Według „Gazety Wyborczej”, wybudowany za ponad 4 mld zł nowy blok energetyczny elektrowni w Turowie został wyłączony już po miesiącu działalności, rzekomo z powodu awarii i złego zaprojektowania. PGE zaprzecza, twierdząc, że blok nie ma żadnej awarii, a jego postój został wcześniej zaplanowany.

W sobotę „Gazeta Wyborcza” podała, że oddany w połowie maja br. nowy blok elektrowni Turów w Bogatyni na Dolnym Śląsku pracował ledwie ponad miesiąc. „Teraz okazuje się, że cała sprawa wiąże się ze złym projektem, niedopasowanym do warunków kopalni i elektrowni Turów” – pisze gazeta.

Dziennik powołał się na „osobę znającą szczegóły prac w elektrowni Turów”. Twierdzi ona, że „od dłuższego czasu do tego bloku przyjeżdżali ludzie, którzy naprawiali urządzenia”. Zaznacza, że blok ten działał na systemie awaryjnym, „a wszystkie funkcje automatyczne musiały zostać wyłączone, bo cały układ został źle skonstruowany”.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl
 

Miało chodzić o to, że system przepuszczał zbyt duże grudy węgla. Według informatora gazety, nowy blok nie był dostosowany do jakości węgla z kopalni Turów, która „jest zbyt słaba” na jego potrzeby. Miało to doprowadzić di zatkania filtrów i unieruchomienia elektrowni z dniem 19 czerwca br.

„Wyborcza” pisze, że powodem spadku jakości węgla z kopalni Turów było osunięciu się zwałowiska wydobywczego we wrześniu 2016 roku i nieuwzględnienie tego w projekcie nowego bloku. Gazeta powołuje się też na inne doniesienia, według których usterek ma być więcej, „bo inwestycja była odbierana na szybko”. Dodaje, że jej informator twierdzi, iż to m.in. przez unieruchomienie bloku odwołano prezes spółki PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna, Wiolettę Czmiel-Grzybowską.

Na oficjalnych stronach internetowych tej firmy nie było jednak żadnej informacji o awarii. Wysłano pytania do rzeczniczki PGE GiEK Sandry Apanasionek o szczegóły, ale ta nie odpowiedziała.

„GW” podaje, że budowa nowego bloku kosztowała aż 4,3 mld zł, „choć jeszcze w ubiegłym roku była mowa o 3,6 mld zł”.

Do opisywanej przez gazetę sprawy nawiązał podczas swojego wiecu Donald Tusk, były premier, od niedawna ponownie kierujący Platformą Obywatelską. Wywołało to reakcję ze strony PGE, która twierdzi, że „bloku w Turowie nikt nie zepsuł”, lecz znajduje się „w postoju zaplanowanym i uzgodnionym z generalnym wykonawcą inwestycji”, w związku z przeglądem technicznym urządzeń po pierwszym miesiącu eksploatacji.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl
 

Również Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej, zapewnił, że nowy blok w Elektrowni Turów został zaprojektowany i wykonany prawidłowo. „Blok nie ma żadnej awarii, a jego postój został zaplanowany w zawartym z wykonawcą kontrakcie”.

Zaprzeczono też twierdzeniom, jakoby osuwisko z 2016 roku miało wpływ na parametry dostarczanego węgla: „Do nowego bloku dostarczany jest węgiel o parametrach spełniających wymagania określone w kontrakcie inwestycyjnym. (…) elektrownia nie stwierdziła pogorszenia jego jakości”.

Podkreślono przy tym, że inwestycja w Turowie była ostatnim projektem budowy bloku energetycznego opalanego paliwem węglowym w Grupie PGE.

Przeczytaj: Komisja Europejska przyłączyła się do skargi Czech przeciwko Polsce ws. kopalni Turów

Czytaj również: Ostrołęka: Obajtek o rozbiórce bloku za 1,3 mld: Mamy prawo wycofywać się z inwestycji, których rentowność jest zagrożona

„GW” / Rmf24.pl / TVP Info / Kresy.pl

Czytaj kolejny artykuł
0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz