Działania Ukrainy wymierzone w szkolnictwo mniejszości narodowych zjednoczyły szereg węgierskich sił politycznych w obronie praw Węgrów na Zakarpaciu i innych mniejszości narodowych, zagrożonych przez nową ukraińską ustawę o oświacie.

W poniedziałek pięć węgierskich partii parlamentarnych wezwało prezydenta Ukrainy Petra Poroszenkę, by nie podpisywał nowelizacji ustawy o oświacie. Wcześniej szef węgierskiej dyplomacji, Peter Szjjarto, określił ją jako cios w plecy Węgier, a zapisy jako „wstyd i hańbę”.



Przeczytaj: Reforma oświaty na Ukrainie zagraża polskim szkołom

Zdecydowanie w obronie mniejszości węgierskiej wystąpili przedstawiciele rządzącego Fideszu, a także Chrześcijańsko-Demokratycznej Partii Ludowej, będąca w koalicji z partią premiera Viktora Orbana.

Do tych partii dołączyły również ugrupowania opozycyjne. Jako pierwszy, o czym informowaliśmy, zdecydowanie zabrał głos Jobbik. W poniedziałek w obronie węgierskiego szkolnictwa na Zakarpaciu wystąpiły także: Węgierska Partia Socjalistyczna oraz Polityka Może Być Inna (LMP).

Czytaj także: Węgry i Rumunia oburzone reformą oświaty na Ukrainie

Szef węgierskiej Komisji Spraw Zagranicznych Zsolt Nemeth poinformował po międzypartyjnych konsultacjach, że wszystkie pięć partii jednogłośnie uznało ukraińską nowelizację za nie do przyjęcia. Wystosowano również apel do Petra Poroszenki, by nie podpisywał przyjętej tydzień temu ustawy, lecz odesłał ją do parlamentu.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

W poniedziałek szereg partii opozycyjnych, głównie lewicowych, liberalnych i prounijnych, urządziły w centrum Budapesztu protest przeciwko zmianom w ukraińskim prawie oświatowym. Wyrażano solidarność zarówno z Węgrami z Zakarpacia, jak również z innymi mniejszościami narodowymi na Ukrainie. W proteście wzięli udział m.in. członkowie i sympatycy Partii Socjalistycznej, Razem (Együtt), LMP, Koalicji Demokratycznej, Dialogu na rzecz Węgier czy Partii Liberalnej.

W proteście nie wziął udziału Jobbik, który już wcześniej zaznaczał, że nie dołączy do protestu, w którym uczestniczą także partie polityczne, które wcześniej „przy licznych okazach zdradziły etnicznych Węgrów”.

Nemeth uważa, że jeśli nowa ukraińska ustawa wejdzie w życie, to odbije się negatywnie na sytuacji mniejszości narodowych żyjących na Ukrainie.

Z kolei Peter Szijjarto powtórzył, że ukraińska ustawa oświatowa jest niezgodna z europejskimi wartościami i przepisami, ponieważ drastycznie ogranicza dostęp do edukacji w języku ojczystym mniejszościom narodowym. W tym mniejszości węgierskiej, praktycznie uniemożliwiając dostęp do nauki w języku ojczystym od piątej klasy.

W poniedziałek premier Węgier Viktor Orban spotkał się z László Brenzovicsem, liderem KMKSZ, czołowej organizacji Węgrów na Zakarpaciu. Obaj zgodzili się, że nowe ukraińskie prawo oświatowe utrudni mniejszościom narodowym edukację w językach ojczystych. Zaznaczając, że jest to naruszenie ukraińskiej konstytucji i zobowiązań międzynarodowych Kijowa.

Wczoraj do sprawy skandalu w związku z ukraińskimi zmianami w oświacie odniósł się szef MSZ Ukrainy, Pawło Klimkin. Na Twitterze zapewnił, że Ukraina będzie dalej czynić wszystko na rzecz rozwoju języka ukraińskiego, zarazem gwarantując „swobodny rozwój języków mniejszości narodowych”. Dodając, że jest to obowiązek Kijowa.

Klimkin podkreślił, że w tym tygodniu ukraińskie MSZ przedstawi szczegółowe informacje na temat nowego prawa . – Pracujemy nad sposobami wdrożenia [ustawy], a nie nad interpretacją emocjonalną- dodał minister. Jednocześnie podkreślił, odnosząc się bezpośrednio do Węgrów, że na Zakarpaciu „są problemy z [ich] integracją”. Napisał, że 75 proc. absolwentów rejonu berehowskiego, gdzie mieszkają głównie Wegrzy, nie przeszło specjalnego egzaminu z języka ukraińskiego. – Możemy poprawić sytuację bez utraty jakości nauczania węgierskojęzycznego – dodał szef MSZ Ukrainy.

Jak informowaliśmy, w poniedziałek w węgierskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych pojawiła się, po wezwaniu ze strony resortu, ambasador Ukrainy w Budapeszcie, Ljubow Niepop. Nie została ona przyjęta przez ministra Szijjarto, lecz przez sekretarza stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Leventa Magyara.

Węgrzy całkowicie odrzucili wyjaśnienia ukraińskiej ambasador twierdzącej, że Węgrzy żyjący na Ukrainie powinni znać język ukraiński, co było powielaniem twierdzeń ministra spraw zagranicznych tego państwa, Pawło Klimkina. „Te wyjaśnienia są cyniczne i niesprawiedliwie i nie potwierdzają zasadności sytuacji” – podsumował szef węgierskiej dyplomacji.

PRZECZYTAJ: Węgry oprotestowały ukraińską ustawę oświatową w organizacjach międzynarodowych

Czytaj również: Węgry nie będą popierać żadnych inicjatyw międzynarodowych Ukrainy

Inaczej niż dyplomaci Węgier, polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wydało oświadczenie, w którym wyraziło usatysfakcjonowanie przepisami nowej ukraińskiej ustawy a także przekonanie, że „strona ukraińska dotrzyma zobowiązania do konsultowania z nami ew. regulacji dotyczących używania języków mniejszości narodowych”.

Nowe ukraińskie prawo stwierdza, że „językiem nauczania (procesu edukacyjnego) w placówkach oświatowych jest język państwowy”, czyli język ukraiński. Wcześniej pojawiały się głosy, że władze mogą chcieć w jakiś sposób ograniczyć nauczanie m.in. w języku polskim i węgierskim. Zgodnie z przyjętą we wtorek ustawą, od przyszłego roku szkolnego dzieci będą mogły uczyć się w swoim języku ojczystym tylko w państwowych przedszkolach i do klasy IV szkoły początkowej. Od klasy V, wszystkie przedmioty miałyby być nauczane w języku ukraińskim.

Szkoły mniejszości narodowych, w których teraz większość przedmiotów nauczana jest w ich językach, będą musiały stopniowo przejść na język ukraiński. Dotyczy to szkół ponadpodstawowych i wyższych.

Dailynewshungary.com / PAP / unian.net / Kresy.pl

Reklama

Tagi: , ,

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. zefir :

    Polskie polityczne gnidy nie dostrzegają,że banderowska ustawa językowa to kontynuacja czystek Wołynia,Galicji i Małopolski Wschodniej.Nawet tą również antypolską ustawę banderowską popierają,od solidarności z Węgrami się wzbraniają.Dla pocieszenia banderowców,w Polsce szkoły,klasy pociechom banderowskim fundują,ze stanisłwowskiego i lwowskiego banderowskiego zagłębia kandydatów na policyjnych uczniów werbują.Wszysko na koszt polskiego podatnika,z niekorzyścią dla polskiego ucznia-ale co tam,dla Pis-dzielców radocha,że również w Polsce banderyzm tryumfuje.