Alaksandr Milinkiewicz był głównym kontrkandydatem Łukaszenki w 2006 r. Obecnie zastanawia się jaki program mają pretendenci i twierdzi, że nie wystarczy obalić Łukaszenki.

Milinkiewicz udzielił we wtorek wywiadowi dziennikarzowi „Rzeczpospolitej”. Choć jak twierdzi – „Dzień po wyborach chciałbym się obudzić w europejskiej Białorusi”, jednocześnie zachowuje dystans do obecnych kontrkandydatów Aleksandra Łukaszenki. Jak tłumaczy – „Wielu ludzi uważa, że wystarczy wyjść na ulice, by odnieść zwycięstwo. Myślą, że Łukaszenko odda klucze do swojego gabinetu i spokojnie odejdzie. Tak nie będzie. On całkowicie kontroluje służby mundurowe. Popierają go też zamożne elity. Obawiam się, że czeka nas wielkie rozczarowanie, że tak dużo ludzi wyszło na ulice miast, a Łukaszenko nadal rządzi.”

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Milinkiewicz uważa, że „idealna opcja dla Kremla” nastąpi wtedy, gdy „poleje się krew”. Wówczas „Łukaszenko zostanie wyrzutkiem w Europie na wiele lat, przestaną z nim rozmawiać państwa Zachodu. Wtedy będzie skazany wyłącznie na Rosję”. Sytuację taką Moskwa mogłaby według Milinkiewicza wykorzystać do przeforsowania „głębszej integracji Białorusi i Rosji”.

W tym kontekście dopuszcza, że główna kontrkandydatka Łukaszenki – Swietłana Tichanowska „nie zna całego scenariusza”. Twierdzi wręcz, że „nie wiemy, kto pisze scenariusz dla jej sztabu” i obawia się perspektywy, że Białorusią rządziliby ludzie „o których nic nie wiemy”.

Oceniając strategię działań sztabu Tichanowskiej Milinkiewicz twierdzi, że dąży on do tego „by na ulice wyprowadzić jak najwięcej ludzi”, choć nie przedstawia konkretnego planu dalszych działań. Jak dodaje – „To strasznie niebezpieczne. Na czele niekontrolowanych tłumów mogą szybko stanąć prowokatorzy.” Milinkiewicz powiedział wręcz o „wykorzystywaniu” nastrojów społecznych – „Białorusini protestują i dobrze robią, ale ktoś sprytnie wykorzystał te nastroje”.

W ciągu miesięcy poprzedzających wybory prezydenckie na Białorusi na ulice białoruskich miast wyszły tysiące obywateli chcących złożyć podpisy na listach poparcia dla osób, które aspirowały by wystartować w przypadających na 9 sierpnia wyborach prezydenckich. Gromadzący się ludzie urządzali spontaniczne manifestacje przeciw obecnemu prezydentowi Białorusi i poparcia dla Swietłany Ciechanowskiej, żony popularnego blogera Siergieja Tichanowskiego, który pierwotnie sam chciał wystawić swoją kandydaturę i w został w maju aresztowany przez milicję. Tichanowski ostro krytykował Łukaszenkę nazywając go nawet „karaluchem”.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Centralna Komisja Wyborcza odmówiła rejestracji dwóm najpopularniejszym konkurentom urzędującego prezydenta – Wiktorowi Babaryce i Walerijowi Cepkale. Ten pierwszy trafił w maju do aresztu jako podejrzany o przestępstwa gospodarcze. Cepkało wyjechał natomiast za granicę skąd apeluje o wsparcie do przywódców zachodnich i Władimira Putina. Najpopularniejszą obecnie rywalką Łukaszenki pozostaje Swietłana Tuchanowska, która zbiera tysiące obywateli na swoich wiecach wyborczych.

rp.pl/kresy.pl

 

 




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz