Była ambasador USA w Kijowie zeznawała ws. impeachmentu Trumpa

W ramach przesłuchań prowadzonych w Kongresie ws. impeachmentu prezydenta Donalda Trumpa zeznania złożyła była ambasador USA na Ukrainie, Marie Yovanovitch. Jej wypowiedzi „na gorąco” skomentował na Twitterze Trump, co wywołało aferę w trakcie przesłuchania.

W piątek zdominowane przez Demokratów komisje Izby Reprezentantów kontynuowały przesłuchania świadków ws. impeachmentu prezydenta Stanów Zjednoczonych, Donalda Trumpa. Chodzi o podejrzenie, że mógł on wykorzystać swoją pozycję i urząd, naciskając na władze ukraińskie, szczególnie na nowego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, żeby wszczął postępowanie m.in. w sprawie syna jego politycznego rywala, Joe Bidena. Trump jako instrument służący wywarciu presji na Kijów miał wykorzystać pomoc finansowo-wojskową wartą blisko 400 mln dolarów, rzekomo nakazując wstrzymać ją do czasu spełnienia przez Ukraińców jego oczekiwań.

Przesłuchiwana w piątek osoba to była ambasador USA na Ukrainie Marie Yovanovitch, którą w kontekście konfliktu m.in. z prokuratorem generalnym Ukrainy i osobami z otoczenia Zełenskiego odwołano ze stanowiska. Według ujawnionego przez Amerykanów stenogramu z rozmowy prezydentów USA i Ukrainy, Trump określił byłą ambasador w Kijowie jako „nieprzyjemnego człowieka”. Dodał, że „ludzie z którymi ona zadawała się na Ukrainie także byli źli, chcę żeby pan o tym widział”. Zełenski zgodził się z negatywną oceną Yovanovitch, która według niego „podziwiała poprzedniego prezydenta [Petro Poroszenkę] i była po jego stronie”.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Przypomnijmy, że Marie Yovanovitch, według relacji byłego prokuratora generalnego Jurija Łucenki, przekazała mu listę osób, które według władz USA nie mogą być objęte działaniami ukraińskiego wymiaru sprawiedliwości.

Yovanovitch 11 października za zamkniętymi drzwiami mówiła, że prezydent USA wywierał presję na Departament Stanu USA,żeby odwołać ją z placówki w Kijowie. 

Do spięcia z „wirtualnym” udziałem prezydenta USA doszło niedługo po tym, jak była ambasador zakończyła wygłaszanie swojego oświadczenia na otwarcie przesłuchania. W reakcji na jej słowa, Trump zamieścił wpis na Twitterze, w którym mocno skrytykował byłą dyplomatkę:

„Wszędzie, dokąd pojechała Marie Yovanovitch, poszło źle. Zaczęła w Somalii, jak tam poszło? Potem szybko przewińmy na Ukrainę [w międzyczasie była ambasadorem USA w Kirgistanie oraz Armenii – red.], gdzie nowy ukraiński prezydent nieprzychylnie mówił o niej w mojej drugiej rozmowie z nim. Wyznaczanie ambasadorów jest absolutnym prawem prezydenta USA. Nazywają to ‘służeniem dla przyjemności prezydenta’. Stany Zjednoczone mają teraz bardzo silną i potężną politykę zagraniczną, znacznie różniącą się od poprzednich rządów. Nazywa się, całkiem prosto, America First! Przy tym wszystkim, zrobiłem jedna znacznie więcej dla Ukrainy niż O[bama]”.

Tweet Trumpa dotarł do uczestników przesłuchania. Szef komisji ds. wywiadu Izby Reprezentanów i zagorzały przeciwnik obecnego prezydenta, Demokrata Adam Schoff, który prowadził przesłuchanie, w reakcji na wpis przerwał je.

– To, że musiała znieść kolejny atak, nawet gdy zeznawała, jest po prostu przerażające. Ale przy tej administracji nie jest to zaskoczeniem – powiedział Adam Schiff. Uznał tweeta za próbę zastraszenia świadka i zapytał przesłuchiwaną, co o tym sądzi.

Nie mogą powiedzieć, co prezydent próbuje zrobić, ale uważam, że efekt ma być zastraszający – powiedziała Yovanovitch. Republikanie z kolei bagatelizowali wpis Trumpa, twierdzą, że prezydent po prostu próbuje się bronić, a treść nie ma związku z wydarzeniami, na których koncentruje się komisja.

W swojej przemowie otwarcia, była ambasador prezentowała siebie jako osobę walczącą z korupcją na Ukrainie, dodając, że „nie wszyscy Ukraińcy doceniali” jej działania, a „Ukraińcy, którzy grali według starych, korupcyjnych zasad”, starali się jej pozbyć. Jej zdaniem prowadzili oni w tandemie z sojusznikami Trumpa, w tym jego prawnikiem Rudim Giulianim, „kampanię oszczerstw”, której celem było usunięcie urzędującego ambasadora USA. Jej zdaniem, wydarzenia z ostatnich miesięcy pozostawiły politykę Waszyngtonu wobec Kijowa „na rozdrożu”, w krytycznie ważnym czasie, o odsłonięte kulisy jej odwołania podważają pozycję USA, a szczególnie Departamentu Stanu.

Czytaj również: AP: Ludzie Trumpa naciskali na zmianę szefa ukraińskiego giganta gazowego

Byłą ambasador w Kijowie zapytano m.in. o słowa Trumpa z jego rozmowy z Zełenskim, gdy mówił, że „będzie musiała przejść [przez pewne rzeczy]”. Powiedziała, że była „zszokowana i zdruzgotana” tym, w jaki sposób występowała w rozmowie z przywódcą innego kraju. Jej zdaniem, te słowa prezydenta USA „brzmiały jak groźba”. Powiedziała też, że jest zaskoczona tym, że Trump po prostu nie wyznaczył kogoś innego na jej miejsce, do czego miał pełne prawo, zamiast tego pozwalając „ludziom o wątpliwej reputacji” atakować ją i niszczyć jej reputację. Zaznaczyła, że nigdy nie podano jej powodu odwołania ze stanowiska.

Republikanie pochodzą z rezerwą do słów Yovanovitch odnoszących się do stenogramu. Ich zdaniem, chciała ona wykorzystać okazję, by „wypłakać się przed kamerami”. Inni uważają, że Demokraci chcą wykorzystać rozmowę Trumpa z Zełenskim „jako pretekst do spełnienia swoich fantazji o [nowej aferze] Watergate”. Mówił o tym republikański kongresmen David Nunes. Jego zdaniem, Yovanovitch nie jest w tej sprawie konkretnym świadkiem, ponieważ nie uczestniczyła w przygotowaniach do rozmowy telefonicznej z 25 lipca br ani w rozmowach dotyczących wstrzymania pomocy wojskowej dla Ukrainy.

Przeczytaj: W Kongresie USA zeznawał bezpośredni świadek rozmowy Trumpa z Zełenskim

Schiff twierdzi z kolei, że rozmowa Trumpa z Zełenskim pokazała, że prezydent „docenia skorupmowanych”, w domyśle – byłego ukraińskiego prokuratora generalnego Jurija Łucenkę, a „potępia sprawiedliwych” – w domyśle Yovanovitch.

Jednocześnie, drugi dzień przesłuchań odbył się, gdy Demokraci odeszli od używania łacińskiego zwrotu „quid pro quo” (coś za coś) dla opisywania rzekomej groźby Trumpa ws. wstrzymania pomocy dla Ukrainy, jeśli nie otworzy ona dochodzenia w sprawie byłego wiceprezydenta USA i potencjalnego przeciwnika w wyborach w 2020 roku, demokraty Joe Biden i jego syn Hunter, który pracował na Ukrainie.

Sam Trump uważa, że proces ws. impeachmentu jest prowadzony przez Demokratów nieuczciwie. Zarzucał Schiffowi, że pozwala jego stronie mieć prawników, świadków, a nawet, że nie pozwala jego obozowi mówić.

– To naprawdę smutne, gdy widzisz, że ludzie nie mogą zadawać pytań. Nikt nigdy nie miał tak okropnego procesu. To hańba, co się dzieje – twierdzi Donald Trump.

Jak informowaliśmy, ambasador USA przy UE Gordon Sondland, bliski współpracownik Donalda Trumpa niespodziewanie złożył przed amerykańskimi kongresmenami zeznania potwierdzające, iż amerykańska administracja szantażowała ukraińskie władze blokadą pomocy militarnej, jeśli te nie wznowią śledztwa w sprawie interesów syna Joe Bidena. Przyznał, że powiedział Andrijowi Jermakowi, doradcy prezydenta Zełenskiego, iż amerykańska pomoc wojskowa dla Ukrainy prawdopodobnie nie zostanie odblokowana, dopóki Kijów nie zacznie badać ukraińskich interesów rodziny Bidenów. Jak wynika ze słów dyplomaty, do szantażowania Ukraińców doszło 1 września br. w Warszawie, kiedy z okazji obchodów rocznicy wybuchu II wojny światowej do Polski przyjechali prezydent Zełenski i wiceprezydent USA Mike Pence.

Czytaj więcej: Bliski współpracownik Trumpa potwierdził, że USA szantażowały Ukrainę

Zobacz także: USA: kolejne zeznania niekorzystne dla Trumpa. W transkrypcji rozmowy z Zełenskim brakuje ważnych fraz?

Jak pisaliśmy, Donald Trump jest podejrzewany o to, że próbował nadużyć swojej władzy próbując skłonić ukraińskie władze do prowadzenia postępowania karnego wobec Huntera Bidena, syna głównego pretendenta do prezydentury z ramienia Partii Demokratycznej, Joe Bidena. Dochodzenie w tej sprawie toczy się w zdominowanej przez Demokratów Izbie Reprezentantów.

Rferl.org / Kresy.pl




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz