KACZKA gdacząca, kolędowo-adwentowa 8

Niektórzy oni ulegają złudzeniu, że w Polsce to dopiero Tuwim i Białoszewski, a we świecie Lewis Caroll wymyślili poezję bezsensowną, abstrakcyjną i onomatopeiczną

Oświadczenie wstępne: w adwencie śpiewamy adwentowo, ale do kolęd się gotujemy. Co czyni autor, zapodając zawczasu płytkę swą właśnie wydaną, której można posłuchać we fragmentach [link=http://www.jacekkowalski.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=159&Itemid=87] którą można zakupić [link=http://www.jacekkowalski.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=128&Itemid=79] albo samemu pośpiewać ze śpiewnika staropolskawego, darmowo do wzięcia w pdf-ie [link=http://www.jacekkowalski.pl/index.php?option=com_content&view=category&layout=blog&id=49&Itemid=73]

– – – – – – – – – – – – – –

Pewien przedstawiciel zawodu aktorskiego, po odegraniu pięknej roli w „Panu Tadeuszu” zakomunikował w prasie, że tekst Mickiewicza objawił mu się w sposób zaskakująco „żywy i sensowny”, „mimo że jest rymowany”. Nie chciałbym przekręcać, cytuję z pamięci, ale brzmiało to właśnie coś koło tego. Aktor dał wyraz zdziwieniu, że taka ramota jak „Pan Tadeusz” może w ogóle jeszcze do czegoś się nadawać. I na dodatek dać się zagrać na scenie i na ekranie (na szczęście, większość aktorów biorących udział w przedsięwzięciu wiedziała o tym już wcześniej, ze szkoły i nie tylko).

Pewien artysta współczesnego pędzla ze zdziwieniem skonstatował, że sztuka „abstrakcyjna” (cokolwiek miałoby to znaczyć) istniała, zdaje się, już w manieryzmie, tylko że w sposób nieuświadomiony. Nie zdawał sobie, biedak, sprawy z tego, że w kwestii tworzenia „abstrakcyjnych kompozycji” już artyści starożytni (i średniowieczni, i późniejsi) byli, niestety, lepsi od niego. Lepsi nie tylko w tej dziedzinie. A wbrew pozorom, nie było tam w ogóle mowy o jakimś ich nieuświadomieniu.

Po trosze podobnie bywa z niektórymi poetami, a przede wszystkim – smakoszami literatury i działaczami kultury. Niektórzy oni ulegają złudzeniu, że w Polsce to dopiero Tuwim i Białoszewski, a we świecie Lewis Caroll wymyślili poezję bezsensowną, abstrakcyjną i onomatopeiczną, w której poeta odkrywa nowości, pisząc, dajmy na to, w poemacie o Dżabbersmoku (w „O tym co Alicja odkryła po drugiej stronie lustra”), że „świdrokrętnie wężały”, a „zbłąkinie rykoświstąkały” (tu: w przekładzie Macieja Słomczyńskiego).

Bo u nas to już w zasadzie było za Sarmacji (że o Europie nie wspomnę). Jarosz Morsztyn w „Historyi uciesznej o zacnej królewnie Banialuce ze wschodnich krain” w pierwszej połowie XVII stulecia pisał, iż:

„Ciurkał dzięcioł, wróbl ćwierkał, strzykały chruściele, | Słowiczek lamentował, a padrwa kokciele; […] Zięba cin, cin, sikora tarara przydaje, | Strzyżyk ci ci, a więcej głosu mu nie staje…”

Z tego gatunku barokowych sztuczek popisowych jest właśnie „Kaczka pstra”. Na pozór bezsensowna i pozbawiona treści, ale jak człowiek pośpiewa, zaraz czuje sens. Jak jest upierzona? Zbadajmy, pytając wpierw: kto? Odpowiedzmy sobie:

„kaczka pstra, gęsiorek, jędorek, czyżyczek, szczygliczek, słowiczek muzyczek, skowronek jak dzwonek, wróblowie stróżowie”.

Potem: kto co robi/robią?

„Pięknie gra, na bębenku wybijają, na gardłeczkach jak skrzypeczkach, się głosem popisuje, się do nieba podnosi, nad szopą świergotają”.

Jak robi/robią?

„Kwa kwa kwa, gę gę gę, lir lir lir, ciech ciech ciech, fir fir fir, dziw dziw dziw”.

Prymityw? Prostota? Bynajmniej. Gratisowo ofiarowana nam wirtuozeria słów, podobnie jak wirtuozerią formy są te wszystkie papugi, potworki i inne ptaszki, kłębiące się na poboczach rokokowych ołtarzy, albo na marginesach średniowiecznych rękopisów.

Jacek Kowalski

– – – – – – – – –

W załączeniu – tu obok – empetrójka kolędy osiemnastowiecznej z płyty naszej: „Kaczka pstra”.

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz