Michnik, pogromy ruskich & rusofobów wywózki

Michnik parę dni temu ujawnił samym Rosjanom (bo w wywiadzie dla Ruskich), że swego czasu bał się antyrosyjskich pogromów w Polsce:

Bałem się, że w Polsce po upadku Związku Radzieckiego będą antyrosyjskie pogromy.

[link=http://niezalezna.pl/10889-michnik-bez-rosji-polsce-bedzie-trudniej]

Kiedy ostatnio zdarzyły się w Polsce antyrosyjskie pogromy? Wysilmy umysł… ostatnio, to chyba w roku 1794. Padło wtedy ponoć kilka tysięcy Moskali, a pod kolumną Zygmunta tłum rozszarpał na sztuki syna samegoIgelströma (bo sam Igelström zdołał zbiec). Okropnosć!

Czy coś takiego zdarzyć się mogło po roku 1989? Każdy, kto żył w tamtych latach i był przy zdrowych zmysłach wie, że nie mogło. Ale… jakoś nie wie tego M. Dlaczego nie wie? Bo on chyba po prostu „nie czuje”, kim jest i jaki jest Naród Polski (i jeszcze to słowo: „pogromy”!). Ale jeszcze dziwniejszy od powyższych słów wydaje się wniosek, do jakiego doszedł w następnym zdaniu:

Nie było ani jednego takiego incydentu. W związku z tym, jestem stuprocentowo pewny, iż w polskim społeczeństwie też rusofobów nie ma.

[link=http://niezalezna.pl/10889-michnik-bez-rosji-polsce-bedzie-trudniej]

Nie ma rzeczywiście… Czyżby? Cofnijmy się, jak M., do roku 1794 i jeszcze ciut wcześniej. Kiedy to następowało usuwanie rusofobów z przestrzeni publicznej. Wszak tuż przed i tuż po owym „pogromie” Rosjan z roku 1794 miały miejsce pewne, hm, deportacje rusofobów do Rosji…

No i proszę. Okazuje się, że i dziś rusofobowie są w polskim społeczeństwie. Ale że to bardzo jest niezdrowe, więc się ich eliminuje. Eliminuje poprzez, zgodne z tradycją z około roku 1794, wywożenie do Rosji. Tymi rusofobami są czeczeńscy uchodźcy, jak najbardziej dla Rosji groźni, więc nachodzeni przez antyterrorystów, inwigilowani, czasem bici; ich rodziny są rozdzielane, a niektórzy spośród tych rusofobów – właśnie – deportowani. A jakże, właśnie do Rosji. No i niektórzy, jak dowiadujemy się od Krystyny Kurczab-Redlich, już w tej Rosji znikli. Czemuż się dziwić – Rosja, kraj wielki, zgubić się łatwo.

[link=http://niezalezna.pl/10896-antyterrorysci-przeciwko-czeczenom]

Co na to nasza władza? Cóż, ona zapewne zarządza powyższe deportacje w imię dobrosąsiedzkich polsko-ruskich stosunków. A kiedyż to się ostatnio zdarzało, żeby stosunki polsko–rosyjskie były tak dobre? Ach, ba, mam, niestety: w roku 1792, kiedy caryca Katarzyna interweniowała skutecznie w sprawie polskiej racji stanu. Wszakże i dziś minister Ławrow publicznie upomina się u Komisji Europejskiej o „interesy Rosji i Polski”.

[link=http://kresy.pl/wydarzenia,gospodarka?zobacz/spotkanie-szefow-msz-polski-rosji-i-niemiec-w-krolewcu]

Ale apage, precz kusa pokusa! Zapędziłem się. Strach wyciągać zbyt daleko idące wnioski. Już wolę wysłuchiwać informacji o tym, że, sicutNałęcz rzecze, Były Pełniący Obowiązki Prezydenta RP jest prawdziwie „zdziwiony interwencją ABW w mieszkaniu Roberta Frycza” (autora strony internetowej „Antykomor”) i że „będzie po stronie broniących swobody wypowiedzi”, jako że „już w PRL demonstrował w obronie wolności słowa”. Co prawda Nałęcz rzekł też w imieniu Byłego Pełniącego, że „nie można mieć pretensji do prokuratury i ABW, ponieważ funkcjonariusze kierowali się przepisami prawa”.

[link=http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,9644107,Nalecz_o_antykomor_pl__Prezydent_bedzie_bronil_autora.html]

Masz ci los! Znów mnie zniosło. Wszak kubek w kubek podobnie (acz piszę to toutes proportions gardées) wyglądała interwencja króla Stasia na rzecz tych, co go chcieli porwać w owej sławnej akcji z listopada 1771 roku, po to, żeby z rusoluba zrobić zeń rusofoba. Król zalecał sędziom łagodny wymiar kary dla porywaczy i w ogóle porywaczom przebaczył, ale sędziowie jakoś króla nie posłuchali; niemniej król także i sędziom tę samowolę wybaczył, po czym porywacze zostali poćwiartowani. Łaskawość królewska łaskawością, ale dura lex sed lex: wszak„funkcjonariusze kierowali się przepisami prawa”.

Pewnie dlatego przestrzeń publiczna widziała ostatnio zagęszczone interwencje czujnych funkcjonariuszy, kierujących się przepisami prawa i zatrzymujących tych, którzy język swój i spreje rozpasali, pisząc na przykład: „przyszła pora na antykomora – wolność słowa jest niezdrowa”.

[link=http://niezalezna.pl/10883-zatrzymani-za-transparent-powtorka-z-prl]

Ale mija rok 1794, mija ostatni rozbiór – i oto nagle na tym polskim poletku pojawia się jakiś Napoleon. Tak jakbyśmy przeszli nagle do roku 1806, kiedy to rusofobia znów weszła na salony, a niektórzy niedawni zdrajcy-zaborcofile mianowani zostali urzędnikami Księstwa.

Ale wróćmy do rzeczywistości. Nie mamy ani roku 1794, ani roku 1806. I nie mamy antyrosyjskich pogromów”.Ani żadnych innych. I zamiast Napoleona jest co najwyżej Obama. I czegóż się teraz będzie bał M.? Aż strach pomyśleć. Nie, nie pomyślę, poczekam, samo wylezie.

Jacek Kowalski

Reklama



2 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz