57
odpowiedzi
trifleas @trifleas
Kilka słów o mnie:
Brak danych
Strona internetowa:
Brak danych
Skąd jestem:
Brak danych
Wykształcenie:
Brak danych
Związki z Kresami:
Brak danych
Ulubiona książka:
Brak danych
Facebook:
Brak danych
Twitter:
Brak danych
Masz rację. To nie jest jednak mentalność chłopska tylko wschodnia. Polacy w Koronie tacy nie byli. To przyszło ze wschodu i weszło w krew w sensie przenośnym i dosłwnym.
Sprawa Berezowskiej pokazuje, czym faktycznie zajmuje się Ukraina na terenie Europy. Zamach bombowy w Monako, udział oficera ukraińskiego wywiadu, były policjant, a potem szybka likwidacja jedynej osoby spoza struktur państwowych – zastrzelonej i zakopanej pod Kijowem tydzień po powrocie.
To nie jest „przestępczość indywidualna”, tylko działalność operacyjna państwa, które prowadzi swoje akcje na terenie UE i usuwa świadków, gdy stają się niewygodni.
Polska finansuje to państwo i ma w swoich granicach miliony Ukraińców. Ukraina traktuje Polskę wrogo i z pogardą, a więc co się stało w Monako powinno być dla Polaków ostrzeżeniem.
Centrum serwisowania Patriot wygląda dobrze w mediach, ale nie rozwiązuje żadnego realnego problemu Polski. To jest warsztat, nie magazyn. Nie daje Polsce ani jednego pocisku PAC‑3 MSE, nie daje dostępu do amerykańskich zapasów i nie daje priorytetu w kolejce po nowe rakiety.
Jednocześnie ta umowa jasno pokazuje, skąd przyszła inicjatywa przekazania polskich pocisków — i kto wydał polityczny sygnał. Rozkazy przyszły z USA, od Trumpa, a zostały przekazane przez niemieckiego zarządcę Europy. Polska oddała Ukrainie swoją najdroższą i kluczową amunicję, a w zamian dostała infrastrukturę, która będzie głównie serwisować sprzęt innych państw NATO. Trump właśnie teraz prowadzi mediacje między Rosją a Ukrainą i wiele się po nich spodziewa.
Warto zauważyć, że Trump potrafi doskonale porozumiewać się z polskim rządem za pośrednictwem Niemiec, całkowicie pomijając prezydenta Nawrockiego. Prezydent jest zwierzchnikiem Sił Zbrojnych, a został potraktowany — mówiąc najdelikatniej — poza protokołem. A przecież miała to być wielka przyjaźń.
Ukraina widzi, jaka jest pozycja Polski, i zachowuje się wobec niej wrogo oraz pogardliwie, zgodnie ze wschodnim zwyczajem.
Polska zapłaciła USA za obecność 5000 żołnierzy, a teraz zapłaciła drugi raz, oddając Ukrainie swoją najdroższą i kluczową amunicję PAC‑3 MSE. Niemcy niczego nie oddały, bo nie mają tej broni, a Trump niczego nie daje — on tylko sprzedaje i negocjuje.
W praktyce wygląda to tak, że USA prowadzą transakcyjną politykę, Niemcy przekazują presję polityczną dalej, a Polska wykonuje „gesty lojalności”, które osłabiają jej własną obronę. W zamian nie ma ani zwrotu pieniędzy, ani gwarancji szybkiego uzupełnienia rakiet, a nawet miejsce w kolejce na nowe PAC‑3 MSE mogło zostać oddane Ukrainie.
Cała narracja Sikorskiego o „rosyjskiej prowokacji” pojawiła się dopiero po oddaniu broni – jako polityczne uzasadnienie decyzji przed Polakami, a nie efekt realnego zagrożenia.
PAC‑3 MSE to jedyna rakieta hit‑to‑kill, jedyna zdolna przechwycić Iskandera i jedyna zdolna zniszczyć cel w końcowej fazie lotu.
Oddanie polskich PAC‑3 MSE – nawet kilku sztuk – ma znaczenie strategiczne. To była katastrofalna decyzja – podjęta samowolnie, w tajemnicy, bez konsultacji z prezydentem i bez udziału BBN.
Tutaj jest link do Myrotworec z profilem „przestępczym” Szef Kancelarii Prezydenta RP Zbigniewa Boguckiego: https://myrotvorets.center/criminal/bohutskyi-zbyhnev/?__cf_chl_f_tk=.EMUZ6YfHWdsaSiBbnmeNSlVKXSW6cTq_XlBnCgQWL8-1783363839-1.0.1.1-UjpQK245O70uOwQDJrbwnjwVJ0ptVHzV2RfGL0UCdKo
Na Litwie przejęła władzę partia, która jest odpowiednikiem polskiego KO, czyli mocno pro-ukraińska i proeuropejska. Kondratowicz był zbyt krytyczny wobec Ukrainy, a wiec został usunięty. Zmiana rządu wzmacnia skrzydło najbardziej przychylne Ukrainie (LSDP). Nie wykluczam działania ukraińskiego lobby, które jest aktywne w EU, Polsce i wszędzie indziej. Patrząc geopolitycznie, Polska jest okrążona.
Rosja wpisuje polskiego prezydenta na listę „poszukiwanych”, a jednocześnie Ukraina – poprzez Myrotworec – wpisuje szefa jego kancelarii na listę „wrogów Ukrainy” tylko za wypowiedzi o Wołyniu, kulcie Bandery i Małopolsce Wschodniej . Dwa państwa prowadzące ze sobą wojnę wspólnie atakują polską głowę państwa i jego otoczenie. To jest atak na kancelarię prezydenta RP, czyli na instytucję reprezentującą państwo polskie.
Co gorsza, zarówno Rosja, jak i Ukraina posługują się tą samą wersją historii, która jest zaprzeczeniem polskiej i zachodniej narracji. Rosja od lat relatywizuje zbrodnie sowieckie, a Ukraina – jak widać w artykule – reaguje agresywnie na samo wspomnienie o Wołyniu, wpisując polskich urzędników na listy „wrogów” za mówienie prawdy historycznej.
W artykule ukraiński publicysta Portnikow nazywa Polskę „szantażystą”, tylko dlatego, że domaga się prawdy historycznej i uczciwego podejścia do tematu ukraińskich mordów. To jest bardzo niepokojące. Polska była jednym z najważniejszych państw wspierających Ukrainę od 2022 roku, a mimo to pojawiają się głosy, że należy nas „ukarać” finansowo i pozbawić wpływu w UE, bo nie zgadzamy się na fałszowanie historii.
Jeśli takie oskarżenia pojawiają się jeszcze przed wejściem Ukrainy do Unii, to co będzie po akcesji?
Kosiniak‑Kamysz, lekarz ze „sprzedajnej” partii koalicyjnej, która ma minimalne poparcie społeczne i nie ma nic wspólnego z tradycyjnym ruchem ludowym, ujawnia dane szczegółowe w sposób, który może zaszkodzić bezpieczeństwu państwa. Jest to działanie celowe, aby KO mogło przykryć własne afery i zyskać polityczne punkty przed wyborami. To nie ma nic wspólnego z transparentnością – to jest czysta gra polityczna.
Warto też zauważyć, że sytuacja darowizn z 2022–2023 powinna być oceniana z perspektywy tamtego okresu historycznego – czasu pełnoskalowej wojny, chaosu strategicznego i presji międzynarodowej. Tymczasem będzie oceniana według dzisiejszej wiedzy, dzisiejszych nastrojów społecznych i dzisiejszej politycznej kalkulacji KO. Kosiniak‑Kamysz doskonale wie, że takie zestawienie z góry ustawia PiS w niekorzystnym świetle, niezależnie od realiów tamtego czasu.
Rzecznik prezydenta trafnie wskazał, że temat odtajnienia donacji jest „tematem zastępczym”. W artykule jasno pada stwierdzenie, że cała operacja ma sprawić, że przez pewien czas opinia publiczna będzie żyła wyłącznie tym, ile Polska przekazała Ukrainie, szczególnie w 2022 roku . To jest bardzo wyrafinowana próba przykrycia poważnych problemów koalicji – licznych afer, chaosu i rosnącego rozczarowania społeczeństwa ich rządami.
Warto przy tym pamiętać, że Polska już wcześniej ujawniała ogólne informacje o pomocy wojskowej, w formie identycznej jak robiły to inne państwa NATO. Spór dotyczy teraz ujawnienia szczegółów, które – jak podkreśla Pałac Prezydencki – są informacjami niejawnymi i mogą być wykorzystane przez wywiady obcych państw. Żadne z państw NATO takich szczegółów pomocy Ukrainie nie podało do publicznej wiadomości – Polska byłaby pierwsza. To nie jest drobiazg, to kwestia bezpieczeństwa, w czasie wojny, która ciągle trwa.
Wykorzystanie tematu donacji w momencie, gdy nastroje społeczne wobec Ukrainy są w punkcie zapalnym, jest politycznie wygodne dla rządu. Zamiast tłumaczyć się z własnych afer, można wywołać awanturę wokół decyzji poprzedniego rządu i odwrócić uwagę opinii publicznej. Mechanizm jest prosty: silny, emocjonalny temat przykrywa niewygodne sprawy przed wyborami. KO uczy się na metodach Zełenskiego.
Tusk mówi, że „chciałby usłyszeć wyraźny sygnał z Kijowa”. Tymczasem Kijów już mu odpowiedział – i to nie słowami, lecz czynami. Najpierw nadanie imienia „Bohaterów UPA” jednostce wojskowej, a teraz informacja o stworzeniu Panteonu Narodowego na terenie Ławry Peczerskiej. To jest sygnał aż nadto wyraźny: Ukraina nie zamierza zmieniać swojej narracji historycznej. Ona ją właśnie uświęca.
„Państwo kozackie”, które ma trafić do Panteonu, nie jest żadną kontynuacją dawnej Rusi. Kozaczyzna była tworem Rzeczypospolitej, stanem wojskowo‑społecznym funkcjonującym w ramach polskiego państwa. Łączenie Kozaków z Rusią to konstrukcja propagandowa, którą najpierw stworzyła Moskwa po ugodzie perejasławskiej, a dziś powtarza ją Ukraina. W efekcie fałsz staje się „świętą prawdą narodową”, bo zostaje umieszczony w najważniejszym miejscu ukraińskiej tradycji religijnej.
To jest faktyczne przypieczętowanie zniszczenia historii Rzeczypospolitej na tych ziemiach. Polska zostaje przedstawiona jako odwieczny okupant, Kozacy jako naród walczący o „wyzwolenie”, a UPA jako kontynuator tej walki. To jest ogromny triumf rosyjskiej narracji, nawet jeśli Ukraina robi to w imię własnej tożsamości.
Zmiana stanowiska wielu polskich polityków, w tym Jarosława Kaczyńskiego, nie jest przypadkowa. Przez pierwszy rok wojny Zelensky oferował sojusz, a więc dominowała w Polsce narracja pełnej solidarności z Ukrainą, dlatego mówiono o „wybaczeniu” Wołynia. Z biegiem czasu narracja ukraińska i polska zaczęły się zmieniać. Dziś widać wyraźnie, że Ukraina nie tylko nie odrzuciła kultu OUN‑UPA, ale też opiera swoją pamięć historyczną na przekonaniu, że Polska była „odwiecznym okupantem” – zarówno Kozaków, jak i późniejszych ziem ukraińskich.
Ta narracja nie powstała w 2014 roku. Jej korzenie sięgają XVII wieku, kiedy kozacy oddali się pod władzę cara (ugodę perejasławską), a Rosja stworzyła propagandowy mit o „wyzwoleniu Rusi spod polskiej okupacji”. Ten mit został później przejęty i rozwijany przez ukraińską historiografię. Dopiero teraz, po ostatnich wydarzeniach i masowych komentarzach Ukraińców w sieci, Polacy zobaczyli, jak powszechne jest to fałszywe rozumienie historii.
W tej sytuacji trudno oczekiwać, by polscy politycy nadal powtarzali narrację o „wybaczeniu”, skoro strona ukraińska usprawiedliwia Wołyń rzekomą polską okupacją. Dlatego stanowisko Kaczyńskiego musiało się zmienić – nie z powodu emocji, lecz dlatego, że ujawniła się rzeczywistość, której wcześniej nie dostrzegano. Akceptacja ukraińskiej wersji dziejów oznaczałaby zgodę na sfałszowanie własnej historii, czyli odwrócenie ról ofiary i sprawcy, a na to Polska nie może pozwolić.
Tymczasem ukraińscy oligarchowie – faktyczni beneficjenci systemu – nie ponoszą żadnych realnych kosztów wojny ani odbudowy.
Mają ogromne wpływy w polityce i mediach, zarówno na Ukrainie, jak i na Zachodzie.
To oni blokują reformy, które Polska od lat postuluje, i to oni mają interes w podsycaniu niechęci wobec Polski (dominującej w ukraińskich komentarzach), zwłaszcza gdy Warszawa domaga się kontroli importu, ograniczenia przywilejów i walki z korupcją.
Ten mechanizm jest prosty: odwrócić uwagę społeczeństwa od własnych elit i skierować emocje na zewnętrznego „winnego”, czyli Polskę.
Ukraina otrzymuje w UE i NATO specjalne przywileje, których nie miał żaden inny kraj. Teraz domaga się kolejnego uprzywilejowania – statusu „security contributor” oraz 70 mld euro z NATO, bez udziału USA. To oznacza, że sumę 70 mld pokryją tylko europejscy członkowie NATO, w tym Polska. Jak widać, Kijów funkcjonuje już praktycznie jak państwo wewnątrz struktur Zachodu, choć nie jest członkiem ani UE, ani NATO.
Tymczasem skutki tej polityki ponoszą zwykli Polacy. W sierpniu i wrześniu znowu zaleje nas ukraińskie zboże i inne produkty, bo UE utrzymuje dla Ukrainy otwarte granice i preferencje handlowe. Polscy rolnicy, kierowcy, przedsiębiorcy i pracownicy tracą pracę, a kryzys gospodarczy się pogłębia. Polska już teraz spłaca odsetki od ukraińskich pożyczek w EU, a będzie spłacała w ramach SAFE. To nie wszystko, bo w przyszłości może spłacać także kapitał, jeśli Ukraina nie będzie w stanie tego zrobić.
Nie ma żadnego traktatu, który zobowiązuje Polskę do utrzymywania obcego państwa przez pokolenia. Polska w 1939 roku walczyła sama z dwoma najeźdźcami, gdy UPA było wrogiem wewnętrznym, a część ukraińskich formacji współpracowała z III Rzeszą. Dziś Polacy nie godzą się na to, by koszty wojny i odbudowy Ukrainy były przerzucane na nich.
Ukraina nie broni Europy! To Europa broni Ukrainy!
Ukraina ma prawo do własnej narracji historycznej, ale nie może oczekiwać, że Polska ukraińską wersję zaakceptuje i będzie ją „szanować”.
OUN‑UPA nie była ruchem „antyrosyjskim”, jak próbuje się to dziś przedstawiać. Głównym celem ich działań byli Polacy – i to widać w bezmiarze okrucieństwa i w liczbach ofiar, które są nieporównywalnie większe (masowy mord) niż straty rosyjskie (incydenty).
Polska nie może akceptować narracji, która gloryfikuje organizacje odpowiedzialne za masowe zbrodnie na polskiej ludności cywilnej. Szacunek dla prawdy historycznej jest fundamentem relacji między państwami.
Współpraca z Ukrainą jest ważna, ale nie tak ważna aby mogła odbywać się kosztem polskiej pamięci, faktów i godności polskich ofiar.
W 2018 natrafiłem na reklamy na YouTube w języku arabskim promujące przedostawanie się do Polski w ciężarówkach. To były czasy, kiedy koalicja Tuska chodziła na granicę z pizzą, a nieprzyjazną Polsce propagandę sączyło OKO Press.
Jednak, w takie podróże nie wyruszają ludzie pozbawieni środków do życia, a raczej osoby zamożne, aby urządzić się na koszt obywateli obcego kraju. Organizacje zajmujące się przemytem migrantów ekonomicznych czerpią z tego ogromne zyski.
O ile jednak tamta reklama ukazywała osoby ukryte w specjalnych skrytkach, tutaj mamy do czynienia z transportem masowym. Ci ludzie zostali wykryci – w przeciwieństwie do tych, którym udało się niepostrzeżenie przekroczyć granicę.
Zalew imigrantami ekonomicznymi jest egzystencjalnym zagrożeniem dla Polski i Europy.
„Twierdził, że mężczyźni są zabierani z ulic, sprzed domów i kościołów, a następnie wcielani do wojska. W jego ocenie na froncie znajduje się co najmniej około 100 osób, które czują się Polakami.”
Obecny rząd w Polsce jest pro-ukraiński. Ukraina oficjalnie wspierała koalicję Tuska przeciwko PiS. A więc, z jego strony reakcji raczej nie należy się spodziewać.
Ukraińcy „oczyszczali” te ziemie z Polaków w przeszłości i „oczyszczają” nadal.
Polska nie jest „frajerem”, tylko państwem, które w chwili obecnej świadomie buduje swoje bezpieczeństwo w oparciu o NATO i USA, bo alternatywą jest samotność wobec Rosji.
Sprowadzanie całej historii relacji międzynarodowych do kilku wybranych krzywd z przeszłości jest po prostu manipulacją — niezależnie od tego, kto ją powtarza.
Jeśli chcemy poważnie rozmawiać o bezpieczeństwie, to musimy wyjść poza emocjonalne kalki i pamiętać, że polityka to nie bajka o zdradach, tylko gra interesów, w której Polska ma prawo działać racjonalnie.
WCz. Franciszku,
Dziękuję za przywołanie Konecznego. Warto jednak pamiętać, że Profesor nie klasyfikował Słowacji jako cywilizacji turańskiej, a jego typologia dotyczyła przede wszystkim Rusi i Moskwy.
Mimo wszystko, Europa Środkowa, wedle Konecznego, jest obszarem przenikania wpływów, a Słowacja leży właśnie w takim obszarze. Zatem interpretowanie zachowania Słowacji jako przejawu „turańszczyzny” jest uzasadnione.
Moim zdaniem sprawa wymaga natychmiastowego audytu. Mówimy o miejskim stadionie, majątku publicznym i umowach zawieranych przez spółkę komunalną MOSiR, która powinna działać w pełnej jawności. To właśnie spółki komunalne są klasycznym miejscem nadużyć
Tymczasem ratusz zasłania się „klauzulą poufności”, choć taka klauzula nie może uchylać obowiązku ujawnienia informacji publicznej. Konstytucja mówi jasno: ograniczenie jawności może wynikać tylko z ustawy.
Brak podania stawek, brak uzasadnienia i brak transparentności przy wieloletniej współpracy z ukraińskim klubem to klasyczne czerwone flagi. Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, na jakich zasadach miasto wynajmuje swój stadion. Audyt NIK lub kontrola zewnętrzna są w tej sytuacji absolutnie konieczne.
Tak na marginesie, to polskie miasto Lublin przechodzi zastanawiający proces ukrainizacji. Niedawno czytaliśmy o Ukraince zatrudnionej przez urząd miasta, która ściągała z Afryki całe rodziny imigranckie na koszt podatników do Polski na studia. Ukrainizacja i afrykanizacja ojczyzny postępuje z zawrotną szybkością. Polacy zapewne ignorują fakt, że większość obywateli Czarnego Lądu to muzułmanie.
Spór o Banderę, po Czechach, zaczyna wkraczać na Słowację. Jednak wypowiedzi Andreja Danko i SNS nie są wyrazem jakiejś głębokiej słowackiej refleksji nad historią, lecz elementem bieżącej gry politycznej.
Andrej Danko próbuje dziś przedstawiać się jako strażnik moralności, powołując się na polskie gesty wobec Zelenskiego. Warto jednak pamiętać, że w 1939 roku państwo słowackie maszerowało u boku III Rzeszy przeciwko Polsce.
To kolejny przykład, jak pamięć historyczna w regionie staje się narzędziem politycznym, a nie przestrzenią uczciwego dialogu.
Ukraińska narracja o „sprawiedliwości historycznej” jest zbudowana na micie bardzo podobnym do rosyjskiego.
Rosja od 300 lat twierdzi, że Kozacy byli „odrębnym narodem”, a Rzeczpospolita „zabrała im państwowość”. Ukraina powtarza dziś tę samą opowieść.
Chmielnicki i Perejesław są bohaterami zarówno w rosyjskiej, jak i ukraińskiej wersji historii.
To, co Ukraina robi dziś z własną historią nie jest tylko wybielaniem OUN‑UPA. To jest rekonstrukcja całej historii Ukrainy w taki sposób, aby Kozacy byli „narodem odwiecznym”, a Rzeczpospolita była „okupantem”, który odebrał im państwowość.
To właśnie ta mitologia pozwala dziś łączyć Kozaków z UPA i budować panteon, który wybiela ludzi odpowiedzialnych za Wołyń.
To nie jest sprawiedliwość historyczna. To jest rekonstrukcja mitu, który ma odciąć Ukrainę od polskiej historii i usprawiedliwić kult anty-bohaterów.
Norman Davies jest wybitnym historykiem Europy, ale nie zna lokalnej historii Wołynia, Galicji i Lwowa na poziomie, który od 20 lat bada IPN. Zachodnia historiografia prawie nie zajmuje się pogromami lwowskimi, rolą ukraińskiej milicji, batalionu Nachtigall, Szuchewycza czy antypolską ideologią OUN‑B. Dlatego Davies powtarza współczesną ukraińską narrację na temat Wołynia, a nie fakty ustalone przez polskich badaczy.
UPA było ruchem proniemieckim, antypolskim i dopiero później antyrosyjskim. W 1939 roku Niemcy i ZSRR wspólnie napadły na Polskę, a OUN‑B i ukraińskie formacje nie walczyły wtedy ani z Niemcami, ani z Sowietami – walczyły z Polakami.
Dlatego istnieje IPN — aby nikt, nawet tak znany historyk jak Davies, nie mógł modyfikować faktów historycznych według współczesnych potrzeb politycznych. Polską racją stanu jest przechowywanie pełnej prawdy, aby nigdy nie została zamieniona na wygodne kłamstwo.
Warto sobie przypomnieć, że rosyjska polityka podsycania konfliktów polsko‑ukraińskich nie zaczęła się w XX wieku. Już Rosja carska w XVIII wieku burzyła Kozaków przeciw Polsce, tworząc fałszywe narracje o ‘polskich ciemiężycielach’ i wykorzystując lokalne napięcia do własnych celów.
ZSRR przez lata infiltrował ukraińskie organizacje, podsycał radykalizm, prowokował konflikty i fałszował archiwa, a po wojnie stworzył oficjalną narrację, która do dziś jest wykorzystywana przez Rosję.
Propaganda Zacharowej jest kontynuacją tej samej logiki: dzielić, prowokować i wykorzystywać historię jako narzędzie polityczne. To nie jest nowy przekaz – to ciągłość rosyjskiej strategii wobec Rzeczypospolitej.
Użycie rosyjskiego słowa „rusofobia”, powołanie się na ulubionego przez rosyjską propagandę Mearsheimera, powtarzanie rosyjskiej narracji o polskich powstaniach i unikanie odniesienia się do argumentu pod pozorem „racjonalnej wyższości” wskazuje na rosyjski styl dyskusji, nie na polski. Medium is the message.
Scena o wolności wewnętrznej nie ma nic wspólnego z geopolityką – chyba że chcesz powiedzieć, że nie da się zmusić Polaków do wiary w rosyjskie narracje.
Rosja nie zbudowała Belwederu i nigdy nie była jego właścicielem. Po upadku Powstania Listopadowego (1831 -1915), car ustanowił w polskim Belwederze swoją rezydencję. Zmodernizował budynek wedle własnych potrzeb i stylu, a nawet umieścił tam kaplicę prawosławną.
Rosja była okupantem, agresorem i złodziejem, który udaje teraz pokrzywdzonego, i nie ma żadnych praw do pałacu. To, co Rosja robi teraz za pomocą swojej propagandy, to jest tradycyjna rosyjska bezczelność; a rosyjski głos w polskich uszach zlewa się w jedną narrację z ukraińską.
O naiwności! Komentarz powyższy zakłada, że Polska ma wybór pomiędzy narracją rosyjską, a ukraińską. Tymczasem, obydwie narracje wyrażają tę samą treść i wywodzą się z tego samego źródła.
Miejmy odwagę spojrzeć w twarz obydwu wrogom, usłyszeć ich słowa i przyjrzeć się mechanizmom ich propagand, które są identyczne: ” „Polska była okupantem, mordowała Ukraińców, Białorusinów, Litwinów i jest winna. Rosja uwolniła z polskiej okupacji te narody (traktat Ribbentrop – Mołotow) i itd., itp.”
Wjatrowycz jest ideologiem, który od lat przygotowuje grunt pod państwową gloryfikację UPA. On ma powiązania z potomkami ukraińskich nazistów w Kanadzie i wraz z Budanowem tworzy oficjalna linię ideologiczną państwa ukraińskiego.
Wjatrowicz jest odpowiedzialny za wstrzymywanie ekshumacji na Wołyniu.
Były szef ukraińskiego IPN od lat buduje narrację, w której Wołyń staje się „wojną polsko‑ukraińską”, Waffen‑SS Galizien to „ofiary”, a UPA to „bohaterowie”.
Obecnie próbuje ustanowić wersje „historyczną”, z ukraińskiego punktu widzenia, że tysiące ofiar to wymysł polityczny Polaków.
„Budanow mówi wprost: „nikt nie będzie dyktował Ukraińcom, jakich bohaterów mają szanować”. To nie jest zwykła deklaracja – to zamknięcie rozmowy z Polską o historii.
Ukraina, zamiast budować mit na współczesnych bohaterach wojny – mit, który byłby dla Polski naturalnie przyjazny – wraca do UPA. A to oznacza jedno: tworzy własną tożsamość na konflikcie z Rzeczpospolitą, deformując polską historię, by usprawiedliwić ludzi odpowiedzialnych za ludobójstwo.
To jest próba zbudowania narodowego mitu ukraińskiego na gruzach Rzeczypospolitej. Rzeczpospolita musi być ostatecznie „zamordowana”, aby ta nowa, wielka Ukraina, „centrum geograficzne i polityczne Europy”(według ich własnych słów), mogła zaistnieć na jej „trupie”. W efekcie, nowa Ukraina wzniesie się do góry na ekonomicznym podboju Polski, na politycznym osłabieniu jej znaczenia w Europie i całkowitym pogrzebaniu jej historii.
Polska musi wprowadzić ustawę „Stop bandytyzmowi”, ponieważ prawda o Wołyniu nie podlega negocjacji, a kult UPA nigdy nie będzie akceptowalny.
Sikorski czuje powiew nowego wiatru w nozdrzach, widzi rewolucję w nastrojach Polaków. Czyżby szykował się na premiera?
Turcja nie uznała rozbiorów, to fakt, ale nie ma powodu do wzruszeń. Turcja była w konflikcie z Rosją, a nieuznawanie rozbiorów było kartą przetargową, a nie dowodem przyjaźni.
Obecnie, Polska jest dla Turcji bramą do Europy Środkowej dla prowadzenia gry z EU i Rosja. Turcja nie traktuje Polski jako partnera ale klienta i wyraźnie ustawia nasz kraj przeciwko Izraelowi.
Polska nie powinna stawać się rzecznikiem Palestyny, bo może realnie zaszkodzić swoim relacjom z USA.
Turcja prowadzi twardą, zimną i interesowną politykę. To nie jest turecki szacunek, to jest kalkulacja.
Testowanie polskiego drona na Ukrainie oznacza oddanie w ukraińskie ręce telemetrii, parametrów lotu, reakcji na zakłócenia, logiki misji i konstrukcji. To nie jest pełna dokumentacja, ale wystarczająco dużo, by ukraińscy inżynierowie odtworzyli część rozwiązań. Polska traci kontrolę nad własną technologią — a Ukraina zyskuje. A przecież Ukraina odmówiła Polsce dostępu do swoich rozwiązań.
Technologia ta powinna być testowana u siebie i pod własną kontrolą, a nie na Ukrainie.
Jakim prawem ministrowie Litwy i Niemiec wtrącają się w polsko‑ukraiński spór o Wołyń? Kto im na to pozwolił? To nie jest ich sprawa. Polska nie musi pytać Litwy ani Niemiec o pozwolenie, by mówić prawdę o własnej historii.
Polski prezydent jest historykiem, a ukraiński prezydent jest aktorem komediowym.
Wszystko jest jasne – Tusk z Zelenskim działają przeciwko Prezydentowi Nawrockiemu.
Bardzo ciekawe plany geostrategiczne dla Polski zostały przedstawione w Klubie Ronina. Polska miałaby pójść na północ, zamiast na południe, i przejąć inicjatywę na Bałtyku i powyżej, jako strategiczny partner USA („król północy”).
https://www.youtube.com/watch?v=cxfC0aLSj1c
Pozwólmy im mówić. Niech polski naród się jednoczy ponad podziałami, w obliczu wspólnego wroga.
Nie ma tu żadnego błędu. Ten konflikt zmiecie Tuska i ukraińską piątą kolumnę. On się tego boi.
Anty-Rzeczpospolita przemawia w imieniu Rzeczpospolitej.
Ukraina coraz częściej występuje wobec Polski z pozycji wyższości, także w mediach międzynarodowych. W tej narracji to Kijów jest stroną racjonalną, a Polska zostaje przedstawiona jako infantylna i kierująca się mitami historycznymi, a nie prawdziwą historią. W swojej przewrotności, Ukraińcy nie tylko pomija prawdę o zbrodniach UPA, ale też uderzają w polską godność. Widać to bardzo wyraźnie w artykule w lewicowym Boston Globe, którego autorami są Claudia Cioban i Volodymyr Yurchuk: https://www.bostonglobe.com/2026/06/20/world/zelensky-returns-polands-highest-honor-after-polish-president-revokes-it-spat-over-history/
Zachowanie Ukrainy jednoczy Polaków z różnych partii ponad podziałami, co może dać wygraną opozycji rządowej w wyborach. Niech Ukraińcy nadal odsyłają medale i komentują o Polsce na sposób pogardliwy na forum międzynarodowym, jak to właśnie robią. Reakcja Polaków na te działania będzie jeszcze silniejsza.
Buńczuczność Ukrainy i sposób, w jaki potraktowano Polskę, doprowadziły do trwałego pęknięcia między narodami. Tego pęknięcia nie da się już zakleić prostymi gestami, bo nie da się wrócić do emocji i solidarności z roku 2022. Zaufanie zostało naruszone w sposób głęboki.
Paradoksalnie, ten rozłam może w przyszłości stworzyć przestrzeń dla zimnego, pragmatycznego podejścia w relacjach polsko‑rosyjskich po zakończeniu wojny.
Trudno nie zauważyć, że tuż przed izraelskimi nalotami doszło do ostrej wymiany między USA a Izraelem.
A zaraz po tym – jak na zawołanie – Izrael przeprowadza atak, który natychmiast wywołuje reakcję Iranu i uderza w interesy Stanów Zjednoczonych, bo Ormuz na nowo zostaje zamknięty.
Wygląda to tak, jakby ktoś chciał pokazać Waszyngtonowi, kto tu naprawdę rządzi.
Niestety, wysoki rachunek polityczno-ekonomiczny zapłacą USA, nie Izrael.
Amerykanom coraz mniej się to podoba. Nastroje są coraz bardziej antyizraelskie.
Polska została potraktowana jako kraj drugiej kategorii ze strony Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, ale przede wszystkim ze strony samej Ukrainy.
Ukraina otrzymała od Polski za darmo ok. 40–45 miliardów złotych w sprzęcie wojskowym, pomocy socjalnej, medycznej, edukacyjnej, a nawet w opłacaniu Starlinków i części ukraińskich zobowiązań finansowych. Dodatkowo, przez Polskę przechodzi 90% dostaw broni na Ukrainę.
Za wykluczenie Polski z rozmów odpowiedzialne są nie tyle państwa zachodnie, co sama Ukraina. Ukraina nie chce Polski w tych rozmowach, bo nie broni polskiej pozycji, nie zabiega o udział Polski w negocjacjach, a nawet podejmuje działania, które mają na celu marginalizowanie Polski.
Ofiarowanie Polsce Donbasu przy podziale odbudowy, czyli regionu kontrolowanego przez Rosję, jest szczytem ukraińskiej ironii. Jednak niektórzy znający historię Polacy by powiedzieli, że to typowa kozacka bezczelność.
A więc, zamiast odgrywania teatrum na scenie świata, Ukraina powinna rozliczyć to, co dostała od Polski za darmo. Oddanie samych orderów Polsce nie wystarczy.
To, co robią teraz ukraińscy politycy – zwracanie polskich odznaczeń, obrażanie się i teatralne gesty – wygląda jak próba odwrócenia uwagi od faktu, że Polska dała Ukrainie więcej niż jakikolwiek inny kraj w relacji do PKB. I to za darmo.
Polska przekazała Ukrainie bezpłatnie sprzęt wojskowy wart ok. 18 miliardów złotych, w tym: 318 czołgów, 586 pojazdów opancerzonych, 137 systemów artyleryjskich (w tym część Goździków), 405 Piorunów/Gromów, 10 MiG‑29, 10 Mi‑24, ponad 100 mln sztuk amunicji, paliwo, drony, medycynę, logistykę, szkolenia.
Ukraina część sprzętu kupiła – ale to margines wobec tego, co dostała za darmo.
Polska poniosła 15–20 miliardów zł kosztów socjalnych i publicznych dla obywateli Ukrainy: 500+/800+ (często wywożone na Ukrainę i wydawane na remonty domów), darmowa opieka zdrowotna, edukacja, zakwaterowanie, transport i administracja.
Polska opłaciła ok. 19,5 tys. terminali Starlink dla Ukrainy, co daje koszt rzędu 250–300 milionów złotych (w zależności od kursu i abonamentów).
Polska spłaca część ukraińskich pożyczek i zobowiązań, m.in. w ramach mechanizmów UE i gwarancji finansowych – szacunkowo kilka miliardów złotych w latach 2022–2024.
Łącznie Polska dała Ukrainie ZA DARMO około 40–45 miliardów złotych (tylko z tego, co wiemy, a z tego, co nie?)
A teraz, kiedy Ukraina jest silniejsza, wspierana przez Niemcy i pewna siebie, celowo nadaje jednostce wojskowej nazwę „Bohaterów UPA”, doskonale wiedząc, jakie to ma konsekwencje dla relacji z Polską.
To nie jest przypadek. To jest sygnał polityczny.
Zamiast się zreflektować Ukraina celowo się obraża i zwraca ordery.
Takie ukraińskie gesty nic nie kosztują i mają przykryć wzgardę wobec Polski, która oddała im połowę swoich zapasów wojskowych i poniosła gigantyczne koszty społeczne.
Jeśli ktoś tu powinien coś „zwracać”, to raczej Ukraina powinna rozliczyć się z tego, co dostała od Polski za darmo, a nie robić pokazówki pod publiczkę.
Narracja o rzekomym polskim „kolonializmie” na Kresach Wschodnich została ukształtowana przede wszystkim przez propagandę sowiecką. Po agresji Niemiec i ZSRR na Polskę w 1939 roku Związek Sowiecki prowadził intensywną antypolską kampanię w zachodnich środowiskach komunistycznych, przedstawiając Polskę jako państwo ucisku narodowego. Miało to uzasadnić na arenie międzynarodowej pakt Ribbentrop–Mołotow oraz mobilizować Ukraińców i Białorusinów przeciwko polskim władzom.
Równolegle część ukraińskich środowisk nacjonalistycznych — prowadzących w II RP działalność konspiracyjną i terrorystyczną — tworzyła własną narrację o „polskiej okupacji”, aby usprawiedliwić walkę z państwem, którego byli obywatelami. Choć sowiecka i nacjonalistyczna propaganda miały odmienne cele, obie korzystały z podobnych tez, co utrwaliło fałszywy obraz relacji polsko‑ukraińskich.
Elementy tych narracji są powielane do dziś, również przez niektóre ukraińskie środowiska akademickie, co widać w omawianej wypowiedzi Uniwersytetu Katolickiego we Lwowie.
Polska znalazła się w bardzo niebezpiecznym chaosie ustrojowym, bo instytucje konstytucyjne przestały się nawzajem uznawać.
Trybunał Konstytucyjny – jedyny organ zdolny rozstrzygać spory między władzami – został otwarcie podważony przez neoliberalno-lewicowy rząd Tuska i popierających go wykładowców prawa.
Gdy TK traci autorytet, partie rządzące i sądy zaczynają działać według własnych interpretacji prawa, a państwo traci wspólny punkt odniesienia.
W tę lukę wchodzi Unia Europejska, która – widząc słabość instytucjonalną – zaczyna oceniać, komentować i ingerować w polskie spory prawne i polską suwerenność. Dzieję się to dlatego, że chaos wewnętrzny daje EU i innym graczom realny wpływ na polskie decyzje. Tak oto, gdy polskie prawo z polskim bezprawie pozostaje w konflikcie, UE (i nie tylko), staje się arbitrem zewnętrznym, co osłabia suwerenność państwa.
Dlatego właśnie prezydent występuje z projektem mającym przywrócić elementarny porządek: żaden organ konstytucyjny nie może być ignorowany ani unieważniany przez inne, bo wtedy państwo traci zdolność do samodzielnego działania.
Bo państwo nie rozpada się od ataku z zewnątrz. Państwo rozpada się wtedy, kiedy jego własne instytucje przestają się nawzajem uznawać, a wówczas każdy zewnętrzny aktor – także UE – zaczyna korzystać z powstałej próżni. Przypomnijmy sobie polskie konflikty wewnętrzne przed rozbiorami.
Siostry Elżbietanki mieszkają tam od stu lat i w tym czasie cała struktura społeczna tego miejsca się zmieniła. Heredim zaludnili żydowscy ekstremiści. Ci ortodoksi są zradykalizowani. Oni nie uznają państwa Izrael, nienawidzą Netanyahu, nie służą w armii, nie płacą podatków, nie uznają świeckiego prawa. Oni czują się bezkarnie, bo nawet izraelska policja obawia się konfrontacji z nimi. Mimo wszystko, należy wywrzeć presję aby państwo Izrael zainteresowało się tą sektą. Elżbietanki nikogo nie atakują, ale ich nawet cicha obecność ortodoksom przeszkadza.
Budynek przy ulicy Stefana Batorego 13 i 15 jest własnością skarbu państwa. Rosja zajęła te nieruchomości zaraz po zakończeniu II Wojny bezpłatnie i na specjalnych warunkach. Budynek powstał prawdopodobnie w latach dwudziestych albo trzydziestych ubiegłego wieku. Polska postępuje zgodnie z zasadami prawa międzynarodowego, a wszelkie rosyjskie roszczenia są bezpodstawne. MSZ cofnęło prawo użytkowania i dało Rosji czas do wyprowadzenia się do 23 grudnia 2025 roku. Termin już dawno upłynął i Rosja przebywa tam na dziko i bez uzasadnienia. Polska może „pomóc” Rosji się wyprowadzić przez odcięcie prądu, wody, ogrzewania, Internetu; a dodatkowo może postawić płot i zamknąć wjazd na posesję. Rosja niech grozi i straszy wojną – to bez znaczenia, bo wojna już się dawno zaczęła.