O stanie rosyjskiej gospodarki uzależnionej od sprzedaży węglowodorów, zwłaszcza ropy naftowej, opowiada w podkaście i pisze w swojej analizie redaktor portalu energetyka24.pl Jakub Wiech.
Stan rosyjskiej gospodarki jest bardzo istotny dla wszystkich krajów regionu, zwłaszcza sąsiadów Rosji, gdyż biorąc pod uwagę ostatnie załamania na rynku sprzedaży węglowodorów, istnieje ryzyko, że Rosja będzie chciała przykrywać te swoje problemy wewnętrzne agresją zewnętrzną bądź to wyrażaną w formie napastliwej polityki zagranicznej, napastliwej retoryki, bądź nawet w skrajnym przypadku, co też jest na stole, w formie agresji militarnej – mówi Wiech w podkaście opublikowanym na kanale Energetyka24 na You Tube.
W związku z pandemią koronawirusa spadł popyt na surowce energetyczne. Już to, że rozpoczęła się ona w Chinach – największym rynku węglowym i konsumencie ropy naftowej na świecie – sugerowało, że notowania tych surowców nie pozostaną bez zmian. Pandemia jednak się rozprzestrzeniła, a do tego wybuchła wojna handlowa między Rosją a Arabią Saudyjską.
Jej korzenie sięgają sposobów radzenia sobie z pandemią koronawirusa w znaczeniu rynkowym. To znaczy Arabowie i Rosjanie chcieli się dogadać w formacie OPEC+ co zrobić, żeby kartel mógł jakoś zareagować na spadające ceny ropy. Do takiego porozumienia nie doszło i ceny ropy poszybywały w dół, do poziomów nie notowanych od bardzo dawna, tj. do poniżej 30 dolarów za baryłkę. Niektóre prognozy sugerują, że możemy dobić do 5 dolarów za baryłkę – przekonuje Wiech.
Jak informowaliśmy, Organizacja Krajów Eksportujących Ropę Naftową (OPEC) oraz Rosja nie zdołały porozumieć się odnośnie dalszego ograniczenia wydobycia ropy, bądź przedłużenia obowiązujących ograniczeń wydobycia, co miało zahamować spadek cen tego surowca. Oznacza to, że obecne limity wydobycia przyjęte przez OPEC i Rosję przestają obowiązywać wraz z końcem marca br. Fiasko rozmów spowodowało największy spadek cen ropy od wojny w Zatoce Perskiej w 1991 roku. W związku z nim Arabia Saudyjska zintensyfikowała rozmowy z zagranicznymi rafineriami na temat dodatkowych dostaw ropy naftowej. Saudyjczykom szczególnie zależy na przekonaniu do swojego surowca dotychczasowych odbiorców rosyjskiej ropy Urals. Ma to być rewanż na Rosjanach za wyjście z porozumienia z OPEC. Rosjanie ciągle liczą jednak na porozumienie.
Wiech zwraca uwagę, że jest to jedna z kolejnych porażek, którą ponieśli Rosjanie w ostatnim czasie. Zauważa, że ich sztandarowy projekt, Nord Stream II, utknął w związku z sankcjami nałożonymi przez USA na spółki przy nim pracujące. Rosjanie są jednak zdeterminowani ukończyć projekt i zapowiedzieli jego finalizację na przełom 2020 i 2021 roku.
Ukończenie podbałtyckiego gazociągu miało niebagatelne znaczenie dla rozmów Moskwy z Kijowem w sprawie nowej umowy na tranzyt błękitnego paliwa przez ukraińskie terytorium na Zachód. Wobec braku alternatywnej trasy (a taką właśnie miał być Nord Stream 2), Rosjanie musieli dogadać się z Ukraińcami – pisze w swojej analizie Wiech.
Rosjanie mają też problemy z Białorusią, którą chcieliby inkorporować w struktury swojego państwa, na co jednak mniejszy sąsiad nie chce się zgodzić. Jak pisaliśmy, jedynie 1,4% Białorusinów chciałoby włączenia do Rosji. Między krajami doszło też ostatnio do napięcia w związku z ustaleniem ceny ropy naftowej dostarczaj na Białoruś. W zeszłym tygodniu doszło do porozumienia w tej sprawie. Mimo wszystko, jak pisalismy kilka dni temu, na Białrouś zaczęła trafiać ropa sprowadzana przez Ukrainę, pochodzi ona m.in. z Azerbejdżanu. Białorusini kupują też np. w Norwegii, jest to realizacja zapowiedzi Łukaszenki o “dywersyfikacji dostaw”. Pod koniec lutego białoruski koncern Biełnieftiechim z wyraźnym zadowoleniem przyjął zapowiedzi strony polskiej o możliwości uruchomienia rewersowych dostaw ropy z Polski na Białoruś.
Dodatkowo, jak informowaliśmy w połowie marca, władze USA i Ukrainy uzgodniły dostawy amerykańskiego gazu LNG na Ukrainę poprzez terminal w Świnoujściu w ilości 6-8 mld metrów sześciennych rocznie.
Wszystkie te problemy uderzają w Moskwę tak gospodarczo, jak i politycznie oraz wizerunkowo. Dla Rosji dochody ze sprzedaży węglowodorów to największe źródło gotówki do budżetu, który już teraz oszacowany jest jako obarczony deficytem. Co więcej, klęski polityczne, czyli przede wszystkim blokada budowy Nord Stream 2, pozbawiają ją szans na szybkie odzyskanie straconych przychodów. To zaś odbija się niekorzystnie na wizerunku Kremla oraz jego gospodarza, który planuje przecież manewry konstytucyjne, mające na celu umożliwienie mu dalszego sprawowania urzędu prezydenta Federacji Rosyjskiej. Istniej zatem szansa, że Rosja zdecyduje się przykryć wszystkie swoje porażki agresywną retoryką czy nawet działaniami zaczepnymi, wycelowanymi w inne kraje – przekonuje Jakub Wiech.
Zdaniem redaktora portalu energetyka24.pl ryzyko ewentualnej agresji jest jednak niskie. Rosjanie mogą z racji zbliżającej się rocznicy zakończenia II Wojny Światowej zastosować ostrzejszą retorykę, np. oskarżając Polskę o wybuch wojny. W związku ze swoją aktywnością związaną z walką z koronawirusem, co oznacza m.in. wysyłanie do Włoch sprzętu medycznego (który, jak pisaliśmy, jest “niepotrzebny nawet w 80%”), Rosjanie mogą wyjść z izolacji międzynarodowej – szansa, że Rzym poprze kolejne sankcje skierowane w Moskwę są minimalne.
Kresy.pl / energetyka24.pl / YouTube































