Polacy na Kowieńszczyźnie w okresie międzywojennym

W powszechnej opinii Kowno uchodzi za kuźnię litewskiego nacjonalizmu, czy jak kto woli patriotyzmu. Pod tym względem od Wilna miasto to różni się w sposób zasadniczy. Litwini bezwzględnie w nim dominują, a ich odsetek jest nawet wyższy niż w całej Litwie. Stanowią, aż 88,7 procent jego mieszkańców gdy dla całej Litwy wskaźnik ten wynosi 80 procent. Jest to zasługa rządów międzywojennej Litwy, które robiły wszystko, by przekształcić swą ówczesną stolicę w miasto czysto litewskie, które takim na początku wieku wcale nie było.

Przed pierwszą wojną Polacy dominowali w nim całkowicie. Stanowili najsilniejszą pod względem narodowym, gospodarczym, kulturalną grupę narodowościową. Nawet tendencyjny spis ludności przeprowadzony w 1916 r. przez Niemców okupujących Litwę, dążących do maksymalnego „ograniczenia” liczby ludności polskiej i faworyzujący Litwinów wykazał, że Polacy stanowili 34,5 proc. jego mieszkańców! Przeprowadzony w 1923 roku kolejny spis ludności, już przez samych Litwinów, potwierdził polską obecność w Kownie. Według niego Polacy stanowili 31 proc. jego mieszkańców. Podobnie było w rejonach sąsiadujących z Kownem. W powiecie trocko-koszedarskim odsetek Polaków wynosił 21 proc., wiłkomirskim 22 proc., kiejdańskim 21 procent ogółu mieszkańców. Razem na całej kowieńszczyźnie Polacy stanowili ponad dwustutysięczną społeczność i największą mniejszość narodową w państwie litewskim. Należeli do niej zarówno wielcy posiadacze ziemscy tacy jak Tyszkiewiczowie, Ogińscy, Kossakowscy, Czetwertyńscy czy Giełgudowie oraz pomniejsza szlachta w rodzaju Miłoszów, Wańkowiczów, Bilewiczów czy Dowgirdów uwiecznionych przez Henryka Sienkiewicza na kartach „Potopu”, Czesława Miłosza w „Dolinie Issy” czy Melchiora Wańkowicza w „Szczenięcych latach”. Prócz nich zamieszkiwali Kowieńszczyznę również polscy rolnicy i rzemieślnicy. Dziś zostały po nich tylko ruiny pałaców i dworów. O usłyszeniu języka polskiego na ulicach Kowna nie ma co marzyć. Podobnie jak w Koszedarach, Kiejdanach i Poniewieżu. Według oficjalnych statystyk w Kownie stanowią oni zaledwie 0,6 procent wszystkich mieszkańców, a ich odsetek stale się kurczy. Jeszcze bowiem w 1979 r. było o jedną dziesiątą procenta więcej. Ich reszta nie żyje bynajmniej w Polsce, do której wyjechała w ramach tzw. „repatriacji”. Została niemal całkowicie zlituanizowana. Ze spisów ludności w 1923 r. Litwini wyciągnęli jednoznaczne wnioski i przystąpili do intensywnej lituanizacji mniejszości polskiej. Dążyli do osłabienia ekonomicznego Polaków, ich izolacji w życiu społecznym, niedopuszczania do urzędów i poddania totalnej kontroli. W 1923 r. zostały zakazane wszelkie polskie szyldy i napisy. Później kolejne ograniczenia spadły na polską prasę, szkoły i organizacje. Na terenach zamieszkałych przez Polaków wprowadzono też stan wojenny, by można stosować wobec nich nadzwyczajne ustawodawstwo.

Szlakiem litewskich pogromów

Później do dzieła przystąpiły również litewskie bojówki. Nieliczni Polacy, którzy dotrwali do dnia dzisiejszego w Kownie twierdzą nawet, że dla polskich turystów dziś je odwiedzających powinno się napisać przewodnik zatytułowany Szlakiem litewskich pogromów. Z historycznych przekazów jednoznacznie wynika, że niestety, mają rację! Litewscy bojówkarze bili Polaków nawet za to, że na ulicy odważyli się mówić po polsku. Napadali oni również na polskie nabożeństwa. 26 września 1926 r. dokonali m.in. napadu na jubileuszową procesję mającą wyjść z kościoła Świętej Trójcy w Kownie, w czasie której polała się krew… Ograniczone przez władze litewskie polskie szkolnictwo również ledwie wegetowało. Do 1938 r. dotrwało zaledwie dziesięć szkół polskich mających tylko…trzystu uczniów… Nieco lepiej przedstawiała się sytuacja szkolnictwa średniego. Polakom udawało się utrzymać trzy prywatne gimnazja w Kownie, Poniewieżu i Wiłkomierzu, do których trafiała głównie młodzież uczęszczająca do szkół litewskich, ale dokształcana na prywatnych kompletach. Chcąc ograniczyć to zjawisko władze posunęły się nawet do tego, że wydały zakaz prywatnego nauczania w domach, z wyjątkiem członków rodziny. W antypolskiej nagonce uczestniczył również litewski kościół katolicki. Jego hierarchia doprowadziła do tego, że na terenach zamieszkałych przez Polaków nie było ani jednej parafii obsadzonej przez księdza Polaka, a duchownych polskich wysyłano na Żmudź do tych rejonów, gdzie ilość Polaków była minimalna. Języka polskiego tylko wyjątkowo używano w kościołach. W Kownie np. ostatnie nabożeństwo w języku polskim zostało odprawione w 1937 r. Prasa polska składająca się z dziennika „Dzień Kowieński”, dwóch tygodników ludowych: „Chata rodzinna” i „Dzwon Świąteczny” i dwóch fachowych miesięczników poddana była drakońskiej cenzurze. Zmuszono ją do zamieszczania urzędowych informacji bez prawa podawania źródeł. W efekcie Polacy sami fundowali sobie antypolską propagandę. Statystyki litewskie systematycznie zaniżały też liczbę ludności polskiej. Zaliczano do nich tylko tych, którzy mieli w dowodzie wpis Lenkas, których rzecz jasna ubywało. Przy wydawaniu dowodów osobistych w latach dwudziestych i trzydziestych większości Polaków wpisywano w dowodach Lietvis. Jeśli ktoś protestował, to słyszał od urzędnika – jaki z ciebie Polak, przecież mieszkasz na Litwie, to jesteś Litwin. Polak to ten, co z Warszawy przyjechał. Oczywiście nazwiska zapisywano w brzmieniu litewskim- z zakończeniem „iczius” lub „is”.

Szykanowanie polskości

O Lenkas w dowodzie walczyli tylko najbardziej świadomi, uparci i niezależni Polacy, bo taki wpis bardzo utrudniał życie. Ubiegający się o niego nie tylko słyszeli od urzędnika: „wyjeżdżajcie do Warszawy, wyrodki!”, ale byli też narażeni na inne szykany. Nie mogli zajmować żadnych stanowisk państwowych, niełatwo im było znaleźć pracę, a jeśli mieli ziemię lub przedsiębiorstwo, robiono im trudności w otrzymaniu kredytu z litewskiego banku. W efekcie tych restrykcji polska społeczność na Kowieńszczyźnie systematycznie się zmniejszała, choć do wybuchu drugiej wojny światowej udało się jej przetrwać. Jej organizacje prowadziły pracę organiczną chroniąc, na ile to było możliwe, jej interesy ekonomiczne i oświatowe. Wśród nich największą rolę odegrało Towarzystwo Kulturalno-Oświatowe „Pochodnia” oraz kilka innych stowarzyszeń jak np. Zjednoczenie Rolników Polskich czy Kowieńskie Towarzystwo Drobnego Kredytu. Polakom udało się też utrzymać swą reprezentację w Sejmie liczącą od dwóch do czterech posłów.

Wojna nie była łaskawa również dla Polaków z Kowieńszczyzny. Współpracujący z Niemcami Litwini wysiedlili najaktywniejszych z nich. Zgodnie z instrukcjami tzw. litewskiego zarządu krajowego policjanci dokonujący wysiedleń mieli przeznaczonym do nich zadawać następujące pytania: 1) czy ktoś z rodziny był członkiem Polskiej Organizacji Oświatowej „Pochodnia”, 2) w jakich szkołach uczyły się dzieci, 3) jakie prenumerowano czasopisma i dzienniki? Wystarczyło, by na jedno pytanie indagowany Polak odpowiedział tak, by był przeznaczony do wysiedlenia do obozu. Chyba, że założył samokrytykę i podpisał deklarację powrotu do zdradzonej litewskości. Ofiarą wysiedleń padły praktycznie wszystkie najbardziej patriotyczne polskie zaścianki. Z powiatu poniewieskiego wysiedlono m.in. historyczną sienkiewiczowską Laudę. W efekcie wysiedleń rozbito wszystkie najbardziej zwarte ośrodki życia polskiego. Na miejsce wyrzuconych Polaków osiedlono Niemców bądź Litwinów.

Niektórzy litewscy nacjonaliści w swojej polonofobii posuwali się jeszcze dalej. Uczniowie gimnazjum litewskiego w Wiłkomierzu umieścili np. na jego gmachu odezwę nawołującą do ostatecznego rozwiązania kwestii polskiej, na wzór rozprawy dokonanej z Żydami. Wcześniej zaś, tuż po wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej uczniowie tej placówki pozbyli się z niej uczniów Polaków pomimo, że chcieli oni pobierać naukę w języku litewskim. Szykowano ich w najrozmaitszy sposób. Przy drzwiach ustawiali im. Np. osobne ławki z napisem getto dla Polaków i tylko w nich pozwalali siedzieć.

Totalna Lituanizacja

Po wojnie część Polaków z Kowieńszczyzny wyjechała do Polski w ramach repatriacji. Ówczesne władze polskie wiedząc, że tych co na niej pozostaną czeka totalna lituanizacja robiły wszystko, by wyrwać z niej jak największą ilość Polaków. Nie wszystkim jednak udało się wyjechać. Litwini uważali bowiem, że powinna ona objąć tylko Polaków z terenów znajdujących się w granicach przedwojennej Polski, czyli z okręgu wileńskiego i Wilna. Tym z Kowieńszczyzny utrudniali wyjazd jak tylko mogli obawiając się, że w ich miejsce napłynął Rosjanie. Początkowo mogli wyjechać tylko Polacy mający w dowodzie wpis „Lenkas” lub ci, którzy pomimo wpisu Lietwis posiadali legitymacje potwierdzające ich przynależność do polskiej organizacji. Po kilku miesiącach mogli uczynić to wyłącznie ci z nich, którzy mogli się wykazać wpisem Lenkas i zgodzili się ponadto na opuszczenie Litwy z walizką pod pachą, pozostawiając na Litwie cały majątek. W efekcie Kowieńsczyznę opuściła tylko niewielka część Polaków ją zamieszkujących. Ci, co zostali, poddani totalnej lituanizacji i wynarodowieniu. W odróżnieniu od Wileńsczyzny władze radzieckiej Litwy nie zgodziły się na istnienie w niej jakiejkolwiek formy polskiego życia. Nie było w niej szkół, zespołów artystycznych czy organizacji. Nie docierała również do niej polska prasa. W efekcie bardzo szybko ulegli wynarodowieniu.

Marek A. Koprowski

Reklama



1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. hetmanski :

    Ze spisów ludności w 1923r. Litwin i wyciągnęli bowiem jedno znaczne wnioski i przystąpili do intensywnej lituanizacji mniejszości polskiej. Dążyła ona do osłabienia ekonomicznego Polaków, ich izolacji w życiu społecznym, niedopuszczania ich do urzędów i poddania ich totalnej kontroli. W 1923 r. zostały zakazane wszelkie polskie szyldy i napisy. Później kolejne ograniczenia spadły na polską prasę, szkoły i organizacje. Na terenach zamieszkałych przez Polaków wprowadzono też stan wojenny, by można stosować wobec nich nadzwyczajne ustawodawstwo.TE SAME DZIAŁANIA SĄ KONTYNUOWANE W ODNIESIENIU DO WILEŃSZCZYZNY.I TU NALEŻY POWIEDZIEĆ WON OD POLSKOŚCI WILNA I WILEŃSZCZYZNY.