Okazało się, że manifestacja poparcia dla opozycji demokratycznej na Białorusi, zorganizowana w Bydgoszczy przez diasporę białoruską, była nielegalna. Interwencja policji wywołała oburzenie uczestników, szczególnie z tzw. strajku kobiet, KOD i Obywateli RP.

W sobotę w ramach akcji „Global Picket of Solidarity with Belarus”, na Starym Rynku w Bydgoszczy zorganizowano pikietę solidarności z białoruską opozycją i częścią narodu białoruskiego, która występuje przeciwko reżimowi Aleksandra Łukaszenki. Manifestację zorganizowała diaspora białoruska z województwa kujawsko-pomorskiego.

W manifestacji uczestniczyło około 20 osób, w tym także osoby z emblematami tzw. strajku kobiet, KOD i Obywateli RP, a także radny Koalicji Obywatelskiej, Robert Langowski. Prowadzący zgromadzenie Białorusin dziękował Polakom, którzy przyszli na pikietę, żeby wesprzeć Białorusinów walczących o swoje prawa, a także za pomoc otrzymywaną z polskiej strony.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
 

W pewnym momencie na miejscu zjawiło się kilkunastu policjantów. Jeden z nich poinformował zebranych, że manifestacja jest nielegalna. Zapowiedział, że uczestnicy będą legitymowani, ale ci odparli, że nie dadzą się wylegitymować. Wówczas radny Langowski, będący przewodniczącym Komisji Bezpieczeństwa i Porządku Publicznego Rady Miasta, oświadczył, że to on jest organizatorem zgromadzenia. Prawdopodobnie liczył na to, że wówczas policja odpuści.

Ostatecznie policjantom nie udało się spisać zbyt wielu osób, ponieważ, jak podaje portalkujawski.pl, osoby obecne na zgromadzeniu zarzucały funkcjonariuszom, że nie mają podstawy prawnej. Zaczęto skandować „hańba, hańba”. Jeden z uczestniczących w demonstracji Białorusinów powiedział, że Bydgoszcz to chyba jedyne miasto w Polsce, gdzie policja podobnie zachowuje się wobec manifestantów, upominających się o wolność dla Białorusi.

„Ruszyliście jak jakaś horda i szukacie organizatora” – mówił z kolei Langowski.

Według policjantów, interwencja musiała się odbyć, ponieważ zgromadzenie nie zostało zgłoszone. Według „Portalu Kujawskiego”, Białorusini, którzy zorganizowali wydarzenie twierdzili, że informowali wydział zarządzania kryzysowego, ale przyznali, że być może zawiadomienie wpłynęło zbyt późno.

Dodajmy, że główna manifestacja odbyła się dziś na placu Zamkowym w Warszawie. Uczestniczyło w niej kilkaset osób, w tym wielu żyjących w Polsce Białorusinów. W rozmowach z mediami podkreślali, że liczą na bardziej radykalne kroki ze strony Unii Europejskiej, szczególnie na nałożenie bardziej dotkliwych sankcji na władze w Mińsku i otoczenie Aleksandra Łukaszenki. Domagano się też uwolnienia Ramana Pratasiewicza oraz innych więźniów politycznych na Białorusi. Uczestnicy mieli ze sobą biało-czerwono-białe flagi i transparenty, głównie po angielsku, rosyjsku i białorusku. Według dostępnych informacji, zasadniczo nie wzywano osobno o uwolnienie uwięzionych przez białoruskie władze polskich działaczy.

Przeczytaj: Tysiące Białorusinów przeniosły się na Ukrainę

Czytaj także: Ługańscy separatyści chcą ścigać Pratasiewicza za służbę w batalionie Azow

portalkujawski.pl /Rmf24.pl / Kresy.pl

Czytaj kolejny artykuł
2 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz