Przewodniczący rosyjskiej Dumy Państwowej Wiaczesław Wołodin zapowiedział w piątek, że w przyszłym tygodniu przeprowadzi konsultacje z szefami frakcji w sprawie projektu wniosku do prezydenta Rosji o uznanie samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej (DRL) i Ługańskiej Republiki Ludowej (ŁRL).

Jak poinformowała agencja prasowa Tass, przewodniczący rosyjskiej Dumy Państwowej Wiaczesław Wołodin zapowiedział w piątek, że w przyszłym tygodniu przeprowadzi konsultacje z szefami frakcji w sprawie projektu wniosku do prezydenta Rosji o uznanie samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej (DRL) i Ługańskiej Republiki Ludowej (ŁRL).

Polityk napisał na swoim kanale Telegram „właściwą rzeczą do zrobienia w przyszłym tygodniu jest skonsultowanie się z przywódcami frakcji i omówienie inicjatywy. Następnie na podstawie wyników rozważenie tej kwestii na spotkaniu w Dumie Państwowej” – dodał.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl wynosi 22 tys. PLN. Do tej pory zebraliśmy:

8487.32 PLN    (38.57%)
Nr konta: 60 1020 1097 0000 7302 0195 3702
Wspieraj Kresy.pl

Podkreślił również, że jego zdaniem należy szukać rozwiązań, które mogą zapewnić bezpieczeństwo obywatelom Rosji i rodakom mieszkającym w DRL i ŁRL. „Jedno jest absolutnie jasne, trzeba szukać rozwiązań zapewniających bezpieczeństwo naszym obywatelom i rodakom w DRL i ŁRL” – powiedział Wołodin. „NATO chce okupować Ukrainę. Oba mogą mieć poważne konsekwencje. Nie możemy do tego dopuścić” – podkreślił Wołodin.

Partia Komunistyczna w Dumie Państwowej złożyła19 stycznia w Dumie projekt apelu do prezydenta Władimira Putina o uznanie republik donieckiej i ługańskiej. Zgodnie z dokumentem izba niższa apeluje do głowy państwa z prośbą o rozważenie kwestii uznania samozwańczych republik „za niepodległe i suwerenne państwa”. W tekście czytamy, że ustawodawcy „uważają, że uznanie” DRL i ŁRL jest „rozsądne i moralnie uzasadnione”.

Jak informowaliśmy, rzecznik prezydenta Rosji Dmitrij Pieskow w rozmowie z mediami w odpowiedzi na zapowiedź ewentualnych sankcji na Rosję przez prezydenta Joe Bidena powiedział: „Wszystkie te wypowiedzi mogą doprowadzić do destabilizacji, ponieważ niektórzy pasjonaci w ukraińskim kierownictwie mogą rozwijać złudzenie, że mogą próbować wznowić wojnę domową w swoim kraju lub próbować rozwiązać problem Południowego Wschodu przy użyciu siły”.

„Odczuwamy pewne obawy w tej kwestii” – powiedział, poproszony przez TASS o komentarz na temat twierdzeń prezydenta USA Josepha Bidena, że ​​wtargnięcie Rosji na Ukrainę spowoduje katastrofę dla Moskwy.

„Uważamy, że oświadczenia USA w żaden sposób nie promują łagodzenia napięć, które pojawiły się w Europie” – poinformował Pieskow.

Zwrócił uwagę, że „codziennością są wypowiedzi zawierające groźby pod adresem Rosji i ostrzeżenia, że ​​za niektóre hipotetyczne działania Rosja będzie musiała słono zapłacić”.

„Słychać je codziennie na średnim szczeblu ekspertów i na najwyższym szczeblu, także na szczeblu głów państw”, wskazywał Pieskow, dodając, że „dzieje się to z niezwykłą wytrwałością przynajmniej od ostatniego miesiąca”.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Jak poinformowała w czwartek agencja prasowa Reutera, prezydent USA Joe Biden wycofał się ze swoich wcześniej słów i na konferencji prasowej poinformował: „Z prezydentem Putinem wyraziłem się absolutnie jasno, że nie ma nieporozumień. Jeśli w ogóle, jakiekolwiek zgrupowane jednostki rosyjskie przejdą przez granicę ukraińską, to jest to inwazja”.

„Taka inwazja spotkałaby się z ostrą i skoordynowaną reakcją, reakcją gospodarczą, szczegółowo omówioną z naszymi sojusznikami, jak to bardzo wyraźnie przedstawiłem prezydentowi Putinowi”, powiedział Biden dziennikarzom.

W odpowiedzi na komentarz prezydenta USA Joe Bidena o „drobnym wtargnięciu Rosji”, prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski napisał na Twitterze: „Chcemy przypomnieć wielkim mocarstwom, że nie ma drobnych najazdów i małych narodów. Tak jak nie ma drobnych ofiar i małego żalu po stracie bliskich. Mówię to jako prezydent wielkiego mocarstwa”.

Słowa te skomentował też szef ukraińskiego MSZ Dmytro Kułeba: „Nie ma żadnej różnicy między niewielkim wtargnięciem i pełnowartościowym wtargnięciem. Nie można być w połowie najechanym czy w połowie agresywnym. Agresja albo jest albo jej nie ma”.

„Nasze stanowisko (…) jest bardzo proste: Rosja jest zdolna do działania nielinearnego, ale błędy 2014 roku nie mają prawa się powtórzyć. I dlatego nie przyjmiemy żadnych prób – jeśli takie będą – wyjaśniania Ukrainie, że nie należy czegoś robić, by powstrzymywać Rosję… To wszystko już przeszliśmy. Wszystkie te lekcje historii odrobiliśmy”.

Jak informowaliśmy, w czasie konferencji Biden obszernie wypowiedział się na temat sytuacji Ukrainy i u jej granic. Sformułowania jakich użył odbiły się szerokim echem w światowych środkach masowego przekazu natychmiast po zakończeniu konferencji. „Przewiduję, że wkroczy” – prezydent USA powiedział o spodziewanych ruchach Władimira Putina – „Musi coś zrobić”, słowa Bidena zacytował portal telewizji France24.

Mówiąc o tej perspektywie przywódca USA zapowiedział, że „Rosja zostanie pociągnięta do odpowiedzialności jeśli dokona inwazji [na Ukrainę”. Jednak jak dodał – „To zależy co zrobi. Inna sprawa jeśli to będzie drobne wtargnięcie i skończymy spierając się o to co robić i czego nie robić”. Właśnie te słowa Bidena wywołały największy oddźwięk w światowych środkach masowego przekazu. Wielu komentatorów uznaje je za sygnał, że wśród członków NATO nie ma jednego stanowiska wobec kwestii ukraińskiej i konfliktu rosyjsko-ukraińskiego.

Biden został zresztą, jak podkreślił portal CNN, zapytany o to, co rozumie jako „drobne wtargnięcie”. Jak odpowiedział – „Rosyjskie siły przekraczają granicę i zabijają ukraińskich żołnierzy”.

„Wielkie narody nie mogą blefować, to po pierwsze. Po drugie, pomysł, że zrobilibyśmy wszystko, by podzielić NATO… byłby wielkim błędem. Więc pytanie brzmi, czy jest to coś znacznie poniżej znaczącej inwazji, czy… po prostu nadchodzą wielki siły wojskowe. Na przykład jedną rzeczą jest ustalenie, czy nadal korzystają z cyberdziałań. Cóż, możemy odpowiedzieć w ten sam sposób” – powiedział prezydent USA po raz kolejny sugerując, że reakcja jego państwa nie będzie automatyczna, lecz skalkulowana i zróżnicowana w zależności od charakteru rosyjskich działań.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Od jesieni Rosja zgromadziła u granic Ukrainy około 100 tys. swoich żołnierzy. 7 grudnia prezydenci Rosji i USA odbyli dwugodzinną rozmowę za pośrednictwem wideołącza. Dotyczyła ona w znacznej mierze Ukrainy. Joe Biden miał wyrazić w jej trakcie głębokie zaniepokojenie USA i ich europejskich sojuszników w związku z „eskalacją przez Rosję sił otaczających Ukrainę”. Wyraził również swoje „poparcie dla suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy i wezwał do deeskalacji i powrotu do dyplomacji”. Obaj prezydenci zlecili swoim zespołom dalsze działania w sprawie Ukrainy. Dzień po tej rozmowie Biden powiedział, że Stany Zjednoczone jednostronnie nie wystąpią zbrojnie na rzecz Ukrainy, by walczyć z Rosją.

W grudniu Rosja przedstawiła Waszyngtonowi na piśmie propozycje nowych ram ładu międzynarodowego. Zakładają one traktatowe zobowiązanie NATO, że nie będzie się ono rozszerzać o kolejne  państwa poradzieckie, ani nie będzie na terenie takich państw dyslokować swoich żołnierzy czy zaczepnych rodzajów uzbrojenie. Propozycje te stały się w styczniu przedmiotem rozmów dwustronnych przedstawicieli amerykańskiej i rosyjskiej dyplomacji, rozmów na forum Rady NATO-Rosja oraz na forum Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Rosja i państwa zachodnie nie doszły do żadnego porozumienia w tej sprawie. Rosyjscy żołnierze nadal stacjonują u granic Ukrainy.

Kresy.pl/Tass

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz