Kresowianie zapowiadają starania o usunięcie szczątków banderowców z miejsca pamięci narodowej

Organizacje zajmujące się upamiętnianiem zbrodni ukraińskich nacjonalistów uważają, że banderowcy nie powinni spoczywać na terenie Zamojskiej Rotundy, w miejscu martyrologii ludności Zamojszczyzny. Stowarzyszenie Upamiętniania Polaków Pomordowanych na Wołyniu zamierza złożyć wniosek o przeniesienie ich szczątków na najbliższy cmentarz prawosławny lub grekokatolicki.

Jak podawaliśmy w środę, zamojski tygodnik „Kronika Tygodnia” ustalił, że około 1989 roku na teren Rotundy Zamojskiej przeniesiono szczątki 19 banderowców rozstrzelanych po wojnie w okolicach Jacni. Wydaje się, że fakt pochowania banderowców w miejscu polskiej martyrologii i pamięci narodowej ukryto przed opinią publiczną. Wiedzy o tym nie ma m.in. zamojski magistrat, który opiekuje się Rotundą. Według gazety szczątki banderowców spoczywają w miejscu oznaczonym tablicą z napisem „Tu spoczywają szczątki 20 nieznanych osób ekshumowanych w 1989 roku z grobów zbiorowych w lesie koło Jacni”, tuż obok grobów ofiar Holokaustu. Fakt pochowania banderowców obok polskich i żydowskich ofiar oburzył miejscowe środowisko kresowe. „Jak więc mordercy mogą leżeć w tej samej ziemi, co ich ofiary?” – powiedziała Kronice Tygodnia Janina Kalinowska, przewodnicząca zamojskiego Stowarzyszenia Upamiętniania Polaków Pomordowanych na Wołyniu, dzięki staraniom której w Rotundzie urządzono Kryptę Wołyńską – miejsce pamięci o Polakach pomordowanych przez Ukraińców na Wołyniu.

W czwartek na facebookowym profilu Stowarzyszenia Upamiętniania Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów (SUOZUN) we Wrocławiu ujawniono dalsze szczegóły tej sprawy. Jak podano, zgodę na ekshumację i najprawdopodobniej na przeniesienie szczątków banderowców na teren Rotundy, wydał prokurator W. Nowak z Prokuratury Wojewódzkiej w Zamościu. Prace związane z ekshumacją, i, prawdopodobnie, także z pogrzebem, przeprowadził Zamojski Oddział PP. „Pracownie Konserwacji Zabytków” pod kierownictwem A. Witkowskiego i nadzorem prokuratora Nowaka. O sprawie musiała też wiedzieć miejscowa konserwator zabytków.

Według SUOZUN do ekshumacji doszło w listopadzie 1989 roku, a do pochówku na terenie Rotundy już w 1990 roku. „Spiritus movens” tej operacji miał być ukraiński historyk z Warszawy Eugeniusz Misiło.

SUOZUN opublikowało też dane 19 pochowanych banderowców. Pięciu z nich zidentyfikowano jako członków bojówki SB OUN, która napadła w czerwcu 1944 roku na pociąg relacji Bełżec–Lwów w okolicach wsi Zatyle k. Bełżca mordując co najmniej 40 Polaków. Jeden z tych pięciu to Iwan Kowałyk, były policjant Ukrainische Hilfspolizei z posterunku w Uhnowie, który według SUOZUN brał udział w mordowaniu Żydów.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

„Stowarzyszenie Upamiętniania Polaków Pomordowanych na Wołyniu (…) uważa (identycznie jak SUOZON we Wrocławiu), że każdy człowiek, także ludobójca, ma prawo do własnego grobu oznaczonego nazwiskiem. Uważa jednocześnie, że ludobójca nie powinien spoczywać na cmentarzu – mauzoleum ofiar zamordowanych przez takich jak on. Zamierza złożyć wniosek o przeniesienie szczątków banderowców na najbliższy cmentarz prawosławny lub grekokatolicki” – czytamy we wpisie Stowarzyszenia SUOZUN.

CZYTAJ TAKŻE: Jak prokuratura legalizuje propagowanie banderyzmu w Polsce

Kresy.pl

Czytaj kolejny artykuł
2 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. Avatar
    wnuk rezuna :

    Forma „pochówku” absurdalna, niegodna ludzi, nawet jeśli to zbrodniarze. Z napisem „informacyjnym”, po którym nikt nie wie o co i kogo tutaj chodzi. Miejsce absolutnie niewłaściwe, wręcz prowokacyjne. Na cmentarz grekokatolicki z tym, czy do innych Pikulic. Napisy zgodne z polskim prawem, nazwiska, imiona, daty, żadnych symboli banderowskich, żadnych „stopni banderowskich”, krzyż grekokatolicki, ostatecznie może być tryzub. Tyle. Koniec kropka.