W samych Katowicach Sąd Wojskowy skazał na śmierć 180 żołnierzy KWP. Z tego około stu wyroków wykonano, a resztę zamieniono w drodze łaski na dożywocie. Karę śmierci wykonywano na dziedzińcu więzienia i w siedzibie UB przy ul. Powstańców Śląskich. Pomordowanych chowano skrycie głównie na cmentarzu w Panewnikach w Katowicach-Ligocie.
Infiltracja Śląskiego Okręgu KWP przez agentów UB nie była szczególnie trudna. Funkcjonował on w bardzo specyficznych warunkach – Północna część regionu była silnie zurbanizowana i nie nadawała się do działań partyzanckich. Skomplikowana była w nim sytuacja narodowościowa i religijna. Śląsk ze względu na swój potencjał gospodarczy był też oczkiem w głowie władz , które starały się przejąć nad nim całkowita kontrolę. Kierowane tu kadry UB należały zapewne do najlepszych. UB zdając sobie sprawę, że KWP będzie szukało zwolenników wśród elementu najbardziej patriotycznego, czyli młodzieży, zwłaszcza studenckiej, ją objęło szczególnym nadzorem.
– W przypadku Politechniki Śląskiej w Gliwicach, działania UB okazały się strzałem w dziesiątkę – ubolewa Zdzisław Wodzisławski. – Dokonując na niej aresztowań, zdjęto całe kierownictwo okręgu. Sytuację skomplikowała dodatkowo wpadka komendanta KWP Stanisława Sojczyńskiego „Warszyca”. Wraz z nim w łapy dostało się całe archiwum organizacji.
Wpadka archiwum
– Dokonało ono masowych aresztowań, w wyniku których śląska organizacja KWP przestała istnieć. UB aresztowało całe jej kierownictwo. Oddziały działające na południu zaczęły to robić samodzielnie na własną rękę. Część działających na północy przeszła do powiatu częstochowskiego w rejon gminy Truskolasy. W tamtejszym kompleksie leśnym w okolicy Kulej, Węglowic, Puszczewa, Piły i Cisia działały jednostki „Klingi”, „Jaguara” i „Antończaka”. Na terenie Górnego Śląska KWP praktycznie zaprzestało działalności. Władze z aresztowanym kierownictwem okręgu obeszły się bardzo brutalnie. W samych Katowicach Sąd Wojskowy skazał na śmierć 180 żołnierzy KWP. Z tego około stu wyroków wykonano, a resztę zamieniono w drodze łaski na dożywocie. Karę śmierci wykonywano na dziedzińcu więzienia i w siedzibie UB przy ul. Powstańców Śląskich. Pomordowanych chowano skrycie głównie na cmentarzu w Panewnikach w Katowicach-Ligocie.
Druga konspiracja
Istnieją przekazy, że pochowano ich także w Katowicach-Bogucicach. UB proponowało Komendantowi Okręgu Gerardowi Szczurkowi, by wystąpił z odezwą do reszty żołnierzy KWP, pozostających jeszcze w konspiracji, by się ujawnili, to będzie amnestionowany, ale ten nie chciał o tym słyszeć. Wykonano więc na nim karę śmierci. Później na Śląsku zorganizowano tzw. II konspirację, którą UB też rozbiło. Agenci UB przenikali do organizacji, szybko paraliżując jej działalność. Wystawiali oni do strzału dowódców, po aresztowaniu których oddziały szły w rozsypkę. W ręce UB wpadł m.in. szukający schronienia w częstochowskim „Klinga”. Został aresztowany na skutek akcji przeprowadzonej przez agenta Głównego Zarządu Informacji Wojskowej „Z-24”. Podając się za wysłannika gen. Andersa, dostał się on do oddziału „Klingi”, wykorzystując kontakty organizacyjne uzyskane z zeznań aresztowanych. Znał bardzo dobrze angielski i mówił, że jest angielskim agentem, wprowadzonym do UB. Był na tyle wiarygodny, że „Klinga” mu uwierzył i wpadł w zasadzkę. Z-24 zaproponował, że wywiezie jego i najbardziej zaufanych oficerów podstawioną ciężarówką w lubelskie. W trakcie drogi, gdy pasażerowie ciężarówki myśleli, że są bezpieczni, wpadli w zasadzkę.
Koronkowa robota
– Akcja ta, która z punktu widzenia bezpieki stanowiła koronkową robotę świadczy, że szybko uczyła się ona zwalczać przeciwnika, a także, że na zniszczeniu KWP jej bardzo zależało i ściągała do tego najlepsze siły. W 1948 r. ostatecznie wszystkie oddziały KWP na Śląsku zostały unicestwione. Amnestia z 1947 r. też miała duży udział w osłabieniu organizacji. Wielu żołnierzy ujawniło się , nie widząc sensu dalszej walki. Wśród osób, które wstąpiły do naszego oddziału byli różni ludzie. Byli tacy, co siedzieli w celi śmierci, jak również tacy, którzy zdołali ukrywać się przez 10 lat i dzięki amnestii uniknąć wszelkich represji. Większość zapłaciła jednak za swój opór przeciwko komunizmowi dużą cenę.
Syn „Warszyca”
Spędzili w więzieniach wiele lat, stracili zdrowie, a po wyjściu byli pod stałą obserwacją. W naszych szeregach znalazł się m.in. mieszkający w Zabrzu Stanisław Sojczyński syn „Warszyca. Miał kilka lat, kiedy został rozstrzelany jego ojciec. Jego matka, czyli żona „Warszyca”, przez całe życie mogła wykonywać tylko najprostsze zajęcia. Przez całe życie pracowała jako sprzątaczka. Władze komunistyczne chcąc ją upodlić, nie pozwoliły, by uzyskała jakąś lepsza pracę. Stanisław Sojczyński też przez całe życie pracował jako robotnik. Niedawno np. pożegnaliśmy koleżankę Alicję Zatońską żołnierza AK i KWP, która w naszym oddziale związku pełniła funkcję skarbnika. Działała w wywiadzie AK wraz z ojcem Józefem i braćmi Władysławem i Stanisławem. Cała jej rodzina na podstawie czyjegoś donosu w styczniu została aresztowana przez gestapo w Radomsku. Uratowały ją sowieckie czołgi , które przepędziły Niemców z Radomska.
Wyroki śmierci
– Niemcy uciekli, a aresztowanych uwolnili mieszkańcy miasta. Razem z braćmi wiosną 1945 r. Alicja Zatońska wstąpiła do Konspiracyjnego Wojska Polskiego. Pełniła w nim funkcję łączniczki. Jej brat Stanisław pracował w wywiadzie organizacji, wykonywał też wyroki śmierci na sługusach reżimu m.in. na ubowcach, którzy wyjątkowo znęcali się nad aresztowanymi kawupowcami. Nie czynił tego oczywiście według własnego widzimisię. Wykonywał tylko wyroki wydane przez sąd KWP, które zatwierdził „Warszyc”. Ten zaś nie podpisywał ich lekką ręką. Kazał wysyłać ostrzeżenia, dawał czas na opamiętanie skazanym itp. Brat Alicji Zatońskiej został aresztowany wraz z całym sztabem „Warszyca”. Sądzony razem z nim i skazany na karę śmierci.
Rozstrzelany z całą grupą
Rozstrzelano go z całą grupą skazanych na dwa dni przed amnestią. Alicja Zatońska ujawniła się w 1947 r. i uniknęła aresztowania. Przez wiele lat była jednak obserwowana przez UB i SB. W 1964 r. przeprowadziła się z Radomska na Śląsk, gdzie nieco odetchnęła. Dostała nawet pracę na stanowisku głównej księgowej w administracji sądowej. Była znakomitym fachowcem i dzięki swojej sumiennej pracy utrzymała się na tym stanowisku aż do emerytury. Dostała nawet wysokie odznaczenie w postaci Krzyża Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski. Cały czas jednak była obserwowana przez SB. Ja już będąc na emeryturze też dowiedziałem się, że mimo, iż zajmowałem wysokie stanowisko, to cały czas szły za mną „papiery”, z których wynikało, że trzeba na mnie uważać, bo prawdopodobnie w młodości byłem związany z antykomunistycznym podziemiem. Od samego początku działalności naszego oddziału związku postanowiliśmy zrobić wszystko dla upamiętnienia naszych kolegów, którzy za walkę z komuną zapłacili najwyższą cenę.
Trzy tablice
– Pamięć ich uczciliśmy trzema tablicami pamiątkowymi. Umieściliśmy je m.in. na budynku Wydziału Chemii Politechniki Śląskiej w Gliwicach, którego wielu studentów było żołnierzami KWP, w nawie głównej Kościoła Garnizonowego w Katowicach i w krypcie Klasztoru Franciszkanów w Katowicach-Panewnikach. Natomiast w 2002 r. dzięki naszym staraniom u władz wojewódzkich i samorządowych powstał pomnik poświecony drugiej konspiracji KWP na cmentarzu panewnickim. Stał się miejscem hołdu poległym bohaterom za wolną Polskę w okresie komunizmu. Na pomniku udało się nam umieścić nazwiska stu spoczywających na cmentarzu w Panewnikach żołnierzy KWP. Obecnie dalej staramy się coś robić. Działamy społecznie bez żadnych dotacji – nawet czynsz za lokal w Zabrzu płacimy z własnych dobrowolnych składek. Za własne pieniądze kupujemy również kwiaty i wieńce, które składamy w uroczystości państwowe w miejscach pamięci. Jak się zwracamy do władz, to owszem słyszymy wyrazy uznani , ale większego zainteresowania nie widać. Odnoszę wrażenie, że myślą tak – dobrzy ludzie, tylko za długo żyją. Nie mamy na to wpływu. Będziemy działać aż ostatni z nas nie odejdą.
Marek A. Koprowski








