Na 40 dni przed ogłoszeniem amnestii ojciec miał wizję. W nocy ukazała mu się Matka Boska, która powiedziała mu – synu, jeszcze tylko czterdzieści dni twojej męki! – Rano opowiedział o tym w celi. Nie wszyscy uwierzyli w jego cudowne widzenie. Niektórzy nawet drwili. Najgłośniej czynił to jakiś młody człowiek, o którym wszyscy wiedzieli, ze jest kapusiem, donoszącym władzom więzienia o tym, co dzieje się w celi. Naigrywał się z ojca. Gdy zbliżał się ten czterdziesty dzień, coraz bardziej natarczywie naigrywał się z ojca. Co rusz pytał go – czy jest już spakowany? Przyszedł czterdziesty dzień, a tu nic. Nikt ojca nie zwalniał. Młody kapuś drwił już z ojca na całego. On nie zwracał na niego uwagi i spokojnie spakował tobołki. Po obiedzie, gdy wszyscy zwątpili, czy ojca zwolnią, ze zgrzytem otworzyły się drzwi celi, wszedł strażnik i powiedział – Niewiński sobirajties z wieszczami! – Wszystkich w celi zamurowało. Ten młody człowiek, który najbardziej drwił z ojca, padł przed nim na kolana i zaczął całować buty, mówić – Niewiński prastitie.