Litewskie ministerstwo spraw zagranicznych poinformowało, że wydala dwóch dyplomatów białoruskich, których działania „nie były zgodne ze statusem dyplomatycznym”. Resort dodał, że jest to też gest solidarności z Łotwą, której dyplomaci zostali wcześniej wydaleni z Białorusi.

W piątek do MSZ w Wilnie wezwano przedstawiciela białoruskiej ambasady na Litwie w celu wręczeniu mu noty, zgodnie z którą  dwóch pracowników ambasady Białorusi na Litwie uznano za osoby niepożądane z powodu ich działań „niezgodnych ze statusem dyplomatycznym”. Dyplomaci mają opuścić Litwę w ciągu siedmiu dni.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl wynosi 22 tys. PLN. Do tej pory zebraliśmy:

4649.49 PLN    (21.13%)
Nr konta: 60 1020 1097 0000 7302 0195 3702
Wspieraj Kresy.pl

Resort podkreślił, że tą decyzją Litwa wyraża solidarność z Łotwą, której dyplomaci i pracownicy ambasady w Mińsku zostali bezzasadnie wydaleni przez Białoruś kilka dni temu.

Szef litewskiego MSZ poinformował, że pod dyplomatyczną przykrywką pracowało dwóch oficerów białoruskiego wywiadu.

Jak informowaliśmy, Białoruś wydaliła w poniedziałek ambasadora Łotwy i wszystkich łotewskich dyplomatów z Mińska. Łotewskie władze zdecydowały w odpowiedzi na to o wydaleniu wszystkich białoruskich dyplomatów z kraju. Szef białoruskiej dyplomacji oświadczył, że w Mińsku zostanie jeden pracownik techniczny, w celu opieki nad budynkiem ambasady.

Ambasador Łotwy został wcześniej wezwany do MSZ Białorusi. Mińsk wyraził kategoryczny protest wobec aktu „państwowego wandalizmu”. Określono w ten sposób działania burmistrza Rygi, który w obecności szefa dyplomacji Łotwy zastąpił eksponowaną w związku z mistrzostwami świata w hokeju flagę państwową Białorusi, biało-czerwono-białą flagą, która nawiązuje do symboli historycznych i stanowi symbol białoruskich protestów.

Zobacz także: Szef MSZ Białorusi: możemy zawiesić współpracę z UE ws. nielegalnej migracji i wyjść z Partnerstwa Wschodniego

W minioną środę białoruski przywódca, Aleksandr Łukaszenko, wystąpił na forum tamtejszego parlamentu. Skrytykował w nim kolejne, zachodniej sankcje nałożone na Białoruś i jej władze, w związku ze zmuszeniem do lądowania samolotu, którym leciał na Litwę opozycyjny aktywista i dziennikarz, Raman Pratasiewicz, aresztowany po wylądowaniu. Strona białoruska oficjalnie twierdzi, że powodem była informacja o bombie na pokładzie samolotu, która nie potwierdziła się. Zdarzenie wywołało oburzenie na arenie międzynarodowej.

Zobacz także: Premier Morawiecki: Żądamy natychmiastowego zwolnienia Ramana Protasiewicza oraz innych polskich i białoruskich działaczy

Jak pisaliśmy, szwajcarski dostawca usług e-mailowych poinformował, że e-mail z ostrzeżeniem o bombie, na który powołują się władze Białorusi, tłumacząc zmuszenie do lądowania w Mińsku samolotu z białoruskim aktywistą i dziennikarzem na pokładzie, wysłano ponad 20 minut po tym, jak załogę zmuszono do zmiany trasy lotu.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Pratasiewicz to jeden z autorów prowadzonego w Telegramie opozycyjnego kanału Nexta, później innego kanału – Białoruś mózgu (Biełaruś gołownogo mozga). Oba kanały zostały uznane przez białoruskie media za ekstremistyczne. Pratasiewicz został oskarżony w sprawie karnej. Umieszczono go także na liście osób „zaangażowanych w działalność terrorystyczną”.

W sieci pojawiły się informacje o związkach Pratasiewicza z kontrowersyjnym ukraińskim pułkiem Azow i tzw. ruchem azowskim, o czym pisał m.in. ukraiński politolog Iwan Kaczanowski i portal tygodnika „Dzerkało Tyżnia”, zn.ua. Białorusin miał pracować dla służby prasowej Azowa, a rzekomo nawet walczyć w szeregach tej jednostki w Donbasie. Pratasiewicz potwierdził w zeszłorocznym wywiadzie, że spędził rok w dotkniętym konfliktem regionie Donbasu i został ranny, ale zapewniał, że relacjonował konflikt jako dziennikarz i fotograf.

Częściowo doniesienia te potwierdził założyciel i były dowódca Azowa Andrij Biłecki pisząc w serwisie Telegram, że Pratasiewicz „był z nami pod Szyrokinem, gdzie został ranny”. Biłecki zaznaczał, że „jego bronią jako dziennikarza nie był karabin, ale słowo”.

Czytaj także: Ługańscy separatyści chcą ścigać Pratasiewicza za służbę w batalionie Azow

Kresy.pl / reuters.com

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz