W nocy z 14 na 15 lipca 1938 roku w kościele Świętej Trójcy w Wołczynie złożono szczątki Stanisława Augusta Poniatowskiego.
Ostatni król Rzeczypospolitej powrócił do Polski po 140 latach, lecz jego ponowny pogrzeb odbył się w tajemnicy, bez uroczystości państwowych, nabożeństwa i udziału społeczeństwa.
Stanisław August zmarł 12 lutego 1798 roku w Petersburgu, gdzie przebywał po abdykacji i upadku Rzeczypospolitej. Car Paweł I urządził mu uroczysty pogrzeb należny monarsze. Ciało króla złożono w krypcie katolickiego kościoła św. Katarzyny.
Po odzyskaniu niepodległości polskie władze nie zabiegały o sprowadzenie szczątków monarchy. Sytuacja zmieniła się dopiero w 1938 roku, gdy władze sowieckie zawiadomiły stronę polską, że kościół św. Katarzyny przeznaczono do rozbiórki. Polska musiała zdecydować, gdzie spocznie ostatni król.
W pierwszej połowie lipca 1938 roku do Polski dotarł z Leningradu zaplombowany wagon ze szczątkami monarchy. Według późniejszych opracowań skład przyjechał 11 lipca na stację graniczną w Stołpcach. Józef Mackiewicz pisał natomiast, że 9 lipca wagon znalazł się na dworcu w Brześciu.
Padło na Wołczyn
Premier Felicjan Sławoj Składkowski, działający na polecenie prezydenta Ignacego Mościckiego, zdecydował o przewiezieniu szczątków do Wołczyna w województwie poleskim.
Wybór nie był przypadkowy. Stanisław August urodził się w Wołczynie w 1732 roku, a w miejscowym kościele, ufundowanym przez jego ojca, przyjął chrzest. Władze nie zgodziły się jednak na pochowanie króla ani na Wawelu, ani w Warszawie.
W obozie sanacyjnym Stanisław August był oceniany przede wszystkim przez pryzmat przystąpienia do konfederacji targowickiej, abdykacji i upadku państwa. Zaledwie trzy lata wcześniej na Wawelu z wielką pompą pochowano Józefa Piłsudskiego. Politycy nie chcieli, aby w tej samej nekropolii spoczęli marszałek uznawany za twórcę niepodległego państwa oraz monarcha obciążany odpowiedzialnością za jego utratę.
Całą operację postanowiono utrzymać w tajemnicy. W nocy z 14 na 15 lipca przy kościele w Wołczynie pojawili się funkcjonariusze policji. Według Józefa Mackiewicza przed głównym wejściem ustawiono dwóch funkcjonariuszy brzeskiej policji kryminalnej. Przy złożeniu szczątków obecni byli miejscowy proboszcz oraz przedstawiciele administracji państwowej.
Do podziemnej krypty opuszczono co najmniej urnę zawierającą serce króla. Część późniejszych opracowań podaje, że do Wołczyna przywieziono również urnę z wnętrznościami monarchy. Ważąca około 600 kg trumna nie zmieściła się w przygotowanym pomieszczeniu, dlatego ustawiono ją w jednej z kościelnych nisz. Pomieszczenie zabezpieczono żelazną kratą, dębowymi drzwiami, sztabami i kłódkami, a następnie opieczętowano. Dostęp do niego pozostawał pod kontrolą władz.
Nie odprawiono mszy ani publicznych modlitw za duszę zmarłego. Według relacji przytoczonej przez Mackiewicza proboszcz zapytał jednego z urzędników, czy może odprawić nabożeństwo za Stanisława Augusta, lecz otrzymał stanowczy zakaz. Ponowny pochówek koronowanego monarchy został w ten sposób sprowadzony do przeprowadzonej nocą czynności urzędowej.
„…zaczęło się ciąganie trumny…”
Tajemnicy nie udało się długo zachować. Po ujawnieniu sprawy w prasie wybuchł skandal. Władze krytykowano za sposób potraktowania szczątków ostatniego króla, a dyskusja szybko przerodziła się w spór o ocenę całego panowania Stanisława Augusta.
Jeden z najobszerniejszych i najbardziej znanych opisów okoliczności przewiezienia i złożenia szczątków Stanisława Augusta Poniatowskiego w Wołczynie pozostawił Józef Mackiewicz w reportażu „Urzędnik zabrania modłów za Króla, czyli tajemnica 14-tej nocy lipcowej w Wołczynie”. Pisarz odtworzył przebieg wydarzeń na podstawie rozmów z miejscowym proboszczem, mieszkańcami oraz osobami mającymi wiedzę o nocnej operacji. Przedstawił ją jako połączenie tajemnicy, improwizacji i gorzkiej groteski:
„Spotkało mnie to samo co innych: znajomość z przemiłym proboszczem, który ręce rozkłada i zasłania się tajemnicą. […] «Tajemnica» wydała się wcześnie. […] Słońce skłania się ku zachodowi dnia 14 lipca. Na dworzec brzeski podjeżdża ciężarówka… Dyrekcji Pocztowej. Jeszcze jedna prócz niej limuzyna… Sześciu woźnych tejże Dyrekcji Poczt wchodzi do wnętrza wagonu. Jest tam olbrzymia paka dębowa, w kształcie trumny. Obwiązana sznurami i zaopatrzona dwoma pieczęciami. W tej górnej trumnie znajduje się podobno druga metalowa i jeszcze dwie. […] Punktualnie o godz. 9-ej wieczorem dnia 14 lipca rusza ten dziwny «kondukt». Przodem ciężarówka pocztowa, za nią limuzyna wojewódzka.
Zapada noc.
Na pół godziny przed północą samochody zakradły się przed kościół w Wołczynie. Ale nie od frontu. Zajeżdżają bokiem, między mur kościelny i płot dzisiejszej parafji […]. Obecny jest, owszem, ksiądz proboszcz, wójt, konserwator z Lublina, inż. Papieski i panowie, których ze względu na wyższe rangi nie da się rozpoznać. […] Teraz dopiero zaczęło się ciąganie trumny. 600 kilo. Każdemu z sześciu woźnych pocztowych przypadło po 100 na barki. Okazuje się, że trumna nie może przejść, wskutek swej wielkości, przez wąską bramę. Poczęto więc nią rzucać i szorować przez mur, górą. To ten, to inny z «panów» doskakiwał, żeby pomóc woźnym.
Gdy wniesiono trumnę do kaplicy, okazało się, że pierwotny projekt schowania jej w krypcie podziemnej upada. Nie przechodzi bowiem przez otwór w podłodze. Spuszczono więc w dół tylko urnę z sercem, a trumnę zostawiono na wierzchu. Tak jak była — obwiązaną sznurami i opieczętowaną. Potem zamknięto kratę, potem drzwi i zabrano klucz.
Słońce wschodzi. Oni jeszcze w kościele. Coraz gorączkowiej wre robota. Dopiero o 5-ej rano schowano, zamknięto Stanisława Augusta i obydwa samochody wracają”.
Kościół zmieniono w magazyn nawozów
Po agresji Związku Sowieckiego na Polskę Wołczyn znalazł się pod okupacją sowiecką. W latach 1941–1944 miejscowość znajdowała się pod okupacją niemiecką, a następnie ponownie została zajęta przez wojska sowieckie. Po wojnie Wołczyn włączono do Białoruskiej SRR.
Nie udało się jednoznacznie ustalić, kiedy królewski pochówek został sprofanowany i zniszczony. Kościół zdesakralizowano, skreślono z listy zabytków i zamieniono w magazyn nawozów oraz chemikaliów. Świątynia stopniowo popadała w ruinę.
Pod koniec lat osiemdziesiątych polscy badacze odnaleźli w kościele fragmenty trumny, szat i wyposażenia grobowego oraz pobrali ziemię z miejsc, w których znajdowały się trumna i urna. Zabezpieczone pozostałości pochówku przewieziono następnie do Warszawy.
14 lutego 1995 roku urnę zawierającą zachowane pozostałości pochówku oraz ziemię z Wołczyna uroczyście złożono w grobowcu w archikatedrze św. Jana Chrzciciela w Warszawie.
Czytaj też: Zrzekł się tronu „w pełni dobrowolnie”. Ostatni podpis króla Stanisława Augusta
Kresy.pl / Słowo. 1938, nr 211 / Dzieje
Zobacz galerię z przedwojennym grobem króla:





























