BÓG, OGIEŃ I CZUŁOŚĆ: gawęda kolędowo-adwentowa nr 7

Paradoks rzeczą w baroku ulubioną, wiadomo. Czułostkowość – takoż. Zresztą ta czułostkowość nie jest tylko barokową w ogóle, bo nadto i także szczególnie sarmacką. Otóż Sarmaci byli czułostkowi mimo swej ogólnie znanej gruboskórności (mówili wszak o sobie: „Grubi Sarmaci”, w znaczeniu szorstkości ergo męskości i mężności obyczajowej).

Oświadczenie wstępne: w adwencie śpiewamy adwentowo, ale do kolęd się gotujemy. Co czyni autor, zapodając zawczasu płytkę swą właśnie wydaną, której można posłuchać we fragmentach [link=http://www.jacekkowalski.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=159&Itemid=87] którą można zakupić [link=http://www.jacekkowalski.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=128&Itemid=79] albo samemu pośpiewać ze śpiewnika staropolskawego, darmowo do wzięcia w pdf-ie [link=http://www.jacekkowalski.pl/index.php?option=com_content&view=category&layout=blog&id=49&Itemid=73]
– – – – – – – – – – – – – –

No tak, bo z jednej strony dziwi nas czasem staropolski brak wrażliwości na ludzki los, na niedolę biedaka, na śmierć dzieci. Ale to był brak wrażliwości ogólnoświatowy. Na świecie, także w tej zasobnej i światu przewodzącej Europie, biedacy i dzieci marły wówczas masowo – to smutna prawda. I ludzie możni nie rozpaczali po biedakach; a p dzieciach owszem, rozpaczali straszliwie, ale krótko: wkrótce musieli przechodzić nad śmiercią dziecka do porządku dziennego, po czym rodzili nowe.

Tymczasem wbrew tej niby ogólnoeuropejskiej obojętności, cudzoziemscy podróżnicy po Sarmacji odnotowali jakby nieco większą u nas czułostkowość wobec dzieci, niż gdzie indziej. Historycy sztuki – więcej niż gdzie indziej dziecięcych nagrobków, z wizerunkami niemowlątek rzezanymi w marmurze i piaskowcu, a historycy literatury – odnotowują zastanawiające „Treny” Kochanowskiego, jakże dziwne, bo poświęcone (cały poemat!) małemu dziecku. Rzadka to rzecz w nowożytnej Europie, jeśli nie w ogóle wyjątkowa – zważmy, iż Urszulka Kochanowska nie była nikim wybitnym, ani też nie była dzieckiem jedynym.

Na tym tle możemy się śmiało nie dziwić, że tyle u nas czułostkowych kolęd, choć i w innych krainach takie są. Możemy się więc nimi chwalić jako naszą specyfiką. Jest ich trochę, bardzo pięknych („Lililililaj…”; „Lulajże Jezuniu”).

W polskich klasztorach, kobiecych zwłaszcza, miały te kolędy swoje tło dodatkowe. Otóż Panny Zakonnice gromadziły się ze świeckimi na obrzędzie lulania Dzieciątka – i na te to okazje kolędy owe specjalne bywały tworzone.

Dziś – sprzedaję szanownym szczególną, gdzieniegdzie jeszcze znaną i śpiewaną, a teraz odgrzaną. Z czułostkowością łączy się w niej górna teologia. Bóg – jest Miłością, więc jest i Ogniem. Bo każda Miłość, a zwłaszcza ta Największa, goreje, pali, płonie. Dlaczego więc nie pali i nie spopiela sianka, na którym leży Dzieciatko? Dlaczego – przeciwnie, Dzieciątko to ziębnie? Tajemnica świętego siana!

Tak, tak: bo jak wiadomo – paradoks rzeczą w baroku ulubioną, a czułostkowość – takoż.

Jacek Kowalski

– – – – – – – – – – – – – – – – – – – – –

W załączeniu – na stronie www.kresy.pl, w dziale felietonów – empetrójka koledy osiemnastowiecznej z płyty naszej: „Siano Najdelikatniejsze”.

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz