Sitce (felieton właściwie nieskończony)

Mariusz był dobrze przygotowany. Od swej Mamy otrzymał plan dworu. Pamiętam zdumienie jak zobaczyłem szczegółowo rozrysowany dwór z zaznaczoną sypialnią i trzema łóżeczkami podpisanymi bodajże „Lola, Nini i Mimi”.

Przystępując do pisania tych felietonów przyjąłem założenie, że będą one dotyczyć wspomnień – refleksji łączących się zawsze i przede wszystkim z jakimś miejscem i jakimś dziełem. Tym razem jednak tekst będzie dotyczył nie tylko miejsca, ale przede wszystkim osoby, dzięki której się tam znalazłem.

Rok 1996. Inwentaryzacja „białoruska” z wypróbowanymi Przyjaciółmi z Warszawy. Ja jako gość – ale nie sam, bowiem poznałem wówczas Mariusza Hermanowicza. Był jak się okazało znanym artystą fotografem, emigrantem, pracującym bodajże w jakimś departamencie do spraw ochrony zabytków w Nancy(?). Był niezwykle przyjacielski, o łagodnym uśmiechu. Tak go zapamiętałem. Niedawno się dowiedziałem że Mariusz zmarł 2 lata temu.

Po powrocie do Krakowa już nie utrzymywaliśmy kontaktów. No nie, był jeden list – w którym przesłał mi zdjęcia z naszej wspólnego wypadu do miejscowości Sitce.

Sitce okazały się bowiem rodzinną miejscowością Jego Mamy, pochodzącej z rodziny Domejków. Za przyzwoleniem Pani Marii Kałamajskiej-Saeed razem – służbowym autobusem, z kierowcą Alikiem udaliśmy się do jego gniazda rodzinnego. Niewiele wiem, wstyd się przyznać, na temat tej miejscowości. Na pewno znajdował się tam w XVIII wieku pałac, o czym świadczy zachowana brama „wileńskiej architektury rokokowej” oraz kolumny nieistniejącego portyku. Późniejszy dwór, ten który istniał jeszcze przed wojną nie istnieje.

Mariusz był dobrze przygotowany. Od swej Mamy otrzymał plan dworu. Pamiętam zdumienie jak zobaczyłem szczegółowo rozrysowany dwór z zaznaczoną sypialnią i trzema łóżeczkami podpisanymi bodajże „Lola, Nini i Mimi”. Trzy siostry. Owszem, znałem tego typu plany rysowane z pamięci, ale właśnie wówczas dopiero uświadomiłem sobie ich znaczenie.

Dotąd napisałem

Coś mnie wówczas podkusiło. Wpisałem w google: „Sitce” i „Mariusz Hermanowicz”. Oto co wyskoczyło: http://fototapeta.art.pl/fti-2tm02.html

Pamiętam to spotkanie, pamiętam spisywanie adresów. Pamiętam wycinanie chaszczy na cmentarzu. Pamiętam wyraz twarzy Mariusza. Wystarczy.

Andrzej Betlej(ur. 1971 w Krakowie). Absolwent historii sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim, doktor, adiunkt w Instytucie Historii Sztuki UJ. Jego zainteresowania naukowe koncentrują się przede wszystkim na sztuce nowożytnej, a zwłaszcza na architekturze i rzeźbie na ziemiach wschodnich dawnej Rzeczypospolitej. Autor książek publikacji dotyczących kresów: Paweł Giżycki, architekt polski XVIII wieku(2003); SIBI, DEO, POSTERITATI. Jabłonowscy a sztuka w XVIII wieku(2010).

Kontakt: www.andrzej.betlej.info

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz