Niezwykła książka

Arcybiskup miał niezwykłą intuicję co do wyboru osób pracujących przy odnowie katedry. Myślę, że najbardziej w sercu cieszył się ze współpracy z Henrykiem Rosenem.

Chciałem napisać o moim ulubionym malarzu Jerzym Nowosielskim i jego związkach z Ukrainą gdy listonosz przyniósł mi grubą kopertę. Nadawca brzmiał bardzo poważnie, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W środku była książką którą zamówiłem jakiś czas temu – „Katedra ormiańska we Lwowie w latach 1902-1938” i podtytuł „Przemiany architektoniczne i dekoracja wnętrz”. Mój tekst nie jest oczywiście recenzją tej książki, nie jestem do tego absolutnie kompetentny. Katedra ormiańska we Lwowie jest jednym z trzech miejsc, które zawsze odwiedzam w czasie każdego mojego pobytu w Mieście nad Pełtwią. Nawet jeżeli wpadam tam na kilka godzin. Pozostałe dwa to Katedra Łacińska i Cerkiew Wołoska. Niegdyś najważniejsza świątynia ormiańska we Lwowie jest naprawdę miejscem niezwykłym. Nie dość, że architektura jej najstarszej części – dziś prezbiterium – jest dosłownie kalką budowli z terenu Armenii to świątynia ma przepiękne, czarujące wnętrze. Tu trzeba pokłonić głowę przed ówczesnym gospodarzem tego miejsca, arcybiskupem Józefem Teodorowiczem. To dzięki niemu przebudowa i restauracja tej świątyni odkryły na nowo jej piękno tworząc jeden z najwspanialszych zabytków na dawnych ziemiach Rzeczypospolitej. Arcybiskup miał niezwykłą intuicję co do wyboru osób pracujących przy odnowie katedry. Myślę, że najbardziej w sercu cieszył się ze współpracy z Henrykiem Rosenem. To on jest autorem malowideł wewnątrz kościoła. Nazwisko tego malarza nie jest powszechnie znane, swoje opus magnumzostawił we Lwowie.

Za każdym razem kiedy jestem w katedrze ormiańskiej przypatruje się tym wspaniałym malowidłom. Niemalże samoczynnie najpierw spoglądam za ołtarz na Ustanowienie Najświętszego Sakramentu. Chrystus pośrodku, a obok apostołowie w białych szatach. Liczysz i wychodzi, że jest ich 11. Gdzie Judasz, czy już wyszedł czynić swoją powinność? Nie, dopiero wychodzi, lub przygotowuje się do wyjścia. To postać w czarnych szatach, z prawej strony, odwrócona do nas plecami.

Pogrzeb św. Odilona na ścianie północnej. Tu się uśmiecham do siebie bo to miejsce, przed którym zawsze stają wycieczki a przewodnicy pokazują namalowane duchy towarzyszące zmarłemu które na pierwszy rzut oka nie są widoczne. Patrzyłem na to malowidło dziesiątki razy i… nigdy nie dostrzegłem szczegółów. A mianowicie ozdób z sukna z pokrywającego mary. Można się tam dopatrzeć kolejnych motywów biblijnych do których Rosen czerpał inspirację z miniatur średniowiecznych.

To co piszę o tej książce to naprawdę wierzchołek góry lodowej, to spostrzeżenia po przekartkowaniu i przeczytaniu kilku przypadkowo wybranych stron. Oczywiście rozumiem, że odbiór dzieł sztuki, w tym przypadku architektury i malarstwa jest bardzo indywidualną kwestią. Chcę jednak z całą mocą podkreślić, że to jest bardzo ważna książka dla wszystkich miłośników Kresów. Bardzo dobrze się stało, że Ministerstwo Kultury zdecydowało się je wydać . Chylę głowę przed autorką – Joanną Wolańską – jej książka to efekt wieloletniej mrówczej pracy, wręcz niewyobrażalnej. Już samo przygotowanie biogramu Henryka Rosena musiało kosztować ogrom pracy, a reszta…

No i łyżka dzięgciu. Szkoda, że ministerstwo nie zadbało o promocję i dystrybucję. Proszę spróbować kupić tę książkę w najbliższej księgarni. No i skład – niby wszystko w najlepszym porządku, ale czcionka niestety bardzo mała, po kilku stronach bolą oczy.

Na marginesie.

W ostatnim czasie kilka ważnych zabytków zostało odrestaurowanych we Lwowie – była już o tym mowa na Kresy.pl. Nie muszę dodawać, że prace te zostały wykonane za polskie pieniądze. Szkoda tylko, że czasami renowacje są zrobione źle. Podobno popiersie Marii Konopnickiej na jej nagrobku pomalowano jakąś farbą. Wybieram się do Lwowa w najbliższym czasie, tym razem pierwsze kroki skieruję na Cmentarz Łyczakowski.

I już zupełnie na koniec. Będąc przed paru laty w Wiedniu zwiedzałem wzgórze Kahlenberg. W znajdującym się tam kościółku jest niewielka kapliczka przypominająca o Janie III Sobieskim. Zwróciły moją uwagę malowidła na ścianach. Bardzo mi coś przypominały, byłem pewien, że gdzieś musiałem widzieć prace autora tych malowideł. Szybko uzmysłowiłem sobie, że to Rosen. Ręki tego malarza nie da się zapomnieć ani pomylić z pracą kogoś innego.

Jacek Tokarski

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz