekło nad Prypecią

/
Berling tego słuchał, słuchał, ale przy którejś rozmowie się zdenerwował i powiedział - panie poruczniku, nad pana i innych oficerów głowami to Polska przejdzie do porządku dziennego, a żołnierzy to i tak weźmiemy!

Obrona Huty Stepańskiej

/
A więc to już koniec! Zaraz zarąbie mnie siekierą albo zakłuje widłami. Zrezygnowana, nawet nie oglądając się, stanęłam przy stojącej tam małej kapliczce i zaczęłam się gorąco modlić. I nagle, w jednym momencie, jakby lotem błyskawicy, znalazłam się na grzbiecie konia.

Oni nas rozbroją

/
Gdy wrócił, był zachwycony. Mówił, ze radzieccy oficerowie zrobili na nim dobre wrażenie, że chcą nas dozbroić i traktować jak sojuszników. Natychmiast wyprowadziłam go z błędu mówiąc, że zostaliśmy już obrabowani i bojcy zabrali nawet jego konia.

Konspiracja pod Włodzimierzem

/
"Bomba" został zaproszony przez Sowietów do wsi Zawłocze na spotkanie towarzyskie. Tam aresztowano go z kapelanem i zastępcą, wywieziono do Moskwy, a obstawę rozstrzelano. W Moskwie był później sądzony jako przedstawiciel "obcej agentury".

O prawdę o dywizji

/
Widział w Lubomlu łzy na twarzy Ukraińców, którym polski konsul wręczał medale "Za udział w wojnie obronnej w 1939 r." i informował o przyznaniu dodatków kombatanckich do skromnych emerytur.

Czego nie zrobili Niemcy, zrobili swoi

/
Ty Tołysz, musisz zrewidować swoje poglądy, a już na pewno mniej gadać. Jak nie będziesz ostrożnym, to ani się obejrzysz, jak cię spasują na rycerza i bez biletu wywiozą na Wschód.

Wy wszyscy ze Wschodu jesteście reakcją

/
Powiedziałem do kolegi, który stał za mną - załóż no Józiu bagnet na karabin! - Ten zrobił to natychmiast i skierował w stronę sowieckiego oficera. Wtedy ja zwróciłem się do niego - no i co lejtnant? Ty do mnie z pistoletem, dostaniesz bagnetem w brzuch, przywalą cię karabinami i nikt cię nie będzie szukał.

Poślę ich wszystkich do piekła

/
Dowódca tego ugrupowania przyjął nas bardzo serdecznie i oświadczył "Kordowi" krótko - nu, charaszo, budiem wmiestie wojować. - Ani słyszeć nie chciał, że nasz batalion jest częścią dywizji i wykonuje tylko rozpoznawcze zadanie. "Kord" tłumaczył mu w kółko, a ten nic - tylko budiem wmiestie wojować i toczka.

Ze śmiercią za pan brat

/
W dywizji był też podchorąży, który wysługiwał się Ukraińcom. Na jego trop trafiono stosunkowo łatwo. Po prostu wszystkie akcje przeciwko Ukraińcom, o których wiedział, się nie udawały , trafiały w pustkę.

Uciekali jak zające

/
Nagle, jakieś dziesięć metrów przed nami niespodziewanie pojawił się dowódca tego oddziału, który krzyknął: - Chłopcy szczo wy poduryły? - Myślał zapewne, że doszło do przypadkowej strzelaniny między jego podwładnymi. Zanim dostrzegł orzełki na czapce padł skoszony serią, a z nim kilku innych banderowców.

Ocalił ich Ukrainiec

/
Niefortunnych żniwiarzy uratował Ukrainiec z Wiszni, o ile dobrze pamiętam nazywający się Korniejczuk. Przez cztery kilometry czołgał się na brzuchu przez pola, by ich ostrzec. Żniwiarze ocaleli, ale Ukraińcy wymordowali rodzinę bohaterskiego ziomka, który nie chciała kalać swych rąk polską krwią.

W cieniu ukraińskich noży

/
Główną rolę w przygotowaniu listy osób przewidzianych do likwidacji odegrał znany ukraiński działacz nacjonalistyczny Iwan Miszczena. Wiedziony nie wiadomo jakim uczuciem w ostatniej chwili skreślił z listy proskrypcyjnej byłego dyrektora Liceum Krzemienieckiego Karola Kochlera.

Zaszkodziły ci dwie literki - AK

/
Tuż przed referendum w 1946 r. aresztowano prewencyjnie wielu działaczy PSL-u, by nie mogli uczestniczyć w agitacji politycznej. Mojego ojca UB więziło przez dwa tygodnie w piwnicy urzędu w okropnych warunkach.

Za Sowietów we Lwowie

/
Dyrektor chwalił się, że wcześniej pełnił funkcje komendanta łagru dla nieprawomyślnych, w którym nigdy nikt nie chorował. Jak tylko ktoś zgłaszał się do izby chorych, kazał mu się rozbierać do naga i biegać naokoło obozu. Każdy, kto zdołał to uczynić był uznawany za zdrowego. Tego, kto padł, strażnicy kazali wrzucać do dołu...

Ze Skrobowa do WiN-u

/
Skoczyłem do okna, które miałem w zasięgu ręki, otwarłem je i mówię do brata - chodu! Sam wyskoczyłem i zacząłem uciekać w łąki. Przebiegłem spory kawałek i wtedy dopiero zorientowałem się, że mój brat nie biegnie za mną.

Trzy polskie groby w Bykowni

/
Z prof. Andrzejem Kolą z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, kierującym pracami archeologicznymi w Bykowni pod Kijowem na Ukrainie, gdzie spoczywa m.in. ok. 3,5 tys. polskich ofiar zbrodni katyńskiej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Droga śmierci przez Prypeć

/
Na pożegnanie wręczył on "Oliwie" jako prezent radziecki pistolet TT, podając go lufą do przodu. "Oliwa" zauważył, że jest w nim tylko jeden nabój. Gdy zwrócił na to uwagę ofiarodawcy, ten oświadczył mu krótko - wam chwatit!

Od Humania do Krzemieńca

/
Ostatecznie jednak ojciec jakoś wraz z innymi do polskiego brzegu dopłynął. Gdy tylko spotkał się z nami, kazał nam uklęknąć i ziemię całować, bo ziemię polską trzeba szanować.

Uciekajcie, mordują!

/
Gdy przybyłem do Włodzimierza, był on już cały zapchany uchodźcami. Przedstawiali straszliwy widok. Byli zakrwawieni, mieli odrąbane ręce, niektórzy wykłute oczy. Znajdowali się w szoku, a od tego, co mówili włosy stawały dęba.

Pójdziecie do lotnictwa

/
W maju, czerwcu i lipcu 1946 r. codziennie nawet czterokrotnie odbywałem z lubelskiego lotniska ryzykowne loty, przewożąc zaopatrzenie dla garnizonów wojskowych walczących z UPA w Bełzie, Krystynopolu, Hrubieszowie, Chełmie, Włodawie i Białej Podlaskiej. Podczas przelotów widziałem zaatakowane przez UPA polskie wsie płonące jak zboża na polach.

Znów na drodze UPA

/
W głowie zaczęła kołatać mi myśl - skąd ten łobuz wie o moim ojcu? - Dopiero, jak mu się dokładnie przyjrzałem, zrozumiałem wszystko. Owym sekretarzem był mój sąsiad z Międzyrzecza - Berek Don, który teraz nosił nazwisko Kazimierz Witaszewski...

Ciężkie boje z Niemcami

/
Spodziewaliśmy się, że w miasteczku są Niemcy. Tymczasem zamiast nich spotkałem dziewczęta witające mnie kwiatami oraz mężczyzn, którzy pochwycili mnie gwałtem i zaczęli podrzucać do góry śpiewając: "Jeszcze Polska nie zginęła".

Z Przebraża do Berlinga

/
Do Ołyki udał się konwój złożony z 250 furmanek, mających zabrać tamtejszych Polaków. Konwój był eskortowany przez 300 ludzi. Ewakuacja odbywała się na mrozie dochodzącym do minus 20 stopni Celsjusza.

Między Wołyniem a Warszawą

/
Nie zapomnę też reakcji koleżanki Ukrainki, z którą się bardzo przyjaźniłam. Gdy dowiedziała się o zbrodniach popełnionych przez swych ziomków powiedziała - wiesz, Gieniu, jest mi wstyd, że jestem Ukrainką!

Tu zaczęła się dywizja

/
Porucznik "Sokół" cichociemny, który niedawno został przysłany do oddziału, podkradł się najbliżej i wrzucił granat do ich sztabu, co było sygnałem do ataku. Walka trwała krótko, piętnaście, najwyżej dwadzieścia minut. Ukraińcy, których było według naszego rozpoznania sześciuset, rzucili się do bezładnej ucieczki.

Najłatwiejszy łup

/
"(...) Druże Ruban! Przekazuję do waszej wiadomości, że w czerwcu 1943 r. przedstawiciel centralnego Prowodu, dowódca UPA - "Piwnicz", "Kłym Sawur" przekazał mi tajną dyrektywę w sprawie całkowitej, powszechnej, fizycznej likwidacji ludności polskiej".

Wspomnienia minera 27 WDPAK

/
Gdy doszło do ataku, ziemia się trzęsła. Obserwując ich atak czekałem zawsze, czy któryś z czołgów wjedzie na przygotowaną przeze mnie minę. Niektóre z nich wjeżdżały.