Godzina myśli

Jakimś cudem jedna z dziewczyn zaczęła go nagrywać. Nie zdawałem sobie sprawy jak te nagrania są ważne. Kiedy teraz je odsłuchałem zdałem sobie sprawę jak bardzo.

To było całkowite zaskoczenie. Na to nagranie natrafiłem zupełnie przez przypadek. Szukając pomysłu na ten tekst przeglądałem moje zdjęcia z Ukrainy. Nigdy nie zdobyłem się na to aby je porządnie zarchiwizować, jak czegoś potrzebuję to po prostu szukam. Mam nadzieję, że kiedyś będę miał porządny katalog ze zdjęciami. Na szczęcie niczego nie wyrzucam i raczej przegrywam kilka razy. Wśród płytek znalazłem jedną podpisaną nie moją ręką – Ukraina 05-08.06.2006. Ale obok już mój dopisek bardzo ważne!Oprócz zdjęć było pięć plików dźwiękowych. Okazało się, że to nagrane przez jedną uczennicę spotkanie z Panem Grzegorzem Grocholskim z Krzemieńca. Miasto Juliusza Słowackiego jest prawie zawsze ostatnim etapem moich objazdów po Ukrainie. Nie robię tego często, najwyżej raz czy dwa razy do roku. Stałe zleceniamam od jednego nauczyciela ze szkoły z Kozienic. Wymyślił sobie, że jego klasy musi zwiedzić ze mną Ukrainę. I tak już od kilku lat. Bardzo lubię te wyjazdy bo to mądre i grzeczne dzieci. Choć to licealiści to tak właśnie o nich piszę. Zawsze się z tego śmieją kiedy tak na nich wołam. A więc jeździmy przez 5 dni po Ukrainie. Ile z tego zapamiętają, nie wiem, ale naprawdę słuchają.

Te wyjazdy wydają mi się bardzo ważne. Ci młodzi ludzie o Ukrainie prawie nic nie wiedzą, historię znają podręcznikowo. Poruszam całe spectrum zagadnień i ładuje im do głów maksymalną ilość wiedzy. Krzemieniec ze wspaniałymi tradycjami szkolnymi zostawiam sobie niejako na deser. Opowiadam o programie edukacyjnym Liceum Krzemienieckiego stojąc przed jego gmachem. To naprawdę wspaniałe, wiem, że nie tylko dla mnie.

I kiedy tak staliśmy na parkingu przed kościołem katolickim w Krzemieńcu wszedł do naszego autobusu starszy pan. Wybieraliśmy się właśnie na Górę Bony. Warto tam dojechać kiedy słońce zachodzi. Zabraliśmy Pana Grzegorza ze sobą który od razu porwał mikrofon. Zaczął śpiewać i deklamować wiersze. Dzieciaki śpiewały Sokołyrazem z nim. Jakimś cudem jedna z dziewczyn zaczęła go nagrywać. Nie zdawałem sobie sprawy jak te nagrania są ważne. Kiedy teraz je odsłuchałem zdałem sobie sprawę jak bardzo. W Krzemieńcu żyje obecnie nie więcej niż 200 Polaków. Gromadzą się wokół kościoła św. Stanisława Biskupa i żyją silnym wspomnieniem Juliusza Słowackiego. Młodych ludzi jest niewielu, prawie każdy marzy, aby wjechać do Polski. Pan Grzegorz Grocholski – mam nadzieję, że ma się dobrze – mówi pięknym kresowym akcentem, który coraz trudniej jest usłyszeć.

W jego ustach Słowacki brzmi z podwójną mocą, co ja mówię, deklamowany w Krzemieńcu, na drodze na Górę Bony brzmi niezwykle. Dzieci były tym spotkaniem zauroczone, jestem pewien, że już nigdy nie zapomną Juliusza Słowackiego. Ale co mówi licealiście zdanie wypowiedziane przez nauczyciela Juliusz Słowacki urodził się w Krzemieńcu…Tam trzeba być, trzeba zobaczyć to miasto, trzeba wejść na Górę Bony i spojrzeć na piękny kościół licealny, po prostu trzeba.

Jacek Tokarski

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz