W ramach dochodzenia ws. ingerencji Rosji w amerykańskiej wybory prezydenckie zespół specjalnego prokuratora Muellera sprawdza ukraińskich polityków i biznesmenów, którzy dwa lata temu przybyli do USA z okazji inauguracji prezydentury Donalda Trumpa – z różnymi propozycjami.

Specjalny prokurator Robert Mueller w ramach prowadzonego śledztwa ws. ingerencji Rosji w amerykańskiej wybory prezydenckie sprawdza obecnie Ukraińców, którzy w styczniu 2017 roku udali się do USA na inaugurację prezydentury Donalda Trumpa – podał w czwartek „The New York Times”. O sprawie piszą też media na Ukrainie.



„Dowody obecności Ukraińców w końcu wzbudziły zainteresowanie ze strony specjalnego prokuratora, Roberta S. Muellera III, gdy badał rosyjską ingerencję w wybory w 2016 roku i połączył szereg powiązanych zapytań prokuratorów federalnych” – pisze gazeta.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

„Dochodzenia prowadzone są w związku z rosnącymi oznakami, że niektórzy z Ukraińców, którzy przybyli do Waszyngtonu na inaugurację lub ich sojusznicy, promowali wielkie interesy, czy plany „pokojowe”, które były zgodne z interesami Rosji, w tym poprzez zniesienie sankcji”.

„NYT” zaznacza, że taka umowa nie tylko dałaby nowej administracji dodatkową elastyczność, by włączyć Moskwę w amerykańskie wysiłki dyplomatyczne na Bliskim Wschodzie, ale mogłaby też ułatwić obsadzenie postaci związanych z Trumpem, z których części miała związki z Ukraińcami, którzy przylecieli do Waszyngtonu, żeby iść naprzód ws. umów biznesowych, wcześniej skomplikowanych przez sankcje.

Gazeta podaje, że na inaugurację przybyło co najmniej kilkunastu ukraińskich polityków i postaci ze świata biznesu. Kilku z nich wzięło też udział w Balu Wolności. Brali udział w spotkaniach i organizowali spotkania w Trump International Hotel z wpływowymi republikańskimi kongresmenami oraz bliskimi sojusznikami Trumpa. Według „NYT” prezentowali oni szeroki wachlarz poglądów, w tym takie, które postrzegano jako „współczujące” względem Moskwy i ustawiali się w roli brokerów mogących pomóc rozwiązać jeden z najtrudniejszych problemów dla nowej administracji Białego Domu. Mianowicie, patową sytuację militarną między Rosją a Ukrainą oraz mocne sankcje nałożone na Moskwę po zajęciu Krymu.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Prokuratorzy federacji przepytywali świadków o to, jak niektórzy z Ukraińców uzyskali dostęp na wydarzenia związane z inauguracją prezydentury Trumpa, z kim się spotykali podczas pobytu w USA i o czym rozmawiali. Dotyczy to też pytań o różne składane propozycje tzw. planów pokojowych. Gazeta powołuje się na relacje osób znających bezpośrednio zadawane pytania i innych, którzy zostali poinformowani o rozmowach.

Jedną z osób z Ukrainy, która była w USA jest m.in. Serhij Kiwałow, były deputowany Partii Regionów, który 21 stycznia 2017 roku zamieścił na portalu społecznościowym swoje zdjęcie z Balu Wolności. Był on współtwórcą ustawy Kiwałowa-Kołesniczenki, która zakładała pewne preferencje dla języków mniejszości narodowych na Ukrainie. W marcu ub. roku została ona uznana za sprzeczną z konstytucją Ukrainy.

Inną osobą jest Andij Artemenko, były ukraiński deputowany Werchownej Rady, parlamentu Ukrainy, z Partii Radykalnej Ołeha Laszki (stracił mandat po tym, jak pozbawiono go ukraińskiego obywatelstwa), który przybył na inauguracje. W lutym 2017 roku media poinformowały, że wysłał współpracownikom prezydenta Donalda Trump propozycję planu pokojowego mającego na celu zakończenie konfliktu we wschodniej Ukrainie. Plan miał zakładać wycofanie wojsk rosyjskich ze wschodniej Ukrainy oraz rozpisanie referendum, w którym ukraińscy wyborcy mieli zdecydować, czy Krym będzie wydzierżawiony Rosji na okres 50 lub 100 lat. Artemenko twierdził, że jego plan miał poparcie współpracowników prezydenta Władimira Putina. Kreml zaprzeczał jakimkolwiek związkom z tą propozycją.

Przeczytaj: Były szef kampanii Trumpa: Zbadać związki Ukraińców z kampanią Hillary Clinton [+VIDEO]

W rozmowie z NYT Artemenko przyznał, że był dwukrotnie przesłuchiwany, raz przez FBI i raz przez Muellera. Powiedział, że w żadnych balach nie uczestniczył, ale spotykał się różnymi politykami Partii Republikańskiej, żeby przedstawić swoją propozycję.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

W ubiegłym miesiącu prokuratorzy pytali świadków o „nielegalny zagraniczny lobbing względem Ukrainy”. Innym tematem podczas przesłuchań było, czy Ukraińcy lub inni obcokrajowcy mogli poprzez podstawione osoby, żeby ukryć wpłaty na komitet inauguracyjny. Prawo federalne zabrania cudzoziemcom tego rodzaju donacji, choć mogą oni brać udział w finansowanych wydarzeniach, jeśli Amerykanie kupią bilety.

Przeczytaj: Raport Muellera: Kwaśniewski członkiem grupy lobbującej na rzecz Ukrainy w USA

Czytaj również: Kwaśniewski: na rzecz Ukrainy lobbowałem za darmo

Miesiąc temu informowaliśmy, że sąd okręgowy w Kijowie uznał, że dwóch urzędników ukraińskich ingerowało w wybory prezydenckie w USA w 2016 r., ujawniając tajny rejestr ukazujący 12,7 miliona dolarów płatności między byłym ukraińskim prezydentem Wiktorem Janukowyczem i byłym szefem kampanii prezydenckiej Donalda Trumpa, Paulem Manafortem.

Prokuratorzy z biura specjalnego prokuratora Roberta Muellera skazali Manaforta w sierpniu pod zarzutem, że ukrył on około 60 milionów dolarów dochodu przed urzędem skarbowym, z czego znaczna część pochodziła z jego pracy konsultingowej dla Janukowycza.

W maju 2018 roku rząd Ukrainy przestał współpracować z dochodzeniem Muellera po tym, jak administracja Trumpa zgodziła się wysłać Kijowowi pociski przeciwpancerne Javelin.

Nytimes.com / Kresy.pl

NYT: Ukraińcy, którzy przybyli na inaugurację Trumpa, pod lupą prokuratora Muellera
Oceń ten artykuł

Reklama

Tagi: , , , , ,

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz