Znany z antypolskich komentarzy białoruski historyk Alaksandr Kraucewicz określił przywódcę powstania styczniowego na wschodnich ziemiach Rzeczpospolitej jako Białorusina.

W programie Białsatu Kraucewicza poproszono o skomentowanie artykułu białoruskiego wykładowcy, a także deputowanego białoruskiego parlamentu prof. Igara Marzaliuka, który napisał, że dowódca powstanie styczniowego na wschodnich ziemiach Rzeczpospolitej pod zaborem rosyjskim – Wincenty Kalinowski walczył o wolność Polski, a nie „za białoruską ideę”, a samo powstanie także na ziemiach współczesnej Białorusi było polskim powstaniem narodowym. Redaktor Biełsatu domagał się „kontrargumentów” bo „ludzie jacy przeczytają ten artykuł [Marzaliuka], w ich głowie może powstać rzeczywiste wrażenie, że Kalinowski nie był Białorusinem […] że Kalinowski jest Polakiem”.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

„To fakty wyrwane z kontekstu” – Kraucewicz odpowiada na uwagi Marzaliuka, że szlachta kierująca powstaniem styczniowym na ziemiach współczesnej Białorusi była polskojęzyczna i uważała Polskę za swoją ojczyznę. Uznał przy tym, że uwagi takie „nie odpowiadają badaniom prawdziwych specjalistów od XIX wieku, od powstania” i „z tym nawet nie warto się spierać”. Argumenty Marzaliuka uznaje za „fakty, które stoją w sprzeczności z innymi znacznie liczniejszymi faktami”.

Kracuewicz przyznaje, że w 1863 r. „jeszcze nie całkiem był sformowany białoruski ruch narodowy” i nawet „w 1918 roku na Zjeździe Białoruskim nie występowali za państwowością białoruska, a czego wy oczekujecie w tych czasach [powstania styczniowego]”. Nie przeszkadza mu to twierdzić, że „Kalinowski kładł podstawy białoruskiego narodnictwa”. Uznaje to za początek białoruskiego ruchu narodowego, co ukazuje jako „dowiedzione bardzo dawno”.

Jako dowód tego, że Kalinowski był Białorusinem Kraucewicz podaje to, że znał języka białoruski, „zwracał się po białorusku do ludzi”. Powołuje się przy tym na listy krewnych przywódcy powstania w których nazywali go „Kastusiem” – czyli zdrobnieniem od drugiego imienia Kalinowskiego – Konstanty. Kraucewicz nie dodaje jednak, że sam Kalinowski nigdy się tak nie określał, zawsze podpisując się swoim pierwszym imieniem – Wincenty. Jest to pomijane przez białoruskich publicystów historycznych, bowiem imię to nie występowało wówczas w społeczności ruskiej, było charakterystyczne dla kultury polskiej.

Kalinowski to według Kraucewicza to „niewątpliwy białoruski bohater”, a jego tradycja „leży u podstaw narodowej ideologii białoruskiej”. Poglądy Marzaliuka ocenia jako „nie historyczne, a ideologiczne” bo według niego „ta władza [Białorusi] jej przedstawiciele i słudzy tej władzy mają na celu zburzyć tę ideologię narodową, zniszczyć naród białoruski”. Artykuł białoruskiego deputowanego i profesora historii ukazuje jako „uderzenie w fundament białoruskiej ideologii narodowej” i dowód karierowiczostwa Marzaliuka.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Prowadzący program redaktor Biełsatu najwyraźniej przyjmuje argumentację Kraucewicza bowiem w jednym z pytań określa artykuł Marzaliuka jako przykład „procesu podmiany rozumienia naszej białoruskiej historii, podmiany pewnych faktów, skażenie tych faktów”. Sam Kraucewicz uspokaja dziennikarza, że „główny korpus historyków białoruskich, profesjonalnych, w tej liczbie absolutna większość tych historyków, którzy są na służbie państwowej, oni stoją na pozycjach podmiotowej historiografii białoruskiej” wyrażając poglądy jakie wyraża ona sam, zaś krytykują te poglądy tylko „marginałowie”.

Intensywną dyskusję o powstaniu styczniowym wywołał na Białorusi zapis jaki znalazł się w jednym ze szkolnych podręczników do literatury rosyjskiej, w którym powstanie styczniowe zostało nazwane „polskim powstaniem”. Wzbudziło to zmasowaną krytykę w białoruskich środowiskach opozycyjnych. Określenie powstania styczniowego jako „polskiego” krytykował między innymi Eduard Palczys, białoruski nacjonalistyczny publicysta historyczny. Publicysta ten znany jest z prób przypisywania kresowym Polakom, nawet najbardziej znanym polskim przywódcom, białoruskiej tożsamości narodowej, tak jak zrobił to w przypadku gen Lucjana Żeligowskiego, którego opisał jako Białorusina zajmującego w 1920 r. Wilno by stworzyć państwo białoruskie.

Sam Kraucewicz jest w Biełsacie jednym z głównych ekspertów w kwestii historii. W nadawanym przez tę telewizję magazynie „Historia pod znakiem Pogoni” Kraucewicz, przedstawiał ludność kresową wyłącznie w kategorii spolonizowanych Białorusinów i oskarżał Armię Krajową o mordowanie białoruskiej ludności cywilnej.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

W programach historycznych Biełsatu bardzo często neguje się obecność Polaków w historii ziem wschodnich Rzeczpospolitej, dawna szlachta, funkcjonująca przecież najpóźniej od XVII wieku w ramach kultury polskiej, staje się „szlachtą białoruską”, jak to ujął historyk Uładzimir Arłou we wspomnianym programie „Historia pod znakiem Pogoni”, w którym występował także Karucewicz. Jednostronnie w kategoriach ludobójczych ukazywała powojennych „żołnierzy wyklętych” sztandarowa produkcja Biełsatu – film dokumentalny „Siaroża”.

Autorem materiałów dla Biełsatu był również wiceprzewodniczący białoruskiej organizacji nacjonalistycznej Młody Front Aleś Kirkiewicz, który zrównywał upamiętnianie żołnierzy Armii Krajowej na Białorusi z upamiętnianiem UPA w Polsce. Sam Młody Front na swojej stronie internetowej zamieścił oficjalne stanowisko w sprawie Armii Krajowej, uznając, że zajmowała się ona głównie mordowaniem „białoruskich nauczycieli i dziewczyn” i unikała walki z niemieckim okupantem. Po tym skandalicznym tekście zareagowały polskie służby konsularne na Białorusi, w kwietniu 2014 roku odmawiając wydania w trybie specjalnym wiz działaczom Młodego Frontu. Warto zaznaczyć, że ten ruch wywołał wówczas oburzenie dyrektorki Biełsatu Agnieszki Romaszewskiej-Guzy, która broniła białoruskich nacjonalistów. W gorącej dyskusji jaką swoim stanowiskiem wywołała zresztą na Twitterze, Romaszewska-Guzy, stwierdziła, że polskie instytucje i generalnie Polacy „nie mają prawa niczego wymagać” od białoruskich opozycjonistów. Mają ich tylko dotować.

belsat.eu/kresy.pl

Oceń ten artykuł




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. Avatar
    Kas :

    Żeby to tylko jakiś jeden lokalny oszolom białorutenizował polską historię, to nie byłoby o czym mówić ale sprawdziłem angielską, niemiecką i francuską wikipedię i tam też zrobili z Wincentego Kalinowskiego jakiegoś białoruskiego „Kastusia”.