W ocenie „Die Welt”, uznanie gazu ziemnego za zielone źródło energii może oznaczać jeszcze większą zależność od dostaw energii z Rosji. Niemcy krytykują KE, uważającą energię atomową za „zieloną”. Ich zdaniem Europa, podobnie jak oni, powinna przestawić się na gaz.

W środę na łamach niemieckiego dziennika „Die Welt”, skrytykowano stanowisko rządu Niemiec, dotyczące najnowszej propozycji Komisji Europejskiej. Chodzi o zaliczenie energii jądrowej i gazu ziemnego do tzw. zielonych źródeł energii. KE uważa, że energetyka jądrowa powinna zostać uznana za „zieloną”. Jednocześnie, zdecydowała o uznaniu gazu za technologię pomostową. Niemieckie ministerstwo gospodarki i klimatu zareagowało oburzeniem na próby „ekologizacji” energii atomowej, skrytykował to też rzecznik rządu.

Przeczytaj: Unia Europejska opracowała plany zakwalifikowania energii jądrowej jako ekologicznej

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl wynosi 22 tys. PLN. Do tej pory zebraliśmy:

6374 PLN    (28.97%)
Nr konta: 60 1020 1097 0000 7302 0195 3702
Wspieraj Kresy.pl

Jak pisze serwis „Deutsche Welle”, według „Die Welt”, zamiary związane z energią jądrową wywołały w Niemczech oburzenie i sprzeciw, ale zarazem władze w Berlinie z zadowoleniem przyjęły propozycję, by pod pewnymi warunkami gaz ziemny został uznany za zrównoważony nośnik energii.

 

„Trudno zrozumieć tę ocenę rządu federalnego. W końcu energia jądrowa, inaczej niż faworyzowany przez Niemcy gaz, jest faktycznie neutralna dla klimatu” – pisze niemiecka gazeta. „Ponadto, popierane przez Niemcy preferowanie gazu ziemnego nie ma także sensu z punktu widzenia geopolityki, bo gaz jako technologia pomostowa jeszcze bardziej uzależniłby Europę, a przede wszystkim Niemcy od Rosji. Wobec aktualnej agresywnej polityki Rosji nie byłoby to dobrym pomysłem”.

W ocenie „Die Welt”, decyzja KE dotycząca uznania gazu za technologię pomostową wydaje się bardziej problematyczna niż krytykowana przez Berlin decyzja w sprawie energii jądrowej.

Gazeta cytuje jako eksperta Ralfa Fuecksa, byłego szefa bliskiej Zielonym Fundacji Heinricha Boella oraz dyrektora think tanku Zentrum Liberale Moderne. Uważa on, że „oburzenie w Niemczech jest sztuczne”. W jego ocenie, wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że kompromis klimatyczny na szczeblu unijnym będzie możliwy tylko wówczas, gdy zostaną uwzględnione konkurencyjne drogi transformacji klimatycznej. Stąd, z jednej strony uznano „drogę niemiecką:, polegającą na wykorzystania gazu jako tymczasowego, zastępczego źródła energii za atom i węgiel, zaś drugiej – preferowaną przez Francuzów ścieżkę osiągnięcia neutralności klimatycznej dzięki energii jądrowej.

Zdaniem Fuecksa, „polityka energetyczna bardzo długo była ślepa na geopolityczne oko”. Nawiązując do wyłączenia w noc sylwestrową trzech z ostatnich sześciu niemieckich elektrowni atomowych powiedział, że w centrali Gazpromu „na pewno strzelały korki szampana krymskiego”, bo w ten sposób Niemcy jeszcze bardziej uzależniają się od dostaw energii z Rosji. W ocenie eksperta, na skutek odejścia od energii jądrowej i węgla oraz zmian w procesach produkcyjnych w przemyśle chemicznym i stalowym, w latach 2030-2035 Niemcy będą potrzebować od 20 do 40 gigawatów więcej energii elektrycznej pochodzącej z elektrowni gazowych.

Przeczytaj: Niemiecki ambasador negatywnie o polskim programie energetyki jądrowej

Zobacz także: „Die Welt”: oś jądrowa Francja – Polska może zepchnąć Niemcy na margines

Co więcej, ekspert uważa, że zapewnienia o tym, iż nowe elektrownie gazowe będą przygotowane na przejście na produkcję energii z zielonego wodoru służy raczej uspokojeniu własnego sumienia. Jego zdaniem, wystarczająco duże ilości zielonego wodoru będą mogły być dostarczane dopiero za około 30 lat.

„Die Welt” przyznaje, że „coraz wyraźniej widać, że odejście od atomu zmusza Niemcy do paktu z Rosją, który szkodzi geopolitycznym interesom Europy, a szczególnie wschodnich partnerów”. Jako przykład podaje gazociąg Nord Stream 2.

„Jeżeli teraz politycy niemieckiego obozu rządowego krytykują decyzję UE w sprawie energii jądrowej, sugerują, że także inne kraje UE powinny iść szczególną drogą niemiecką i w średnim okresie przejść z energii jądrowej na gaz ziemny – co oznaczałoby dla całej Europy, a nie tylko Niemiec, niebezpieczną zależność od dostaw energii z Rosji” – czytamy na łamach niemieckiej gazety.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Ponadto, zdaniem „Die Welt” nie jest jasne, czy rosyjski gaz spełnia określone przez Unię Europejską wartości graniczne. Chodzi o to, że wytworzone w procesie produkcji energii elektrycznej emisje CO2 nie mogą przekroczyć 270 g na kilowat. Jednak Niemcy nigdy nie sporządziły poważnego bilansu klimatycznego, przyjmując całkowicie kalkulacje Gazpromu.

Fuecks skrytykował też to, że propozycja Brukseli nie została poparta jakąkolwiek geopolityczną analizą, co „w obliczu rosyjskiej wrogiej postawy na wschodniej flance UE jest w zadziwiającym stopniu zaprzeczeniem rzeczywistości”. Podkreśla pilną potrzebę „wspólnej europejskiej zagranicznej polityki energetycznej, która zmniejszy zależność od rosyjskiego gazu ziemnego”.

Dodajmy, że odmiennego zdania jest lider bawarskiej partii CSU i premier Bawarii Markus Soder. Uważa on, że grożenie zablokowaniem Nord Stream 2 szkodzi Niemcom i ich stosunkom z Rosją.

Jak wynika ze wstępnych danych, sześć elektrowni jądrowych przyczyniło się do około 12% produkcji energii elektrycznej w Niemczech w 2021 r. Udział energii odnawialnej wyniósł prawie 41%, przy czym węgiel wytwarzał niecałe 28%, a gaz około 15%. Nowy rząd, który planuje zintensyfikować działania na rzecz ochrony klimatu, w umowie koalicyjnej opowiedział się za wycofywaniem się z energetyki jądrowej.

Tydzień temu szef Gazpromu, Aleksiej Miller poinformował o zakończeniu napełniania gazem drugiej nitki gazociągu Nord Stream 2. Tym samym, jest on gotów do eksploatacji. Prezydent Rosji Władimir Putin oświadczył, że teraz uruchomienie gazociągu Nord Stream 2 nie zależy od Rosji, ale od tego, co zrobią państwa zachodnie. Podkreślił, że dzięki temu ceny gazu od razu spadną i ustabilizują się. Premier Mateusz Morawiecki skomentował słowa prezydenta Rosji: „Trudno o lepszy dowód na to, o czym przestrzegamy”.

dw.com / rmf24.pl / Kresy.pl

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz