Westinghouse oczekuje, że Polska zrezygnuje ze współpracy z Koreańczykami przy budowie elektrowni jądrowej

„Szczerze mówiąc, nie rekomendowałbym tego… różnica kosztów będzie liczona w miliardach dolarów” – powiedział David Durham z amerykańskiego koncernu Westinghouse, pytany przez „DGP” o możliwość budowy przez KHNP drugiej elektrowni jądrowej w Polsce. Jego zdaniem, Polska powinna jak najszybciej zdecydować, że i ona powstanie we współpracy z Amerykanami. Podkreślił, że Polska musi zacząć płacić już w 2023 roku.

W środę na łamach „Dziennika Gazety Prawnej” opublikowano wywiad z Davidem Durhamen, szefem działu Energy Systems w Westinghouse Electric Company, amerykańskiego koncernu, który ma wybudować pierwszą w Polsce elektrownię atomową. Zaznaczono, że Durham odpowiada w tej firmie m.in. za projekty oparte na reaktorach AP1000, które proponowane są również Polsce.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl wynosi 22 tys. PLN. Do tej pory zebraliśmy:

950 PLN    (4.31%)
Nr konta: 60 1020 1097 0000 7302 0195 3702
Wspieraj Kresy.pl

W rozmowie Durham zaznaczył, że jak na razie, decyzja o udziale Westinghouse w Polsce dotyczy jednej elektrowni „i ma to swoje powody”. Zwrócił uwagę, że druga lokalizacja nie została jeszcze formalnie określona, a polski rząd, teoretycznie, może skłonić się „do wyboru innego partnera”, w domyśle – Koreańczyków.

 

„Ale, szczerze mówiąc, nie rekomendowałbym tego. Z ekonomicznego punktu widzenia taka decyzja nie miałaby sensu. Wskazanie innej technologii oznaczałoby rezygnację z bardzo znaczącej redukcji kosztów, jaka wiązałyby się z realizacją większej liczby reaktorów tego samego typu” – podkreślił Durham. Twierdził, że z różnych względów technicznych czy formalnych, byłoby to dla Polski nieopłacalne, a „różnica kosztów będzie liczona w miliardach dolarów”.

„Postawienie na kilka różnych „koni” byłoby decyzją pozbawioną precedensu. Nie ma kraju, który już na początku przygody z atomem, rozwijałby różne technologie” – oświadczył Amerykanin. „Rozumiem decyzję Polski o opóźnieniu wyboru partnera w sprawie kolejnych lokalizacji, ale jestem spokojny o przyszłość” – dodał.

Przeczytaj: Sekretarz USA: Elektrownia atomowa w Polsce da miejsca pracy dla 100 tys. Amerykanów

Durham został zapytany, czy gdyby Polska zdecydowała się na współpracę z Westinghouse przy budowie drugiej elektrowni, to cena pojedynczego reaktora byłaby niższa oraz, czy w razie wyboru innego partnera zapłacilibyśmy więcej za pierwszą jednostkę. W odpowiedzi zaznaczył, że „wiele zależy od czasu trwania tego procesu”, sugerując, że im dłużej to potrwa, tym więcej potencjalnych korzyści może zostać utraconych. Według niego, decyzja powinna zapaść najdalej w ciągu 18 miesięcy, natomiast jeśli byłoby to 5 lat, to wówczas wszelkie korzyści przepadną.

„Najlepiej byłoby oczywiście, żeby decyzje dotyczące technologii AP1000 były podejmowane jednocześnie. Wtedy efekt skali objąłby cały proces realizacji inwestycji” – zaznaczył. W jego ocenie, Polska może spodziewać się oszczędności na poziomie 10-15 proc., jeśli decyzja o tym, że to Amerykanie mają zbudować drugą elektrownię atomową zapadnie w ciągu kilku miesięcy. Uważa też, że w kontekście anulowanych lub mocno opóźnionych projektów Westinghouse w USA, obecnie nie ma już takiego ryzyka, bo firma „wyciągnęła wnioski” i obecnie ma „partnerów, którzy mają odpowiednie kompetencje”.

Zapytany wprost, czy są jakieś szanse na „symbiozę” lub przynajmniej „konstruktywną konkurencję” w przypadku, gdyby polski rząd wybrał dla drugiej lokalizacji ofertę koreańskiej KHNP, Durham zdecydowanie zaprzeczył:

„Nie widzę szans na jakąkolwiek synergię. Równoległa realizacja dwóch projektów w tym samym horyzoncie czasowym będzie zagrażać całemu temu przedsięwzięciu, (…) będziemy rywalizować o zasoby, co z kolei będzie windowało koszty, choćby kadrowe. (…) Taki scenariusz będzie miał dużo negatywnych konsekwencji dla Polski”.

Ponadto, przedstawiciel Westinghouse podkreślił, że nie ma żadnych szans na to, by jego firma wycofała złożony przeciwko Koreańczykom pozew. Zaznaczył, że w tej kwestii mają „pełne poparcie amerykańskiego rząd”. Skrytykował też KHNP za to, że w kontekście wojny na Ukrainie zdecydowała się niedawno na współpracę z Rosjanami przy budowie reaktora w Egipcie.

Durham uważa, że uruchomienie pierwszego reaktora AP1000 na Pomorzu w 2033 roku jest możliwe, choć to „duże wyzwanie”. Zaznaczył, że „wszystkie zaangażowane strony muszą działać już teraz, żeby dotrzymać harmonogramu”, bo np. wyprodukowanie wielu kluczowych komponentów reaktora trwa 4-5 lat, co „wymaga opłacenia zaliczek i regulowania kolejnych płatności”. Podkreślił, że Polska musi zacząć płacić już w 2023 roku:

„Procesy te muszą zostać uruchomione na długo zanim na placu budowy wbita zostanie pierwsza łopata. Aby dotrzymać harmonogramu przyjętego przez rząd pierwsze pieniądze muszą popłynąć już w przyszłym roku. (…) wydaje mi się, że zarówno rząd, jak i nasi partnerzy ze spółki Polskie Elektrownie Jądrowe, rozumieją potrzebę szybkich działań, w tym wczesnego uruchomienia środków”.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Westinghouse wie, że trwają w tej sprawie uzgodnienia między PEJ a rządem. „Na razie nie ma decyzji politycznej, ale jestem optymistą i wierzę, że zapadnie niedługo”.

W ocenie Durhama, pierwszy kontrakt, dotyczący pierwszego, wstępnego etapu, powinien zostać podpisany już niedługo. Drugi, dotyczący prac inżynieryjnych i opłacenia zaliczek na zamówienie głównych komponentów, to „perspektywa połowy przyszłego roku”. Z kolei trzeci, ostateczny kontrakt przed rozpoczęciem budowy „teoretycznie powinien zostać podpisany do 2025 r.”

Zapytano go też o szacunki podane przez premiera Mateusza Morawieckiego, że koszt pierwszej elektrowni w Polsce to około 20 mld dol. Przyznał, że mieści się ona w przedziale, jaki określono w analizie MIT z marca 2022 roku. Wynosi on 12,9-20,4 mld dol.

Durham zaznaczył, że Europa Środkowo i Wschodnia to priorytetowy rynek dla Westinghouse. Koncern planuje też stworzenie łańcucha dostaw, który pozwoli na realizację wszystkich projektów w regionie. Krytycznie ocenił też analizy, według których oferta południowokoreańska była teoretycznie lepsza od amerykańskiej. Oświadczył wręcz, że skoro KHNP oferowało wysoki udział lokalnych firm w inwestycji, nawet na poziomie 70 proc., to jest to dowód, że „KHNP łamie nasze umowy dotyczące transferu technologii”.

Dopytywany o udział polskich przedsiębiorstw w projekcie, przyznał, że widzi „duże szanse” na to, by wytwarzać w Polsce specjalne moduły budowlane, które, docelowo, byłyby przeznaczone dla wszystkich elektrowni, jakie Westinghouse budowałby w regionie. Dodał, że sama budowa także będzie realizowana przez polskie przedsiębiorstwa.

„W modelu przez nas preferowanym zarządzanie budową powierzylibyśmy naszemu amerykańskiemu partnerowi, firmie Bechtel. Ale całą resztę prac realizowałby lokalny biznes” – powiedział Durham. Jak szacuje, w kwestii udziału procentowego w korzyściach z pierwszej inwestycji (tzw. local content), „na miejscu realizowanych będzie ponad 50 proc. wydatków, a z czasem ten odsetek będzie rósł”. Jego zdaniem, jeśli Amerykanie będą realizować projekt drugiej elektrowni, może to być nawet 60-70 proc. Przyznał też, że w przyszłości Polska mogłaby stać się jednym z hubów dla produkcji amerykańskiego paliwa jądrowego. Zapowiedział również, że „rząd USA uruchomi europejską jądrową akademię szkoleniową w Polsce”.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Na pytanie, czy widzi jakieś zagrożenie polityczne dla realizacji projektu atomowego w Polsce, Durham odpowiedział, że nie. „Widzimy bardzo silne ponadpartyjne poparcie dla atomu w Waszyngtonie. (…) Nasze analizy sytuacji w Polsce wskazują, że także po waszej stronie można być spokojnym o ciągłość projektu i poparcie ze strony wszystkich głównych partii politycznych. Nie przewidujemy gwałtownych zwrotów akcji”.

W wywiadzie zwrócono uwagę, że przeciwko budowie elektrowni atomowych w Polsce zdecydowanie występują Niemcy. Durham powiedział, że trudno mu ocenić, „w jakim stopniu poglądy jednego czy dwóch państw mogą przełożyć się na stanowisko całej UE” i nie wyklucza, że podobnie jak w przypadku Belgii czy Holandii, stanowiska Berlina względem energii atomowej się zmieni.

„Oczywiście Niemcy mają prawo do krytycznego podejścia do energii jądrowej. Choć zapewne skończy się to dla nich importem prądu z sąsiednich krajów, które na atom stawiają” – dodał.

„A jeśli chodzi o bezpieczeństwo elektrowni, reaktory AP1000, ze swoimi pasywnymi systemami bezpieczeństwa, są jednymi z najlepiej zaprojektowanych pod tym względem jednostek na świecie – zapewniają odporność także na bombardowania czy ostrzały rakietowe” – podkreślił.

Wywiad przedstawiciela Westinghouse i opinie na temat jego wypowiedzi skomentował poseł Konfederacji, Krzysztof Bosak.

Obecny stan realizacji budowy elektrowni jądrowej, po odfiltrowaniu szumu informacyjnego: Polska chce mieć elektrownię od firmy z USA, ale nie ma na nią pieniędzy. Firma z USA chce budować elektrownię, ale nie zmierza kapitałowo wejść w tę inwestycję. Nie ma projektu umowy” – napisał na Twitterze Bosak.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Pod koniec października premier Mateusz Morawiecki ogłosił decyzję w sprawie budowy pierwszej elektrowni atomowej w Polsce. Poinformował, że zajmie się tym amerykański koncern Westinghouse.

Niedługo po tym Ministerstwo Aktywów Państwowych i Ministerstwo Handlu, Przemysłu i Energii Korei Płd. zawarły porozumienie dotyczące współpracy i poparcia dla projektu budowy w Pątnowie elektrowni jądrowej.

Zobacz także: Sekretarz USA: Elektrownia atomowa w Polsce da miejsca pracy dla 100 tys. Amerykanów

Należy zaznaczyć, że na początku listopada br. dziennik „Rzeczpospolita” napisał, iż pojawiły się różnice zdań między Polską a amerykańskim dostawcą technologii Westinghouse co do jego zaangażowania kapitałowego w spółkę mającą budować elektrownię jądrową. „Oczekiwaliśmy, że Amerykanie obejmą do 49 proc. udziałów w spółce celowej. Amerykanie chcą mieć znacznie mniejszy wkład” – gazeta cytuje rządowe źródło. Amerykański partner zaproponował 10 proc.

Akcjonariuszem spółki celowej z przynajmniej 51-proc. udziałem mają być Polskie Elektrownie Jądrowe, w których Skarb Państwa ma 100 proc. USA proponują w zamian za niski wkład własny zaangażowanie instytucji wspierających inwestycje amerykańskie na rynkach eksportowych. U.S. International Development Finance Corporation (DFC) oraz U.S. EXIM Bank miałyby zaoferować Polskim Elektrowniom Jądrowym do 17 mld dol. kredytu na preferencyjnych warunkach.

Czytaj więcej: „Rz”: Różnice zdań Polski i USA. Problem z finansowaniem elektrowni jądrowej

gazetaprawna.pl / Kresy.pl

2 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. jaro7
    jaro7 :

    Faktycznie jak jeden wykonawca to najlepiej z ….Korei ,z USA to my NIGDY dobrze nie wyszlismy na interesach.Bulimy im za sprzęt drogo i do tego za coś czego jeszcze nie mamy.Od USA to jak najdalej sie trzymać.Broń też trzeba było olac z USA a brac z Korei