We Lwowie wzrósł popyt na mieszkania – to efekt przyjazdu mieszkańców Kijowa i miast wschodniej Ukrainy, którzy chcieliby „bezpiecznie przeczekać” potencjalną rosyjską inwazję na zachodzie, w pobliżu granicy.

Ukraiński, rosyjskojęzyczny serwis „Strana” opisał sprawę zwiększonego popytu na mieszkania we Lwowie. Według tego portalu jest to związane z kryzysem ukraińsko-rosyjskim i wzrostem obaw przed potencjalną, rosyjską inwazją.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl wynosi 22 tys. PLN. Do tej pory zebraliśmy:

375.18 PLN    (1.7%)
Nr konta: 60 1020 1097 0000 7302 0195 3702
Wspieraj Kresy.pl

„We Lwowie, na tle paniki z powodu niedoszłej ‘inwazji Putina’ ma miejsce ożywienie na rynku nieruchomości” – pisze Strana. Wyjaśnia, że w ślad za przenoszeniem się części ambasad krajów zachodnich z Kijowa do Lwowa, również mieszkańcy innych ukraińskich miast zjeżdżają do tego miasta, „uważają Lwów za ‘bezpieczne” miasto w pobliżu granicy”.

Przeczytaj: Amerykanie przenoszą swoją ambasadę do Lwowa

Czytaj również: „Zniszczyć sprzęt i system łączności” – WSJ o szczegółach ewakuacji ambasady USA w Kijowie

Eksperci ukraińskiego rynku nieruchomości zaznaczają, że luty to zwykle „martwy” miesiąc, gdy ani nie kupuje się, ani nie wynajmuje mieszkań. Teraz jednak, w związku z nastrojem zagrożenia, sytuacja jest odwrotna, choć nie można mówić o masowym napływie „migrantów” z innych części kraju. „Strana” pisze, że pośrednicy rynku nieruchomości, z którymi portal rozmawiał, mówią, że do Lwowa ściągają przede wszystkim informatycy i pracownicy sektora IT oraz przedsiębiorcy, którzy mogą zdalnie zarządzać swoimi firmami.

Serwis cytuje m.in. Halinę Tokarczuk, pośredniczkę nieruchomości, według której do Lwowa przyjeżdżają głównie ludzie dużych miast na wschodzie Ukrainy, z Charkowa czy Dnipro, a także z Kijowa. Niektórzy przywożą do miasta swoje rodziny, a sami wracają, jeśli nie mogą zostawić swoich firm. Taki układ jest korzystny dla informatyków, którzy zasadniczo pracują zdalnie.

Przyjezdni głównie wynajmują mieszkania na 2-3 miesiące, a niektórzy tylko na parę tygodni. Zdaniem Tokarczuk, takie osoby wyraźnie chcą „przesiedzieć” bezpiecznie połowę lutego, kiedy to według mediów miałaby nastąpić rosyjska inwazja. Pośredniczka przyznaje, że najemcy wolą wynajmować mieszkania na dłużej, jednak tu idą na ustępstwa bo chcą zarobić. Wynajmujący zwykle płacą 15 tys. hrywien miesięcznie (równowartość ok. 2100 zł) plus opłaty komunalne. Dla porównania, w grudniu 2021 r. średnia pensja na Ukrainie wynosiła niecałe 17,5 tys. hrywien, a minimalna płaca to obecnie 6,5 tys. hrywien.

Jednocześnie, niewielu kupuje mieszkania, a jeśli już, to nie jest to związane z „ucieczką”, ale raczej z inwestycją. „Nie jest tak, że ludzie sprzedają mieszkania w Charkowie lub w Kijowie i jadą do Lwowa, a jeśli już, to są to jednostki” – mówi Halina Tokarczuk.

Inny pośrednik, Nazar Bałanduch zaznacza, że we Lwowie wciąż więcej jest mieszkań niż klientów, stąd ceny nie wzrosły jakoś bardzo. Jego zdaniem, nie ma też gwałtownego napływu ludzi ze wschodniej Ukrainy. „Mieszkania wynajmują i kupują także ludzie ze Lwowa, z innych miast zachodniej Ukrainy, z Kijowa, Charkowa, Odessy. Ale nie można powiedzieć, że „do Lwowa uciekają ze Wschodu”” – dodał.

W mediach społecznościowych niektórzy mieszkańcy Lwowa nazywają swoje miasto „rezerwowym” lub „dyplomatyczną” stolicą kraju.

„Strana” pisze, że część ambasad utajniła swoje tymczasowe lwowskie adresy, rzekomo ze względów bezpieczeństwa. Źródła portalu w urzędzie miasta twierdzą, że sami dyplomaci przebywają w hotelach i nie wynajmują mieszkań, spodziewając się rychłego powrotu do Kijowa.

Z kolei Bałanduch przyznał, że miał kilku klientów, którzy już mieli wybrane we Lwowie mieszkanie do wynajęcia, ale 16 lutego, gdy nie sprawdziły się doniesienia zachodnich mediów i do żadnej inwazji nie doszło, zmienili zdanie. Jego zdaniem, gdy sytuacja się ustabilizuje, ludzie zaczną wyjeżdżać do swoich miast. Uważa, że w razie inwazji wielu planuje szybko wyjechać na zachód, przez Polskę.

Strana zwraca przy tym uwagę na istotny problem. Mianowicie, lwowska infrastruktura nie jest przygotowana na gwałtowny wzrost liczby ludności. Lwowski ekspert ds. planowania miejskiego, Ihor Mukan zaznacza, że w mieście już są problemy z transportem, drogami i miejscami do parkowania, a nieremontowane domy w centrum dosłownie się walą. „Znaczny wzrost liczby mieszkańców może doprowadzić do kolapsu” – dodaje.

Portal zwraca też uwagę, że wielu potencjalnych wewnętrznych migrantów zniechęca się do przeprowadzki do Lwowa w związku z potencjalnymi problemami komunalnymi.

Czytaj także: Rosyjski wiceminister: Ćwiczenia kończą się – można się uspokoić

Strana.ua / Kresy.pl

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz