O. Filip Buczyński, franciszkanin i prezes hospicjum dla dzieci, chciał wypromować na Facebooku ideę hospicjów perinatalnych i stacjonarnych oraz opieki domowej dla chorych dzieci i ich rodzin. Facebook odmówił, powołując się na „kwestie społeczne”.

W czwartek o. Filip Buczyński, franciszkanin, założyciel i prezes Lubelskiego Hospicjum dla Dzieci im. Małego Księcia zamieścił na portalu społecznościowym wpis, wyjaśniając zasady funkcjonowania opieki w tego rodzaju placówce. Zaproponował też, by ten sprawdzony model wdrożyć w całej Polsce.

„Chodzi o hospicjum perinatalne, opiekę stacjonarną, opiekę domową i opiekę dla osieroconych – ze wszystkimi antropologicznymi wymiarami tych działań. To naprawdę dobre rozwiązanie, które można z powodzeniem zastosować w naszym kraju – uważa o. Filip Buczyński, cytowany przez serwis gosc.pl.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
 

„Przykładowo, oczywiście w wersji roboczej; mamy 15 hospicjów perinatalnych, powołujemy kolejne 15, wiec mamy 30. Mamy hospicja stacjonarne dla dzieci, jest ich za mało, więc dofinansujmy hospicja dziecięce, by miały takie oddziały. Niech ich będzie np. 20. Mamy wystarczającą ilość hospicjów domowych dla dzieci, więc trzeba dofinansować, by personel chciał pracować. Każde hospicjum perinatalne przyjmie rocznie ok. 40 par, po diagnozie wady letalnej dziecka. Mamy wtedy pod opieką medyczną, psychologiczną, socjalną i duszpasterską (na życzenie) 1200 par, czyli mniej, niż ilość legalnych aborcji w Polce. Ok. 900 dzieci odchodzi do nieba pod sercem matki i zaraz po porodzie. Tym proponujemy opiekę psychologiczną w ramach wsparcia w żałobie. Zostaje 300 dzieci na ziemi, czyli 15 dzieci rocznie do opieki stacjonarnego lub domowego hospicjum. Dziecko kocha i jest kochane, rodzina ma wszelką pomoc (lekarze, pielęgniarki, rehabilitacja, pomoc socjalna i duszpasterska we własnej religii). Jednocześnie rozwijamy opiekę wyręczającą, podnosimy pomoc socjalną dla prawnego opiekuna. Na naszym podwórku ten model realizowany jest osiem lat, skorzystało z niego 50 par” – napisał franciszkanin.

„Piszę to, bo słyszę masę wulgaryzmów i kłamstwo, że skazujemy kobiety bez udzielenia pomocy. A może pomagając w taki sposób ratujemy kobietę i ojca dziecka przed piekłem drogi wybaczania samemu sobie, w nadziei, że zabite dziecko i Bóg też wybaczą” – dodał.

Ojciec Filip chciał, by ten wpis mógł dotrzeć do większej liczby odbiorców i zwrócił się do zaprzyjaźnionej firmy PR. Ta chciała wykupić reklamę posta na Facebooku, żeby zwiększyć jego zasięg. Otrzymała jednak informację, że zespół Facebooka nie wyraża na to zgody „ze względu na kwestie społeczne”.

„Nie chcą w istocie promować życia po to, by wskazać kobietom, kto może im realnie pomóc” – komentuje w rozmowie z portalem gosc.pl zakonnik. „Myślę, że wolą tworzyć iluzję, że znikąd nie ma pomocy, więc trzeba dzieci po prostu abortować. Łatwiej bowiem utwierdzać kobietę w ciąży tzw. „letalnej’, że nikt jej nie pomoże, więc musi usunąć ciążę, niż wskazać ośrodki, które pomagają takim jak ona od lat. Nie wiem, jak to rozumieć? Może mi to ktoś wyjaśnić? To horror”.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Prezes hospicjum zapowiedział, że mimo tego chce dalej promować w mediach społecznościowych działalność hospicjów perinatalnych, stacjonarnych i opieki domowej.

Na potraktowanie o. Filipa zwrócił uwagę ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Podkreślił, że to kolejny przykład dyskryminowania katolików w mediach i zwrócił się z pytaniem do premiera Mateusza Morawieckiego, kiedy jego rząd „ograniczy cenzurę stosowaną przez internetowe korporacje”.

Jak informowaliśmy, w środę Trybunał Konstytucyjny opublikował uzasadnienie swojego ubiegłorocznego orzeczenia w sprawie uznania tzw. aborcji eugenicznej jako sprzecznej z polską konstytucją. Podkreślono w nim zasadę ochrony życia od poczęcia. Tego samego dnia wyrok TK z października 2020 roku został opublikowany w Dzienniku Ustaw.

Czytaj także: Ataki na dziennikarzy podczas proaborcyjnych manifestacji. Złożono zawiadomienie do prokuratury

[AKTUALIZACJA]

W poniedziałek o. Buczyński poinformował, że za pośrednictwem firmy umożliwiającej zakup usług promujących na Facebooku otrzymał informację, że „osoby decyzyjne” serwisu wyraziły zgodę, by post na temat idei hospicjów perinatalnych był jednak promowany. Zaznaczył, że wpłynęły na to działania internautów, przez które sam Facebook „uznał, że ich blokada, którą wprowadzili nie jest skuteczna i zdecydowanie obniża firmę wizerunkowo”.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

O sprawie o. Filip mówił też w wywiadzie dla KAI, opublikowanym przez portal gosc.pl:

(…) paradoksalnie ta blokada osiągnęła odwrotny skutek, bo wokół tego wydarzenia zrobił się spory dym, wielu internautów udostępniło mój post na swoich tablicach, docierając tym samym do wielu odbiorców i widzę tego dobre owoce, bo zgłosiła się już do nas mama, u której dziecka zdiagnozowano wadę letalną, a jedna instytucja ofiarowała nam dużą kwotę wsparcia.

We wtorek przedstawiciel biura prasowego Facebooka przesłał naszej redakcji mail z informacją, że „blokada reklamy (…) nastąpiła w wyniku pomyłki”.

W celu zapewnienia transparentności reklam powzięliśmy środki, które mają na celu potwierdzenie autentyczności i legalności podmiotów zamierzających emitować reklamy dotyczące kwestii społecznych, wyborów lub polityki, a reklamodawcy zainteresowani zamówieniem takich reklam muszą przejść procedurę zatwierdzania. Reklama stworzona przez Hospicjum dla Dzieci im. Małego Księcia została błędnie uznana za reklamę dotyczącą kwestii społecznych, wyborów lub polityki. Podczas procesu akceptacji reklamy popełniliśmy błąd – za co przepraszamy. Przywróciliśmy już możliwość emisji reklamy” – podało biuro prasowe Facebooka.

gosc.pl / Kresy.pl

Czytaj kolejny artykuł
1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. jerzyjj
    jerzyjj :

    PEJSBOOK to największe w historii narzędzie szpiegowskie KROWOPASÓW!
    Portale społecznościowe to duże i szczegółowe bazy danych o ludziach i ich kontaktach towarzyskich. Strach ich używać! Korzystając z sieci, na każdym kroku pozostawiamy po sobie ślad. Czasem nawet zupełnie nieświadomie. Wydaje się wręcz, że we współczesnym internetowym świecie, anonimowość zupełnie już nie istnieje.W dobie wielkich portali społecznościowych nie da się już ukryć żadnych danych.Na to zjawisko zwrócił ostatnio uwagę twórca kontrowersyjnego portalu Wikileaks, Julian Assagne. Stwierdził wręcz, że Pejsbook jest najlepszym w historii narzędziem szpiegowskim. Wszyscy, którzy dodają swoich znajomych do kontaktów na Pejsbooku powinni zrozumieć, że wykonują darmową robotę dla służb wywiadowczych KROWOPASÓW, budując im bazę danych.
    Twórca Wikileaks zaznacza, że na Pejsbooku odnaleźć można wszystkie najbardziej szczegółowe informacje o danej osobie, jej kontaktach towarzyskich i rodzinnych, nazwiskach, adresach, miejscach aktualnego pobytu, sposobie komunikowania się.
    Co ciekawe, Julian Assagne uważa nawet, że bez Pejsbooka i innych portali społecznościowych nie byłyby możliwe rewolucje w Afryce, czy też inne tajne operacje przeprowadzane przez KROWOPASÓW!
    Czy mężczyzna ma racje? Czy rzeczywiście powinniśmy obawiać się o swoje bezpieczeństwo? OCZYWIŚCIE !!!