Ukraiński serwis Espreso w artykule opublikowanym z okazji 106. rocznicy wydarzeń z 1919 roku przypomina decyzje Rady Najwyższej Ententy, które – według portalu – przekazały Polsce „pierwotnie ukraińskie ziemie”. Chodzi o Chełmszczyznę i Podlasie.
Zwracaliśmy uwagę na wtorkowy artykuł ukraińskiego dziennikarza Jurija Martynowycza w serisie Espreso, który opisuje polskie terytoria jako ziemie „odebrane” Ukrainie. Martynowycz przypomina linię Curzona i pisze, że decyzje Zachodu odebrały Ukrainie „Zakerzonię: Łemkowszczyznę, Nadsanie, Chełmszczyznę oraz inne etniczne ziemie na rzecz Polski”. Podobny materiał pojawił się na portalu także dzień wcześniej.
Jak czytamy w materiale z poniedziałku, „8 grudnia 1919 roku państwa zachodnie po raz pierwszy prawnie zgodziły się oddać Polsce pierwotnie ukraińskie ziemie — Chełmszczyznę i Podlasie, uruchamiając reakcję łańcuchową, która później kosztowała nas także Galicję”.
Zobacz: Ukraińscy nacjonaliści nazwali ziemię chełmską i przemyską „etnicznymi ziemiami ukraińskimi”
Przeczytaj: Rzeszów: Ukraińcy studiujący w Polsce zdejmowali polskie flagi
Espreso opisuje wydarzenia z 1919 roku jako „jedną z najbardziej dramatycznych stron ukraińskiej historii dyplomatycznej”, stwierdzając, że decyzje podejmowane w Paryżu odbywały się „bez udziału Ukraińców i wbrew ich woli”. Portal pisze, że Ukraina znalazła się wtedy w „dyplomatycznej próżni”, a dla zachodnich przywódców ukraiński ruch niepodległościowy był postrzegany jako „niemiecka intryga” lub „zagrożenie dla ich sojusznika, białej Rosji generała Denikina”.
Espreso opisuje też późniejsze konsekwencje tych decyzji: „Tak na mapie pojawiła się słynna pełna Linia Curzona, która odcięła Lwów i Przemyśl od Ukrainy. To, co zaczęło się od utraty Chełmszczyzny w grudniu 1919 roku, zakończyło się pełną dyplomatyczną izolacją całego zachodnioukraińskiego regionu”.
Choć portal nie formułuje wprost roszczeń terytorialnych wobec Polski, artykuł przedstawia Chełmszczyznę, Podlasie i Galicję jako „utracone ukraińskie ziemie”, które zostały oddane Polsce kosztem Ukraińców.
Niedawno także szef ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej, Ołeksandr Ałfiorow stwierdził, że Ukraina po zakończeniu I wojny światowej mogłaby obejmować między innymi Podlasie. W wywiadzie historyk powołał się na mapy tworzone przez europejskich kartografów, które miały odzwierciedlać rozmieszczenie ludności ukraińskiej.
Wielokrotnie zwracaliśmy uwagę na podobną retorykę, obecną w ukraińskiej przestrzeni publicznej.
W 2017 roku Piotr Tyma, negacjonista wołyński i ówczesny szef Związku Ukraińców w Polsce promował na portalu społecznościowym post opublikowany na grupie „Zakerzonie to Ukraińska Ziemia”, zamieszczającej treści podważające polskość części ziem południowo-wschodniej Polski i propagujące banderyzm. Na grupie publikowane były m.in. przedruki artykułów z „Ukraińskiej Prawdy”, w tym dotyczące „Polskiej Okupacji Zachodniej Ukrainy w latach 1919-1939”.
Podobna retoryka już wcześniej pojawiała się po stronie ukraińskiego IPN.
Zobacz: “Rzeszów to Ukraina” – twierdzi białoruski propagandysta. Zachęca wagnerowców do “wycieczki”
Czytaj także: Historyk z NAN Ukrainy żądał “zwrotu” Przemyśla. “My Ukraina, nakopiemy Polakom, Rosjanom i Amerykanom”
zahid.espreso.tv / Kresy.pl































