Kryzys w polskiej pediatrii

Jak informuje „Nasz Dziennik”, gdyby nie wysiłek pediatrów, którzy weszli w wiek emerytalny, nie miałby kto leczyć dzieci.

W czwartkowym wydaniu „Naszego Dziennika” opisano problemy, z jakim coraz bardziej boryka się polska pediatria. Według gazety, dzieci rodzi się coraz więcej, a jednocześnie coraz trudniej dostać się do pediatry. Lekarzy tej specjalności dramatycznie brakuje zarówno w przychodniach, jak i na oddziałach szpitalnych. Sytuację ratują lekarze, którzy są już na emeryturze i ci, którzy są w wieku przedemerytalnym.

Jak wynika z danych Centralnego Rejestru Lekarzy z 1 października br., wśród pediatrów wykonujących zawód, z uwzględnieniem tych posiadających również I stopień specjalizacji, 40,7 proc. kobiet-pediatrów ukończyło 60 lat. Z kolei 23 proc. mężczyzn ukończyło 65 lat.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Z kolei wśród pediatrów wykonujących zawód, specjalistów w rozumieniu prawa UE (czyli nie uwzględniając tzw. jedynkowiczów), 34,3 proc. kobiet ukończyło 60 lat, a 23,3 proc. mężczyzn. „ND” powołuje się na dane Naczelnej Izby Lekarskiej.

Dane z resortu, które otrzymał „Nasz Dziennik” tylko to potwierdzają. Jak czytamy w gazecie, pediatrzy w wieku przedemerytalnym i seniorzy to zjawisko powszechne. Staje się to coraz bardziej widoczne dla rodziców, którzy idą do lekarza wraz ze swoimi pociechami.

Dodatkowym problemem jest to, że w niektórych regionach Polski tacy lekarze stanowią większość. Lekarze w wieku emerytalnym są zatrudniani przez dyrektorów szpitali, ponieważ inaczej wiele szpitali czy przychodni nie byłoby w stanie realizować punktów kontraktowych na świadczenia.

Rząd chce ściągać lekarzy z Ukrainy

Jak informowaliśmy wcześniej, polski rząd chce zliberalizować zasady zatrudniania lekarzy zza granicy. Efektem tego może być masowa migracja zarobkowa medyków ze Wschodu do naszego kraju. Niedobory wykształcenia mieliby uzupełniać już w trakcie pracy w Polsce.

Resort zdrowia przyznał wcześniej, że wzoruje się m.in. na rozwiązaniach niemieckich. Oznaczałoby to obejście wymogu nostryfikowania dyplomu i uzupełnienia braków w wykształceniu obowiązującego dotychczas medyków spoza UE chcących pracować w Polsce. Jak pisał DGP, lekarz zatrudniony na nowych zasadach miałby prawo wykonywania określonych czynności w wyznaczonym miejscu. Już w trakcie pracy uzupełniałby wykształcenie i starałby się o pełne prawo wykonywania zawodu.

Plany te mają aprobatę ministra zdrowia, Konstantego Radziwiłła. Jego zdaniem, obecne przepisy dotyczące zatrudniania lekarzy-obcokrajowców są zbyt restrykcyjne i należy je poluzować, żeby móc zatrudniać więcej lekarzy np. z Ukrainy. Uważa, że skorzystają na tym zarówno oni, jak i polscy pacjenci.

Obecnie obowiązujące przepisy są na tyle restrykcyjne, że niewielu lekarzy z zagranicy decyduje się na przejście tej procedury. Według Naczelnej Izby Lekarskiej w Polsce leczy 1137 cudzoziemców, najwięcej zza wschodniej granicy – 306 Ukraińców i 139 Białorusinów.

Przeczytaj: Starosta kluczborski chce ściągać lekarzy z Ukrainy

Tymczasem, jak podaje DGP, polska służba zdrowia cierpi na niedobór lekarzy wynikający z exodusu, który zaczął się po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej. W 2005 roku wnioski o wydanie uprawnień do wyjazdu złożyło 1,7 tys. lekarzy. Później co roku emigrowało za pracą w zagranicznej służbie zdrowia od 600 do ponad 800 lekarzy rocznie.

Perspektywa liberalizacji polskiego rynku pracy dla ludzi z dyplomami lekarskimi zza granicy nie budzi entuzjazmu na Ukrainie. Ukraińcy boją się, że jeśli Polska wydrenuje z Ukrainy tysiące lekarzy, nad Dnieprem drastycznie spadnie dostępność usług medycznych.

„Nasz Dziennik” / PAP / Kresy.pl

Oceń ten artykuł




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

3 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. Kojoto
    Kojoto :

    No i jeszcze należy poważnie brać pod uwagę „lekarzy” o szowinistycznych banderowskich poglądach… Tacy mogli by świadomie szkodzić Polakom (przez zaniedbania i złe diagnozy), szczególnie dzieciom. Weryfikacja lekarzy ze wschodu, jak i muzułmanów powinna być szczególnie surowa ze względów bezpieczeństwa.