Prezydent USA Donald Trump podpisał dwie ustawy, które wyrażają poparcie dla masowych, antyrządowych i prodemokratycznych protestów w Hongkongu. Władze Chin skrytykowały to posunięcie i zapowiedziały „zdecydowane kontrposunięcia”. Zdaniem komentatorów, decyzja Trumpa może utrudnić negocjacje handlowe z Pekinem.

W środę prezydent USA Donald Trump podpisał ustawę Kongresu USA o poparciu dla antyrządowych i prodemokratycznych demonstrantów w Hongkongu. W ubiegłym tygodniu, „Ustawa o prawach człowieka i demokracji w Hongkongu” została jednogłośnie uchwalona przez Senat, natomiast w Izbie Reprezentantów zagłosował przeciwko niej tylko jeden kongresmen.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl wynosi 22 tys. PLN. Do tej pory zebraliśmy:

5444.39 PLN    (24.74%)
Nr konta: 60 1020 1097 0000 7302 0195 3702
Wspieraj Kresy.pl

Podpisana przez amerykańskiego prezydenta ustawa zobowiązuje Departament Stanu do składania okresowych, co najmniej dorocznych, raportów zaświadczających, iż Hongkong ma wystarczającą autonomię aby korzystać z przywilejów handlowych USA. Dokument przewiduje również sankcje za łamanie praw człowieka. Gdy Chiny w 1997 roku przejmowały Hongkong od Brytyjczyków, zobowiązały się do zapewnienia miastu, będącym jednym ze światowych centrów handlowych i finansowych, „szerokiej autonomii” na okres 50 lat. Było to podstawą przyznania miastu przez USA specjalnego statusu w relacjach handlowych.

 

Ponadto, Trump podpisał drugą ustawę, która zabrania eksportu do Hongkongu środków i broni do walki z demonstrantami. Dotyczy to m.in. gazu łzawiącego, rozpylaczy pieprzu, gumowych kul i broni hukowej.

Prezydent USA oświadczył, że podpisał te ustawy „z szacunku dla prezydenta Xi, Chin i mieszkańców Hongkongu”. Zaznaczył, że promulgował je „w nadziei, że przywódcy i przedstawiciele Chin i Hongkongu będą w stanie w sposób przyjazny przezwyciężyć dzielące ich rozbieżności, co doprowadzi do trwałego pokoju i prosperity dla wszystkich”.

Jak zaznacza agencja Reuters, Trump dotąd unikał jasnej deklaracji ws. podpisania tych ustaw, a nawet miał rozważać weto. Zwrócono uwagę, że mogą one znacznie skomplikować negocjacje z Chinami na temat zakończenia wojny handlowej, co jest dla Trumpa jednym z priorytetów przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi.

Władze Chin potępiły obie ustawy, określając je jako „daleko posuniętą ingerencję w sprawy wewnętrzne Chin i naruszenie prawa międzynarodowego”. Pekin zagroził też „zdecydowanymi kontrposunięciami”, nie precyzując jednak swoich zamiarów. Według chińskiego komunikatu, Stany Zjednoczone „poniosą konsekwencje chińskich kontrposunięć”, jeśli będą nadal „działać arbitralnie” wobec Hongkongu.

W czwartek władze Hongkongu wyraziły „głębokie ubolewanie” z powodu podpisania przez Trumpa ustaw, które wspierają antyrządowych i prodemokratycznych demonstrantów. Oskarżono też Waszyngton o ingerencję w sprawy wewnętrzne Chin i miasta.

Od miesięcy na ulicach Hongkongu trwają masowe protesty, nieraz przeradzające się w starcia i związane z tym ostre represje władz wobec demonstrantów. Ci ostatni twierdzą, że oficjalnie gwarantowana autonomia jest stale ograniczana, czego wyrazem miała być planowana nowelizacja prawa ekstradycyjnego (ostatecznie wycofano się z tego projektu). Blisko dwa miesiące temu policja Hongkongu po raz pierwszy użyła ostrej broni przeciw uczestnikowi zamieszek.

CZYTAJ TAKŻE: Tłum manifestantów zaatakował budynek parlamentu w Hongkongu

Jak informowaliśmy ostatnio, przedstawiciele opozycji zdobyli zdecydowaną większość z 452 mandatów w wyborach do 18 rad dzielnicowych w Hongkongu. Wybory zakończyły się dotkliwą porażką sił opowiadających się za zacieśnieniem więzi z Chinami. Niedzielne głosowanie nabrało cech plebiscytu, w którym wyborcy pokazali, choć symbolicznie, po której stronie konfliktu politycznego stoją. Frekwencja była rekordowa – do urn poszło 71 proc. uprawnionych do głosowania – 24 pkt. proc. więcej niż w wyborach w 2015 roku.

Komentując wynik wyborów szefowa administracji Hongkongu Carrie Lam powiedziała, że „rząd z pewnością pokornie wysłucha opinii obywateli i poważnie się nad nimi zastanowi”. Z czasem wypowiedziały się również władze w Pekinie. Minister spraw zagranicznych Wang Ji podczas podróży do Japonii powiedział, że „bez względu na to, co się stanie, Hongkong jest częścią Chin”, a „jakakolwiek próba zepsucia Hongkongu, a nawet zniszczenia jego dobrobytu i stabilności, nie powiedzie się”.

rmf24.pl / Kresy.pl

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz