Ministrowie do spraw transportu krajów członkowskich UE przyjęli przepisy, które uderzą w polskich transportowców, w kontekście regulacji odnośnie delegowania pracowników. „Polska przegrała batalię o warunki międzynarodowego transportu drogowego” – podaje RMF FM.

W poniedziałek w Brukseli ministrowie ds. transportu krajów członkowskich UE podjęli decyzję ws. projektu przepisów dotyczących sektora transportu drogowego, dotyczących m.in. sytuacji, w których kierowcy będą podlegać przepisom o delegowaniu pracowników. Nowe przepisy są ogólnie niekorzystne dla polskich transportowców. Debata trwała ponad 14 godzin. Ostatecznie, projekt został przyjęty.



Przyjęciu nowych przepisów sprzeciwiała się Polska, a także Węgry, Litwa, Łotwa, Malta, Bułgaria, Chorwacja, Irlandia, Belgia. Podczas negocjacji nie było głosowania, ale zapytano, kto nie zgadza się z propozycją. Wówczas wspomniane kraje zgłosiły sprzeciw. Ta grupa była jednak zbyt mała, żeby zablokować regulacje w obecnym kształcie.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

 

Założenia projektu

Projekt zakłada, że jeśli kierowca będzie wykonywał przewóz z kraju, w którym mieści się siedziba firmy, do innego państwa, to będzie wyłączony z przepisów o delegowaniu. Z kolei w drodze do kraju docelowego kierowca będzie mógł wykonać jeden dodatkowy załadunek lub rozładunek, bez podlegania pod przepisy o delegowaniu. Jeden załadunek i wyładunek będzie mógł zostać przeprowadzony także w drodze powrotnej do kraju, gdzie mieści się siedziba firmy. Nowe przepisy zakładają też brak dodatkowego załadunku lub wyładunku w drodze do punktu docelowego, za co w zamian będzie można dokonać dwóch załadunków lub wyładunków w drodze powrotnej.

W przypadku wszystkich innych rodzajów operacji, w tym kabotażu, będą obowiązywały przepisy dotyczące pracowników. To zapis w propozycji szczególnie niekorzystny dla polskich firm, które wykonują operacje kabotażu, czyli przewóz ładunków pomiędzy dwoma krajami przez przewoźnika, który nie ma siedziby w żadnym z tych państw.

Przeczytaj: Parlament Europejski podjął niekorzystną dla Polski decyzję ws. pracowników delegowanych

W odniesieniu do kabotażu, czyli np. wykorzystywania samochodu z Polski lub od polskiej firmy do wykonywania zadań w którymś z krajów UE lub przewożenia ładunków między dwoma innymi krajami, mają obowiązywać przepisy dotyczące pracowników. Ponieważ polskie firmy często działają w ten sposób, jest to dla nich niekorzystne.

Utrzymano obecną zasadę, ze w ciągu 7 dni można dokonać maksymalnie 3 operacji kabotażowych. Aby jednak „zapobiec systematycznemu kabotażowi”, wprowadzony zostanie okres „zamrożenia” wynoszący 5 dni, zanim kolejne przewozy kabotażowe będą mogły być przeprowadzone w tym samym kraju oraz tym samym samochodem.

Egzekwowanie nowych przepisów ma umożliwić instalowanie specjalnych pantografów, które do 2024 roku muszą posiadać wszystkie samochody wykonujące przewozy w transporcie międzynarodowym.

Polska obawia się nowych regulacji, ponieważ posiada największą flotę samochodów transportowych w UE. Podobna sytuacja dotyczy innych krajów naszego regionu, m.in. Węgier, Litwy i Łotwy.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Przepisy nie do przyjęcia

Minister infrastruktury Andrzej Adamczyk powiedział, że nowe przepisy narzucają obowiązki, które są „niestety nie do przyjęcia”. Jego zdaniem, część nowych rozwiązań zakłada „restrykcyjne, nieproporcjonalne, protekcjonistyczne środki”. Jak dodał, Polska nie chciała się zgodzić na rozdział transportu na ten objęty delegowaniem oraz ten nie objęty. Skrytykował również wprowadzanie restrykcje wobec przewoźników wykonujących kabotaż.

– Jak można wyłączyć przedsiębiorcę poprzez wyłączenie samochodu, a nie kierowcy, z operacji gospodarczych. Samochód będzie musiał czekać 5 dni, żeby znowu mógł być użyty do pracy. To jest niespotykanie rozwiązanie i dlatego byliśmy przeciw – powiedział minister, cytowany przez RMF FM.

Adamczyk podkreślił, że udało się zablokować jeden z niekorzystnych zapisów propozycji, dotyczący tzw. „powrotów kierowców”. Przepisy te zakładały, że po 4 tygodniach samochody ciężarowe musiałyby wracać do kraju siedziby przedsiębiorstwa. – To kolejna protekcjonistyczna propozycja, która powodowałyby, że wracałaby w ten sposób cała masa samochodów bez ładunków – podkreślił minister.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

 

Przewoźnicy będą musieli też organizować harmonogramy pracy kierowców w taki sposób, aby mogli wrócić do domu co najmniej co cztery tygodnie lub – jeśli kierowca zdecyduje się na dwie zredukowane cotygodniowe przerwy – po trzech tygodniach pracy.

Zdaniem unijnej komisarz ds. transportu Violety Bulc to, że żaden z krajów członkowskich UE nie był do końca zadowolony z przyjętego stanowiska „pokazuje, ze to dobra propozycja”. Wprowadzenie nowych regulacji do propozycja Komisji Europejskiej, naciskały na nie z kolei kraje zachodnie, głównie Francja. W Brukseli powstał pomysł, by firmy transportowe objąć przepisami dotyczącymi pracowników delegowanych, niekorzystnymi m.in. dla polskich firm. Według krytyków, w ten sposób kraje zachodnie chcą wypchnąć ze swoich rynków bardziej konkurencyjne firmy z Polski i innych państw.

Wcześniej w Brukseli przegłosowano niekorzystną dla polskich firm dyrektywę o pracownikach delegowanych. Wyłączono z niej przewoźników, aby przepisy dotyczące branży transportowej znalazły się w oddzielnym pakiecie.

ZOBACZ TAKŻE: Państwa UE przyjęły dyrektywę ws. pracowników delegowanych

PAP / rmf24.pl / Kresy.pl

Reklama

Tagi: , , , , , ,

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

5 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz