Adam Balcer, były analityk rządowego think-tanku, a obecnie pracownik Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego porównując Narodowe Siły Zbrojne do UPA, więcej pozytywów odnalazł w tej ostatniej organizacji.
Balcer wypowiedział się dla portalu Interia, który opublikował w poniedziałek artykuł “Konflikt polsko-ukraiński się odrobinę wyciszy”, w którym dokonano podsumowania stanu relacji dwustronnych w perspektywie wizyty prezydenta Andrzeja Dudy na Ukrainie. Jego autor, Artur Wróblewski postanowił oprzeć swój stosunkowo obszerny tekst wyłącznie na wypowiedziach Balcera.
Konstatując narastanie konfliktu między Polakami, a Ukraińcami, Balcer uznał, że “to problem dotyczący tożsamości narodowej i pamięci historycznej obu krajów” przy czym za wywołanie konfliktu obciążył stronę polską – “Kwestia Wołynia jest tylko jednym z elementów tego problemu, natomiast polska strona uczyniła z Wołynia jedyny element”.
Odnosząc się do sedna sporu o historię, Balcer uznał, że Polacy nie mają prawa domagać się od Ukraińców zaprzestania gloryfikacji OUN-UPA bo sami upamiętniają swój ruch narodowy. Nie tylko zrównał on Romana Dmowskiego czy Narodowe Siły Zbrojne z ludobójczą organizacją ukraińską, ale nawet odnalazł w tej ostatniej elementy pozytywne, których nie dostrzegł u polskich narodowców – “Wielu Polaków nie dostrzega nacjonalizmu u siebie. Weźmy na przykład uchwałę sejmową dotyczącą Narodowych Sił Zbrojnych przyjętą przez aklamację. Przecież program tej organizacji zakładał budowę klerykalnej i autorytarnej Polski dla Polaków. Tymczasem polski Sejm afirmuje Narodowe Siły Zbrojne, a jednocześnie chcemy pouczać Ukraińców w kwestii Ukraińskiej Powstańczej Armii. Nie zapominając o jej zbrodniach, warto także przypomnieć, że przeszła ona ewolucję w stronę akceptacji demokracji. Była zawsze organizacją świecką, zaś w jej szeregach walczyli liczni nie-Ukraińcy. Podobna sytuacja jest z apologetycznym stosunkiem w Polsce do Romana Dmowskiego, którego […] należy uznać za zdeklarowanego ksenofoba nienawidzącego Ukraińców”.
Balcer wyraźnie wyżej ceni sobie nacjonalizm ukraiński niż polski, który określa jako “etniczny”. Tymczasem “na Ukrainie również mamy wzrost nacjonalizmu, ale on ma bardziej charakter obywatelski, zorientowany na państwo. Jako przykład można podać fakt, że kilka tygodni temu rosyjskie służby zabiły Aminę Okujewą, Czeczenkę noszącą chustkę i walczącą w szeregach ukraińskiej armii. Hołd jako ukraińskiej bohaterce oddał jej premier Ukrainy Wołodymyr Hrojsman, praktykujący Żyd. To wszystko bardzo trudno wyobrazić sobie w Polsce”.
Balcera irytuje przywracanie pamięci o Kresach Wschodnich. Afirmacja kresowej polskości według niego “jest ściśle powiązana ze wzrostem w Polsce nacjonalizmu o charakterze etnicznym, co pokazują zresztą badania opinii publicznej, na przykład amerykańskiego ośrodka Pew Research Center”. Balcer mówi, że “w Polsce mamy do czynienia z przeważającym bezkrytycznym stosunkiem do Kresów, traktowanych jako fundament polskiej tożsamości narodowej”. Wbrew historycznej prawdzie o układzie narodowościowym na przedwojennej Wileńszczyźnie czy Grodzieńszczyźnie, Balcer twierdzi, iż Polacy stanowili “zdecydowaną mniejszość w regionach wschodnich Rzeczpospolitej”. Podkreślania istotnej roli polskiej kultury i świadomości narodowej na Kresach pracownik Studium Europy Wschodniej UW uznaje za “>>sztuczny<< proces polonizacji wieloetnicznej przeszłości, która objawia się przede wszystkim w >>kresysentymentalizmie<<.” Ma się on objawiać “w polskiej opowieści o Kresach”, w której “nie ma mowy o polskiej kolonizacji, ale tylko o polskiej misji cywilizacyjnej”.
Balcer uzasadnia swoją wyrozumiałość wobec ukraińskiego nacjonalizmu koniecznością przekonywania Polaków, że głównym zagrożeniem jest dla nich Rosja – “Polacy mają zachwianą hierarchię odczytywania zagrożeń. Jeżeli spojrzymy na media publiczne czy prywatne media prorządowe, to można odnieść – na podstawie czasu antenowego i artykułów – wrażenie, że największymi problemami Polski są: muzułmanie, Niemcy, banderyzacja Ukrainy i dopiero na kolejnym miejscu Rosja. Moim zdaniem proporcje powinny być zdecydowanie inne. Z Rosją jednoznacznie na pierwszym miejscu”. W tej kwestii również martwią go wpływy idei dawnego polskiego ruchu narodowego – “renesans Romana Dmowskiego musi mieć wpływ na Polaków. Warto przypomnieć, że Dmowski traktował Niemców i Ukraińców jako głównych wrogów, zaś Rosjan jako mniejsze zło, a nawet sojuszników. W efekcie Ukraina stała się dla nas łatwym “chłopakiem do bicia”. Jak uznaje Balcer – “>>kozaczą<< do słabszej Ukrainy, ponieważ mamy większe poczucie wyższości i nie ma elementu szacunku, który mamy właśnie w stosunku do Rosji”.
Jedyną niestosowność po stronie ukraińskiej Balcer dostrzega w nominacji znanego gloryfikatora OUN-UPA i negacjonisty wołyńskiego Wołodymyra Wjatrowycza na stanowisko szef ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej, “ale moim zdaniem to po stronie polskiej istnieje większy problem, by rozpocząć prawdziwy dialog na zasadzie partnerskiej” – podsumowuje Balcer.
Adam Balcer w latach 2001-2009 pracował w rządowym think-tanku – Ośrodku Studiów Wschodnich. W latach 2010–2011 był doradcą ds. Partnerstwa Wschodniego eurodeputowanego Marka Siwca oraz członkiem zespołu doradców społecznych Komisji Spraw Zagranicznych Sejmu RP. W okresie od 2010 do 2012 roku był członkiem zespołu doradców Bronisława Komorowskiego ds. Strategicznego Przeglądu Bezpieczeństwa. W latach 2013-2014 był doradcą w ramach Prezydenckiego Programu Eksperckiego. Obecnie jest doktorantem i pracownikiem naukowym Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego. Jest też stałym współpracownikiem czołowego periodyku środowisk giedroyciowskich, “Nowej Europy Wschodniej”. Balcer jest także dyrektorem programowy corocznych konferencji “Polska Polityka Wschodnia” organizowanych przez wrocławskie Kolegium Europy Wschodniej im. Jan Nowaka-Jeziorańskiego.
Balcer w raporcie dla Instytutu WiseEuropa napisał o „polskim zaangażowaniu w Holokaust” , którego „skala jest nadal zdecydowanie niedoceniana w dzisiejszej Polsce”. Wcześniej krytycznie wypowiadał się na temat filmu „Wołyń”. Twierdził, że „ten film to zmarnowana szansa na realne pojednanie z Ukraińcami”. Niedawno Balcer został na skutek postępowania sądowego zmuszony do oficjalnego przeproszenia działacza społecznego z Przemyśla Mirosława Majkowskiego, którego oskarżył o atak na ukraiński pochód w tym mieście.
interia.pl/studium.uw.edu.pl/kresy.pl
































