Tomasz Sakiewicz nie tylko walczy o prawdę o Wołyniu wbrew ks. Isakowiczowi, nie tylko piętnuje morderców z krwią na rękach, ale też mocuje się z rosyjskimi „paradygmatami”, rozgrywając strategicznie ważną partię szachów na geopolitycznej szachownicy z rosyjskim imperializmem.

Nie jest tajemnicą, że Republika Litewska obawia się zielonych ludzików i rosyjskiej agresji na własne terytorium. Jest jednak pewna metoda, by tym lękom braci Litwinów skutecznie zaradzić – pisze Marcin Skalski.

Setki filmów, dziesiątki książek, komiksów i gier przyzwyczaiło nas do cudownego samurajskiego miecza katana. Jednak nie o „cudowności” broni będzie mowa, ale o tym, że to ani samurajski, ani miecz, ani tym bardziej katana. Szokujące i wbrew wszystkiemu, co się mówi obecnie? A jednak. Ale ab ovo…

Odkąd w latach 80' w okres pełnego uformowania się weszła tzw. polska opozycja demokratyczna (we wszystkich swoich specyficznych odcieniach), podstawowym hasłem, które stało się aż po dziś dzień wyznacznikiem funkcjonowania wszelkich środowisk „patriotyczno-patriotycznych”, jest potrzeba zmiany niepożądanego status quo.

Właśnie pani Anna Applebaum udzieliła dyspensy nacjonalizmowi ukraińskiemu.

Dawid Wildstein z „Gazety Polskiej Codziennie” nie ustaje w atakach na portal KRESY.PL.

Uważa tak Wołodymyr Wiatrowycz, ukraiński nacjonalistyczny historyk i działacz pozarządowy, były dyrektor gloryfikującego OUN-UPA Centrum Badań Ruchu Wyzwoleńczego.

W innych okupowanych krajach nie udało się stworzyć takiej struktury podziemnej jak właśnie w Polsce.

W 2003 roku oligarcha kupił klub "The Blues": wydał niesamowitą sumę pieniędzy i zrewolucjonizował piłkę nożną.

„(...)ale Świętości nie szargać, bo trza, żeby święte były, ale Świętości nie szargać: to boli.” S. Wyspiański, „Wesele”

Jak część z nas wie, 5 marca 1953 roku to dzień śmierci największego zbrodniarza w historii świata - Józefa Stalina. Ale dokładnie tego samego dnia w Polsce miała miejsce niezwykła historia. Historia, która mogłaby stać się scenariuszem świetnego filmu.

Oddziały Wittgensteina i Mielęckiego (z Callierem jako zastępcą dowódcy) spotkały się niespodzianie pośród lasów Kaźmirskich koło Konina 22 marca nad ranem, przy strudze, nad którą stał Młyn Olszowy.

Dopiero na półmetku praktyki, powróciwszy wieczorem na kwaterę, zastałem Janusza zagłębionego tym razem w mój prywatny, przepisywany ręcznie śpiewnik, przypadkiem zostawiony na stole w kuchni. Łączyła nas jedna z Jego pasji - dawne polskie pieśni.

W roku 1863 hrabia Jan, właściciel dóbr kórnickich, postawił wszystko na jedną kartę. Jako szef tak zwanego Komitetu Działyńskiego organizował oddziały, kupował broń, mundury, furaż i przerzucał ochotników z Poznańskiego do Królestwa.

Jak niewiele wiemy o prawdziwych zaletach swoich przywódców. Jak mało interesujemy się, czym żyją Ci ludzie, co lubią, co potrafią i co udało im się osiągnąć. Okazuje się, że są ludźmi wartościowymi, z charakterem, a nie "tępymi, ociężałymi istotami", jak sądziliśmy do tej pory. Są także - prawdziwymi geniuszami i potencjalnymi laureatami Nagrody Nobla...

Skoro w ramach historii alternatywnej puszczamy wodze fantazji, to wyobraźmy sobie, że miłujący pokój Związek Sowiecki wojnę z "nazistami" przegrywa...

Pełne radości obchody z okazji dwudziestolecia niepodległości Ukrainy zostają zastąpione przez protesty przeciwko zarówno tragicznym jak i komicznym wydarzeniom rozgrywającym się w tym kraju na oczach całego świata.

"Kainie Grabski! Bądź kroć kroci razy przeklęty!" - zawołał z sejmowej galerii prawnuk Tadeusza Rejtana w dniu ratyfikacji przez Sejm traktatu ryskiego. Traktat ten, kończący wojnę polsko-bolszewicką, był negocjowany przez delegację sejmową pod przewodnictwem Jana Dąmbskiego, zaś "Kain Grabski", czyli Stanisław Grabski, ku zaskoczeniu szefa bolszewickiej delegacji Joffego, przeforsował ustanowienie granicy polsko-sowieckiej na zachód od Mińska, pozostawiając za kordonem na pewną śmierć od bolszewików polskich ziemian i zagrodową szlachtę, a całą resztę - na udrękę, często też kończącą się tragiczną śmiercią.

Bo o świętej Faustynie i nabożeństwie do Miłosierdzia Bożego też gadało się niegdyś całkiem podobnie. I kpiono. A obraz Miłosierdzia Bożego wyśmiewano. I co?

Michnik parę dni temu ujawnił samym Rosjanom (bo w wywiadzie dla Ruskich), że swego czasu bał się antyrosyjskich pogromów w Polsce:

Aż tu nagle niby zwrot. Przybywa do nas w osobie własnej Wielki Sojusznik zza Morza. Sensacja.

Adam Michnik: Dziś to jedne Węgry. Ale takie Węgry plus taka Polska oznacza koniec Unii Europejskiej w dzisiejszym kształcie.

On uosabia Rzeczpospolitą bez króla. Za każdym razem TAM właśnie, w namiocie, decydowała się przyszłość Polski i jej monarchów.

...cesarz Napoleon ujrzawszy kościółek św. Anny, o którym właśnie mówimy, wyrzekł pamiętne te słowa: ja bym ten kościół na własnej dłoni przeniósł do Paryża.

Taki jest los wojska w kraju, gdzie żadnej pomocy, nawet dróg i przepraw dobrych na obywatelstwie wyprosić nie można.

Polacy są z przyzwyczajenia, a nawet z konieczności ludźmi skłonnymi do naśladownictwa, tak bardzo zresztą, że uniemożliwia to wykształcenie cech własnego, wyraźnie odrębnego charakteru narodowego.

Zobaczymy, co będzie PO beatyfikacji. Czy diabeł zbiesi się i zawyje otwarcie? Czy nadal będzie rył ukryty w maseczce z mleczka na pryszcze?

Dlaczego piszę o Kresach i Mohorcie przy Wielkiej Nocy? Dlatego, że Wielkanoc - to jest u Pola święto kresów.

Jedni mówią - "jest OK" i reagują alergicznie na reakcje tych drugich. A drudzy - bliscy są radykalnego stwierdzenia, iż "rządzą nami zdrajcy", których trzeba... których musimy... no właśnie. Tu, niestety, brak konkretnych, poważnych propozycji.

Rosjanie w każdej chwili mogą wykonać dowolny ruch kompromitujący polski rząd, a polski rząd natychmiast musi stronę rosyjską usprawiedliwiać wobec własnego społeczeństwa.

Na postrzeganiu stosunków polsko-ukraińskich kładzie się długim cieniem okrutny okres II wojny światowej. Wielu, tak Polaków jak i Ukraińców, przez ten właśnie pryzmat ocenia współczesność i na tym opiera przyszłość. Tymczasem w naszej wspólnej wielowiekowej historii były karty wspaniałe, choć niestety zdaje się coraz słabiej znane a z pewnością za rzadko przypominane. Warto je zatem znów wspomnieć, zwłaszcza, że aby owe jasne karty odnaleźć, nie trzeba sięgać aż do czasów hetmana Sahajdacznego.

Przed Nowym rokiem, jako korespondent wydań zagranicznych, razem z kolegami z ogólnoukraińskich gazet, radia i telewizji po raz pierwszy zostałem zaproszony na spotkanie z merem Lwowa Andrijem Sadowym. Ku naszemu zdziwieniu zaproszono nas nie na kawę z ciastkami, a na obiad w nowej restauracji ormiańskiej.

Odbezpiecza z wściekłością karabin i zamierza się do strzału we mnie. I już byłoby po mnie, gdyby nie natychmiastowa interwencja mego przyjaciela Austriaka.

Odbezpiecza z wściekłością karabin i zamierza się do strzału we mnie. I już byłoby po mnie, gdyby nie natychmiastowa interwencja mego przyjaciela Austriaka.

Mieszkam w miasteczku Kórnik, w którym miał podobno miejsce najstarszy w Polsce udokumentowany fakt chodzenia po kolędzie.

Dlatego też tekst wzrusza i to tym bardziej, gdy się pomyśli, że prawie trzy stulecia dzielą nas od jego powstania!

Ani repertuar, ani fakt muzykowania nie przenosiły się z pokolenia na pokolenie automatycznie. Przenosiły go konkretne osoby.

W ten trzeci dzień świąt (tak kiedyś było, trzeci dzień świąt) raz w historii POLACTWO NIE ZAWIODŁO, zawiodło za to Niemiectwo, które dało [-].

Tu i teraz: kakofonia staropolskiej radości, chlejstwa i, nolens volens, teologicznej słuszności.

Pasztet, który był i jest kamieniem węgielnym sarmackiej tradycji odżywającej w nas z każdym Bożym Narodzeniem.

"Hojże ino" jest kolędą - zaryzykuję to słowo, dość już oklepane - "magiczną". Tymczasem niedawno odkryłem, że kolęda ta w dotychczasowych wykonaniach i odsłuchaniach jest niepełną.

Wszyscy już warzą, skwarzą i pieką. To temat na cały ten tydzień, a zwłaszcza na dziś i na jutro.

Niektórzy oni ulegają złudzeniu, że w Polsce to dopiero Tuwim i Białoszewski, a we świecie Lewis Caroll wymyślili poezję bezsensowną, abstrakcyjną i onomatopeiczną

Wśród niektórych funkcjonariuszy i ludzi kultury istnieje przekonanie, że wszystko, co średniowieczne, musi być ciemne, pokraczne i pogwizdliwe lub skrzypiaszcze.

Paradoks rzeczą w baroku ulubioną, wiadomo. Czułostkowość - takoż. Zresztą ta czułostkowość nie jest tylko barokową w ogóle, bo nadto i także szczególnie sarmacką. Otóż Sarmaci byli czułostkowi mimo swej ogólnie znanej gruboskórności (mówili wszak o sobie: "Grubi Sarmaci", w znaczeniu szorstkości ergo męskości i mężności obyczajowej).

Podczas jednej z powodzi w wieku XVIII wody morskie cofnęły wezbrana Wartę się aż do miasta Poznania, zalewając Ostrów Tumski wraz z katedrą. W tejże katedrze widziano podówczas prawdziwe pływające syreny.

Jedną z pierwszych czynności jezuickich po przybyciu do miasta Poznania w wieku XVI było zaprogramowanie publicznych przedstawień w wykonaniu uczniów nowo otwartego Collegium.

Młode panienki nowicjuszki mają - jak każdy człowiek - wolna wolę. A wolna wola, jeśli nieokiełznana - jest jako wolny wołek, hasający po pastwisku w sposób niezorganizowany i niebezpieczny.

Czy Matka Boska miała prawo narzekać na świętego Józefa? Wedle naszych przyzwyczajeń, niby nie, bo Józef był mąż świetny i święty. Głowa katolickiej rodziny ? ostoja Maryi i niedorosłego Dzieciątka.

I tak, na przykład, piosnka "Jechał chłop do miasta, spadła mu z woza niewiasta" otrzymała u Żabczyca nową szatę: śpiewana być miała jako "Z Raju pięknego miasta | Wygnana jest niewiasta"

Jakże podobnie dziś z Jaruzelem. Staruszek. Niewiniątko. Prześladowany przez cepeliowskie zjazdy żądnych krwi oszołomów. Wszystko można obrócić w szopkę.

Arcybiskup miał niezwykłą intuicję co do wyboru osób pracujących przy odnowie katedry. Myślę, że najbardziej w sercu cieszył się ze współpracy z Henrykiem Rosenem.

A mimo to pokonane państwo istnieje jak upiór i jak upiór wychodzi czasem na powierzchnie, by wyegzekwować własne prawo i zaprowadzić własny porządek.

Upiór jest skandalem, jest nienaturalny, niepożądany, wbrew prawom - ale jest.

Co jednak wyróżnia ten przedmiot to napis na stopie: "Ofiarowuje Basia Oleksyn z mamusią z prośbą o powrót tatusia 24 V 1943".

Myli się, kto myśli, że wolna jest od tego także polityka. W niej właśnie upiory są silniejsze niż gdziekolwiek.

Czas się zatrzymał? Cofnął? Wyobraźnia przynosiła na myśl sceny, jakie mogły się rozgrywać tam w pod koniec lat czterdziestych: ustawiania tych kwiatów, zasuwania i blokowania zasuwy, zamykania kościoła i wyjazdu parafian z rodzinnej miejscowości na tzw. Ziemie Odzyskane. Byliśmy pierwszymi, którzy odsłonili po 50 latach ten wizerunek. On cały czas tam był. Jak i te kwiaty...

Jak dobrze pamiętam inwentaryzacja objęła kościół parafialny w Wyżnianach w roku 1995. Budowla ta ma arcyciekawą i długą historię (zainteresowanych odsyłam do opracowania Anety Gluzińskiej opublikowanego w tomie ósmym Materiałów do dziejów sztuki sakralnej). Jest to jedna z najstarszych zachowanych świątyń archidiecezji lwowskiej, była konsekrowana w r. 1400, a przebudowana (i przeorientowana) w drugiej połowie lat dwudziestych ubiegłego stulecia, według projektu architekta Bronisława Wiktora. Podczas inwentaryzacji kościół był otwarty, bowiem nadal pełnił funkcję magazynu zbożowego (a trwały żniwa). W nawie na rozłożonych płachtach leżały wysypane kopce ziarna, w prezbiterium były ustawione gotowe już worki. Aby je pomieścić, część wyposażenia (konfesjonały) ustawiono na ołtarzu. Co jednak ważniejsze, zarówno w głównym retabulum, jak i w dwóch bocznych znajdowały się nadal rzeźby i obrazy. W ołtarzu po lewej stronie na zasuwie przedstawiono Św. Jakuba Strzemię udzielającego błogosławieństwa. Obraz (z XX wieku) był częściowo odsunięty, zza niego wyglądała XVIII-wieczna rzeźba Chrystusa Ukrzyżowanego (swego rodzaju kopia Chrystusa z Milatyna Nowego). W ołtarzu po stronie prawej było płótno z wizerunkiem Św. Józefa. Po krótkiej dyskusji doszliśmy do wniosku że i to jest tylko obraz pełniący funkcję zasuwy, a za nim musi znajdować się kolejny. Udało się wejść pod mensę i po obluzowaniu kilku cegieł oraz desek zasuwa zjechała na dół. Naszym oczom ukazał się obraz Matki Boskiej w typie Salus Populi Romani, w lekko zakurzonej, ale wciąż błyszczącej, bogato pozłoconej, drewnianej sukience. Wizerunek ten był całkowicie nietknięty. Wrażenie nierealności potęgowały właśnie owe złocenia, mocno kontrastujące z bordowym, acz już zetlałym aksamitem, którym wybito wnękę. I w tej wnęce, u dołu obrazu stały cały czas zasuszone kwiaty. Czas się zatrzymał? Cofnął? Wyobraźnia przynosiła na myśl sceny, jakie mogły się rozgrywać tam w pod koniec lat czterdziestych: ustawiania tych kwiatów, zasuwania i blokowania zasuwy, zamykania kościoła i wyjazdu parafian z rodzinnej miejscowości a tzw. Ziemie Odzyskane. Byliśmy pierwszymi, którzy odsłonili po 50 latach ten wizerunek. On cały czas tam był. Jak i te kwiaty?. Niedawno natrafiłem w sieci na zdjęcia kościoła (http://picasaweb.google.com/obiezyswiat1/WYZNIANYUkraina#). Kościół jest uprzątnięty i uporządkowany, już nie ma w nim ziarna, a konfesjonały zostały ustawione pod ścianami. Ale zniknęły także rzeźby z ołtarza głównego, tabernakulum, zniknęły obrazy. I ten opisany chyba także. Nie mogę dostrzec go na fotografiach. Nie wiem kiedy to się stało, słyszałem że kilka lat temu były prowadzone prace przy zerwanym dachu na kościele. Mam nadzieję, że przedmioty te zostały uratowane, może przeniesione do jakiegoś innego kościoła. A nie podzieliły losów wystrojów z innych świątyń, które bezpowrotnie zniknęły. Strata byłaby tym boleśniejsza, wszak nastąpiła się w ciągu ostatnich 15 lat?Andrzej Betlej (ur. 1971 w Krakowie). Absolwent historii sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim, doktor, adiunkt w Instytucie Historii Sztuki UJ. Jego zainteresowania naukowe koncentrują się przede wszystkim na sztuce nowożytnej, a zwłaszcza na architekturze i rzeźbie na ziemiach wschodnich dawnej Rzeczypospolitej. Autor książek publikacji dotyczących kresów: Paweł Giżycki, architekt polski XVIII wieku (2003); SIBI, DEO, POSTERITATI. Jabłonowscy a sztuka w XVIII wieku (2010).Kontakt: www.andrzej.betlej.info

Rozglądając się wokół budowli znaleźliśmy ułomki kamieni, wrzucone do czegoś co można określić mianem śmietnika. Przy bliższym oglądzie okazało się, że są na nich jakieś napisy.

Jakimś cudem jedna z dziewczyn zaczęła go nagrywać. Nie zdawałem sobie sprawy jak te nagrania są ważne. Kiedy teraz je odsłuchałem zdałem sobie sprawę jak bardzo.

Mateusz Matyszkowicz o związkach polityki, ziemi i krwi, oraz o upiorności polskiej polityki.

Mariusz był dobrze przygotowany. Od swej Mamy otrzymał plan dworu. Pamiętam zdumienie jak zobaczyłem szczegółowo rozrysowany dwór z zaznaczoną sypialnią i trzema łóżeczkami podpisanymi bodajże "Lola, Nini i Mimi".

Trudno opisać emocje towarzyszce wynoszeniu tej chorągwi na światło dzienne. Po odczyszczeniu tkaniny okazało się że na drugiej stronie znajdował się wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej i słabo czytelny napis: A CHORĄGIEW SPRAWIONA PRZEZ P. MICHAŁA WOYCIECHOWSKIEGO 1837.

Zwykła drewniana szafa. Pusta. Wewnątrz jednak znajdowały się zapiski wykonane ołówkiem. Zapiski z lat dwudziestych i trzydziestych, sporządzane przez zakrystian i organistów.

Pani, która nas zaprosiła pochwaliła się jednak, że w świątyni jest dzwon Piłsudskiego. Pamiętam nasze uśmiechy na twarzy. Trochę niedowierzające... Dzwon Piłsudskiego?

JEST: czwartek 30 IX 2010 BYŁ: czwartek 30 IX 1621

Egzemplarzy Konstytucji Trzeciego Maja jest wiele. Ten jednak był szczególny, bowiem na karcie poprzedzającej stronę tytułową znajdował się odręczny wpis własnościowy. Autograf niewiarygodny, który czytającego przyprawiał o dreszcz…

JEST: środa 29 IX 2010 BYŁA: środa 29 IX 1621

JEST: wtorek 28 września IX 2010 BYŁ: wtorek 28 września IX 1621

JEST: poniedziałek 27 IX 2010 BYŁ: poniedziałek 27 IX 1621

JEST: niedziela 26 IX 2010 BYŁA: niedziela 26IX 1621

JEST: sobota 25 IX 2010 BYŁA: sobota 25 IX 1621

JEST: piątek 24 IX 2010 BYŁ: piątek 24 IX 1621

JEST: czwartek 23 IX 2010BYŁ: czwartek 23 IX 1621

JEST: 22 środa IX 2010 BYŁA: 22 środa IX 1621

JEST: wtorek 21 IX 2010BYŁ: wtorek 21 IX 1621

JEST: poniedziałek 20 IX 2010 BYŁ: poniedziałek 20 IX 1621

79zł

KUP TERAZ

as