Generalna Prokuratura Ukrainy nie wniosła aktu oskarżenia przeciwko działaczowi Euromajdanu, który przyznał się do strzelania do berkutowców na Majdanie w 2014 r. Chce „zweryfikować informacje o grupie Gruzinów, którzy mieli strzelać podczas masakry na Majdanie.

Generalna Prokuratura Ukrainy (GPU) nie wniosła aktu oskarżenia przeciwko Iwanowi Bubenczykowi, aktywiście EuroMajdanu, który przyznał, że strzelał na Majdanie do berkutowców, zabijając dwóch z nich. Szef specjalnego wydziału śledczego GPU Serhij Horbatiuk oświadczył, że prokuratura chce „zweryfikować informacje o grupie Gruzinów, którzy użyli broni z [budynku] Konserwatorium na Majdanie”. Według opublikowanych w mediach relacji, „gruzińscy snajperzy” podczas masakry na Majdanie 20 lutego 2014 roku mieli strzelać zarówno do berkutowców, jak i do aktywistów EuroMajdanu.

PRZECZYTAJ:
„Strzelaliśmy na Majdanie”. Relacja trzech Gruzinów [+VIDEO]
Domniemany gruziński snajper z Majdanu: obok mnie strzelali Paszynski i Parasiuk [+VIDEO]
Kaczanowski dla Kresów.pl: masakra na Majdanie była operacją typu „false flag”

Śledztwo prowadzone ws. Bubenczyka, podejrzanego o zastrzelenie dwóch członków Berkutu, zostało zawieszone. Tydzień temu pojawiły się informacje, że GPU wycofała stawiane wobec aktywisty zarzuty dotyczące umyślnego zabójstwa dwóch funkcjonariuszy. Nie podano jednak powodów zakończenia postępowania karnego.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Horbatiuk w jednym z wywiadów tłumaczy teraz, że zrobiono to, by „zweryfikować informacje o grupie Gruzinów, którzy dają relacje o wydarzeniach z 20 lutego 2014 roku”, ponieważ „rzekomo użyli broni, w tym szczególnie z Konserwatorium [Muzycznego] na Majdanie”. Dodał, że jak dotąd ukraińskim śledczym nie udało się ich przesłuchać. Początkowo mieli przebywać w Armenii, ale gdy przesłano tam wniosek o pomoc prawną, okazało się, że tam ich nie ma. Później podano, że rzekomo są na terytorium Białorusi. Teraz GPU kieruje podobny wniosek do białoruskich organów ścigania.

Horbatiuk powiedział też, śledczy oczekują informacji od zagranicznego dziennikarza, który 20 lutego 2014 r. był na miejscu strzelaniny. – Mamy nadzieję, dostarczy dodatkowe zdjęcia i filmy. Do tego czasu śledztwo jest zawieszone – powiedział.

Sprawę skomentował też ekspert zajmujący się od lat sprawą masakry na Majdanie naukowo, ukraiński politolog dr Iwan Kaczanowski z Uniwersytetu w Ottawie.

„GPU twierdzi, że jej działania i śledztwo ws. snajpera z Majdanu zostają wstrzymane, ponieważ muszą sprawdzić gruzińskich snajperów” – napisał na portalu społecznościowym. Dodał, że szereg głównych, zachodnich mediów, m.in. „New York Times” i BCC, a także politycy wywodzący się z obozu majdanowego już uznali ich relacje za fałszywe „bez żadnego zbadania, pomimo faktów, że ich relacje są w dużym stopniu spójne z moimi ustaleniami badawczymi i że przedstawili udokumentowane dowody”.

Zdaniem dr Kaczanowskiego, deklaracje ws. zbadania relacji Gruzinów to pretekst mający służyć zatrzymaniu śledztw dotyczących różnych „snajperów z Majdanu” ze „specjalnej uzbrojonej grupy” majdanowców, gdyż ich relacje wskazują, że jej członkowie, wraz z Gruzinami i Litwinami, „masakrowały zarówno protestujących, jak i milicję”.

Przypomnijmy, że Iwan Bubenczyk, który publicznie przyznał się do strzelania do funkcjonariuszy Berkutu na kijowskim Majdanie 20 lutego i zabicia dwóch z nich, wystąpił w filmie dokumentalnym “Brańcy”, w którym powtórzył swoje twierdzenia. Film był wyświetlany w lutym 2016 roku, z okazji rocznicy Masakry na Majdanie.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Podobnie jak w wypowiedzi dla portalu „Bird In Flight” z 2016 roku Bubenczyk twierdził, że po spaleniu Budynku Związków Zawodowych, 19 lutego zdołał dostać się do budynku Konserwatorium Muzycznego wraz z grupą aktywistów Euromajdanu. Tam rankiem 20 lutego nieznany aktywista wręczył mu torbę tenisową z karabinem kałasznikowa i 75 pociskami. Następnie udał się na drugie piętro, zajął pozycję z której doskonale widział stanowiska Berkutu i zaczął strzelać. Jak twierdził, zabił dwóch oficerów strzałem w głowę, a kilku innych ranił celując w nogi. Jego zdaniem w znacznym stopniu przyczyniło się to do ucieczki funkcjonariuszy z Majdanu, za którymi następnie ruszyli protestujący. Bubenczyk wyrażał żal, że zabrakło mu amunicji, by wesprzeć swoich, gdy zaczęła się strzelanina na ulicy Instytuckiej.

PRZECZYTAJ: Aktywista Euromajdanu dla portalu Bird In Flight: strzelałem do Berkutu na Majdanie

Bubenczyk, który publicznie przyznał się do strzelania do funkcjonariuszy Berkutu w dniu Masakry na Majdanie i do zabicia dwóch z nich, został zatrzymany 3 kwietnia 2018 r. na granicy z Polską i przewieziony do Kijowa. Postawiono mu zarzuty nielegalnego posiadania broni i zamachu na życie funkcjonariuszy. Wcześniej stawiano mu zarzut zabójstwa, co zmieniono po tym, jak w wyniku interwencji prokuratora generalnego, Jurija Łucenki odsunięto od sprawy dotychczasowych prokuratorów i zastąpiono ich innymi. Działania te zostały oprotestowane przez śledczych. Niedługo po zatrzymaniu, za Bubenczykiem wstawił się szef Ukraińskiego IPN, Wołodymyr Wjatrowycz, który zaprotestował przeciwko ściganiu majdanowca. W maju ub. roku został zwolniony za poręczeniem dwóch neobanderowskich deputowanych z Bloku Petra Poroszenki, Ołeha Petrenki i Andrija Denysenki. Sam Bubenczyk nie uważał siebie za winnego. Twierdził, że „jako obrońca narodu niszczył wroga”.

Czytaj także: Znany ukraiński dziennikarz i analityk potwierdza: ogień strzelców z Majdanu spowodował odwrót Berkutu

Zobacz: Wiesti: śledztwo ws. zabójców ukraińskich milicjantów prowadzi do liderów Majdanu

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

W listopadzie 2017 roku włoska telewizja Canale 5 pokazała film dokumentalny włoskiego dziennikarza Giana Micalessiniego pt. „Ucraina, le verità nascoste” (Ukraina, ukryta prawda), w którym znalazły się zeznania trzech Gruzinów twierdzących, że należeli do grupy snajperów masakrujących protestujących i milicję na kijowskim Majdanie 20. lutego 2014 roku. Szczegółowy opis treści filmu został umieszczony na stronie internetowej Gli occhi della guerra. Włoski dokumentalista rozmawiał z dwoma Gruzinami – Kobą Nergadze i Kwarateskelią Zalogy, w Macedonii. Kilka miesięcy wcześniej spotkał się też z innym Gruzinem – Aleksandrem Rewaziszwilim, byłym strzelcem wyborowym gruzińskiej armii. Wszyscy trzej Gruzini twierdzą, że pod koniec 2013 roku zostali najęci przez Mamukę Mamulaszwilego, doradcę Saakaszwilego ds. wojskowych. Otrzymali fałszywe paszporty i zaliczki pieniężne, i dołączyli do różnych grup opozycji na kijowskim Majdanie między listopadem 2013 a styczniem 2014 roku. Twierdzą, że początkowo nie mieli zbyt dużo broni, a ich zadaniem było prowokowanie policji do ataku. Broń palną miał dostarczyć im, a także ochotnikom z Litwy, jeden z liderów ówczesnej opozycji Serhij Paszynski.

Kiedy przyszedł Mamulaszwili, spytałem go „o co chodzi, po co ta broń? Czy wszystko jest w porządku?” „Koba, sprawy się komplikują, musimy zacząć strzelać”, odpowiedział. „nie możemy iść do przedterminowych wyborów prezydenckich…” „Ale do kogo mamy strzelać? I gdzie?” – spytałem. Odpowiedział, że nie jest ważne gdzie, musimy strzelać gdziekolwiek… na tyle aby siać chaos. – mówi w filmie Nergadze. Według Gruzinów Paszynski rozdawał broń także w budynku Konserwatorium Muzycznego, położonym tuż przy Majdanie.

Czytaj więcej: „Strzelaliśmy na Majdanie”. Relacja trzech Gruzinów [+VIDEO]

Przeczytaj także: „Gruziński najemnik z Majdanu”: zajściami w Odessie w 2014 roku kierował Parubij [+VIDEO]

Na początku 2018 roku dziennikarze izraelskiej stacji dotarli do kolejnych Gruzinów, którzy utrzymują, że znają kulisy masakry na Majdanie. Tak jak w przypadku wcześniejszych filmów z udziałem „gruzińskich snajperów”, jako powód decyzji o przerwaniu przez nich milczenia Gruzini podają znane im przypadki zamordowania osób najętych przez Mamulaszwilego.

W grudniu 2017 roku sąd w Kijowie, przed którym toczy się proces pięciu funkcjonariuszy Berkutu oskarżonych o zabójstwa na kijowskim Majdanie, zgodził się na składanie zeznań w procesie przez dwóch Gruzinów – Kobę Nergadzego i Aleksandra Rewaziszwilego, którzy twierdzili, że podczas wydarzeń 20. lutego 2014 roku byli w gronie rzeczywistych snajperów i obserwowali masakrę. Do zeznań nie doszło. Według adwokata berkutowców, organizacja przesłuchania była blokowana przez ukraińskie ministerstwo sprawiedliwości.

Niektóre ukraińskie i zachodnie media podważają wiarygodność relacji „gruzińskich najemników”, które od jesieni 2017 roku ukazały się we włoskim filmie dokumentalnym, w dwóch filmach Anny Stefan a także w macedońskich i rosyjskich mediach. Dziennikarz BBC Stephen Ennis uznał jednego z Gruzinów – Aleksandra Rewaziszwilego za niewiarygodnego świadka, ponieważ we włoskim filmie miał on wskazywać na nagraniu z Majdanu jako siebie innego gruzińskiego uczestnika Majdanu – Giorgi Swaridzego. Jednak jak wynikało z innych wypowiedzi Rewaziszwilego, miał na myśli osobę znajdującą się za plecami Swaridzego.a

Z kolei dziennikarka Tagesschau Silvia Stoeber napisała w grudniu ub. roku, że Rewaziszwili nie mógł brać udziału w wydarzeniach na Majdanie w lutym 2014 roku, ponieważ od 2011 roku do sierpnia 2014 roku miał on odbywać karę więzienia. Stoeber twierdziła, że pobyt Rewaziszwilego w więzieniu potwierdziło gruzińskie ministerstwo więziennictwa. Po tym, jak to samo ministerstwo odmówiło Kresom.pl potwierdzenia doniesień Tagesschau, zwróciliśmy się do Silvii Stoeber o upublicznienie kopii odpowiedzi gruzińskich władz. W odpowiedzi Stoeber odmówiła, twierdząc, że opierała się na nieoficjalnej anonimowej informacji od osoby spoza biura prasowego ministerstwa.

Gordonua.com / facebook.com / Kresy.pl




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz