W Wilnie na konferencji z udziałem polityków i urzędników z polskiej partii na Litwie omawiano sprawę zwrotu ziemi prawowitym właścicielom w Wilnie i na Wileńszczyźnie. Problem ten w szczególny sposób dotyczy Polaków z Litwy.

We czwartek w wileńskim Domu Kultury Polskiej odbyła się konferencja w sprawie zwrotu ziemi prawowitym właścicielom w Wilnie i na Wileńszczyźnie. Wzięli w niej udział: Waldemar Tomaszewski – poseł do Parlamentu Europejskiego i przewodniczący Akcji Wyborczej Polaków na Litwie-Związku Chrześcijańskich Rodzin, Leokadia Poczykowska – doradca premiera Litwy ds. rolnictwa i zwrotu ziemi oraz Danuta Narbut – zastępca dyrektora Administracji Samorządu m. Wilna i kuratorka zwrotu ziemi w litewskiej stolicy.

Jak podaje portal L24.lt, zwrot ziemi na Litwie rozpoczął się w 1991 roku i do tej pory się nie zakończył. Od chwili wejścia w życie ustawa o reformie rolnej zmieniała się wielokrotnie, najczęściej na niekorzyść prawowitych spadkobierców na Wileńszczyźnie.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
 

Na początku konferencji Tomaszewski zaznaczył, że trudna sprawa dotyczące zwrotu ziemi jest wśród Polaków z Litwy raczej powszechnie znana i choć niektórym udało się pomóc, to niestety nie wszystkim. Podkreślił przy tym, ze „gdyby nie upór i determinacja naszych organizacji, na pewno tzw. straty byłyby o wiele większe”. Przyznał przy tym, że w tym procesie bez strat się nie obejdzie.

– Właściciele o tym wiedzą, szczególnie w mieście Wilnie. Osobiście o tym dobrze wiem, bo ziemia moja w Wilnie zwrócona jest w minimalnym stopniu, tylko kilka procent – powiedział lider AWPL-ZChR, który był aktywnym uczestnikiem procesu zwrotu ziemi. – Śmiem twierdzić, że gdyby nie nasze działania, byłoby o wiele gorzej – dodał.

Przeczytaj: Polska partia na Litwie wyszła z inicjatywą dokończenia zwrotu ziemi

Tomaszewski przypomniał też, że litewska ustawa przewidywała tzw. przenosiny ziemi już w 1991 roku.

– Było wielu chętnych i łasych na cudzą ziemię i już wtenczas była ona dzielona na lewo i prawo. Na Wileńszczyźnie przedstawiciel rządu Merkys, tzw. gubernator wydzielił tysiące działek bezprawnie – mówił lider polskiej partii z Litwy. – Straciło na tym państwo, ale przede wszystkim właściciele, bo ich ziemia została rozparcelowana. Działki zostały przydzielone dla śmietanki kraju. Posłowie, prokuratorzy, przedstawiciele sądów otrzymali np. ziemię w słynnej Tarandzie, gdzie naszym mieszkańcom ziemi zabrakło.

Tomaszewski dodał, że do 1993 roku nie były uznawane dokumenty potwierdzające własność, wydane przez państwo polskie do II wojny światowej. Miejscowa ludność nie posiadała jednak innych dokumentów. Z tego m.in. względu udział w reformie rolnej dla prawowitych spadkobierców opóźnił się.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Polityk zwrócił też uwagę, że w sprawie zwrotu ziemi najgorsza sytuacja wciąż panuje w Wilnie, ale jednocześnie zaznaczył, że dzięki obecności AWPL-ZChR w koalicji rządzącej w stołecznym samorządzie partia Polaków z Litwy ma możliwość nadzorowania procesu zwrotu ziemi, co poprawiło sytuację. Jako przykład wskazał uruchomienie procesu zwrotu działek pod budowę, których w ciągu ostatnich 2 lat zaprojektowano 1100. Pozostało jeszcze około 700.

Leokadia Poczykowska zaznaczyła, że obecny rząd RL założył, że zakończenie zwrotu ziemi nastąpi jeszcze w obecnej kadencji. – Ziemia została zwrócona praktycznie wszędzie, nieco gorzej sytuacja wygląda w rejonie wileńskim. (…) Mamy nadzieję, że do 1 lipca ziemia zostanie zwrócona – powiedziała. Przyznała, że po przydzieleniu działek na pewno będą składane skargi, „najważniejsze, by generalnie ten proces został zakończony”. Mówiła też o sytuacji w Trokach, gdzie mieszkańcy przystali na propozycję zwrotu ziemi w postaci lasów. Apelowała też, by decydować się na te działki, które zostały zaprojektowane. Ostatnio 1000 osób zostało zaproszonych do objęcia 600 działek. Skorzystało z tego nieco ponad 200 osób. Reszta nie zgodziła się na proponowane działki.

Danuta Narbut powiedziała podczas konferencji, że nad zwrotem ziemi w Wilnie pracują Służba Rolna, Ministerstwo Rolnictwa, rząd i Samorząd m. Wilna. Zaznaczyła, że odkąd AWPL-ZChR dołączył do koalicji w 2017 roku, zaczęto „bardzo poważnie pracować nad zwrotem ziemi”. Średnio co trzy miesiące odbywają się spotkania, pomagające samorządom uzyskać informacje pomocne dla rozwiązywania problemów. Jak poinformowała, obecnie na zwrot ziemi oczekuje 2565 pretendentów. W 2018 r. zaprojektowano i przekazano do Służby Rolnej 446 działek, w 2019 roku – 300 działek, a do chwili obecnej – kolejnych 1100 działek. Do końca marca 2020 roku planowane jest przekazanie gruntów dla kolejnych 73 pretendentów, a do lata ma zostać przekazanych kolejne 649 działek. Łącznie, w 2020 roku ma zostać oddanych 3,3 tys. działek. Narbut przyznała przy tym, że wyznaczone działki nie zawsze spełniają oczekiwania obywateli.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Wicedyrektor Administracji Samorządu m. Wilna poinformowała, że 13-15 proc. gruntów samorząd zabiera i przeznacza na infrastrukturę, by nie obciążać tymi sprawami mieszkańców. „Na tych gruntach projektujemy jednocześnie drogi i inne szlaki komunikacyjne, infrastrukturę, zostawiamy ponadto miejsce na parki czy skwery dla mieszkańców” – powiedziała. Zapewniła, że w tym roku każdy pretendent z kolejki na pewno otrzyma swoją część ziemi. W kwestii zwrotu ziemi w naturze Danuta Narbut z ubolewaniem podkreśliła, że nie wszystko podlega zwrotowi, ponieważ po części gruntów biegnie droga czy jest las państwowy.

W najbliższym czasie ma być zatwierdzony plan ogólny miasta Wilna, w ramach którego. przedstawiciele AWPL-ZChR dopatrują się zwiększenia możliwości budowy kosztem zieleńców. – Intensywnie pracujemy nad tym, by zwiększyć możliwości i zwrócenia ziemi, i użytkowania gruntów już zwróconych – zapewniła Narbut.

Podczas konferencji odpowiadano też na konkretne pytania i uwagi ze strony uczestników, których dotyczy sprawa zwrotu ziemi. W tym kontekście Tomaszewski zauważył, że ludzie decydujący się pójść na drogę sądową, by dochodzić swych praw, często rezygnują po pierwszym, niekorzystnym orzeczeniu. Jego zdaniem, to wielki błąd. Zaznaczył przy tym, że w przypadku spraw mniej skomplikowanych lepiej jest wykorzystać drogę administracyjną, a nie sądową, która może ciągnąć się latami.

Szef AWPL-ZChR mówił też, że brał udział w przygotowywaniu projektu ustawy swojego partii, zakładający, „że jeśli ziemia jest oddana w dzierżawę dla spółek i jest na nią pretendent, ta ziemia podlega zwrotowi”.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

– Taki system działa na wsi, ale już nie działa w mieście. Ustawę zgłaszaliśmy dwukrotnie, podczas bieżącej sesji zgłosimy po raz trzeci. Ustawa jest odrzucana, chodzi bowiem o potężne interesy. (…) Będziemy zgłaszali raz jeszcze. Dzieje się wielka krzywda, ale wspólnie musimy zaradzić temu. Nie ma równej siły, by to uczynić, więc będziemy naciskali. W każdym razie prawo i sprawiedliwość jest po waszej stronie – zapewniał Waldemar Tomaszewski.

O ile niemal na całym terytorium Litwy proces zwrotu ziemi upaństwowionej w czasach Związku Radzieckiego został już zakończony, o tyle wiele nieprawidłowości zakłóciło ten proces w Wilnie i rejonie wileńskim. W tym drugim, na mocy tak zwanych przepisów o „przenoszeniu własności” działki o które ubiegali się dawni polscy właściciele lub ich potomkowie, były przekazywane Litwinom z innych części kraju. Prof. Zbigniew Kurcz określił to procesem „wewnętrznej kolonizacji” Wileńszczyzny.

Jak zwracaliśmy uwagę, w samym Wilnie sytuacja jest jeszcze gorsza, bowiem odrębne dla tego miasta przepisy znacznie utrudniły zwrot własności w naturze. W efekcie, według informacji z 2018 roku, niemal 30 lat po rozpoczęciu prywatyzacji prawo własności przywrócono zaledwie na 55,53% powierzchni gruntów, których dotyczą wnioski dawnych właścicieli. Wówczas na zwrot 5,24 tys. hektarów ciągle czekało 6,4 tys. wnioskodawców, z czego większość stanowili Polacy.

Czytaj także: Polacy z Wilna domagają się w zwrotu ojcowizny

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

W ubiegłym roku pisaliśmy, że w Wilnie obowiązują bardziej restrykcyjne przepisy reprywatyzacyjne niż na wiejskich terenach Litwy. W ramach rekompensaty oferowano działki mniejsze niż należące niegdyś do przodków ubiegających się obecnie o zwrot własności Polaków. Władze mogły proponować także rekompensaty pieniężne o ułamku wartości nieruchomości niegdyś posiadanej przez polskie rodziny. Znaczne rozszerzenie granic administracyjnych Wilna w latach 90 XX wieku, kosztem zamieszkanego w większości przez Polaków rejonu wileńskiego, poważnie utrudniło mieszkańcom niegdysiejszych podwileńskich wsi dochodzenie swoich praw własnościowych.

W samym rejonie wileńskim władze litewskie dokonały praktycznie kolonizacji obszarów pod Wilnem. Ziemię w tych gminach zamiast zwracać potomkom miejscowych Polaków przekazywano Litwinom z innych części kraju, którzy właśnie tam otrzymywali „rekompensatę” za własność przodków położoną w zupełnie innym regionie Litwy.

L24.lt / Kresy.pl

Czytaj kolejny artykuł
0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz