
„Rzeczpospolita”: Patrioty na finiszu - umowa już w marcu?
3 Komentarze
/
Najprawdopodobniej w marcu podpisana zostanie umowa na dostawy…

„Czyż Piłsudski to nie k**wa?”. W Winnicy neobanderowcy „poprawili” tablicę ku czci Piłsudskiego [+VIDEO/+FOTO]
Neobanderowcy z Czarnego Komitetu postanowili „poprawić”…

Kukiz: przypisywanie nam odpowiedzialności za Holokaust jest "etycznym Holokaustem"
Lider ruchu Kukiz'15 w ostrych słowach odniósł się do działań…

Represji po akcji nie było
Strażnica niemiecka mieściła się w typowym drewnianym baraku. Po wrzuceniu do niego trzech filipinek i granatu w formie worka wypełnionego kilogramem plastiku , jego połowa najzwyczajniej się rozleciała , a część załogi zginęła. Pozostali podnieśli ręce do góry i nie stawiali oporu. Zabraliśmy im broń i mundury. W baraku nie było niestety broni maszynowej. To, co zdobyliśmy, przydało się naszej grupie, gdy za pół roku ruszyliśmy na Wołyń. Później braliśmy jeszcze udział w kilku innych akcjach. Trzykrotnie uczestniczyliśmy w próbach odbicia transportów więźniów, przewożonych z Pawiaka do Oświęcimia.

Najgłośniejsza akcja podziemia
O godz. 9.00 telefon z banku potwierdził wiadomość o transporcie. W trybie alarmowym ruszyliśmy natychmiast na koncentrację w rejonie ataku. Ostatecznie ustawienie się do akcji miało nastąpić po kolejnym telefonie, informującym o przybyciu do banku policyjnego konwoju. Na ten telefon w herbaciarni na ulicy Piwnej 2 czekał ppor. „Jurek” z jednym z żołnierzy „Kosy” Stefanem Starzyńskim „Balonem”. Telefon odezwał się o godzinie 10.45, obwieszczając ustalonym szyfrem „ciocia zajechała” i podając informacje o uzbrojeniu eskorty. Tuż przed godziną 11 ppor. „Jurek” odebrał jeszcze jeden telefon informujący, że transport wyruszył. „Jurek” wyszedł z herbaciarni i dał sygnał chusteczką do nosa.

Od „Mikołaja” do „Kedywu”
Samochód z bronią i materiałami wybuchowymi dotrwał do następnego dnia i cała akcja z powodzeniem odbyła się 24 godziny później. Most został wysadzony w sposób podręcznikowy. Na jednej trzeciej jego długości zostały założone ładunki , które po wybuchu przecięły most tak jak żyłka tnie kartkę papieru. Hałas przy wybuchu plastiku był ogromny.

W warszawskiej konspiracji
Przy stoliku siedział gestapowiec, który miał przed sobą księgę. Była ona gruba, miała dwie kolumny nazwisk z adresami. Zawierała dane wszystkich osób, które nie tylko na terenie Gdyni czy Gdańska, ale całego Pomorza zajmowały się działalnością antyniemiecką. Nigdy nie spotkałem się ze śladami tej „księgi” w polskie prasie historycznej. Ona jednak istniała. Później, jak się dowiadywałem, w pierwszej kolejności Niemcy aresztowali wszystkich mieszkańców Gdańska, którzy w latach trzydziestych szukali w Gdyni schronienia. Hitlerowcy łapali też wszystkich polskich nauczycieli. Nawet, jeżeli nie figurowali oni we wspominanej przeze mnie księdze, to też byli aresztowani. Wszystkich umieszczano następnie w obozie koncentracyjnym w Stutthofie na mierzei wiślanej.

Gdyńskie dzieciństwo
Byli wściekli, że ci, których mieli za nędznych gospodarzy, byli zdolni do podjęcia takiego dzieła. Niemcy nienawidzili Gdyni również dlatego, że cała Polska była z niej dumna, że stanowiła element kształtujący świadomość nowego pokolenia Polaków. Gdańscy Niemcy nienawidzili wprost gdynian. Uważali, że to oni są winni ich upokorzenia.

Droga na emigrację
Prąd płynął w drutach nadal i sypały się z nich iskry, gdy tylko ich końcówki dotykały ziemi. Wszyscy przeskakiwali je, biegnąc do przodu. Ja omal się na nich nie usmażyłam. Potknąłem się bowiem na trupie i przewróciłem się przed nimi. Wstałem i ruszyłem przed siebie, natknąłem się na kolejnego trupa. Leżał w kałuży krwi, był bez głowy, rąk i nóg, sam kadłub. Nie miałem czasu nawet zwymiotować.

W niemieckim stalagu
Dostawaliśmy też na obiad zupę, której początkowo w ogóle nie mogłem jeść. Składała się ona z odrobiny szpinaku, trocin drzewnych, much, gąsienic i innych robaków. Z początku wyrzucałem wszystkie robaki, ale zwykle kończyło się na tym, ze z zupy zostawało niewiele. Zacząłem więc zamykać oczy, łykać wszystko jak najszybciej.

Brygada Świętokrzyska NSZ
Największa jednostka polskiego podziemia, której udało się przedrzeć do aliantów zachodnich

Hiszpańska „Błękitna Dywizja” w Ejszyszkach
Mało zapewne pozostało ludzi pamiętających, że niezwykłymi przybyszami w latach II wojny światowej w Ejszyszkach byli też… Hiszpanie i ich „Błękitna Dywizja”.

Uniwersytet Wileński po włączeniu Wilna do Litwy w 1939 roku
„Gdyby światło nie zapaliło się w Wilnie, zgasłoby w Polsce całej” - tak pisał niegdyś o Uniwersytecie Wileńskim Stanisław Staszic, wybitna postać polskiego Oświecenia, filozof, publicysta, mąż stanu.

Zwalił mnie tyfus
Ten, który mnie rewidował, wyjął z mojej kieszeni portfel. W nim znalazł obrazek Matki Boskiej Częstochowskiej, który dostałem od mamy. Zapytał mnie wtedy po polsku - co to jest? Odpowiedziałem, że Matka Boska. On zaś zapytał się - jaka? I sam odpowiedział - Leśna! Zaczął mnie bić po twarzy.

Zwyczajny los żołnierza
Kolega, który wbił w ziemie szpadel na parę sztychów i dokopał się do jego zawartości, nagle zachwiał się i przewrócił, mdlejąc jak baba. Szybko się okazało, dlaczego. W kopcu nie było ziemniaków, tylko trupy i kolega wbił niechcący szpadel w rozkładające się zwłoki. Trupi odór, który uderzył go w twarz był straszny.

Walka o prawdę
Dzięki protekcji CIA jeden z odpowiedzialnych za ludobójstwo na Polakach - Mykoła Łebed do 1998 r. spokojnie żył w USA. Wcześniej po kapitulacji Niemiec ukrywał się w Rzymie, korzystając z pomocy greckokatolickich dygnitarzy.

W oficerskim mundurze
W związku z moimi obowiązkami często jeździłam kolejką do Sztabu Głównego, który mieścił się we Włochach. Pewnego dnia bardzo się w tej kolejce przeraziłam. Na jednym z siedzeń zobaczyłam znanego mi banderowca z Nowego Dworu. Był w polskim mundurze z pistoletem przy pasie. On także mnie poznał i odwrócił głowę do szyby. Zatarł za sobą ślady, wstępując do wojska. Inaczej nie uniknąłby sądu wojennego. Wyszedł z wagonu przede mną i rozpłynął się w tłumie.

Koszmarna droga za Bug
Wtedy, gdy Polaków na Wołyniu pozostała tylko garstka, nie zajmowali się już ich mordowaniem, ale chcieli im zabrać wszystko. U Gissyngów nie pogardzili nawet znalezionym na strychu zakrwawionym płaszczem ich syna Bolesława, który poległ pod Janówką w obronie Zasmyk. Gdy zaczęli protestować, bo płaszcz ten stanowił dla nich swoista relikwię, to ustawili ich pod ścianą i ci myśleli, że to ich ostatnia godzina. Gdy któryś z Polaków protestował i stawał w obronie swojego majątku, to banderowcy mordowali go bezwzględnie. W ten sposób zginęła Marysia Ćwikła, gdy do jej domu wtargnęli banderowcy. Wyskoczyła wtedy na podwórko i zaczęła krzyczeć – ratunku! Jeden z banderowców od razu wygarnął do niej z karabinu.

Ponary – Golgota Wschodu – miejsce kaźni tysięcy Polaków w latach 1941-1944
W ciągu trzech lat – od lipca 1941 do lipca 1944 wymordowano tu około sto tysięcy osób. W tej liczbie ok. 70. tysięcy Żydów narodowości polskiej (z wileńskiego getta i przywożonych z okolicy), ok. 20 tysięcy Polaków oraz grupy jeńców radzieckich i nielicznych Litwinów.

Z Zasmyk pod Kiwerce
Jedna z bomb trafiła w duża lipę, rozrywając ją na kawałki. Rosła ona na podwórku sąsiada, na którym radzieccy wojskowi umieścili dużą ilość koni i wozów. Na miejscu zginął Bohuslaw Nowotny, opiekujący się końmi, który skrył się pod lipą. Wybuch rozerwał go na kawałki. Wraz z nim zginął Polak Tadeusz Dobrowolski. Też niewiele z niego zostało. Poranione konie wydawały przeraźliwy kwik, stawały dęba, biły kopytami. Dla mnie jako młodej dziewczyny sytuacja ta oznaczała piekło, którego nie byłam w stanie opanować.

Wystąpienie Rosji
W procesie w Norymberdze, sądzącym Niemców za wojnę napastniczą, Sowiety są reprezentowane jedynie w charakterze oskarżycieli i sędziów. Powinny zasiadać także w charakterze wspólnika napastnika niemieckiego w okresie wojennym od 17 września do 22 czerwca 1941 roku. Ale w stosunkach międzynarodowych decyduje nie sprawiedliwość czy prawda, czy układ, lecz siła polityczna. Oto prawda, o której Polacy wciąż zapominają.

Ejszyszki: 17 września i sowiecka okupacja
„…Nieznane i niepotępione publicznie występki przeciw prawom ludzkim są trucizną, która działa powoli i zamiast przyjaźni stwarza nienawiść między narodami… Ci, którzy żyją, otrzymali mandat od tych wszystkich, którzy zamilkli na zawsze. Wywiązać się ze swego obowiązku mogą tylko starając się odtworzyć dokładnie to, co było, wydzierając przeszłość zmyśleniom…”.

Śmierć to ciężkie przeżycie
Pamiętam, że długo siedziałam przy rannym w głowę żołnierzu pseudonim „Gołąb”, który wciąż nie odzyskiwał przytomności. Asystowałam podczas operacji Henryka Freja „Husarza”, przywiezionego spod Ośmigowicz. Ranny w brzuch natychmiast trafił na stół, chirurg nie zdążył nałożyć fartucha, próbował łatać wnętrzności , czyścić je i łączyć. Jego wysiłki były jednak całkowicie bezskuteczne. Chłopak zmarł bez słowa.

Dramatyczna noc wigilijna
Od chłopaków dowiadywałyśmy się szczegółów walki, a także, że w jej trakcie złapano prawosławnego popa. Po wymordowaniu Lachów miał zapewne odprawić dziękczynne nabożeństwo. Miał przy sobie akcesoria liturgiczne. Batiuszka, jak opowiadał tato, był niezbyt wygodnie ubrany i nasi przecięli mu drogę. Dziękczynnej liturgii już nie odprawił.

O stosunkach polsko-ukraińskich na Uniwersytecie Rzeszowskim
W dniach 19-20 września br. odbędzie się konferencja naukowa „Stosunki polsko-ukraińskie 1939–1947. Stan badań i perspektywy badawcze”.

Obrona Twierdzy Brzeskiej we wrześniu 1939 roku
W historiografii ZSRS obrona twierdzy brzeskiej odnosi się do czerwca 1941 r. Obfituje w sceny bohaterstwa obrońców i bezwzględności wojsk niemieckich. Całkowicie pominięto fakt obrony twierdzy we wrześniu 1939 r. i losy obrońców, polskich żołnierzy, którzy stanęli do obrony ojczyzny i walczyli z dwoma najeźdźcami – Niemcami i Sowietami.

Kompania harcerska obrony Lwowa 1939 r.
Władysław Jagiełło, dowodząc grupie harcerzy, przedostał się na tyły niemieckie w okolicach Brzuchowic. Przez kilka dni zbierał informacje o lokalizacji wroga i organizował akcje dywersyjne. Jego imię przyjął lwowski męski hufiec „Barć”.

Z nagrobka swojej polityki zrobił sobie piedestał
W całej Europie nie było narodu tak zjednoczonego w patriotycznym porywie. W Polsce mieszkali nie tylko Polacy, ale zapał do poświęceń i ofiar wykazują także inne narodowości państwa polskiego: chłopi białoruscy gotują się na wojnę z Niemcami, Rosjanie, Litwini, nawet Ukraińcy. Oczywiście, naród żydowski, najbardziej przez Hitlera zagrożony, tak licznie zamieszkały w Polsce, bierze udział najżywszy w ogólnym zapale.

O niedotrzymanym układzie
W czasie wojny utrzymywanie rządu polskiego w Londynie stanowiło dla Anglików posiadanie bardzo poważnej karty w ich grze z Rosją. Anglicy chcieli, aby na terytorium polskim, aby w podziemiu polskim przeważała orientacja angielska, ale nie dlatego, aby na tym budować jakiś stały czynnik przyszłych angielsko-polskich stosunków. O nie, polityka Anglii wobec Polski, zainteresowania Polską w Anglii zawsze mają ten sam sporadyczny, doraźny, okolicznościowo-okazyjny charakter. Anglikom chodziło, aby mieć możność ułożenia się z Rosją przy pomocy koncesji, które Rosjanom w sprawie polskiej zaofiarować mogą. Hodowano polskiego cielaka, aby móc go sprzedać.

Polacy uprawiający propagandę niezgodną z interesami Polski
Kto kogo wciągnął w wojnę – Anglia Polskę, czy Polska Anglię? Od rozstrzygnięcia tego pytania dużo zależy. Jeśli Anglia Polskę, to Anglia ma obowiązek moralny wyrównać nam straty, które w tej wojnie ponieśliśmy. Jeśli Polska Anglię, to możemy być Anglikom tylko wdzięczni, że nas przez pewien czas bronili. Jaka jest prawda historyczna? Oczywiście, że Anglia Polskę.

Tak czy nie?
Po odpowiedź ostateczną przyjeżdża do Warszawy Ribbentrop 25 stycznia 1939 r. Tutaj mówi się już do nas wyraźnie: „Idźcie z nami, a wszystko będzie dobrze”. Niemcy nie wymagają od nas udziału w wojnie przeciwko Francji czy Anglii, lecz neutralności w czasie takiej wojny i obserwacyjnego stanowiska przeciwko Rosji. Beck, w zgodzie zresztą z całym narodem polskim odpowiada: „Nie”.

Dwie tragiczne, niedotrzymane umowy
Przedstawicielom naszej wojskowości nie wolno było podpisywać układu dotyczącego życia i śmierci Polski, nie zbadawszy uprzednio wartości i realności obietnicy francuskiej. Przecież koła wojskowe francuskie, jak o tym wiemy z dziesiątków publikacji, nie ukrywały złego stanu francuskiej gotowości zbrojnej. Nie trzeba było być geniuszem, aby zrozumieć, że Francuzi nie wyruszą na ofensywę bez pomocy brytyjskiej, a wiadomo, że Anglia nigdy nie jest gotowa do ofensywy w pierwszych tygodniach wojny.

„Mienie i chudobę zabrałem”…
29 sierpnia 1943 r. była niedziela, ulubiony dzień ukraińskich „powstańców” z UPA. Łatwo było tego dnia dopaść i zabić polskich sąsiadów, wszyscy byli w kościele. Tym razem bandyci napadli na Wolę Ostrowiecką na Wołyniu. Jako narzędzi krwawych żniw użyli siekier, młotków i pałek. W samej tylko Woli Ostrowieckiej zamordowali tego dnia 220 polskich dzieci w wieku od niemowlęcia do lat 14. Prawie wszystkich spalili żywcem w szkole. Razem zabili 628 Polaków, także kilku Żydów.

Krwawe lato 1943
- Ukraińcy dybali też niewątpliwie na majątek Czechów. Była to gospodarna, zamożna miejscowość, bardzo dobrze zorganizowana. Czeski łącznik Wacław Zapałowski przybył do Zasmyk z prośbą o pomoc. „Jastrząb” wyruszył natychmiast i ocalił Kupiczów. Bitwa trwała jednak cały dzień. Na obrzeżach miejscowości stali już ukraińscy chłopi z siekierami, widłami i innymi narzędziami, gotowi w każdej chwili ruszyć „Czechiw rizaty”. Tym razem musieli wrócić z niczym. „Jastrząb” wrócił z oddziałem do Zasmyk, ale w Kupiczowie została 40-osobowa grupa partyzantów, która wspólnie z Czechami zajęła się ufortyfikowaniem wsi, wykorzystując umocnienia pozostawione przez Niemców. Banderowcy nie mogli przeboleć swojej porażki. Wkrótce zaatakowali Kupiczów znacznie większymi siłami. Mieli ze sobą jeszcze dwa działa i coś w rodzaju czołgu, wykonanego z sowieckiego ciężkiego traktora i uzbrojonego w działko. „Jastrząb” przybył Kupiczowowi na odsiecz i rozbił zewnętrzny pierścień UPA okrążający miejscowość. Banderowcy jak tylko zobaczyli, że dotarła do Kupiczowa odsiecz z Zasmyk, to porzucili swój czołg , który podpalili i rzucili się do ucieczki.

„Niech żyje wódz Hitler”, „Sława Banderze”
Ostatecznie zdecydowaliśmy się na natychmiastowy wyjazd po ostrzeżeniu otrzymanym od Ukraińca Hylki, który oznajmił rodzicom - Panie Śladewski, budut rezaty, wtikajte - po wypowiedzeniu tych słów od razu odszedł, żeby żaden z ziomków go nie zobaczył, bo wtedy groziłaby mu okrutna śmierć.

Z Mazowsza na Wołyń
Ukraińcy w naszej okolicy polowali też na polskich żołnierzy, którzy pojedynczo, bądź małymi grupkami przedzierali się na południe. Ukraińcy ich wyłapywali i mordowali. Kierowali ich na tak zwane krótsze drogi, gdzie przygotowywali wcześniej zasadzki. Tych, którzy trudnili się tym procederem łatwo było rozpoznać. Chodzili później w ubraniach przerabianych z polskich mundurów lub wojskowych koców. Z tego co wiem, zamordowali oni m.in. pułkownika z ordynansem, którzy podążali na południe. Zabili też pięciu żołnierzy, wracających do domu, których wcześniej Zygmunt Siatka przechowywał w swoich zabudowaniach w Osieczniku.

Banderowska polityka pamięci i mordy we Włodzimierzu Wołyńskim
Źródła takie jak zeznania naocznych świadków, dokumenty archiwalne, badania naukowe, znalezione łuski po pociskach, a także analiza nazistowskich i sowieckich metod masowego zabijania, świadczą o tym, że na terytorium więzienia we Włodzimierzu Wołyńskim zostały pochowane ofiary nazistów, przeważnie Żydów, którzy zostali zamordowani przy pomocy milicji stworzonej przez OUN(b) i policji, której znaczna część przeszła później do UPA.

Zatrzymali nas Ruscy
Zapadł zmierzch, gdy w oddziale pojawił się „Jastrząb”, który łamiącym się głosem oświadczył - Stała się rzecz tragiczna! Składamy broń! Przestajemy być wojskiem! – Dla nas to był grom z jasnego nieba. Wszyscy osłupieli! Zaczęliśmy zasypywać „Jastrzębia” pytaniami, które uciął krótko - Taki otrzymaliśmy rozkaz! – Później zaczęliśmy zdawać broń. Wchodziliśmy drużynami na taki ogrodzony drutem kolczastym placyk i składaliśmy na nim broń.

Na marginesie Monte Cassino i Powstania Warszawskiego
Nie znaczy to, aby Sosnkowski nie miał koncepcji. Owszem, ma właśnie jak najrozumniejsze koncepcje, ale cofa się przed wszelką opozycją. Ma lęk, więcej niż lęk, ma atrofię narzucania własnej woli. Człowiek ten mógł być znakomitym szefem sztabu, nigdy wodzem naczelnym.

W oddziale "Jastrzębia"
- Dowódcy krzyczeli – naprzód – ale żołnierze nie byli w stanie tego rozkazu wykonać. Przedpole torów oświetlały nie tylko rakiety wystrzeliwane co chwila przez Niemców, ale także reflektory. Ja z dwoma kolegami przycupnąłem na jakiejś kupce chwastów. Sto metrów za nami zaczęły płonąć jakieś budynki. Z boku świecił reflektor i było jasno jak w dzień. Przed nami znajdowało się stanowisko niemieckiego działa, którego pociski i rozrywały się coraz bliżej nas. W pewnym momencie wybuch dosięgnął kolegę z prawej i urwał mu ramię. Zaraz i ja dostałem w głowę. Myślałem, że odłamkiem, ale okazało się, że tylko zamkiem od karabinu , który trzymałem przed sobą. Czapka uratowała mi głowę przed rozwaleniem.

Nikt nie chciał wierzyć
Najpierw wkroczyli do Radomli. Przyjechali na furmankach ukryci pod słomą, którymi powozili furmani w mundurach niemieckich. To zmyliło członków tamtejszej samoobrony. Zasadą przez nią stosowaną było unikanie starć z Niemcami. Patrole samoobrony wycofały się do domu. Gdy furmanki wjechały do kolonii nagle się okazało, że jechali na nich członkowie UPA. Wywiązała się walka, w której zaskoczona samoobrona nie byłą w stanie dać napastnikom skutecznej odprawy. Napastników też stale przybywało. Ludnośc Radomli zaczęła uciekać w kierunku Janówki. W Radomlach zaczął się pogrom, ofiarą którego padło kilkadziesiąt osób, pochowanych później na cmentarzu w Zasmykach.

Nie chcę odszkodowania
Codziennie brano mnie na przesłuchania, na których bito mnie do utraty przytomności. Jednego dnia jeden z oprawców wyrwał mi pięć zdrowych zębów. Najgorsze było bicie po genitaliach. Więźnia kładziono na stole, rozciągano nogi łańcuchami, a następnie bito po genitaliach. Ból był tak straszny, że delikwent przyznawał się do wszystkiego.

Jak znajdziesz to dobijaj
Relacja Stefanii Sawickiej z d. Macegoniuk, byłej mieszkanki wsi Kąty w pow. Luboml, woj. wołyńskie (w zbiorach Ewy Siemaszko)

Postrach komunistów
„Zapora” przedstawił mnie swojej mamie, mówiąc – to jest mój najlepszy żołnierz, chociaż z Wołynia. – Dzielił się on ze mną swoimi uwagami na temat sytuacji, w której się znaleźliśmy. Gardził Anglikami. Twierdził, że to oni zamordowali generała Władysława Sikorskiego, który stał się dla nich niewygodny. Mówił – te skurwysyny mnie zrzuciły, ale teraz jesteśmy im niepotrzebni. Amunicji już nam nie zrzucają. Dostarczają ją banderowcom w Bieszczadach, uważają, że są oni im bardziej potrzebni.

Przebraże - ostatni bastion
W obliczu opisanych niepowodzeń, lokalny sztab UPA postanowił w sierpniu 1943 r. zniszczyć Przebraże za wszelką cenę. Zmobilizowano wszystkich dostępnych okolicznych mężczyzn w wieku od 16 do 50 lat, którym zorganizowano nawet przeszkolenie „wojskowe”. Ściągnięto posiłki z innych rejonów Wołynia i Małopolski Wschodniej. Do walnej bitwy stanęło więc ok. 6 tys. upowców uzbrojonych w broń palną oraz mniej więcej drugie tyle ukraińskiego chłopstwa, zbrojnego głównie w kosy, noże, siekiery i widły.

Tam, za jałtańskim Bugiem, biją serca polskie
7 lipca wspominamy kolejną rocznicę, drugiego po Powstaniu Warszawskim, zrywu wolnościowego z okupantem niemieckim. Mowa tu o akcji „Burza" na Kresach Wschodnich, na Wileńszczyźnie nosiła ona kryptonim „Ostra Brama"; w wielu publikacjach określana jest jako Powstanie Wileńskie.

Z dywizji do „Zapory”
Stanąłem przed nim na baczność, zasalutowałem i mówię – panie majorze melduję się na rozkaz! – Ten zmarszczył brwi i z groźną miną zapytał mnie – wykonałeś rozkaz? – odpowiedziałem – nie! On wtedy – to ty taki młody żołnierz, ośmieliłeś się nie wykonać rozkazu? To tak żeśmy cię wychowali? Czy wiesz co ja teraz każę z tobą zrobić? – Odpowiedziałem, że wiem – dostanę kulę w łeb! – Dodałem jednak, że wiem co to rozkaz, ale szkoda mi się zrobiło tych Niemców. Jak jeden zaczął prosić o litość, to przypomniałem sobie swoją mordowaną przez Ukraińców mamusię. – „Kowal” popatrzył na mnie, poklepał po ramieniu i powiedział – będą z ciebie ludzie! Wypier*alaj do oddziału.

Nowi gospodarze Lwowa (część 1)
Największa tragedia podczas wysiedleń spotkała polską ludność. Oferując pomoc w przeprowadzce do Polski, nowe władze uporczywie proponowały Polakom "dobrowolną" sprzedaż swoich domów. Wielu polskich obywateli, którzy nie wytrzymali nacisków, zmuszonych było zostawić mieszkania z całym dobytkiem, który natychmiast przejmowali radzieccy wojskowi albo funkcjonariusze partyjni.

Oprawca jeszcze żyje
Mamusia nie mogła uciekać. Postanowiłem z nią zostać. Jeden z Ukraińców trzymał mnie za rękę, a trzech położyło matkę na ziemi i zaczęło ją przerzynać! Jak bluznęła krew, mama krzyknęła - Wacek uciekaj! - Wyrwałem się tym bandziorom i zacząłem uciekać. Strzelali za mną, ale nie trafili. Twarze ukraińskich morderców , którzy przeżynali mamę piłą, zapamiętałem na całe życie! Wciąż w moich uszach rozbrzmiewa krzyk mordowanej matki. Niektórych ze zbirów zadających jej śmierć w męczarniach rozpoznałem. Jeden z nich Iwan Rybczuk żyje jeszcze i mieszka w Gruszówce. To on przerzynał matkę piłą.

Sportowy komisarz
Historycy o tym nie wspominają, ale na własne oczy widziałem, że załogi bunkrów były zamykane z zewnątrz. Wiedziały, że nie mają wyboru. Biły się więc twardo do końca, nie poddawały się. Trzeba było je wybijać do nogi, a umocnienia wysadzać.

„Chociaż bez korony”
4 Dywizja Piechoty składała się praktycznie z samych Kresowiaków. Byli wśród nich ludzie z Wołynia, Żytomierszczyzny, jak i wywiezieni z Kresów w latach 1940-41. Wszyscy początkowo byli nieufni, nie wiedzieli, co to będzie za wojsko? Szybko się jednak okazało, że obowiązuje polski ceremoniał wojskowy, modlitwy i nabożeństwa, polski hymn narodowy, biało-czerwona flaga i godło, chociaż bez korony. Otrzymaliśmy też polskie mundury. Musztrowano nas według regulaminów armii przedwojennej. W wojsku byli też kapelani, co całkowicie odróżniało je od Armii Czerwonej.

Zbrodnia wołyńska - ludobójcza czystka etniczna
W lipcu br. mija 70. rocznica kulminacji zbrodni wołyńskiej, w wyniku której na Wołyniu i w Galicji Wschodniej w latach 1943-45 zginęło ok. 100 tys. Polaków, zamordowanych przez oddziały Ukraińskiej Armii Powstańczej i miejscową ludność ukraińską.

Masakry więzienne NKWD we Lwowie w 1941 roku
Cele zamknięto, więźniom kazano ułożyć się na podłodze, nie pozwalając się podnosić, a następnie zaczęto wywoływać po trzech, czterech i rozstrzeliwać przy warkocie zapuszczonych silników samochodowych.

Zagłada Huty Pieniackiej
Wciąż nie możemy się doczekać potępienia przez polski i ukraiński rząd, parlamenty i prezydentów obu krajów jednego z największych na świecie aktów ludobójstwa, jakiego dokonała UPA na naszych rodakach. Polski Sejm nie chce podjąć uchwały o ustanowieniu 11 lipca Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa na Kresach II RP.