Bitwa pod Grunwaldem z 15 lipca 1410 roku to najsłynniejsze starcie w naszej historii.
Dowództwo nad liczącymi ok. 27 tys. ludzi oddziałami zakonnymi (w tym 21 tys. jazdy) sprawował wielki mistrz Ulryk von Jungingen. Naprzeciwko wojsk krzyżackich stanęła armia dowodzona przez króla Władysława Jagiełłę i Witolda. Oprócz oddziałów polskich, liczących ok. 20 tysięcy (w tym 18 tysięcy jazdy), w wyprawie uczestniczyły również wojska litewsko-ruskie w sile ok. 11,5 tysiąca (w tym 11 tysięcy jazdy) oraz posiłki tatarskie liczące 2 tysiące ludzi.
Wtorkowy poranek 15 lipca 1410 roku przywitał armię polsko-litewską chłodem. O świcie armia polsko-litewska ruszyła spod Dąbrówna na wschód. Maszerowano przez spalone przez straż przednią wsie, mijając Jankowice i Gardyny, a następnie skręcono na północ, by dotrzeć do Ulnowa, nad jeziorem Łubień. Gdy armia dotarła na miejsce postoju, około godziny ósmej, deszcz ustał, a zza chmur wychyliło się słońce. Król Władysław Jagiełło zatrzymał wojsko i polecił rozstawienie namiotu do mszy. Spokój monarchy był uderzający, wynikał jednak z doskonale przygotowanego i precyzyjnie realizowanego planu.
Jagiełło chciał walnej bitwy
Otoczone zaroślami i pagórkami jezioro Łubień nie dawało Krzyżakom pełnego rozeznania co do pozycji sprzymierzonych. Mimo to, ubezpieczenia doniosły o nadciągających od zachodu siłach Zakonu.
Wszystko przebiegało zgodnie z planem wojennym uzgodnionym jeszcze w grudniu 1409 roku w Brześciu Litewskim z wielkim księciem Witoldem: obaj przywódcy chcieli doprowadzić do decydującego starcia z Krzyżakami i zmusić ich do walnej bitwy.
Wcześniejsze wojny Polski z Zakonem miały ograniczony zasięg. Krzyżacy, sprowadzeni w 1226 roku przez Konrada Mazowieckiego w celu ujarzmienia Prusów, początkowo uchodzili za sojuszników. Sytuacja uległa zmianie po zajęciu Pomorza Gdańskiego w 1309 roku, kiedy Zakon opanował całe Pomorze, a jego siedziba została przeniesiona do Malborka. Od tej pory Krzyżacy stali się potęgą – scentralizowanym państwem o ogromnych możliwościach mobilizacyjnych i aspiracjach ekspansjonistycznych. Choć samych braci zakonnych było zaledwie 1500, to z pomocą najemników, wasali i gości z zagranicy Zakon mógł wystawić nawet 20 tysięcy zbrojnych.
Swoje siły powiększały także Polska i Litwa. Kluczowym momentem w tej historii było zawarcie unii polsko-litewskiej w 1385 roku. Litwa, dotąd pogańska i niejednorodna etnicznie, stała się chrześcijańską monarchią w sojuszu z Polską. Zakon, który wcześniej wykorzystywał podział i rywalizację litewskich książąt, zaczął tracić przewagę. Kulminacją napięć było powstanie Żmudzinów w 1409 roku i wypowiedzenie wojny przez wielkiego mistrza Ulryka von Jungingena, który jeszcze przed wybuchem wojny gromadził broń w ilościach przewyższających możliwości polskiego przemysłu zbrojeniowego.
W czerwcu 1410 roku rozpoczęły się przygotowania do wielkiej kampanii. Wojsko polskie skoncentrowało się w Wolborzu, a następnie w Czerwińsku, gdzie zbudowano most pontonowy przez Wisłę. 2 lipca nastąpiło połączenie z Litwinami i rycerstwem mazowieckim. Von Jungingen początkowo nie docenił tej operacji, myśląc, że Jagiełło chce opanować tylko ziemię dobrzyńską.
Pomylił się. 9 lipca armia polsko-litewska wkroczyła na teren Prus. 13 lipca zdobyto i złupiono Dąbrówno. Brutalność ataku była celowa – miała sprowokować Krzyżaków do wyjścia w pole. I rzeczywiście – odpowiedź nadeszła.
Król zdążył wysłuchać mszy
15 lipca 1410 roku, około ósmej rano polski król wysłuchiwał mszy, a jego wojska szykowały się do bitwy – Litwini na prawym, Polacy na lewym skrzydle. Krzyżacy rozbili obóz między Grunwaldem, Łodwigowem i Stębarkiem, otoczyli się wozami spiętymi łańcuchami i wyczekiwali. Przez cztery godziny nie podjęli ataku – obawiali się zasadzki w zaroślach. Kiedy Jagiełło wydawał rozkazy i zakładał zbroję, dotarli do niego heroldowie z dwóch mieczami. „Abyś nie tak gnuśnie i z większą niżeli okazujesz odwagą wystąpił do bitwy” – mówili. Jagiełło przyjął miecze, ale Polacy odebrali gest Krzyżaków jako arogancki.
Rozpoczęła się największa bitwa średniowiecznej Europy. Trwała kilka godzin. Jej szczegóły pozostają przedmiotem analiz historyków, ale wiadomo, że rozpoczęła się od natarcia wojsk litewskich, które – po początkowych sukcesach – zostały odparte. Krzyżacy uznali to za odwrót i ruszyli za nimi, rozciągając swoje szyki. Tymczasem do natarcia ruszyli Polacy. Król dowodził z tyłu, z wzgórza, utrzymując kontakt z polem bitwy przez gońców.
Pojedynek Oleśnickiego
Po trzech godzinach intensywnej walki siły Zakonu zaczęły słabnąć. Wielki mistrz Ulrich von Jungingen zdecydował się na przegrupowanie wojsk i objął dowództwo nad 16 chorągwiami, które miały przeprowadzić decydujące uderzenie. Natarcie przeszło w pobliżu miejsca, gdzie z niewielką eskortą przebywał król Władysław Jagiełło, mimo to Jungingen go nie zaatakował. Ku polskiemu królowi wyrwał się tylko jeden rycerz, Dypold von Kockeritz, który ruszył bezpośrednio na monarchę. Jagiełło zdołał skutecznie się obronić, ranił napastnika, a następnie do akcji wkroczył Zbigniew Oleśnicki, który rzucił się na rycerza i pokonał go w walce.
Walne natarcie Krzyżaków nie zaskoczyło Polaków, którzy także zdołali się przegrupować. Krzyżacy znaleźli się w okrążeniu. Po śmierci von Jungingena, który zginął w ferworze walki, armia Zakonu zaczęła się rozpadać.
Bitwa zakończyła się całkowitą klęską Krzyżaków. Tysiące ich rycerzy poległo, w tym prawie cała elita zakonnych dowódców. Zwycięstwo nie oznaczało jednak końca wojny. Droga do Malborka stanęła otworem, ale Jagiełło nie zdecydował się na bezpośredni szturm. Późniejsze oblężenie twierdzy nie powiodło się, dlatego pokój, który zawarto w 1411 roku nie odzwierciedlał jakości triumfu pod Grunwaldem.
„Wielka bitwa, wielkie zwycięstwo, niezbyt korzystny pokój. W taki sposób interpretowało postanowienia toruńskie wielu historyków. Nie wzięli jednak pod uwagę, że na polach grunwaldzkich Zakon został złamany i odtąd nie śmiał już wystąpić w walnej bitwie przeciw Polakom” – pisał na stronach Muzeum Historii Polski prof. Michał Kopczyński. Bitwa była punktem zwrotnym, który pokazał, że nawet najpotężniejsze państwo może ulec, gdy stawi mu czoła zjednoczona siła wolnych narodów.
Kresy.pl / MuzHP / Polskie Radio
Czytaj też: Jagiełło czy Witold












