Isajew uniewinniony za nazwanie Polski „h….”. Zamieszcza triumfalny wpis

„Ukraińcy w Polsce nie są „gośćmi” (w domyśle wy – „gospodarzami”), a ludźmi mającymi określone prawa. (…) To jest nasz wspólny kraj, i wolno mi założyć m.in. czerwono-czarne kolory. Za każdym zawiadomieniem w takim stylu będę wam śmiał się w twarz. Bo ja, „gość”, odnalazłem się w tym kraju bardziej, niż wy, „gospodarze”” – napisał ukraiński aktywista, Igor Isajew. Wcześniej sąd umorzył sprawę o znieważenie przez niego Rzeczypospolitej Polskiej.

W czwartek Igor Isajew, kontrowersyjny ukraiński aktywista, zamieścił na Facebooku wpis, w którym napisał, że sąd zdecydował o umorzeniu postępowania w sprawie znieważenia przez niego Rzeczypospolitej Polskiej. Chodziło o jego wpis z 4 października 2020 roku w mediach społecznościowych o treści „Zaiste Polsko ty hóju” [pisownia oryginalna – red.] . W ten sposób aktywista zareagował na interwencję polskiej policji pod ambasadą Rosji w Warszawie.

Czytaj także: „Polsko ty h…”. Ukraiński aktywista Igor I. usłyszał zarzuty

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl wynosi 22 tys. PLN. Do tej pory zebraliśmy:

375.18 PLN    (1.7%)
Nr konta: 60 1020 1097 0000 7302 0195 3702
Wspieraj Kresy.pl

„Postępowanie w sprawie rzekomego znieważenia przeze mnie Rzeczypospolitej (art. 133 KK), złożone przez ABW i prowadzone razem z TVP, zostało umorzone” – napisał Isajew [we wszystkich cytatach pisownia oryginalna – red.]. Według jego relacji, „sędzia uzasadnił swoją decyzję gwarancją konstytucyjnej wolności mojej wypowiedzi” i „dodał, że wyrok ten nie wszystkim się spodoba (…)”.

„Ci „nie wszyscy” krzyczeli na sali „hańba!”, „to nie jest polski sąd”, ktoś podobno zadzwonił po policję, bo ja rzekomo „propaguję ustrój totalitarny” – napisał ukraiński aktywista. Dodał na koniec dwa serduszka, czerwone i czarne, wyraźnie nawiązując do symboliki banderowskiej. Swoich adwersarzy i krytyków wezwał, by jeśli chcą, składali na niego zawiadomienia.

„(…) z każdym podobnym zawiadomieniem (…) będę mówił o tym, że Ukraińcy w Polsce nie są „gośćmi” [w domyśle wy — „gospodarzami”], a ludźmi mającymi określone prawa. Takimi samymi jak wy. To jest nasz wspólny kraj, i wolno mi założyć kolory [tu kolejno serduszka w kolorach, odpowiadających flagom OUN-UPA, Ukrainy i Polski – red.], robić wszystko do granicy, której moi przeciwnicy nie są chyba świadomi” – zapowiedział Igor Isajew.

„Za każdym zawiadomieniem w takim stylu będę wam śmiał się w twarz. Bo ja, „gość”, odnalazłem się w tym kraju bardziej, niż wy, „gospodarze”. Jeśli zrozumiecie dlaczego, będzie wam, i nam wszystkim jako społeczeństwu łatwiej” – podsumował, kończąc swój wpis banderowskim zawołaniem „Sława Ukrainie”. Dodał na koniec, że „umorzenie postępowania oznacza, że czyn w ogóle [nie – red.] został popełniony lub pomimo początkowych podejrzeń okazuje się, że oskarżony nie popełnił przestępstwa”.

We wcześniejszym wpisie Isajew przechwala się, że na rozprawę i ogłoszenie wyroku przyszedł z czerwono-czarną wstążką z banderowskim hasłem „Sława Ukrajini, herojam sława!”. Jak twierdzi, dostał ją „kiedyś w Donbasie (…) od ludzi, którzy za grosz nie mieli nic wspólnego z nacjonalizmem czy ze Stepanem Banderą”. Według niego i ludzi, od których ją otrzymał, była ona „symbolem walki z imperium sowieckim”.

„Te „banderowskie” kolory w Polsce są wciskane wyłącznie w kontekst ukraińskiego nacjonalizmu i odpowiedzialności za zbrodnię wołyńska. Dlatego wstążka leżała u mnie głęboko schowana, by przypadkiem nie urazić uczuć innych ludzi w Polsce. Jednak od czerwono-czarnych kolorów, pod którymi także walczą Ukraińcy (obok ukraińskich i UE) odcinane są na siłę inne konteksty. A one dziś są ważniejsze” – twierdzi Isajew. Według niego, dziś pod banderowską flagą „Ukraińcy ze wschodu, nierzadko rosyjskojęzyczni, walczą przeciwko nacjonalizmowi, szowinizmowi i antyukrainizmowi”, a w Polsce „niektóre środowiska próbują doprowadzić ten „banderowski” symbol do absurdu autoprowokacji”. W tym kontekście skrytykował przypadki, gdy Polacy zgłaszali służbom przypadki eksponowania czerwono-czarnych flag na polskim terytorium. Oświadczył też, że tu „w żaden sposób nie chodzi o historię” i „nie wolno do tego dopuścić”, by „im przypisać intencje ludzkie, których nie ma”.

„Dlatego dziś idę na ogłoszenie wyroku w swojej sprawie o znieważenie Rzeczypospolitej właśnie z tą wstążką. Z obwodu donieckiego. Razem z nią walczą Ukraińcy przeciwko Z-szyzmowi. Razem z nią muszę walczyć na salach sądowych ze środowiskami antyukraińskimi w Polsce. Wierzę, że walka się uda. Sława Ukrainie” – czytamy we wpisie ukraińskiego aktywisty.

Przeczytaj: Banderowska flaga we Wrocławiu. Interweniowała policja

Czytaj również: Banderowska symbolika i swastyka w materiałach TVN24 z Ukrainy [+VIDEO/+FOTO]

Kim jest Igor Isajew?

O kolejnych kontrowersyjnych działaniach i prowokacyjnych wypowiedziach Igora Isajewa, Ukraińca mieszkającego w Polsce, informowaliśmy przy licznych okazjach. Jest on byłym dziennikarzem m.in. Polskiego Radia i ukraińskiego czasopisma wydawanego w Polsce „Nasze Słowo”.

W 2016 roku w komentarzu dla ukraińskiej stacji Hromadske Igor Isajew m.in. krytykował politykę Polski ws. ludobójstwa na Wołyniu. Jego zdaniem Polacy kreują ofiary ludobójstwa na męczenników, zaś polskie postulaty dotyczące ich upamiętnienia uważał za przejaw ukrainofobii. Według Isajewa strona polska w kwestii Wołynia dopuszcza się manipulacji.

W Wigilię 2016 r. Isajew opublikował głośny wpis, w którym porównał Polaków do zwierząt. „Wesołych świąt dla Polaków, którzy dzisiaj obchodzą Wigilię. Dziękuję za milczenie części z was w tym roku. Wiecie, powiadają, że w Boże Narodzenie nawet zwierzęta zaczynają mówić. Umiejętności mówić i rozmawiać wam wszystkim życzę” – napisał (pis. oryg. – red.), zamieszczając link do artykułu na łamach „Ukraińskiej Prawdy” ws. odebrania rządowej dotacji jego portalowi Prostir.pl.

Aż do końca 2016 r. prowadzony przez Isajewa portal Prostir.pl finansowany był z pieniędzy polskiego podatnika. Otrzymał z budżetu blisko 100 tys. zł. W reakcji na odebranie dotacji on zaczął krytykować decyzje polskich władz, m.in. na Facebooku. W jednym z wpisów ironicznie stwierdził, że odebrano mu ją „za aktywną postawę obywatelską w 2016 roku, w tym za udział w dyskusji o „wołyńskim ludobójstwie” [zapis oryg. – red.] i współpracę z ukraińskimi mediami”. Podkreślał też, że jego portal zyskał popularność na Ukrainie „poprzez naświetlanie ‘dyskusji wołyńskiej’ i napiętej sytuacji w Przemyślu”. Ubolewał też, że polskie MSW „niszczy” jego zespół. On sam zapowiada, że może dalej prowadzić prostir.pl „nawet bez pieniędzy”.

W kolejnym roku na fali protestów tzw. obrońców demokracji Isajew mocno zaangażował się w działania wymierzone w rząd PiS. W lipcu 2017 r. w swoim poście w serwisie facebook opublikował zdjęcie przygotowanych przez siebie przypinek z wulgarnym antypisowskim napisem. Znaczki głosiły „PiS ПНХ”. Druga część jest skrótowcem z języka rosyjskiego oznaczającym sformułowanie „idź w ch*j”. Pomimo takiej postawy kilka miesięcy później rząd PiS ponownie przyznał fundusze na prowadzony przez niego portal – tym razem 40 tys. złotych.

W marcu 2018 roku Igor Isajew zamieścił na swoim profilu na portalu Facebook nagranie wideo i zdjęcia z warszawskiego marszu ku czci żołnierzy wyklętych, prawdopodobnie zrobione w Alejach Ujazdowskich. Oburzony tym, że policja zatrzymała go za blokowanie „demonstracji faszystów”, napisał: „W związku z tym, oraz biorąc pod uwagę fakt, że od dzisiaj obowiązuje nowelizacja ustawy o IPN, publicznie oświadczam, że Państwo Polskie oraz Naród Polski są współodpowiedzialni za zbrodnie III Rzeszy Niemieckiej, bo do dzisiaj hołubią tych, którzy naśladują ideologię faszystowską; bo do dzisiaj w propagowaniu ideologii totalitarnej jest mocne odwołanie się do pojęcia +naród+ i +Polacy+; bo do dzisiaj polskie organizacje faszystowskie skromnie nazywają się >>narodowymi<<”. Nie ukrywał przy tym, że jego wpis był świadomą prowokacją – „W ten sposób świadomie naruszam art. 55a nowej ustawy o IPN. I chyba moi uważni czytelnicy już wiedzą, gdzie to mają zgłosić”.

Igor Isajew nawoływał też do usunięcia słowa „honor” z nowych polskich paszportów. Jak argumentował, słowo to razi ukraińską wrażliwość. Zdaniem ukraińskiego aktywisy „honor” powinien zniknąć z polskich paszportów, gdyż w języku ukraińskim, jego zdaniem, ma on pejoratywne zabarwienie. Twierdził też, że to sami Polacy są odpowiedzialni za pejoratywne skojarzenia ze słowem honor, występujące rzekomo w języku ukraińskim.

Jako zadeklarowany homoseksualista Isajew uczestniczył w marszu LGBT w Białymstoku w 2019 roku, któremu towarzyszyła kontrmanifestacja środowisk kibicowskich i patriotycznych; doszło do zamieszek. „Widziałem różne +imprezy+ ukraińskich nacjonalistów, w tym tych z Azowa; widziałem początek walk na Majdanie w styczniu 2014, zainicjowanych przez Prawy Sektor — jednak nigdzie nie czułem się tak niebezpiecznie, jak w Białymstoku w sobotę”. – twierdził później Isajew.

Podczas ostatnich wyborów parlamentarnych zaangażował się w kampanię kontrowersyjnego lidera „Obywateli RP” Pawła Kasprzaka, znanego ze skrajnie lewackich i radykalnie prounijnych wypowiedzi i działań.

Na początku listopada 2019 roku Isajew. wspólnie z grupą polskich i ukraińskich działaczy odwiedził Werchratę na Podkarpaciu, gdzie kilka lat temu doszło do zniszczenia dwóch obiektów ku czci UPA. W miejscu jednego ze zniszczonych pomników postawili „kozacki krzyż” z tryzubem. Ponadto polska część tej grupy, w skład której wchodzili w rzeczywistości głównie działacze mniejszości ukraińskiej, wezwała do odnowienia nie tylko zniszczonych mogił, ale także pomników UPA w Polsce. Uczyniono to odwiedzając pobliską górę Monastyr, gdzie znajduje się zbiorowy grób kilkudziesięciu członków OUN-UPA zabitych w 1945 roku przez NKWD. Obecny był tam także I., który sfotografował się przy obiekcie ku czci UPA wspólnie z ówczesnym szefem Związku Ukraińców w Polsce, Piotrem Tymą.

Należy podkreślić, że Isajew regularnie skarży się na „hejt” wobec niego w Internecie i w mediach społecznościowych. To między innymi za komentarze pod jego adresem prokuratura ścigała Zbigniewa S., ocalonego z ukraińskiego ludobójstwa na Kresach. Został on skazany na 8 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 2 lata. W 2020 roku był jednym z realizatorów filmu, sfinansowanego z unijnych pieniędzy,  w którym zachęcał do walki z „mową nienawiści w sieci”.

W ubiegłym roku aktywista „zasłynął” m.in. opublikowaniem w mediach społecznościowych grafiki z godłem Polski na tle ukraińskich barw i Orłem Białym w koronie w tęczowych barwach LGBT. Zawiadomienie o możliwości popełnienia przez niego przestępstwa znieważenia godła RP złożył Ośrodek Monitorowania Antypolonizmu. Wpis z tą grafiką jest do teraz „przypięty” na jego profilu facebookowym jako pierwszy, główny post.

W maju 2021 toku Igor Isajew został zwolniony z tygodnika Związku Ukraińców w Polsce „Nasze Słowo”. „Nie chcę aby był Pan kojarzony z wydawanym przez ZUwP tygodnikiem” – miał mu powiedzieć prezes związku Mirosław Skórka.

Czytaj także: Polsko ty h…”. Ukraiński aktywista Igor I. usłyszał zarzuty

W marcu br. Isajew, oburzony działaniami fundacji Kai Godek przeciwko promowaniu aborcji wśród przybywających do Polski Ukrainek zagroził, że „kiedy wygra Ukraina, wywalimy z Polski takich jak ona”.

Kresy.pl / interia.pl

6 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. tagore
    tagore :

    Nieprzypadkowo gazeta ukraińskiej mniejszości w Polsce „Nasze Słowo” zerwała z nim współpracę. Ten człowiek swoim wieloletnim działaniem ,nie tylko słowami udowadnia ,że działa jako prowokator starajacy sie wywołać skrajną wrogość Polaków do Ukraińców. Bardzo imteresujące jest ,kto trzyma nad nim parasol polityczny bo strona ukraińska powinna być bardzo zainteresowana jego „uspojeniem”.

  2. Rayski
    Rayski :

    Prokuratura i Instytut do Walki z Antypolonizmem poległy pod arbitralnym werdyktem kogoś kto mentalnie tylko włożył togę z fioletowym żabotem i łańcuch z orłem. SSO Krasnodębski wyinterpretował wyższość gwarancji konstytucyjnej wolności wypowiedzi od poszanowania art. 28. Konstytucji RP. Niepodważalnym jest, że wymienione tam symbole stanowią emanację państwa – Polski. Likwidacja przez tego przedstawiciela „nadzwyczajnej kasty” konsensusu pomiędzy dobrem jednostki a dobrem wspólnym wprost wypacza wolność de facto tworząc w prawie stanowionym przyzwolenie na anarchię.