WOŁOWA WOLA czyli gawęda kolędowo-adwentowa nr 4

Młode panienki nowicjuszki mają – jak każdy człowiek – wolna wolę. A wolna wola, jeśli nieokiełznana – jest jako wolny wołek, hasający po pastwisku w sposób niezorganizowany i niebezpieczny.

Oświadczenie wstępne: w adwencie śpiewamy adwentowo, ale do kolęd się gotujemy. Co czyni autor, zapodając zawczasu płytkę swą właśnie wydaną, której można posłuchać we fragmentach [link=http://www.jacekkowalski.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=159&Itemid=87] którą można zakupić [link=http://www.jacekkowalski.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=128&Itemid=79] albo samemu pośpiewać ze śpiewnika staropolskawego, darmowo do wzięcia w pdf-ie [link=http://www.jacekkowalski.pl/index.php?option=com_content&view=category&layout=blog&id=49&Itemid=73]

– – – – – – – – – – – – – –

Podejrzewam, że tak właśnie mistrzyni nowicjatu u krakowskich karmelitanek tłumaczyła sprawę wolnej woli nowicjuszkom. W tym bowiem klasztorze powstał rękopis z kolędką o duchownych wołkach. A po objaśnieniu mistrzyni zadała którejś z nowicjuszek napisanie wołkowej pastorałki, z taką właśnie metaforą. Pisywanie tekstów pobożnych – w tym pastorałek i pieśni na Boże Narodzenie należało wszak do obowiązkowych, duchownych ćwiczeń.

Ale może matka od nowicjatu sama to napisała i do odśpiewania nowicjatowi dała? Tak, tak, chyba sama. Forma i muzyka w tej pastorałeczce aż nazbyt przecież świetna i skoczna. Znać pióro sprawne, choć kobiece, myśl swawolną, choć zakonną, nadto logikę aż nadto wyszlifowaną – jak to u mistrzyni nowicjatu.

Pisano, że nasze Sarmatki miały ciężkie ręce do piór. Może i miały – ale najwyraźniej nie sarmackie panny zakonne. W ogóle w całym rękopisie „kantyczek karmelitańskich” forma i muzyka są doskonałe. I tylko po części zawiera on kolędy zebrane z zewnątrz – te z Żabczycowych „Symfonij” i inne, skądinąd nam też znane. Pozostałe – widać to wyraźnie – mają odniesienie bezpośrednie do wewnętrznego świata karmelitańskiego klasztoru, z niego wyszły, w nim są zakorzenione.

Są wszak zakorzenione także w świecie ziemiańskiej tradycji, z którego pannice-zakonnice-szlachcianki wyszły. A jednak bardziej są te teksty chrześcijańskie niźli ściśle ziemiańskie, choć w dworkowej sarmackości ponurzone. Przestrzegają wszak, iżby „woły” (czyli: podmioty dysponujące wolną wolą) trzymały się z dala od „dworu” – to jest, by wystrzegały się dworskiego „pysznego humoru” (i: „nie chodźcie za wrota, | gdzie niemiła cnota”)

No tak: zakonnice wyszły ze świata ziemian – ale właśnie wyszły, czyli właśnie porzuciły ów świat.

Weszły zaś w świat klasztoru niezupełnie pozbawiony fizyczności. Dlatego mistrzyni nowicjatu przypomina im, że tu trzeba teraz iść „z naturą w zapasy”. Nie była im wszak obca śmierdząca kuchnia („woły moje… nie chodźcie do kuchnie… | gdzie co złego cuchnie…”) i pewno najwyraźniej wiedziały, co to są cierpienia brzemiennej (choć, oczywiście, raczej nie z własnego doświadczenia – tylko niektóre mogły być eks-mężatkami). Czego dowodzi wczoraj cytowana kolęda („Pomału Józefie”). Myślę bowiem, że i ona spod pióra zakonnej panny wyszła.

Jacek Kowalski

– – – – – – – – – – – – – – – – – – – – –

W załączeniu – empetrójka kolędy tejże, o której tu mowa była, z płyty naszej: „Wołki duchowne”.

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz