„Rzeczpospolita”: Patrioty na finiszu - umowa już w marcu?

/
Najprawdopodobniej w marcu podpisana zostanie umowa na dostawy…
Paweł Kukiz uważa że reforma sądów przeprowadzana przez PiS niczego nie zmieni holokaust Kukiz'15 chce rezolucji Sejmu ws. zachowania złotego jako waluty w Polsce

Kukiz: przypisywanie nam odpowiedzialności za Holokaust jest "etycznym Holokaustem"

/
Lider ruchu Kukiz'15 w ostrych słowach odniósł się do działań…

Z deszczu pod rynnę

/
Nie było wątpliwości, to byli upowcy. Natychmiast postanowiliśmy rzucić się do ucieczki. Wyskoczyliśmy za dom. Ja wpadłem w gąszcz konopi, dobiegłem do łąki, pokonałem rów z wodą i znalazłem się wśród łanów zbóż. Nie zwolniłem jednak biegu, biegłem dalej, aby tylko oddalić się od ewentualnego pościgu. W końcu bardzo wyczerpany zatrzymałem się.

Wołyń, moja mała ojczyzna

/
Ksiądz katolicki w czasie nabożeństwa ogłosił, że ze względu na niemożność wyspowiadania przez niego wszystkich chętnych, penitenci powinni udać się do cerkwi prawosławnej w Iwaniczach Starych i wyspowiadać się u batiuszki. Wiele osób tak postąpiło m.in. i ja. Wyspowiadałem się i przyjąłem Komunię w cerkwi.

Katyń to zemsta Stalina za niepowodzenia w Finlandii?

/
Podczas rozmów w Kozielsku, przeprowadzanych przez instruktorów politycznych Polacy zadawali pytania: "Jeśli wy (tj. ZSRR) nie prowadzicie agresywnej polityki, to dlaczego prowadzicie wojnę z Finlandią?", lub "Dlaczego tak duży kraj tak długo walczy z tak małym państwem, jak Finlandia?". Polscy jeńcy przygotowywali ucieczki z obozów, by przedostać się do Finlandii, i, poprzez wstąpienie do szeregów fińskiej armii, rozliczyć się z bolszewikami za "17 września".

Walczyły także dzieci

/
W Wielki Czwartek wyprowadzałam na pastwisko krowy i zauważyłam dwa niemieckie samoloty lecące nad pobliskimi ukraińskimi wsiami Łyczty i Jaromel. Krążyły one długo nad Jaromlem i w pewnym momencie zniżyły lot i zrzuciły bomby i odleciały. Później dowiedziałem się, że zaatakowały gospodarstwo przywódcy miejscowych nacjonalistów.

Rozbrojenie posterunku Milicji Obywatelskiej w Kazimierzu Dolnym w dniu 19 maja 1945 roku

/
Podczas nieobecności naszego oddziału na Lubelszczyźnie, mocno rozzuchwaliły się posterunki Milicji Obywatelskiej, a szczególnie w Kazimierzu Dolnym, i Urzędy Bezpieczeństwa, w tym w Puławach. Aresztowano wielu ludzi. Wszystkich bito i torturowano. Niektórych zamordowano, obrabowywano doszczętnie domy osób aresztowanych, oraz zabierano inwentarz, żywy i martwy, z gospodarstw rolnych. Mimo kilkukrotnych ostrzeżeń milicja i UB nie zmieniły taktyki. "Zapora" wrócił zza Sanu niespodziewanie...

Strażnik pamięci Przebraża

/
"Polityka poprzedniego prezydenta Wiktora Juszczenki znacznie je skomplikowała perspektywy pojednania polsko-ukraińskiego. Mordercy i zbrodniarze zyskali status bohaterów narodowych. Stawia się im pomniki i ukazuje młodzieży jako wzorce do naśladowania. Nikt nie pamięta o tym, że na ich rękach jest krew niewinnych polskich ofiar, w tym kobiet i dzieci. Kwestionuje się, ze na Wołyniu miało miejsce ludobójstwo ludności polskiej. Jak w takich warunkach rozmawiać o pojednaniu..." - smutno konstatuje Mirosław Łoziński.

Zbrodnie sowieckiej partyzantki: galeria antybohaterów

/
"Nocą do naszego domu wdarli się partyzanci i w brutalny sposób, używając niecenzuralnego słownictwa, zażądali, by wydać im rower. Kiedy odpowiedziałam, że roweru nie ma, to dowódca (w skórzanej kurtce, przepasany wojskowym pasem) uderzył mnie w głowę rękojeścią pistoletu. Krew z rany zalała mi twarz. Drugi partyzant wyjął z karabinu wycior i zaczął bić mnie nim po plecach" - wspomina jedna z mieszkanek regionu postawskiego.

Walki polsko-ukraińskie na Lubelszczyźnie w latach 1943-1944

/
W tym samym czasie, w którym UPA praktycznie bezkarnie wyrzynała polskie rodziny na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, po lewej stronie Bugu, napotkała zdecydowany opór partyzantki polskiej, której oddziały o wiele liczniejsze i lepiej zorganizowane niż na obszarach dawnych województw wschodnich, były w stanie zapobiec realizacji scenariusza eksterminacji ludności polskiej na Lubelszczyźnie.

5 lat za AK

/
Pietrzak chodził po Niemodlinie z podniesionym czołem aż do 1990 r. Potem uciekł do Opola i jak widzi któregoś z naszych, to przechodzi na drugą stronę ulicy i ucieka.

Kozacy w służbie Hitlera

/
W powszechnej świadomości oraz propagandzie, kozacy ci zostali zapamiętani jako zdrajcy i kolaboranci z największym wrogiem. Jednakże mieli oni swoje powody, by sprzymierzyć się z Belzebubem w swojej walce z Szatanem.

Osadnicy wojskowi: prawda i mity

/
Mit o polonizacji zachodniej Białorusi stworzyli komuniści w czasach radzieckich. Powtarza się go do dzisiaj z dwóch powodów. Po pierwsze, by ukryć masową rusyfikację. A po drugie, by zasiać nienawiść między dwoma narodami - polskim i białoruskim.

Rosyjscy sojusznicy Hitlera

/
Patrząc na Europę A.D. 2008, trudno oprzeć się wrażeniu, że wygląda ona tak, jakby to Niemcy wygrały wojnę, a w Moskwie rządził, któryś z ich najbliższych sojuszników. Niemiecko-rosyjskie partnerstwo strategiczne jest niemal ucieleśnieniem marzeń Własowa, Smysłowskiego czy Krasnowa.

Na pomoc walczącej Warszawie

/
Niemcy wycofali się na drugą stronę Wisły i wysadzili most. Mój oddział zajął pozycje blisko brzegu Wisły w pobliżu jakiejś cerkwi i z jej wież zaczęliśmy obserwować drugi brzeg Wisły, na którym wykrwawiało się powstanie. Gdy zobaczyliśmy na drugim brzegu powstańców, otrzymaliśmy polecenie, żeby przejechać łodziami przez Wisłę i nawiązać z nimi kontakt - wspomina Mirosław Łoziński.

Zbrodnie bez przedawnienia

/
10 lutego 1940 roku państwo sowieckie rozpoczęło realizację planu masowych deportacji polskich obywateli w głąb ZSRS. Pierwsza fala objęła 140 tysięcy ludzi, przede wszystkim osadników wojskowych, cywilnych oraz pracowników służby leśnej wraz z rodzinami.

Któż pamięta osadników?

/
Stukot kół, kołysanie pociągu, zima 1940 roku, mroźny luty, pociągi wiozą tysiące osadników i ich rodzin z Kresów Wschodnich na wschód, w wielką białą dal, i w niepewną, groźną przyszłość. Ilu z nich przeżyje? Ilu wróci? - w pierwotnym zamierzeniu sowieckiej władzy - ani jeden!

Mordowali ich bez litości

/
Banderowcy wracali spod Przebraża bez łupów i hulanek. Bandy rozwścieczone niepowodzeniem szukały na oślep ofiar, aby na nich zemścić się za klęskę. Przypominali sobie każdego Ukraińca, który niechętnie, albo z ociąganiem przyłączał się do pochodu na Przebraże. Mordowali ich bez litości.

Przybijali do ścian gwoździami

/
W Józefinie schwytanych ludzi przybijali do ścian kuźni gwoździami. Konali oni w straszliwych męczarniach. Na koniec upowcy podpalili kuźnię, by zwiększyć cierpienia swych ofiar i zatrzeć za sobą ślady.

Koszmarne sceny zbrodni

/
Z przerażeniem patrzyli, jak upowcy wyciągnęli z domu jego żonę i dwóch synków. Najpierw o ściany domów porozbijali głowy chłopczyków. Później przystąpiono do zarzynania żony Trybulskiego. By nie krzyczała, przewiązano jej usta drutem kolczastym.

Początki wołyńskiej stanicy

/
Ofiary były całe zbroczone krwią, ciała miały pokryte niezliczonymi ranami od bagnetów, noży i nożyków. Dziewczęta miały odcięte piersi, mchem wypchane i pozszywane brzuchy, powykłuwane oczy, połamane i wykręcone palce u rąk.

Twarzą w twarz z mordercą

/
Przywitałem się z obydwoma i pytam się Wołodii - czy żywe Petro Horbaczewski? - A ten mówi - o właśnie witał się! - Spojrzałem na niego jeszcze raz, był to już starszy człowiek, ale jeszcze rześki, nędznie ubrany, w gumowcach i jakiejś kufajce. W najczarniejszych snach nie przypuszczałem, że kiedyś podam rękę mordercy moich dziadków.

Na miejscu rodzinnej tragedii

/
Przywitałem się z obydwoma i pytam się Wołodię - czy żywe Petro Horbaczewski? - A ten mówi - o właśnie witał się! - Spojrzałem na niego jeszcze raz, był to już starszy człowiek, ale jeszcze rześki, nędznie ubrany, w gumowcach i jakiejś kufajce. W najczarniejszych snach nie przypuszczałem, że kiedyś podam rękę mordercy moich dziadków.

Na miejscu rodzinnej tragedii

/
"Informacja Wojskowa zakatowała go niemal na śmierć. Oprawcy połamali mu żebra i wybili jedno oko. Żądali, by potwierdzić, że byłem członkiem spisku, który chciał obalić władzę ludową. Inny pod wpływem takich tortur podpisałby każde bzdury, ale on odznaczający się wielkim hartem ducha i tego nie uczynił" - wspomina Zygmunt Maguza.

Dowody Burdenki i brzoza Anodiny

/
Dezinformacja to słowo klucz do polityki sowieckiej. Nie proste "kłamstwo" - lecz dezinformacja, a więc szeroko zakrojone działania mające wprowadzić zamęt: od niszczenia dowodów i zacierania śladów zbrodni, przez fabrykowanie własnych oraz podsuwanie tropów fałszywych, a także sprzecznych informacji, po zeznania podstawionych świadków i propagandowe bombardowanie i - wreszcie - powoływanie "komisji specjalistów" oraz ogłaszanie ich raportów jako niepodważalnych.

Za bohaterskie czyny

/
Gdy po przejściu Prypeci zgrupowanie "Gardy" otrzymało od Sowietów rozkaz, by zdać broń, Zygmunt Maguza złożył na kupie najróżniejsze uzbrojenie, swój erkaem i dwa granaty...

Co po nas zostanie?

/
Jak zobaczyłam miejsce swego dzieciństwa, to się rozpłakałam... Nędza, szarzyzna to słowa, przy pomocy których można określić współczesny wygląd tej wioski. Ja ją zapamiętałam jako wspaniałą osadę, znakomicie zagospodarowaną. Działał tu młyn, olejarnia, apteka, w gospodarstwach wprowadzono mechanizację. Dziś po tym wszystkim nie na nawet śladu...

W łapach Informacji Wojskowej

/
- Jak się spotkałam z Mierzejewskim, od razu mu oświadczyłam - słuchaj, mam na ciebie donosić! Nie mów mi nic, co mogłoby ci zaszkodzić, a tylko to, co mogę im powtórzyć. Tak też się stało.

Przewoziła złoto dla konspiracji

/
W Warszawie trwało powstanie. Jak zawitał od niej wiatr, to dochodziła do nas woń spalenizny, a w powietrzu fruwały płachty palonego czarnego papieru, których była masa...

Gwiazda betlejemska nad Syberią

/
Popłynęła kolęda poprzez śnieżną pustkę, w mroźną dal i... rozedrgała tysięcznym echem struny mej duszy. Głęboki, tłumiony szloch wstrząsnął mym wychudzonym ciałem. Po policzkach potoczyły się grube, gorące krople łez. Nie płakałem nad sobą, ani z bólu, czy w cierpieniu. Płaka­łem z tęsknoty za mą Ojczyzną, za rodziną, za... matką.

Opłatek z zesłania

/
W teczce, o której mowa, znajduje się również wypieczony rę­koma zesłańców świąteczny opłatek; zachowany do dzisiaj, budzi największe wzruszenie. Deportowana ludność polska na Syberii dzieliła się swoim głodo­wym chlebem z pracownikami Ambasady RP w Kujbyszewie. Na zewnętrznej stronie opłatka widnieje wizerunek świętej hostii z literami IHS zwieńczonymi krzyżem; obok gałązka choinki ze świeczkami, a nad całością biegnie napis: „BOŻE DOPOMÓŻ NAM POWRÓCIĆ DO WOLNEJ OJCZYZNY. ZIEMIA ARCHANGIELSKA 1941".

Wigilia na zesłaniu

/
Potem przyszedł do nas pomocnik lekarza Morozów i prosił, byśmy mu zaśpiewali "Uralu", czyli "Góralu, czy ci nie żal". Bardzo lubił tę pieśń. Może przypominała mu rodzinne strony, może Ural, widoczny od nas, potężny i piękny, przywoływał wspomnienia z wolności? Nie dociekaliśmy tego.

W batalionie "Siwego"

/
"Siwy" natychmiast wydał rozkaz - strzelać do obu! - W takiej sytuacji było to zupełnie prawidłowe polecenie. Wiadomo bowiem, że Niemcy jeńców wziętych w charakterze "języka" torturowali, chcąc wydobyć z nich jak najwięcej informacji o przeciwniku i ginęli oni w męczarniach.

Zgodnie z rodową tradycją

/
Ojciec dźwigając dwór z ruin pozostawił brzozę, wyprowadzając ją ponad jego dach. Dbał o nią, by później nie uschła i rosła razem z jego dziećmi. Wycięli ją dopiero Sowieci. Gdy wróciłem do Zaturzec na początku okupacji niemieckiej to brzozy już nie było. Jako pańską fanaberię wycięto ją pewnie na opał... - wspomina weterana 27 WDP AK Jan Lipiński.

Niewygodna prawda

/
- Narastanie nacjonalistycznych nastrojów, kult UPA, zakłamywanie lub usprawiedliwianie zbrodni nie sprzyja pojednaniu z Ukraińcami - mówi Władysław Siemaszko, były żołnierz AK i współautor pracy "Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia".

Wyrok na rękę

/
Stanisław Maślanka obawia się też, że gdy wymrze jego pokolenie, to już nikt nie będzie się upominał o Polaków, którzy padli ofiarą ukraińskiego ludobójstwa. Nie jest wykluczone, że za parę lat Polacy zostaną oskarżeni o ludobójstwo Ukraińców. Do tego zresztą już teraz niewiele brakuje. Naszym politykom wszystko jest obojętne.

W oddziale "Młota"

/
Zostałem aresztowany, przewieziony do Łodzi i poddany bestialskiemu śledztwu. Przez tydzień nie dostałem nic do jedzenia i byłem przesłuchiwany dzień i noc, na okrągło. Bili mnie czym popadnie. Tym, co akurat przesłuchujący miał pod ręką, dziurkaczem, linijką, otwarta dłonią. Gdy spadłem ze stołka, które UB przejęło w spadku po gestapo w Łodzi, ubowiec kopał mnie nogą.

Oni przetarli szlak pożogi. Legion Ukraiński w kampanii wrześniowej 1939 r.

/
"I stała się rzecz dziwna, bo nie minęły dwa tygodnie, jak znikło państwo o nazwie Polska, które krzyczało na całe gardło "nie damy". Znikło z politycznej mapy pełne pychy, zarozumiałe, szlacheckie państwo".

Ostatni kawałek ziemi wołyńskiej

/
- Pojechałem na Lubelszczyznę i jakoś ją odnalazłem - wspomina. - U majora "Kowala" trwała akurat odprawa. Przyjął mnie natychmiast i kazał złożyć bardzo szczegółową relację z sytuacji na Wołyniu. "Kowala" interesowały wszystkie szczegóły. Pytał mnie o przeprawę przez tory itp. Gdy powiedziałem już wszystko, to mówię do "Kowala", to teraz panie majorze, ja już w dywizji zostaję. Ten się podniósł i wrzasnął - co?! Wynoś się prędko do Jagodzina. To jest ostatni kawałek ziemi wołyńskiej, z którym mamy jeszcze łączność.

Pierwsza kara śmierci

/
"Łącznik na wojnie zdziałał z reguły więcej niż niejeden żołnierz i musiał mieć spore umiejętności. Za żołnierza myślał i podejmował decyzje dowódca, który za niego odpowiadał. Łącznik zaś sam sobie musiał być dowódcą. Jak go gdzieś wysłali, to musiał tak uważać, żeby nie wpaść i wszystko załatwić. Musiał sam podejmować decyzje w zależności od sytuacji" - wspomina Stanisław Maślanka.

Wieczny uciekinier

/
"Powiedziałem sowieckiemu żołnierzowi, że też chciałbym zabrać się z nimi do Kowla. Ten zmierzył mnie wzrokiem i uśmiechając się powiedział - wezmi bimbru, samogon, a u nas zakuska, tuszonka jest! - Miałem parę dolarów, bo po rozbrojeniu żołd nam taki wypłacili. Za jednego dolara kupiłem wódki chyba ze trzy litry. Wsiadłem na samochód z tymi Sowietami i po około dwóch godzinach ruszyliśmy do przodu" - wspomina Tadeusz Wolak.

Kijami walczyć nie będziemy

/
Jeden z nich powiedział mi, że przeszli przeszkolenie, w trakcie którego ostrzegano ich przed kontaktami z polskimi partyzantami, bo ci takich jak oni po schwytaniu rozstrzeliwują. Berlingowcy bali się, że ich w nocy wymordujemy...

Nie opłakała ich Elektra, nie pogrzebała Antygona...

/
Tytuł tego artykułu został zapożyczony z wiersza Zbigniewa Herberta "Wilki" - poświęconego żołnierzom wyklętym, uczestnikom polskiego podziemia niepodległościowego walczącego z reżimem komunistycznym jeszcze przez wiele lat po zakończeniu II wojny światowej. Dodajmy, jednego z tych nielicznych polskich intelektualistów, którzy w owych krwawych zmaganiach rozgrywających się w podlaskich, mazowieckich oraz podhalańskich lasach i wioskach potrafili dostrzec nie tylko uniwersalny wymiar antycznej tragedii, lecz także i oddać ginącym w nich ludziom należną sprawiedliwość.

Spod Kowla na Lubelszczyznę

/
Następnego dnia rano Niemcy ruszyli z potężnym natarciem, wprowadzając do akcji czołgi. Przeszły one mostek i niemiecka piechota kryjąc się za nimi, konsekwentnie posuwała się do przodu, zmuszając do porzucenia pozycji. Jedno z działek, które do dywizji przyprowadzili "bombiści" dało ognia i jeden z czołgów stanął uszkodzony - wspomina Tadeusz Wolak.

Od Przebraża do dywizji

/
Staraliśmy się wtapiać w otoczenie, odpowiednio się ubierając. Jeżeli udawaliśmy się na tereny ukraińskie, by zdobyć wiadomości np. na temat ukraińskiego podziemia, udawaliśmy Ukraińców. Zakładaliśmy czapki z gwiazdami czy czerwonymi wstążeczkami. Zabieraliśmy ze sobą jako broń pepesze i nagany.

Moralny obowiązek

/
Podsumowując swoje życie, Tadeusz Socha uważa, że było udane. Jest wdzięczny za nie Bogu, który nigdy nie opuścił go w najtrudniejszych dla niego chwilach. - Zdobyłem sporo dowodów na to, że rozwiązywanie problemów życiowych nie zależy wyłącznie od nas samych, że ogromnie dużo zależy od sił , które z pozycji człowieka wierzącego trzeba oceniać w kategorii Bożej Opatrzności - podkreśla.

Jakby Stalin umarł wczoraj

/
Około stu osób wysłuchało wczoraj w siedzibie białostockiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej wykładu prof. Nikity Pietrowa, zastępcy przewodniczącego rosyjskiego stowarzyszenia Memoriał. Gość z Moskwy stał się znany w Polsce po publikacji książki "Według scenariusza Stalina" o działaniach sowieckiego aparatu represji w krajach podbitych przez ZSRS. Ujawnił w niej nieznany dokument organów sowieckiego kontrwywiadu wojskowego zawierający plan rozstrzeliwań 592 członków Armii Krajowej, aresztowanych w rejonie Augustowa. To pierwsza informacja o losie tych Polaków, potwierdzająca to, czego się od lat spodziewano - tzw. obława augustowska zakończyła się masowymi mordami. Władze rosyjskie mimo polskich wniosków o pomoc prawną konsekwentnie odmawiają jakiejkolwiek informacji, twierdząc, że żadnych dokumentów o losie zatrzymanych nie posiadają.

Od oświaty do planowania

/
Światło opisywał w niej aresztowane przez siebie osoby, sposoby ich przesłuchiwania, torturowania itp. Audycjom tym towarzyszyła „akcja balonowa”, polegająca na zrzucaniu na teren Polski broszur, które miały uświadomić Polakom, że żyją w systemie opartym na strachu i terrorze. Jedną z takich broszur zrzuconych na balonie dostałem w Marcinkowicach do przeczytania. Czytanie tej maczkiem zapisanej broszury zajęło mi prawie całą noc. Po jej lekturze byłem wstrząśnięty. Nie mogłem zmrużyć oka. Odkładałem ją i znów brałem do ręki. Zawartość tej broszurki szokowała.

Perypetie z UB i nie tylko

/
Swoją wizytą w UB, co było widać, wywołałem w tej instytucji zamieszanie. Tam nikt nie przychodził nie wzywany. Gdy nazajutrz zgłosiłem się do UB, towarzysz Brodziński wpadł we wściekłość. Powiedział, ze jestem nie tylko kaleką w sensie fizycznym, ale przede wszystkim finansowym. Dodał również, że gdyby nie moje rozległe kalectwo, to już dawno gniłbym w kryminale i powinienem o tym pamiętać. To spotkanie było dla mnie nie tylko przykre, ale i upokarzające. Na szczęście zmienił się mój opiekun. Dotychczasowego zastąpił nieco starszy i bardziej do ludzi podobny osobnik.

Powrót do życia

/
- Po tygodniowym pobycie w domu narzeczonej Huberta na Śląsk wkroczyli Sowieci. Ich pierwsze oddziały zobaczyłem na ulicach 29 stycznia 1945 r. około południa - mówi Tadeusz Socha. - Wylazłem ze swojego wyrka, aby oglądnąć swoich wyzwolicieli, a także trochę z nimi porozmawiać. Szybko się do nich rozczarowałem, gdyż jeszcze tego samego dnia zdążyli okraść wielu Bogu ducha winnych ludzi, którzy nie nosili żałoby po Niemcach, tylko podobnie jak wszyscy Polacy oczekiwali wyzwolenia spod ich reżimu.

Z Wołynia pod francuską granicę

/
Zaryzykowałem i o swoich kłopotach powiedziałem moim towarzyszom z sali, którzy wzbudzili moje zaufanie, czyli Alzatczykowi Paulowi Peterowi i feldfeblowi lotniczych służb pomocniczych Hubertowi. Obydwaj orzekli, że gdy władze niemieckie dowiedziały się, kim naprawdę jestem, zostałbym niechybnie rozstrzelany - wspomina Tadeusz Socha.

Łuny nad jeziorami

/
"Wsiadając do samochodu, Stauffenberg już wiedział, że bez względu na obecność na odprawie innych przywódców Rzeszy, uzbroi bombę. Liczy się tylko Hitler. On musi zginąć!" - prezentujemy fragmenty książki "Łuny nad jeziorami" Leszka Adamczewskiego (wyd. Replika, 2011).

Sowiecka rzeczywistość

/
Niektórzy myślą, że stracili wiarę z powodu filozofii, inni, że odzyskali, czytając książki, to nie jest tak, tu przychodzi Duch Święty.