W rozmowie z Dmitrijem Gordonem Aleksandr Łukaszenko nie wykluczył użycia broni w związku z obecną sytuacją na Białorusi. Powiedział też, że druga grupa „wagnerowców” mająca ukrywać się w lasach na południu kraju, miała przybyć z Ukrainy.

O tym, w jaki sposób białoruskie władze pozyskały informację o drugiej grupie najemników, którzy mieli przybyć na Białoruś, by destabilizować tam sytuację, Aleksandr Łukaszenko opowiedział w wywiadzie udzielonym ukraińskiemu dziennikarzowi Dmitrijowi Gordonowi.

„Ukraińcy ostrzegli nas, że kolejna grupa przeniknęła na południową granicę. Obecnie szukamy ich na całej Białorusi” – mówił Łukaszenko. Białoruski przywódca zdawał się jednak powątpiewać w informacje uzyskane od Ukraińców.

„Co prawda nie bardzo wierzę, że rzeczywiście tam 30 ludzi przeszło przez granicę. Już byśmy ich ujawnili” – uważa szef białoruskiego państwa. Łukaszenko dodawał, że na tym kierunku białoruskie służby od dawna wykazują się czujnością.

PRZECZYTAJ: Łukaszenko: wzmacniamy granicę z Ukrainą, tyle biedy stamtąd do nas idzie

Łukaszenko dopuścił możliwość, że grupa, o której mowa, uciekła z powrotem na Ukrainę, bądź przedostała się do Rosji.

Prezydent Białorusi twierdził, że białoruskie służby specjalne śledziły ruchy Rosjan, których później zatrzymano, i wiedzą, kto wydawał im rozkazy z Rosji. „Widzieliśmy, że tu już pachnie smażonym” – mówił. „Zrozumieliśmy w kontekście stosunków międzynarodowych, że nie pozwolą nam żyć w pokoju. Rosja boi się nas stracić” – dodawał.

Łukaszenko powtarzał, że przeciw jego krajowi toczona jest „wojna hybrydowa”. Ostrzegł, że może dojść do użycia broni. „Nigdy nie zacznę strzelać pierwszy, to będzie prezent dla wrogów. Ale jeśli wszystkie opcje hybrydowej draki zostaną wyczerpane, to bez wątpienia” – powiedział Łukaszenko.

W przeciwieństwie do byłego prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza Łukaszenko nie zamierza uciekać z kraju, a szczególnie nie do Rosji. „Nigdzie nie będę uciekał, ani moje dzieci. Uciekają ci, którzy mają pełne kieszenie. Nawet nie mówię o Moskwie – tam nie ma co robić bez pieniędzy” – zapowiedział Łukaszenko.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Przypomnijmy, że w przeszłości Aleksandr Łukaszenko wielokrotnie wypowiadał się na temat „wielkiej ilości broni”, która miała być przemycana na Białoruś z Ukrainy. We wrześniu 2019 r. na forum antyterrorystycznym w Mińsku mówił, że Białoruś była zmuszona z tego powodu zamknąć granicę z Ukrainą „na głucho”. W listopadzie 2016 roku w rozmowie z rosyjskimi dziennikarzami twierdził, że „piersią bronimy 1,2 tys. km granicy z Ukrainą, ponieważ napływają stamtąd broń i materiały wybuchowe”. Podobne słowa mówił rosyjskim dziennikarzom na spotkaniu pod koniec 2018 roku. W 2018 roku nakazał podległym urzędnikom zwiększenie liczby białoruskich strażników granicznych, m.in. z powodu kontrabandy broni z Ukrainy. Na przemyt broni z Ukrainy skarżył się też w rozmowie z byłym prezydentem Ukrainy Wiktorem Juszczenką. Jego słowa skłoniły w ubiegłym roku Państwową Przygraniczną Służbę Ukrainy do wydania dementi w tej sprawie.

32 Rosjan zatrzymano w ubiegłym tygodniu w jednym z ośrodków wypoczynkowych pod Mińskiem. Oprócz tego jeszcze jedna osoba została zatrzymana na południu Białorusi. Białoruskie władze twierdzą, że są to najemnicy z tzw. Grupy Wagnera, którzy przyjechali na Białoruś w celu destabilizacji sytuacji podczas kampanii prezydenckiej.

CZYTAJ TAKŻE: Ukraina może zażądać ekstradycji części „wagnerowców”

Jak pisaliśmy, w środę białoruski prezydent udzielił prawie 2,5-godzinnego wywiadu ukraińskiemu dziennikarzowi Dmitrijowi Gordonowi. Całość wywiadu ukazała się w czwartek na youtubowym kanale programu „W gościach u Dmitrija Gordona”. Łukaszenko opowiadał w nim o swoim dzieciństwie i młodości, mówił też o stosunkach białorusko-ukraińskich, o swoich relacjach z przywódcami innych państw postsowieckich, a także o nadchodzących wyborach prezydenckich na Białorusi i zatrzymanych w tym kraju „wagnerowcach”.

Kresy.pl / Interfax




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz