Nowy sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony, Ołeksandr Danyluk poinformował, że z pomieszczeń w siedzibie administracji prezydenta, gdzie zapadały bardzo ważne decyzje dot. bezpieczeństwa, zniknęły serwery, którego według niego zawierały tajne dane. Swoje wyjaśnienia przedstawili współpracownicy byłego prezydenta.

Jak informowaliśmy, wczoraj Ołeksandr Danyluk, jeden z najbliższych współpracowników i doradców nowego prezydenta Ukrainy z czasów kampanii wyborczej, został przez niego mianowany sekretarzem Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony. W związku z tym udał się do wykorzystywanych podczas jej prac pomieszczeń w siedzibie administracji prezydenta w Kijowie. Gdy przybył na miejsce okazało się, że zostały one niemal całkowicie opróżnione.

Danyluk zamieścił na Facebooku nagranie, na którym pokazuje, co zastał w pomieszczeniach Rady. Z tzw. pokoju sytuacyjnego zniknęły wszystkie monitory, a także serwery, na których przechowywano tajne dane o decyzjach, które tam zapadały. Dotyczy to spraw omawianych w obecności prezydenta Ukrainy, bardzo ważnych z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa ukraińskiego. W sali została tylko flaga państwowa i proporzec prezydenta.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

– Żadnych monitorów, żadnych serwerów – komentuje nowy sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy. Zaznacza, że jeszcze miesiąc temu wszystko wyglądało zupełnie inaczej. – Nie sądzę, żeby to wyglądało na cywilizowane przekazywanie władzy.

Danyluk powiedział, że wcześniej podczas narad w sali sytuacyjnej z udziałem prezydenta często wykorzystywano informacje z tajnych źródeł, która trafiały tam poprzez zabezpieczone kanały informacji. Zapewnia, że takie informacje powinny być przechowywane na serwerach w sąsiednim pomieszczeniu – tych, które zabrano.

Poprzednim sekretarzem Rady był Ołeksandr Turczynow, blisko związany z byłym już prezydentem Petrem Poroszenką. Po jego porażce w wyborach, Turczynow podał się do dymisji.

Na nagranie Danyluka dość szybko zareagowali przedstawiciele Poroszenki. Jego były rzecznik prasowy oświadczył, że cały sprzęt znajdujący się w sali sytuacyjnej został wynajęty za pieniądze byłego prezydenta i został zwrócony właścicielowi. Twierdzi, że na serwerach nie było żadnych tajnych informacji, a źródła na których pracowano, były tam „odzwierciedlane”, przesyłane, ale fizycznie pozostawały na swoich miejscach, czyli w SBU czy Straży Granicznej. Były rzecznik Poroszenki podkreślił też, że centrum sytuacyjne z wszystkimi poufnymi serwerami znajduje się w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy, której pracami kieruje obecnie Danyluk.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Do sprawy na swojej stronie internetowej odniósł się także sam Turczynow. Były sekretarz Rady zaznacza, że nagranie zamieszczone przez Danyuka nie dotyczy bezpośrednio tej instytucji. Zaznaczył, że pomieszczenia z nagrania znajdują się w siedzibie administracji prezydenta Ukrainy przy ulicy Bankowej w Kijowie, podczas gdy Główne Centrum Sytuacyjne Rady znajduje się w jej siedzibie przy ulicy Bołboczana.

43-letni Danyluk to były minister finansów w rządzie Wołodymyra Hrojsmana. Wcześniej był związany z obozem byłego już prezydenta Petra Poroszenki. Został odwołany rok temu po konflikcie z premierem. Był też mocno skonfliktowany z prokuratorem generalnym Jurijem Łucenką. Podczas kampanii wyborczej Zełenskiego był jego bliskim współpracownikiem i doradcą ds. międzynarodowych i reform. To właśnie on na antenie stacji „1+1” należącej do powiązanego z nowym prezydentem oligarchy Ihora Kołomojskiego, publicznie zaprezentował priorytety zespołu obecnego prezydenta ws. polityki zagranicznej. Z tego względu, był wcześniej typowany na nowego szefa dyplomacji. Sam zainteresowany powiedział jednak mediom, że nie jest zainteresowany takim stanowiskiem.

112.ua / dw.com/ turchynov.com / Kresy.pl




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz