W ciągu ostatnich dni w mediach społecznościowych pojawiły się alarmistyczne relacje o niespodziewanych pracach w XVII-wiecznym kościele w Komarnie k. Lwowa. Na udostępnianych zdjęciach i nagraniu widać m.in. robotników rozbijających młotem pneumatycznym posadzkę kościoła w celu dostania się do krypt. Obrazy te wzbudziły obawy, czy prace odbywają się legalnie i czy nie dojdzie podczas nich do nadużyć i nieprawidłowości. Ukraińska państwowa „Ratiwna archeołohiczna służba”, która stoi za tymi działaniami, zapewnia, że jest to początek kompleksowej renowacji świątyni, a wszystkie prace odbywają się w zgodzie z prawem i sztuką. Jednak jak pokazują doświadczenia, na Ukrainie nawet fakt nadzoru konserwatorskiego nie gwarantuje, że renowacja zabytku przebiegnie prawidłowo. Sprawa jest tym bardziej drażliwa, że wspólnota rzymskokatolicka, która jest prawowitym właścicielem świątyni, od lat bezskutecznie domaga się oddania jej przez grekokatolików.

We wtorek 8 września Ołeksandra Gływka, przedstawiająca się jako konserwator sztuki z Narodowego Naukowo-Badawczego Restauracyjnego Centrum Ukrainy (Національний науково-дослідний реставраційний центр України) zamieściła na Facebooku film, na którym widać robotników rozbijających młotem pneumatycznym posadzkę kościoła w Komarnie. „UWAGA! Koledzy i nieobojętni obrońcy zabytków, co się odbywa?” – pytała Gływka. Pod jej postem rozgorzała gorąca dyskusja, w której brali m.in. udział Myrosława Iwanyk z Centrum Naukowo-Badawczego „Ratiwna Archeołohiczna Służba” Instytutu Archeologii Narodowej Akademii Nauk Ukrainy i urodzony w Komarnie, posługujący na Ukrainie rzymskokatolicki ksiądz Andrzej Mihułka. Duchowny oraz niektórzy inni komentujący wyrażali wątpliwości odnośnie fachowości prowadzonych prac. Pojawiały się wręcz obawy, że w kościele dochodzi do „szukania skarbów”. Z kolei Iwanyk przekonywała, że odbywają się w pełni legalne prace archeologiczne prowadzone przez doświadczoną grupę fachowców.

O pracach w kościele w Komarnie alarmował także Zbigniew Łoza z Żor, potomek Kresowian z parafii Komarno i organizator wycieczek do tej miejscowości. „Od wczoraj przychodzą do mnie bardzo niepokojące wiadomości. Otóż w ramach jakiś prac restauracyjnych dokonuje się wykopów koło kościoła oraz rąbie się w posadzce dziury, aby wejść do krypt grobowych pochowanych tam po 1658 r. duchownych i świeckich. Mieszkańcy Komarna z zaniepokojeniem i trwogą donoszą co się dzieje” – pisał Łoza na Facebooku. Jak twierdził, „poruszył niebo i ziemię” interweniując w konsulacie RP we Lwowie oraz w Narodowym Instytucie Polskiego Dziedzictwa Kulturowego za Granicą Polonika. „Jeśli dojdzie do zbezczeszczenia zwłok, będzie tragedia” – napisał Łoza, wyrażając opinię, że prace prowadzą „ludzie nieprzygotowani i bez nadzoru konserwatorskiego”.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Nasza redakcja skontaktowała się z panem Zbigniewem Łozą, który powiedział nam, że Kresowianie z Komarna i ich potomkowie czują się odpowiedzialni za tamtejszy kościół, który niszczeje od dziesięcioleci. Szczególnie zaniepokoiły ich doniesienia o ostatnich pracach. „Modlą się i są w trwodze, co się dzieje z tym kościołem” – mówił nam Łoza. Jest on także w stałym kontakcie ze wspólnotą rzymskich katolików z Komarna, których zaskoczyło to, że prace zaczęły się bez żadnego powiadomienia. „Robi się coś, o czym miejscowi w ogóle nie wiedzą” – mówi Łoza. Według niego rzymskich katolików, wręcz przegnano z kościoła, gdy chcieli patrzeć robotnikom na ręce. Ich obawy podsycił fakt, że „restaurację” świątyni rozpoczęto od wejścia do krypt, podczas gdy pilnego remontu wymaga na przykład cieknący dach. Jak nam powiedział, miejscowi rzymscy katolicy złożyli pismo do mera Komarna z wnioskiem o umożliwienie im wglądu w prowadzone prace.

CZYTAJ TAKŻE: TV Trwam: dyskryminacja Kościoła rzymskokatolickiego na Ukrainie trwa [+VIDEO]

Jak twierdzi Łoza, zarówno wspólnota rzymskokatolicka w Komarnie, jak i dawni mieszkańcy miejscowości oraz ich potomkowie nie są przeciwni restauracji kościoła. „My jako kresowianie im nie zabraniamy. Niech robią, ale ten kościół dalej ma być obrządku rzymskokatolickiego” – zaznaczał nasz rozmówca. Wskazywał przy tym, że ze strony ukraińskiej płyną sugestie, że prace przy kościele mogą być przymiarką do jego zamiany w muzeum lub inny tego typu obiekt.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Rozmawialiśmy również z księdzem Janem Szczychem z parafii Lubień Wielki, do której obecnie należy Komarno. Duchowny, który odwiedzał Komarno w ostatnich dniach, potwierdza, że rozpoczęcie prac w taki sposób wywołało wśród miejscowych rzymskich katolików „niepokój, a nawet wzburzenie”. Jak nam powiedział, było to związane z „nadzwyczajną tajemniczością”, jaką owiana jest ta sprawa. „Gdyby to zostało, jak to normalnie bywa, upublicznione, jakieś informacje, kto robi, dlaczego, jaki jest cel, byłoby to przyjęte z większym spokojem. Natomiast ponieważ takich informacji publicznych nie ma, co więcej krążą jakieś takie informacje dwuznaczne, stąd taki niepokój, wzburzenie nawet wśród parafian” – mówił ks. Szczych. Jego zdaniem jest w tej sprawie „wiele znaków zapytania”, w tym kwestia fachowości wykonywanych robót czy celowości rozbijania posadzki, jeśli obok jest wejście do krypt.

Ks. Szczych uzyskał na miejscu w Komarnie oficjalną informację, że „jest zaplanowana rekonstrukcja całej świątyni z ewentualnym późniejszym dodaniem jakiejś funkcji kulturotwórczej”. Duchowny zaznaczał, że nie wie, co będzie w kościele po restauracji. Według księdza wykonawcy robót zapewnili go, że są zarezerwowane środki na sfinansowanie tych prac.

„Nasza troska jest o to, żeby nie zniszczyć zabytku i nie zbezcześcić ludzkich szczątków w piwnicach” – mówi duchowny. Zdaniem księdza istnieje ryzyko, że „ z braku wrażliwości” szczątki zostaną wyrzucone na śmieci.

W rozmowie z nami ks. Szczych przypomniał, że kościół jest użytkowany tylko przez grekokatolików, a msze święte dla wiernych Kościoła rzymskokatolickiego są odprawiane w kaplicy na miejscowym cmentarzu.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Kresy.pl próbowały zasięgnąć opinii fachowców w kwestii tego, czy roboty w Komarnie odbywają się w zgodzie ze sztuką. Okazuje się jednak, że na podstawie pojedynczych zdjęć i nagrań oraz bez znajomości dokumentacji trudno to ocenić. „Rzeczywiście, zamieszczone nagranie może wzbudzać uzasadnione zaniepokojenie. Metodyka prac kojarzy się trochę z metodami stosowanymi gdzieś w XIX wieku” – komentuje redaktor portalu Kresy.pl Marek Trojan, z wykształcenia archeolog i były pracownik (adiunkt muzealny) Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi. Zaznacza jednak, że kontekst zarejestrowanej sytuacji jest nie do końca jasny.

„Nagranie jest bardzo krótkie i trudno na jego podstawie formułować o jakieś miarodajne oceny. O ile mi wiadomo, również w Polsce mają miejsce sytuacje, które na pierwszy rzut oka wyglądają skandalicznie, ale po bliższym zbadaniu okazywało się, że obawy były przesadzone. W tym przypadku nie znamy też w pełni sytuacji formalno-prawnej, od strony konserwatorskiej. Jeśli wszystko odbywa pod nadzorem konserwatorskim, to jaki jest plan prac i wytyczne?” – zaznacza red. Trojan. „Inna rzecz, czy na przykład nie mamy do czynienia z sytuacją, w której prace faktycznie nie są realizowane zgodnie z warunkami wydanego pozwolenia, a ktoś próbuje pod tym pretekstem np. zlokalizować i spenetrować niedostępne w inny sposób krypty. Do takiej oceny potrzebna jest jednak dokumentacja. Natomiast bez wątpienia, jeśli istnieją takie udokumentowane zastrzeżenia względem metody prowadzenia prac, to zaniepokojone tym osoby na miejscu powinny interweniować w tej sprawie do odpowiednich organów na Ukrainie” – mówi red. Trojan, który konsultował się w tej sprawie w środowisku archeologicznym.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

„Ratiwna archeołohiczna służba”, z którą skontaktowaliśmy się, zapewniła nas, że wszystkie prace w Komarnie odbywają się w zgodzie z ukraińskim prawem, posiadają odpowiednie zezwolenia i są przeprowadzane pod nadzorem restauratorskim. Sekretarz prasowy tej instytucji Myrosława Iwanyk odpisała nam, że ekipa, która pracuje nad projektem, jest „bardzo doświadczona, wielokrotnie pracowała przy dużych projektach ukraińskich i międzynarodowych”.

PRZECZYTAJ: Ukraina: zawaliła się ściana ulubionego zamku Jana III Sobieskiego [+FOTO]

Nie jest jednak żadną tajemnicą, że organizacja systemu ochrony zabytków na Ukrainie pozostawia wiele do życzenia i nawet nadzór konserwatorski nie gwarantuje tam, że prace zostaną wykonane prawidłowo. Przyznał to nawet w swoim tegorocznym opracowaniu pt. „Zagrożone dziedzictwo. Polskie dobra kultury na Ukrainie i Białorusi” rządowy Ośrodek Studiów Wschodnich. Autor opracowania Wojciech Konończuk wymieniał trzy największe bolączki ukraińskiego systemu ochrony zabytków: brak odpowiednio zorganizowanego systemu ochrony dziedzictwa kulturowego, niską jakość prac konserwatorskich i brak wystarczającej liczby konserwatorów. „Formalnie zezwolenia na prace restauracyjne przy obiektach zabytkowych wydają Ministerstwo Kultury i Turystyki (obiekty o znaczeniu ogólnokrajowym) i wydziały kultury przy radach obwodowych (obiekty o znaczeniu miejscowym). W rzeczywistości jednak jest to fikcja, a zdecydowana większość działań prowadzona jest bez żadnych stosownych zezwoleń. Brak nadzoru konserwatorskiego skutkuje niską jakością wykonanych prac, które często nie mają nic wspólnego ze sztuką konserwatorską” – czytamy w opracowaniu OSW.

PRZECZYTAJ: Film, jak Ukraińcy burzą ciężkim sprzętem zamek w Kamieńcu Podolskim podbija sieć [+VIDEO]

Co więcej, na przykładzie Lwowa Konończuk wykazywał, że „nawet posiadanie urzędu nadzoru konserwatorskiego nie chroni przed degradacją zabytkowej tkanki miejskiej”. Prace konserwatorskie należałoby tam raczej nazwać „remontowymi”. Przeprowadzają je zwykłe firmy budowlane często niszcząc zabytkową tkankę. „Podczas takiej +konserwacji+ niszczona jest substancja zabytkowa, detale architektoniczne znikają lub są zastępowane nieudanymi kopiami” – pisał ekspert OSW. W dokumencie przywołano m.in. ustalenia pokontrolne Ukraińskiej Izby Obrachunkowej, która w 2015 roku stwierdziła, że na Ukrainie nie funkcjonuje system ochrony i kontroli obiektów dziedzictwa kulturowego.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Zgodnie z komunikatem „Ratiwnej archeołohicznej służby” z 8 września br. w kościele w Komarnie odbywają się prace archeologiczne będące częścią „kompleksowego projektu restauracji i adaptacji” tego zabytku. Prace są prowadzone przez tę instytucję pod kierownictwem Natalii Wojceszczuk. „Głównym zadaniem jest poznanie samej świątyni i skrywanych przez nią sekretów. Prace obejmują zbadanie stanu fundamentów, terenu świątyni oraz krypt pod podłogą” – informowała „Ratiwna archeołohiczna służba. Pierwsze dni robót przyniosły „nieoczekiwane rezultaty” w postaci odnalezienia nowych wejść do podziemi. Jak podano, projekt zainicjowała rada miejska w Komarnie, a pieniądze na jego wykonanie zdobyto „dzięki aktywnej pozycji społeczności greckokatolickiej”.

„Głównym wymogiem restauracji jest zachowanie autentycznego wystroju kościoła, tak aby zwiedzający mogli poczuć ducha epoki jego budowy” – powiedział Wasyl Petryk, konsultant naukowy projektu restauracji kościoła.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Kresy.pl próbowały w piątek skontaktować się z Konsulatem Generalnym RP we Lwowie, by dowiedzieć się, czy polscy dyplomaci interweniowali w Komarnie po informacji przekazanej im przez Zbigniewa Łozę i czy są tego efekty. Nie zgodzono się jednak na rozmowę z nami prosząc o wysłanie pytań pocztą elektroniczną. Do czasu publikacji tego artykułu nie otrzymaliśmy na te pytania żadnej odpowiedzi.

Kościół w Komarnie został zbudowany w 1657 roku, konsekrowano go rok później. Fundatorem był Mikołaj Ostroróg. Po II wojnie światowej zamieniono go na magazyn, przez co ulegał dewastacji. W 1992 władze ukraińskie zwróciły kościół polskim wiernym. Jednak niedługo potem bezprawnie go odebrały i przekazały grekokatolikom. Metropolita lwowski abp. Mieczysław Mokrzycki regularnie publicznie upomina się o jego zwrot przez grekokatolików – wciąż bezskutecznie.

Kresy.pl




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz