„Rzeczpospolita”: Patrioty na finiszu - umowa już w marcu?

/
Najprawdopodobniej w marcu podpisana zostanie umowa na dostawy…

Chrzest konspiracyjny

/
Ze względu na to, że umiałem się poruszać po kolei, w ramach organizacji zajmowałem się dowożeniem koleją spalonych ludzi, którzy ratując życie, przez zieloną granicę przedostawali się na Zachód.

Nie załamałem się

/
Cele były przepełnione. Spaliśmy na siennikach, w których słoma dawno zamieniła się w sieczkę. Najgorzej miał ten, który spał przy kiblu, czyli pojemniku na odchody. Opróżniano go rano i bardzo często był przepełniony i ten, któremu przypadło kłaść się koło niego, spał dosłownie w gównie.

Fińska propaganda w II wojnie światowej

/
Praca ideologiczna i propagandowa była jednym z najbardziej skutecznych sposobów walki Finów z Armią Czerwoną.

Wychowany na Wołyniu

/
- Brakowało żywności dla koczujących ludzi. Niektórzy mężczyźni robili wyprawy do dawnych siedlisk po żywność, ale najczęściej wracali na wozach porżnięci piłami. Na własne oczy widziałem strasznie zmasakrowane zwłoki.

Nie przyznawałem się do niczego

/
Wtedy ubowiec buciorami nadeptywał mi od tyłu na stopy, miażdżąc mi palce. Ból był straszny. Jeszcze i dziś odczuwa go w nogach i mam trudności z chodzeniem. Oprawca naderwał mi mięśnie w stopach, które się później nie zrosły.

Mamy tego bandytę

/
Wyskoczyłem za nimi, przez sekundę tylko zastanawiając się, którego pierwszego wziąć na cel. Już miałem nacisnąć spust, kiedy przypomniałem sobie słowa matki - Bój się Boga, nie zabijaj ubowców i innych! Pamiętaj, że to też Polacy! To mnie zahamowało.

Po wyjściu z okrążenia

/
Już w mundurze podoficera batalionu poszedł na spotkanie konspiracyjne, które miało się odbyć w mieszkaniu pewnej lekarki. Gdy jednak tam wszedł, został zgarnięty przez UB, które zorganizowało w nim kocioł. Nie poszedł na szczęście sam, ale w asyście innych kolegów z batalionu.

Polowanie w kilku powiatach

/
Do ojca jeden z ubowców powiedział - Ty psie, na kolanach i łokciach właź pod łóżko i szczekaj! - Do matki zaś rzucił - Ty kurwo, lepiej żebyś psa urodziła niż jego!

Pogrzeb brata

/
Dwa lata temu zadzwonił do mnie pracownik z wrocławskiego Instytutu Pamięci Narodowej, że natrafiono na ślad mojego brata. Potem otrzymałem drugi telefon, żebym był przygotowany, bo zostanie mi pobrany materiał DNA.

Wzięli Zakładników

/
Niektórzy byli bardzo okaleczeni, mieli odrąbane ręce lub nogi. Wielu uciekło przed nożami Ukraińców w tym, co mieli na sobie. Pozbawieni byli całkowicie środków do życia. Całe ich mienie, będące często dorobkiem wielu pokoleń zostało zrabowane przez Ukraińców. Brakowało zwłaszcza odzieży i kwater. Zrozpaczeni i odrętwiali z przerażenia ludzie koczowali pod gołym niebem na ulicach i placach. Szkoły i kościoły szybko się zapełniły.

Żyd, Ruski i baba

/
Oficerowie nie uchylali się od podejmowania trudnych i drażliwych problemów. Jednym z nich był problem granicy wschodniej. Oczywiście wszystkim nam odpowiadała perspektywa Polski z granicą na Odrze, Nysie i Bałtyku, ale jednocześnie trudno było pogodzić się z tym, że będziemy musieli opuścić rodzinne strony.

Ktoś musiał nas wydać

/
Koledzy do mnie dołączyli i zaczęliśmy krążyć po okolicy, stawiając Urząd Bezpieczeństwa w całym powiecie na nogi. Był rok 1951, a tu nagle pojawił się jakiś oddział partyzancki, walczący z komuną...

Wszyscy bali się strasznie

/
Dawała im zegarek i pierścionki. Ci je oczywiście wzięli, ale Żydówkę popędzili do getta. Jej mąż z synem dalej ukrywali się w zbożach. Pomagał im ich sąsiad Ukrainiec, bardzo dobry człowiek, który donosił im żywność. Pałętali się po polach do jesieni.

Przez front nad Prypecią

/
Biegnąc w kierunku okopów radzieckich, zobaczył leżącego na łące oficera z urwaną nogą. Mijając go usłyszał, jak ranny krzyknął: "Padnij!" Gienek upadł. W tym momencie nastąpił wybuch pocisku. Poczuł silne uderzenie w nogę.

Z bandyckiej rodziny

/
- Co oni tam na mnie nie napisali! Przede wszystkim zaś postawili kilka pytań. Jedno z nich brzmiało: - Jak bandyta, pochodzący z bandyckiej rodziny, mógł tak awansować i zostać w Polsce Ludowej dyrektorem? - Wywołało to prawdziwą burzę.

Chcieli żebym zdechł

/
- Śmierć w wojsku zawsze można było ukryć, ale ciężko rannego w szpitalu już o wiele trudniej. Lekarz, który przychodził do chorych interesował się głównie tym, czy już zdechłem. Gdy po trzech dniach jeszcze żyłem, ten bydlak kazał mi wstać i robić pompki.

Z marszu na śledztwo

/
Pamiętam, że na koniec, gdy krew zalewała mi oczy i najzwyczajniej narobiłem z bólu w portki, wszedł do pokoju jakiś starszy mężczyzna, który zobaczył, jak mnie katują, strasznie ich zwyzywał.

"Depczą mi po piętach"

/
Odebrałem od niego 200 tysięcy złotych i tą ruską "tetetkę", po czym wróciłem do Namysłowa. Nie przypuszczałem wtedy, że tu już UB na mnie czeka.

Wyciągnąć brata z lasu

/
Dojechał do Radomska, złapał jakąś ciężarówkę, jadącą do Przedborza i po drodze wysiadł w Granicach, żeby piechotą dojść do domu. W tych Granicach był doskonale znany, bo kiedyś wykonał w nich wyrok zatwierdzony przez "Warszyca". Został tam zatrzymany przez milicję i osadzony na posterunku.

Przewoziłem meldunki

/
Przetrzymywano go w strasznych warunkach. Sam się o tym przekonałem, bo odbierałem jego koszulę i kalesony. Były całe we krwi. Od jego opowiadań, jak ich traktowano, włosy jeżyły się na głowie. Ubowcy i enkawudziści lepiej traktowali Niemców, niż zatrzymanych Polaków, których podejrzewali o przynależność do niepodległościowych organizacji.

Powtórna przysięga

/
Gdy znów ruszyliśmy, po przejściu kilkuset metrów musieliśmy obejść bokiem odcinek drogi. Leżały na niej resztki wozu, zabite konie i strzępy ludzkich ciał. Wóz najechał na minę przeciwczołgową. Zginęły dwa rodzeństwa i jednocześnie narzeczeństwa
Piłsudski

Piłsudski

/
Powtarzano mi, że mówił swym kochanym, wileńskim językiem: "Wy w wojnę beze mnie nie leźcie, wy ją beze mnie przegracie". Polska odzyskana marzeniami i pracą pokoleń została stracona w ciągu dwóch tygodni...

Nie tylko Polacy

/
Nadzór nad szpiegiem, który przybrał pseudonim "Molly", powierzono "Żbikowi" - Edkowi Relidze, i "Wilkowi" - Wackowi Kochańskiemu. Chłopcy mieli się z nim zaprzyjaźnić, ale jednocześnie nie spuszczać z oka w dzień i w nocy.

Rozbroiliśmy sekretarza

/
Uczestniczyliśmy również w akcjach zbrojnych, polegających głównie na rozbrajaniu milicjantów, ubowców i innych posiadaczy broni. Najsłynniejszą naszą akcją było rozbrojenie sekretarza PPR w Piotrkowie.

W batalionie "Lecha"

/
Dopiero w połowie wsi na kołatanie do drzwi i okna rozległ się zaspany, ale niespokojny głos - Kto wy? - Odpowiedzieli po ukraińsku, przedstawiając się jako oddział UPA. Drzwi chaty otwarły się i ukazał się w nich mężczyzna w starszym wieku. Chętnie wyjaśnił, gdzie jesteśmy i udzielił wskazówek, którędy mamy jechać. Ponadto ostrzegł przed Lachami, których oddziały zapuszczają się w te strony, i życzył szczęśliwej drogi.

Dokumenty zawierają bzdury

/
Jak padł na ziemię na placu, rozległy się okrzyki: "zabili go! Zabili!". Wszyscy więźniowie zaczęli wychodzić na plac. Przystąpili do rzucania kamieniami w wieżyczki strażnicze. Z wagonów kolejki wąskotorowej, dowożącej do kotłowni węgiel, braliśmy jego bryły i rzucali w strażników.

Bili nas strasznie

/
Szczególnie wyrafinowaną torturą było nalewanie przez oprawcę wody do nosa. Przesłuchiwany się dusił. Jak nie mógł wytrzymać, to musiał się huśtać i krzyczeć. Jak nie chciał mówić, gdy oprawcy przestali się nad nim znęcać, to ci wpadali we wściekłość i dopiero dawali mu wycisk.

W batalionach pracy

/
Jak Nikita Chruszczow miał przyjechać do Polski i odwiedzić Śląsk, to milicja znalazła gdzieś na drutach materiały wybuchowe na trasie jego przejazdu. Władze wpadły w panikę i ruszyły bezpiekę, która zaczęła szukać, "czy gdzieś nie ukrył się jakiś sukinsyn, który mógł chcieć dokonać zamachu na generalnego sekretarza KPZR".

Rwali się do Walki

/
Potencjalnym szpiclom i agitatorom, namawiającym zbyt gorliwie do popierania nowej władzy spuszczało się manto - wspomina Mieczysław Tuźniak. - Dostawali od piętnastu do dwudziestu batów. Kapusiom, którzy z całą pewnością donosili groziło się, że jeżeli nie zaprzestaną swego procederu, to dostaną kulę w łeb.

Z pińskich błot do WIN-u

/
Wróciłem i dopiero później dowiedziałem się, że mimo, iż formalnie nie miałem przy sobie żadnego meldunku, to przekazałem partyzantom określoną informację. Mój przyjazd oznaczał zaszyfrowane hasło, nie wychylać się z lasu bo Niemcy organizują obławę.

Z Kazikiem do partyzantki

/
Z lękiem oczekiwaliśmy nadejścia mrozów. Wiedzieliśmy, że jak Ługa zamarznie, to nasz dom znajdzie się w bezpośrednim zagrożeniu banderowców. Widziałem, jak sąsiedzi gromadzili siekiery, kosy, cegły i naczynia do gotowania wrzątku, by mieć cokolwiek do swojej obrony.

Co narozrabiałeś?

/
Jak zobaczyłem tę jednostkę, to się przeżegnałem. Na jej terenie chodziło się po kolana w błocie. Zameldowałem się u szefa sztabu. Siedział w rozpiętym mundurze i grał na gitarze. Obok na biurku stała litrowa butelka wódki, opróżniona do połowy i szklanka...

Pepesza niejedno ma imię

/
Biorę sobie za punkt honoru walczyć w szeregach PPSZ przeciwko reżimowi komunistycznemu, o niepodległość Ojczyzny, tak abym mógł żyć i umierać jako prawy żołnierz Polski. Tak mi dopomóż Bóg i przenajświętsza męka Syna jego.

Dla bandyty pracy nie ma

/
Był całkowicie załamany. Pytam go - co się dzieje? - On zaś odpowiedział - daj spokój! Ojciec aresztowany, matka aresztowana, z bratem nie wiadomo, co się dzieje. Nic, tylko sobie w łeb strzelić. Zapieprzyłem tetetkę Sobczykowi i palnę sobie w głowę.

Zbój uciekł w las

/
- W owym czasie banderowcy podeszli pod Komarówkę i widząc szykujących się do ucieczki Polaków zaczęli do nich strzelać. Mając kilka sztuk broni, Polacy odpowiedzieli ogniem i zaczęli się wycofywać.

Czułem się, jak zaszczuty pies

/
Sielanka po kilkunastu miesiącach się skończyła. Okazało się, że UB nie zainteresowało się moją osobą, bo miało inną zwierzynę na celowniku. Któregoś dnia w firmie nastąpiły aresztowania...

Boje u Longinusa

/
Ruscy, jak uciekali "Zisem", którym przyjechali, to walnęli w betonowy mostek na rzece i pospadali z auta. Co się stało później z UB-owcami, nie wiem. Żołnierzy KBW odprowadzono na najbliższą stację kolejową. Każdy dostał po pół bochenka chleba i miał kupiony bilet na drogę.

Pod dwoma okupantami

/
Gdy towarzystwo, przede wszystkim mężczyźni sobie podpili, zaczęli rozmawiać na tematy polityczne. Nie zważając na obecność sowieckiego oficera zaczęli wyrażać się, co myślą o obecnej sytuacji. Mocno podchmielony pan Zygmunt Kowalski podszedł do niego, objął go za szyje i oświadczył, że nie ma się czego obawiać, ponieważ jest swoim chłopem i jak do Włodzimierza wkroczą Francuzi, to Polacy nie pozwolą zrobić mu krzywdy.

Pod dom podjechało UB

/
Nagle z końca tej ulicy, wiodącej do niego usłyszeliśmy krzyki - pastoj, pastoj, budiem strielać! Przez ramię się obejrzałem i zobaczyłem dwóch żołnierzy radzieckich, celujących do nas z pepesz. Oczywiście my się nie zatrzymaliśmy, a oni puścili za nami jedną, a potem drugą serię. - W dupę sobie strzel! - pomyślałem, słysząc świszczące obok nas kule. Na taką odległość pepesza nie strzelała bowiem celnie.

Szaroszeregowa działalność

/
Często przychodził do knajpy rodziców, gdzie wszystkim pokazywał, ile może zeżreć i wypić. A mógł zjeść i wypić dużo. Ojciec mówił, że zjadał na raz pół świniaka i wypijał trzy litry wódy. W tym wypadku ojciec może przesadzał, ale sam na własne oczy widziałem, jak za jeden wieczór opróżniał dziesięciolitrową beczułkę piwa!

Pierwsza śmierć Żubra

/
11 czerwca 1956 roku w "Dzienniku Polskim i Dzienniku Żołnierza" ukazało się oświadczenie Stanisława Mackiewicza o wyjeździe do kraju. "Urodziłem się jako Polak, szlachcic litewski i miłości Wilna nikt nie wyrwie z mego serca" - deklarował we wstępie, dodając jednak, że uchodźstwo niepodległościowe nie może narażać bytu narodu dla "polityki mirażowej". Swoiste credo zakończył Mackiewicz powtórzonym za księciem Czartoryskim banalnym stwierdzeniem, że "Polska jest Polską". Trzy dni później wyjechał do PRL.

Też dostali karę śmierci

/
KWP też miało swoich ludzi w UB. Czy wszyscy zostali wykryci, czy część z nich dalej tam pracowała, nie wiadomo. Milicjanci też nas wspomagali. Niektórzy wręcz wstępowali do KWP. Do oddziału "Babinicza" wstąpił np. cały posterunek milicji z Namysłowa z bronią.

Kopał mnie gdzie popadnie

/
Od razu było widać, że tak jak ja, jest ze wsi. Jak wchodziłem do celi po otwarciu drzwi, zawsze mnie kopał! Kiedyś mu powiedziałem - człowieku, masz tyle lat co ja i za co ty mnie kopiesz? - Tamten wtedy jeszcze raz mnie kopnął i z dumą oświadczył, ale ja jestem patriotą, a ty jesteś bandytą! - Podnosząc się z ziemi, rzuciłem mu - jeszcze nie wiadomo, po czyjej stronie jest prawda! - Wtedy dopiero się wściekł!

Wyrok wykonano

/
Gdy odzyskał przytomność powiedział, że nazywa się Tadeusz Orliński i pochodzi z Górnego Śląska. Nikt mu w to nie uwierzył, bo znaleziono przy nim dwa pistolety i ryngraf z wizerunkiem Matki Boskiej. Prokuratura od razu wydała nakaz jego aresztowania.

W oddziale "Babinicza"

/
Początkowo wyglądało tak, jak gdyby władze komunistyczne się nami nie interesowały. Poruszaliśmy się swobodnie po terenie. W biały dzień w demonstracyjny sposób maszerowaliśmy przez wsie, bo dodać ducha ludziom, by wiedzieli, że komuniści nie sprawują władzy w terenie, że nie trzeba się ich bać.

Przysięga obowiązuje nadal

/
"Korab", czyli dowódca plutonu, mój kolega z ławy szkolnej, miał drelichowy mundur ubowca, który założył, a my z kolegą udawaliśmy jego asystę. Kazał strażnikom zrobić zbiórkę z bronią do przeglądu. Ci wykonali to polecenie. My wtedy kazaliśmy wypiąć im z karabinów zamki.

w nowej rzeczywistości

/
Przybiegł do mnie i zapytał - czy się nie boję przyznawać do akowskiej przeszłości? - Był to ciekawy człowiek. Przyszedł do Polski z I Armią WP, wcześniej przeszedł Syberię i był nawet zdegradowany. Gdy usłyszałem jego pytanie, zdumiałem się. Machnąłem ręką i powiedziałem, że to już przecież nie te czasy. On się usztywnił i powiedział. - Ja tym skurwysynom dalej nie wierzę.

W Brygadzie Świętokrzyskiej

/
Zza krzaków wyłonili się w pełni umundurowani żołnierze, z których jeden zaprowadził nas do wsi. Weszliśmy jakby do innego świata. W centrum wsi stał dworek, jakby żywcem przeniesiony z "Pana Tadeusza", nad którym na maszcie wisiała biało- czerwona flaga.

Z Wołynia do Radomska

/
Uratowało nas to, że mama pięknie mówiła po rosyjsku. W Kijowie uczęszczała bowiem do rosyjskiego gimnazjum. Dowódca strażnicy, major, też okazał się człowiekiem, a nie bydlakiem i po dłuższych wywodach matki oświadczył - znaczytsa wy inteligenty!

Przed wojną w Sarnach

/
Przed wieczorem sowiecka kolumna wjechała na nasze przedmieścia i się zatrzymała. Została ostrzelana przez Sowietów, wchodzących do miasta od północy. Nie mieli ze sobą żadnej łączności. Przez noc słychać było też serie karabinów maszynowych, choć w mieście nie było już wojska.

Zasypywali nas ogniem

/
Wieczorem poszliśmy spać i nagle zostaliśmy obudzeni kanonadą. Strzelanina jak cholera. Zerwaliśmy się z łóżek myśląc, że to Niemcy kontratakują. Ojciec kazał nam przystawić fortepian do drzwi, by utrudnić napastnikom ich sforsowanie. Ja przez okno ukradkiem wyjrzałem na ulicę...