Podczas ostatniego posiedzenia sejmowej komisji, szefowa MEN Anna Zalewska przekonywała, że polsko-ukraińska deklaracja ws. szkolnictwa mniejszości jest sukcesem, gwarantującym Polakom możliwość nauki w języku polskim. Sprawę tę uważa za zamkniętą. Przy okazji, skrytykowała węgierski system szkolnictwa na Ukrainie. Jak pisaliśmy wcześniej polsko-ukraińska deklaracja nie zawiera żadnych konkretów, a wg opinii polskich działaczy mniejszościowych język polski będzie ograniczany w polskich szkołach na Ukrainie.
W posiedzeniu Komisji Łączności z Polakami za Granicą 25 października wzięli udział minister edukacji Anna Zalewska, a także wiceminister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz, którzy informowali posłów nt. obecnej sytuacji polskich szkół na Ukrainie w związku z nową ustawą oświatową.
Przypomnijmy, że polska minister edukacji Anna Zalewska i minister oświaty i nauki Ukrainy Lilija Hrynewycz podpisały we wtorek wspólną deklarację dotyczącą prawa mniejszości polskiej na Ukrainie i mniejszości ukraińskiej w Polsce do nauczania języka ojczystego i nauki w języku ojczystym. Deklaracja nie zawierała żadnych szczegółów poza potwierdzeniem, że nauczanie w języku polskim nie zostanie całkowicie wyeliminowane ze szkół mniejszości polskiej na Ukrainie. Urzędnicy z MEN i MSZ ogłosili deklarację „sukcesem”.
PRZECZYTAJ: Polska podpisała z Ukrainą deklarację ws. szkolnictwa. Sukces czy dobra mina do złej gry?
Minister Zalewska na wstępie zaznaczyła, że treść materiałów dotyczących m.in. podpisanego porozumienia nie była wcześniej dostępna z uwagi na to, by nie zostały one opatrznie wykorzystane np. przez dziennikarzy. – To, co zostało misternie zaplanowane, mogłoby zostać zburzone – powiedziała szefowa MEN.
Zalewska przyznała, że informacje o nowej ustawie oświatowej wzbudzały zaniepokojenie, a nawet oburzenie, ponieważ jej zapisy mogły stanowić zagrożenie dla polskich szkół. Relacjonując swoje spotkanie z ukraińską minister oświaty Liliją Hrynewycz 17 października br. powiedziała, że po blisko 2 godzinach „partnerskiej i twardej dyskusji przypomnieliśmy sobie o dokumentach, które już obowiązują”. Strona polska zaznaczyła też, że nowe zapisy ustawy nie mogą wiązać się z jednostronnym zerwaniem wspomnianych umów dwustronnych.
Zalewska powtórzyła, że minister Hrynewycz uważa sytuację dotyczącą szkół mniejszości w Polsce za docelową dla Ukrainy, a stosowane w nich rozwiązania są przez Ukraińców proponowane innym mniejszościom. Szefowa MEN nie powiedziała jednak, dlaczego strona ukraińska tak je chwali ani dlaczego np. Węgrzy czy Rumuni najwyraźniej nie chcą na takie rozwiązania przystać.
Minister Zalewska zaznaczyła, że odnośnie reformy oświaty na Ukrainie nie ma na razie aktów wykonawczych. – Bardzo zależy nam na tym, by w tym uczestniczyć, żeby zapisy umów i traktatów były właściwie realizowane – powiedziała. Dodała, że deklarację podpisano po to, by mieć gwarancję, a także by „uspokoić Polaków na Ukrainie, którzy byli najbardziej zdenerwowani, jak również dyskusje wewnętrzne w Polsce”.
Odnośnie samej deklaracji Zalewska powiedziała, że najważniejsze jest w niej to, że potwierdza ona umowy między Polską a Ukrainą ws. edukacji, a „Polacy uczą się w języku polskim i języka polskiego”.
– Możemy uczciwie powiedzieć Polakom na Ukrainie, że żaden ich przywilej wynikający z umów dwustronnych nie zostanie ograniczony – powiedziała szefowa MEN. Dodała, że w jej opinii sprawę można uznać za zamkniętą.
Przewodnicząca komisji, posłanka PiS serdecznie dziękowała MEN i MSZ za „szybką reakcję” i efekty rozmów z Ukraińcami. – Mamy nadzieję, że sytuację można uznać za ustabilizowaną (…), a MEN będzie reagowało na wszelkie problemy.
Pytanie, jako jedyny, zadał poseł Kukiz’15 Wojciech Bakun. Pozytywnie odniósł się do podpisania deklaracji i zapewnień, że na wyższych etapach edukacji Polacy na Ukrainie będą mieli możliwość nauki w języku polskim. Zapytał, jak w tym kontekście wygląda sytuacja Węgier i Rumunii. Podkreślił, że generalnie jest problem z respektowaniem takich deklaracji, które „palą na panewce”.
– Pani minister wspomniała o wizycie wicepremiera Glińskiego na Ukrainie. Bardzo dobrze wiemy, że Polacy mają zablokowaną możliwość poszukiwania polskich ofiar, mimo posiadania różnych deklaracji. Ukraina chętnie różne deklaracje podpisuje, ale niestety później często się z nich nie wywiązuje. Możemy ich wymienić dziesiątki – mówił Bakun. Zapytał, w jaki sposób ministerstwo zabezpieczyło się na taką ewentualność, jeśli okaże się, że Kijów nie zamierza wywiązywać się z tej deklaracji.
Minister Zalewska w odpowiedzi zaznaczyła, że deklaracja ta potwierdza umowy polsko-ukraińskie. Otwarcie przyznała, że „nie patrzyła na kontekst międzynarodowy”. – Ta deklaracja nie jest czymś miękkim, ale bezwzględnym potwierdzeniem umów międzynarodowych – powiedziała. Dodała, że nie przewiduje, by po takich zobowiązaniach dochodziło jeszcze do jakiejkolwiek próby naruszenia umów międzynarodowych. – Tym bardziej, że sytuacja w szkole polskiej, Polaków, jest sytuacją wzorcową. Ukraińcy chcą, by wszystkie szkoły mniejszości narodowych wyglądały tak, jak polska szkoła –powiedziała Zalewska. – Uważam, że sukces wynika też z tego, że skoncentrowaliśmy się na tym, co było strategiczne, co wynikało z umów.
Szefowa MEN odniosła się też do sytuacji szkół węgierskich, mówiąc w krytycznym tonie, że „w ogóle nie ma w nich języka ukraińskiego, wszystko jest w języku węgierskim”. Zaznaczmy, że jest to argument powszechnie stosowany przez stronę ukraińską, któremu zaprzeczają jednak przedstawiciele mniejszości węgierskiej na Ukrainie, a także węgierscy eksperci. Zalewska dodała zarazem: – Jesteśmy partnerami, przyjaciółmi Ukrainy i musimy rozumieć troskę o język ojczysty danego państwa.
Z kolei wiceminister Czaputowicz odnosząc się do kontekstu międzynarodowego powiedział, że w 5 polskojęzycznych szkołach uczy się łącznie ok. tysiąca dzieci, co jest bardzo małą liczbą w porównaniu ze szkołami węgierskojęzycznymi czy rosyjskimi.
– Z perspektywy państwa ukraińskiego język polski nie jest głównym problemem, wręcz w ogóle może nie być problemem. Polityka polskiego MSZ polegająca na polubownym, dyplomatycznym załatwieniu tej kwestii odnosi pewne sukcesy – powiedział Czaputowicz.
Wiceszef MSZ odniósł się również do reakcji i działań Węgier, Rumunii czy Rosji w tej sprawie. Jego zdaniem, teraz kraje te pójdą za przykładem Polski:
– Te kraje pewnie będą chciały pójść polską drogą, tj. zawrzeć jakieś porozumienie. My stoimy na gruncie prawa polskich uczniów, Polaków. Polityka, jak na razie, przynosi sukcesy, ale trudno przewidzieć, co będzie za kilka lat.
Czaputowicz dodał, że nie ma podstaw by sądzić, że podpisana deklaracja czy umowy międzynarodowe nie będą przestrzegane. Zaznaczył, że ponad 3100 osób w Polsce korzysta z nauczania w języku ukraińskim, co można wykorzystywać w charakterze instrumentu dyplomatycznego. Z kolei minister Zalewska podkreślała, że na Ukrainie istnieją liczne szkoły, w których są zajęcia z języka polskiego, a także popularność biją kursy języka polskiego. Odniosła się też do kwestii matur w języku polskim, przyznając, że Polska takie działania sfinansuje:
– Chcemy gwarancji języka polskiego na maturze i będziemy [to] opracowywać. Powiedziałam, że my za to zapłacimy. Tzn. wystandaryzujemy, pokażemy w jaki sposób egzaminować.
„Obiecanki-cacanki”
Deklaracja nie zawiera żadnych szczegółów odnośnie tego, czy i w jakim zakresie język ukraiński zastąpi język polski w szkolnictwie mniejszości. Wcześniej minister Hrynewycz zapowiadała, w kontekście prac nad treścią deklaracji, że Ukraińcy trzymają się zasady rozszerzenia nauczania w języku ukraińskim.
W piątek informowaliśmy, że podczas „okrągłego stołu” z Polakami we Lwowie ukraińska minister edukacji uspokajała, że w polskich szkołach nic się nie zmieni, jednocześnie zapowiadając zmiany. Przedstawiciele mniejszości polskiej obecni na spotkaniu, z którymi rozmawiały Kresy.pl, nie zostali jednak uspokojeni przez ukraińską minister.
– Ja w to nie wierzę, ja te obiecanki-cacanki znam na pamięć – powiedział nam prezes Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej Emil Legowicz. Jego zdaniem spotkanie służyło jedynie uspokojeniu nastrojów po to, by później po cichu wprowadzać zmiany. Osoba reprezentująca jedną z polskich szkół powiedziała Kresom.pl, iż jest pewna, że w wyniku ukraińskiej ustawy liczba zajęć w języku ukraińskim będzie się w polskich szkołach zwiększać.
Przypomnijmy, że już wcześniej w rozmowach z Kresami.pl takie obawy wyrażali przedstawiciele społeczności polskiej na Ukrainie. Potwierdzali, że “chodziły słuchy” o tym, by w przyszłości ograniczyć m.in. nauczanie w języku polskim.
Obawy Polaków zdają się potwierdzać zapowiedzi Hrynewycz odnośnie „zmian”, które mają jednak nastąpić. Relację ze spotkania z Polakami na swojej stronie internetowej ministerstwo oświaty i nauki Ukrainy zatytułowało „Lilija Hrynewycz: Musimy nauczyć wszystkie ukraińskie [sic! – red.] dzieci swobodnego posługiwania się mową państwową – w tej sprawie nie będzie kompromisów”
-Zmiany będą wprowadzane stopniowo i tu może być dwujęzyczne podejście, gdy podczas zajęć będzie używany i język państwowy, i język mniejszości narodowych. Lub niektóre przedmioty mogą być nauczane w języku ukraińskim, a pozostałe – w językach mniejszości narodowych – relacjonowała ukraińska agencja ZIK.
Można będzie dostosować ilość przedmiotów (w języku ukraińskim, – red.) i etapowość ich wdrożenia – mówiła na spotkaniu z Polakami Hrynewycz. Według niej szczegóły planowanych zmian są dopiero opracowywane.
Przeciwko ukraińskiej ustawie „O oświacie” najgłośniej protestowały Węgry i Rumunia, ponieważ w szkołach ich mniejszości narodowych na Ukrainie językiem nauczania jest wyłącznie język ojczysty. Szef węgierskiego MSZ Peter Szijjártó zapowiedział, że Węgry wystąpią z inicjatywą rewizji układu o stowarzyszeniu Ukrainy z Unią Europejską. Jego zdaniem ukraińska ustawa o oświacie w sposób zasadniczy narusza układ o stowarzyszeniu zawarty między Ukrainą i Unią Europejską. 19. września nowe ukraińskie prawo oświatowe zostało potępione jednogłośnie przez węgierski parlament.
Sejm.gov.pl / Kresy.pl





























