Portal dziennika „Rzeczpospolita” twierdzi, że „polski rynek pracy mogą uratować Białorusini”. Powołuje się na twierdzenia szefa jednej z czołowych agencji zatrudnienia dla obcokrajowców i zaangażowanego promotora imigracji zarobkowej do Polski. Jego zdaniem, w Polsce można zatrudnić setki tysięcy Białorusinów, a polski rząd powinien w tym celu ocieplić relacje z Mińskiem.

W rozmowie z portalem dziennika „Rzeczpospolita” Krzysztof Inglot, prezes agencji Personnel Service powiedział, że obecnie widać bardzo silny rozruch polskiej gospodarki, w której „od maja jest gigantyczne zapotrzebowanie na pracowników”. Według niego, w urzędach pracy jest ponad 100 tys. wakatów, a 191 tys. nowych miejsc pracy stworzonych w tym roku przez polską gospodarkę. Powiedział, że powoli zaczyna brakować Polaków do pracy, m.in. z powodu wznowienia wyjazdów zarobkowych do Niemiec czy Holandii. Jednocześnie przyznał, że napływ ukraińskich imigrantów zarobkowych jest mniejszy niż deklarowano.

„(…) mimo ubiegłorocznych deklaracji, że ponad 2 mln Ukraińców czeka na przyjazd do Polski, w tym roku w I półroczu, według danych urzędów pracy, przyjechało ich do Polski 960 tys., co i tak jest liczbą rekordową. To tyle co w 2019 r., czyli całkowicie skasowaliśmy covid. Ale z punktu widzenia naszej branży czy polskiego pracodawcy sytuacja jest coraz trudniejsza. (…) nawet źródło ukraińskie zaczyna cierpieć na 20-, 30-proc. brak zasobów ludzkich.” – powiedział Inglot.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
 

Szef Personnel Service przyznał zarazem, że ściąganie migrantów z Azji „nie jest tu alternatywą”, bo osoby te źle się wpisują w życie gospodarcze i społeczne:

„Asymilacja Azjatów z Polakami następuje bardzo powoli, tworzą się enklawy, na co mają także wpływ różnice nie tylko światopoglądowe czy społeczne, ale też komunikacyjne, które nie pozwalają tym pracownikom sprawnie poruszać się w realiach polskiej gospodarki”.

Pytany o to, jak można zaradzić tej sytuacji, Inglot ocenił, że w Polsce brakuje około 600-700 tys. pracowników. „Czyli gospodarka byłaby w stanie zasymilować ruch, który się tworzy na Białorusi” – oświadczył. „Białoruś jest idealna dla nas z punktu widzenia rynku pozyskania pracownika. Jest tu bliskość historyczna, pewnego rodzaju wspólne poczucie zagrożenia ze strony Wschodu, co z Ukraińcami też nam pomaga. Jest także bliskość językowa, kulturowa. Ale też program kształcenia czy profile szkół są podobne jak w Polsce. Czyli pracownik, który przyjeżdża z Białorusi do Polski, idealnie wpisuje się w nasze realia”.

W jego ocenie, na dziś pracę w Polsce mogłoby znaleźć pół miliona Białorusinów. Dodał, że „jest też do tego chęć z ich strony”. Dodajmy, że według spisu ludności z 2019 roku na Białoruś liczy 9,4 mln mieszkańców. Z tego, według białoruskiego urzędu statystycznego, 5 mln jest w wieku produkcyjnym.

Inglot przyznaje też, że władze Białorusi raczej nie będą jednak przychylnie nastawione do migracji zarobkowej Białorusinów do Polski, gdyż mogą chcieć na stałe emigrować do naszego kraju całymi rodzinami. „Potrzebna byłaby tu duża zmiana polityczna. Takie otwarcie byłoby bardzo korzystne dla Polski, gdyż Białoruś byłaby dla nas źródłem potrzebnych rąk do pracy, których powoli zaczyna brakować” – powiedział. Uważa, że z tego względu polski rząd powinien starać się ocieplać relacje z Białorusią bo to „leży w interesie naszej gospodarki i w interesie społecznym, ponieważ za bardzo nie mamy alternatywy, jeśli chodzi o drogę napływu pracowników z kierunków wschodnich (…)”.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Szef Personnel Service powiedział też, że choć dużo Białorusinów wyjechało do pracy w spółkach ukraińskich, to „Białoruś pozostaje źródłem pozyskania informatyków, ale też pracowników medycznych czy okołomedycznych, opiekunów”.

Zwracaliśmy uwagę, że od grudnia 2020 roku Białorusini przyjeżdżający na wizę humanitarną, a także specjaliści IT i lekarze nie będą już musieli starać się o zezwolenie na pracę w Polsce. Zmiany zachwalały agencje zatrudnienia zajmujące się ściąganiem do pracy w Polsce cudzoziemców i środowiska popierające masową migrację zarobkową do Polski. Według „Rz”, nowe przepisy umożliwią ściąganie na większą skalę białoruskich przedsiębiorców i specjalistów branży IT. Ma w tym pomóc program Poland Business Harbour, poprzez który od września Białorusini przyjeżdżają do Polski. Do końca października 2020 r. ok. 1,3 tys. takich osób dostało polskie wizy. Nie są one jednak zwolnione z ubiegania się o zezwolenie na pracę.

W rozmowie z „Rzeczpospolitą” Tomas Bogdevic, dyrektor generalny agencji zatrudnienia Gremi Personal, twierdził, że od początku masowych protestów na Białorusi widać tam wyraźny wzrost zainteresowania zatrudnieniem w Polsce.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Należy w tym miejscu zaznaczyć, że już parę lat temu polscy działacze z Białorusi zwracali uwagę, że liczni posiadacze Karty Polaka, szczególnie młodzi, nie chcą wiązać swojej przyszłości z tym krajem i wolą wyjechać do Polski lub do Europy Zachodniej. Wynika to m.in. z faktu, że wyrosło tam już trzecie pokolenie Polaków poza granicami Polski, które podobnie jak społeczeństwa zachodnie jest nastawione na sukces własny, co sprzyja podejmowaniu decyzji o emigracji. Polscy działacze z rejonu Brześcia zwracali też uwagę na dysfunkcyjność Karty Polaka. W ich opinii, jedynie 20 proc. osób mających Karty Polaka w Brześciu to etniczni Polacy, a tylko w tym mieście wydano cztery razy więcej takich dokumentów, niż oficjalnie wynosi tam liczba Polaków. Ponadto, brzescy działacze polscy zwracali uwagę, że Kartę uzyskują osoby, których związek z polskością jest co najmniej wątpliwy, podczas gdy są Polacy, którzy Karty nie posiadają. Badania przeprowadzone w 2015 roku pod kierunkiem prof. dr hab. Mariusza Kowalskiego wykazały, że ogólnie wśród posiadaczy Kart Polaka, ponad 10 proc. oficjalnie deklaruje inną narodowość, niż polska. Wysoki odsetek nie-Polaków (Białorusinów) stwierdzono m.in. w okręgu grodzieńskim, gdzie ponadto, 20 proc. posiadaczy Karty nie miało ani jednego dziadka-Polaka. Z kolei w okręgu brzeskim połowę stanowili tzw. nietypowi posiadacze dokumentu, tj. osoby deklarujące niepolską narodowość, niezwiązane z Kościołem rzymskokatolickim oraz takie, których żadne z dziadków nie było Polakiem.

rp.pl / Kresy.pl

Czytaj kolejny artykuł
0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz