Agencje zatrudnienia żalą się, że nie są już w stanie ściągać do pracy w Polsce tak dużej liczby Ukraińców, żeby zaspokoić rosnące potrzeby swoich klientów. „Kilka lat emigracji zarobkowej wydrenowało rynek pracy na Ukrainie” – pisze „Rzeczpospolita”.

Jak pisze „Rzeczpospolita”, choć liczba imigrantów zarobkowych ze Wschodu „bije rekordy”, to „agencje pracy nie są w stanie wypełnić wakatów”. W rozmowie z gazetą szef agencji zatrudnienia Personnel Service i promotor masowej imigracji zarobkowej do Polski, Krzysztof Inglot przyznał, że „w najbliższych tygodniach ma zamówienia na prawie 2500 pracowników z Ukrainy”, podczas gdy kandydatów jest dwa razy mniej.

To samo dotyczy innych agencji rekrutujących obcokrajowców, m.in. Gremi Personal (gazeta zaznacza, że firma ta nie jest powiązana z wydawcą „Rz”) czy Otto Work Force, które mają znacznie więcej wakatów do obsadzenia w firmach, liczonych w tysiącach, niż Ukraińców chętnych do pracy. Agencje te przyznają, że w IV kwartale zapewne będzie im jeszcze trudniej z uwagi na więcej pracy sezonowej. Michał Wierzchowski, dyrektor sprzedaży agencji zatrudnienia EWL Group twierdzi wręcz, że obecnie polski rynek pracy mógłby niemal od raz „wchłonąć” nawet 150–200 tys. dodatkowych pracowników z zagranicy. Jego firma szacuje, że obecnie w Polsce pracuje około 2 mln migrantów zarobkowych, głównie Ukraińców.

Przeczytaj: Prawie połowa Polaków uważa, że do Polski powinno przyjeżdżać mniej imigrantów zarobkowych [BADANIE]

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
 

„Kilka lat emigracji zarobkowej wydrenowało rynek pracy na Ukrainie, która wciąż jest głównym źródłem imigrantów zarobkowych w Polsce i w Czechach” – pisze „Rz”. Dodaje, że przez szacowaną na 3-5 mln emigrację zarobkową z Ukrainy, coraz trudniej jest znaleźć osoby skore do wyjazdu do pracy w Polsce.

Przeczytaj: Prowadzona przez Ukraińców agencja pracy zatrudniała nielegalnie, legalizowała też pobyt cudzoziemcom

Czytaj także: Kryzys taksówkowy w Kijowie: brakuje ludzi do pracy, m.in. z powodu emigracji

„Rzeczpospolita” zaznacza, że „niedobór pracowników z zagranicy rośnie pomimo ich zwiększonego napływu, który widać w statystykach ZUS i Urzędu ds. Cudzoziemców”. Według przytoczonych danych, obecnie 513 tys. obcokrajowców, czyli o 10 tys. więcej niż miesiąc wcześniej, posiada ważne zezwolenia na dłuższy pobyt w Polsce, „głównie dzięki większej liczbie Ukraińców (287 tys.)”. Z kolei „rekordy notuje ZUS”. Na koniec czerwca liczba cudzoziemców zarejestrowanych w tym systemie wyniosła blisko 819 tys., z czego około 75 proc. to Ukraińcy. To o ponad jedną trzecią więcej niż przed rokiem.

Zdaniem gazety, pracodawcom w Polsce brakuje pracowników ze Wschodu nie tylko z powodu odbicia w gospodarce i „rosnącego popytu na ręce do pracy”, ale też również ze względu na zagraniczną konkurencję. Inglot twierdzi, że tysiące Ukraińców przebywa w Polsce tylko na papierze, podczas gdy faktycznie pracują oni na czarno za Odrą. Mogą tam liczyć na wyższe pensje, a w pewnym stopniu także na przychylność niemieckich pracodawców, przymykających oko na nielegalne zatrudnienie. Jego zdaniem, tej luki nie wyrówna napływ pracowników z Azji.

Z kolei Tomasz Dudek, dyrektor zarządzający Otto Work Force w Europie Środkowej twierdzi, że „desperacja pracodawców rośnie” i są oni coraz częściej gotowi płacić więcej i oferować ekstrapremie, żeby zdobyć pracowników. Powiedział, że pracownicy ze Wschodu, którzy jeszcze niedawno pracowali za minimalne wynagrodzenie, obecnie oczekują stawek na poziomie 2,5–3 tys. zł netto, czyli o 500–1000 zł powyżej płacy minimalnej, a nawet opłacenia mieszkania.

Jak pisaliśmy, niedawno portal dziennika „Rzeczpospolita” twierdził, że „polski rynek pracy mogą uratować Białorusini”. Powołał się na twierdzenia szefa jednej z czołowych agencji zatrudnienia dla obcokrajowców i zaangażowanego promotora imigracji zarobkowej do Polski, Krzysztofa Inglota. Jego zdaniem, w Polsce można zatrudnić setki tysięcy Białorusinów, a polski rząd powinien w tym celu ocieplić relacje z Mińskiem.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Zdaniem ukraińskiego politologa, Serhija Tarana, poza Ukrainą żyje już nawet 7 mln Ukraińców. W ostatnim czasie daje się dostrzec zmiany w ich zwyczajach migracyjnych, które wskazują, że do Polski będzie przyjeżdżać coraz więcej pracowników z Ukrainy. Przypomnijmy, że według ambasadora Ukrainy, obecnie w Polsce pracuje około 1,5 mln Ukraińców, a szacunkowo studiuje 50 tys. studentów z Ukrainy. Zwrócił też uwagę na wielki przyrost firm należących do Ukraińców.

Jak informowaliśmy, w czerwcu br. 818 tys. cudzoziemców płaciło ubezpieczenie emerytalne w ZUS. W przypadku ubezpieczenia zdrowotnego było to 863 tys. osób. Są to rekordowe liczby. Pokazuje to, że w przypadku wszystkich ubezpieczonych obcokrajowcy stanowią już ponad 5-proc. Grupę. „Co warto podkreślić, bariera ta została przekroczona po początkowym odpływie wywołanym pandemią, potem napływ przyśpieszył” – powiedział Andrzeja Kubisiaka z Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE).

Przypomnijmy, że w lipcu br. PIE zwracał uwagę, że Polska bardzo szybko staje się krajem imigranckim. Pokazuje to m.in. skala transferów pieniężnych do kraju od Polaków, którzy pracują za granicą i tego, co z Polski wypływa za granicę z tytułu pracy cudzoziemców.

Zobacz także: Dr Cezary Mech: Napływ imigrantów hamuje rozwój technologii

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Dodajmy, że według opublikowanych wyników badań dla agencji pracy Folga, w Polsce planuje zostać 70 proc. gastarbeiterów, a 50 proc. chce żyć w Polsce z rodziną. 80 proc. ankietowanych jest zadowolonych lub raczej zadowolonych z pracy w naszym kraju, z czego 60 proc. ma zamiar pozostania w Polsce kilka lat, a 40 proc. planuje stały pobyt. Ma to wskazywać, że 2/3 pracujących w Polsce cudzoziemców może być potencjalnie zainteresowanych zezwoleniami na pracę lub kartami pobytu, czyli dokumentami umożliwiającymi dłuższe zatrudnianie. Co ciekawe, według tego badania, blisko połowa obcokrajowców niezadowolonych z pracy w Polsce (20 proc. wszystkich) posiada wyższe wykształcenie.

Przeczytaj również: Kilka milionów Ukraińców pracuje „na czarno”

rp.pl / Kresy.pl

Czytaj kolejny artykuł
0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz