Koszt przekopania Mierzei Wiślanej tak by skrócić drogę transportu to miliard złotych tak w skrócie brzmiała odpowiedź ministra Spraw Zagranicznych Radosława Sikorskiego do posłów Prawa i Sprawiedliwości.

Prawo i Sprawiedliwość za swoich rządów wyszedł z pomysłem skrócenia drogi morskiej z Elbląga do Bałtyku, teraz aby wypłynąć z Zalewu Wiślanego do Zatoki Gdańskiej trzeba płynąc przez rosyjską Cieśninę Pilawską co rodzi zbędne kłopoty i niepotrzebną utratę czasu i paliwa.
Według planu PiS kanał prowadzący przez mierzeje miał mieć długość 1100 metrów i szerokość 40 m, a swoim istnieniem miał zwiększyć rolę Elbląga na morskich mapach.
Szef MSZ boi się, że taka inwestycja to zbędne koszty i niepotrzebne problemy ze stroną rosyjską bo jak mówi aby przekopać kanał, musimy w ramach konwencji z Espoo zapytać o to sąsiada. Patrząc na to okiem realisty strona rosyjska nie zgodzi się na takie inwestycje.
Cała sprawa kanału wyszła znów na światło dzienne przy okazji wizyty Sikorskiego na konferencji w Elblągu z kandydatką PO na prezydenta miasta Elżbietą Gelert.
23 Czerwca w Elblągu odbędą się przedterminowe wybory prezydenta miasta i 25 radnych, poprzednie władzę z ramienia Platformy zostały odwołane w połowie kwietnia w referendum miejskim.
Krzysztof Sylwanowicz/Narodowcy.net



Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

2 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. Avatar
    mohort1772 :

    Trzeba być Ministrem obecnego rządu żeby nie rozumieć takich prostych założeń i zależności ni i brać udział w Prywatyzacji np Polskich stoczni. Po 10 latach od wejścia do Unii okazuje się, że wspólny rynek służy przede wszystkim firmom niemieckim, francuskim czy duńskim. Polskie przedsiębiorstwa, które chcą oferować towary na Zachodzie, napotykają szereg barier gorszych niż cła.
    W Polsce tworzy się tańsze i mniej stabilne miejsca pracy niż w krajach UE

    Polska staje się wielką montownią i centrum usługowym bez rodzimego przemysłu. Najlepiej opłacani specjaliści z działów badań i rozwoju, konstruktorzy, inżynierowie i oczywiście dyrektorzy z centrów korpor „W krajach, gdzie dominuje zatrudnienie niewymagające wysokich kwalifikacji, średnie uposażenie jest niższe” – podkreślają analitycy Fundacji Pomyśl o Przyszłości.
    W Polsce brakuje globalnych rodzimych firm, wyposażonych w centra badawczo–rozwojowe i oferujących dobrze płatne miejsca pracy

    Firma globalna posiada własne zakłady produkcyjne i centra dystrybucyjne w innych państwach. Polska ma niewiele takich przedsiębiorstw. W kryzysie międzynarodowe korporacje na pierwszym miejscu stawiają interesy własnego kraju, np. włoski Fiat przeniósł produkcję z Tych do fabryki we Włoszech.
    Polskie przedsiębiorstwa nie mogą korzystać z efektu skali

    Efekt skali polega na tym, że im więcej się produkuje i sprzedaje, tym cena produktu może być niższa. Dzieje się tak dlatego, że przy większej produkcji i sprzedaży można taniej projektować, kupować surowce, stosować nowsze technologie i oferować niższe ceny.
    Wiele międzynarodowych koncernów rozwijało się korzystając z rodzimych rynków, kiedy dostęp do nich był ograniczony dla ich zagranicznych konkurentów. Gdy rynki otwarto, te firmy wykorzystywały efekt skali i rozwijały się szybciej. Dzięki efektowi skali można obniżyć koszty nawet o 20 proc. Przez to polskim firmom trudno jest konkurować z zagranicznymi gigantami.

    Polska jest zalana towarami z importu, które dają nam zerowy wzrost PKB

    Polska wciąż więcej importuje niż eksportuje. Towary z importu zakupione przez polskich konsumentów dają Polsce zerowy wzrost PKB – one wspierają wzrost PKB kraju producenta i tamtejsze miejsca pracy.
    To my jako konsumenci decydujemy o tym, który z krajów będzie się rozwijać i stanie się zamożniejszy i w którym będą wyższe płace. Jeśli w Polsce chcemy więcej zarabiać, większą wagę musimy przywiązywać do wydawania naszych pieniędzy. W ten sposób decydujemy o tym, gdzie będą powstawać nowe miejsca pracy i gdzie będą wyższe zarobki.

    Brak firm przemysłowych, które wykorzystałyby polskie patenty

    Na uniwersytetach i politechnikach opracowywane są wynalazki, jednak nie ma w Polsce firm, które mogłyby zainwestować w ich produkcję. Dlatego polskie patenty są sprzedawane za granicą. Polscy specjaliści pracują w zagranicznych korporacjach i innowacyjne pomysły zgłaszają do urzędów patentowych w kraju pochodzenia koncernu.
    Polskie przedsiębiorstwa w zdecydowanej większości nie posiadają własnych centrów badawczo-rozwojowych. A tymi dysponują globalne korporacje. Międzynarodowe koncerny, inwestując w Polsce, wykorzystują przede wszystkim tanią siłę roboczą.
    Zadłużenie Polski

    Polska jest zadłużona na blisko 1 bln zł i płaci więcej za odsetki od długu, od krajów ocenianych jako bardziej wiarygodne. Zaciągamy długi w zagranicznych bankach. Pieniądze, które będziemy musieli oddać, wraz z odsetkami, trafią do wspólnot ekonomicznych innych państw.
    Polskim firmom blokuje się dostęp do zachodnich rynków

    Wolny rynek w Unii Europejskiej to fikcja. W praktyce nie ma granic dla towarów trafiających z krajów starej Unii na rynki państw, które do Wspólnoty dołączyły niedawno. Jeśli przedsiębiorstwa z krajów nowej Unii, także z Polski, chcą zaistnieć na rynkach niemieckich, belgijskich czy francuskich, napotykają na szereg barier.
    „Bariery te bywają dotkliwsze niż cła na poziomie 20 proc. – podają eksperci Fundacji Pomyśl o Przyszłości. – Rodzime firmy niemieckie czy francuskie są tak okopane na swoich terytoriach, że nowym trudno cokolwiek uszczknąć z rynku”. O jakie bariery chodzi? Umowy na wyłączność, normy wewnętrzne dopasowane do rodzimych produktów, kosztowne certyfikaty, ubezpieczenia, systemy rabatów i bonusów.
    Zdarza się, że wykorzystywany jest czarny PR w stosunku do producentów z Europy Wschodniej, w tym media. Polskie firmy ponoszą więc koszty sprzedaży nawet o 30 proc. wyższe w porównaniu z firmami krajów starej UE. Także z tego powodu nie starcza środków na wyższe płace dla pracowników w Polsce, którzy te produkty wytwarzają – podkreślają ekonomiści fundacji.
    Kiedy duńska sieć supermarketów Netto (popularna także w Niemczech, np. w Berlinie) usiłowała wprowadzić do swojej oferty polskie produkty spożywcze, spotkała się z protestem duńskich klientów, do których dołączyła minister rolnictwa Danii Miette Gierskov: – Netto będzie kupować polskie produkty. Hm. To oznacza więcej pestycydów, gorsze traktowanie zwierząt i niższe płace. Wybór należy do was – oceniła. W odpowiedzi szef sieci Netto stwierdził, że klienci chcą duńskich produktów i to oni decydują.
    Polskie produkty mają gorszy wizerunek niż np. niemieckie, dlatego trudniej do nich przekonać zagranicznych konsumentów. Francuz jest gotowy zapłacić więcej za produkt ze znaczkiem „Made in France”, niż za identyczny produkt „Made in Poland”. A jeżeli producent więcej otrzymuje za swoje produkty, może więcej zapłacić także swoim pracownikom.
    Dumping cenowy zachodnich koncernów

    Zdarza się, że zachodnie koncerny, wchodząc na nowe rynki, nawet przez 10 lat sprzedają swoje produkty poniżej kosztów. Wszystko po to, by zlikwidować lokalną konkurencję, podbić rynek w danym kraju.
    Czytaj więcej na http://praca.interia.pl/zarobki/news-dlaczego-zarabiamy-cztery-razy-mniej-niz-srednia-ue,nId,982955?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefoxKomentarz Janusza Szewczaka, głównego ekonomisty SKOK

    Generalny gubernator Hans Frank wypowiedział prorocze słowa w okresie okupacji naszego kraju. Stwierdził, że Polacy muszą być tak biedni, by sami chcieli dobrowolnie jechać na roboty do Niemiec, bez łapanek. Te słowa mają dziś niesłychanie smutną wymowę, ale są coraz bardziej prawdziwe. Po wejściu do Unii nastąpiła harmonizacja cen, czyli wyrównanie cen w nowych krajach takich jak Polska do poziomu Austrii, Niemiec czy Holandii, ale nie nastąpiła harmonizacja płac. Polacy mieli być rezerwuarem taniej siły roboczej, pracować w zagranicznych firmach i konsumować zachodnie, importowane produkty. Ten postkolonialny model jest skutecznie realizowany od ponad 20 lat. Młodzi, bardziej aktywni i mobilni Polacy zorientowali się na czym rzecz polega i zagłosowali nogami opuszczając w liczbie prawie 2 mln naszą ojczyznę, by szukać szansy na przyszłość, na życie, na rodzinę, na mieszkanie za granicą.

    Teraz, w obliczu dopiero wstępującego do Polski kryzysu, który potrwa co najmniej 2–3 lata, wraz ze wzrostem bezrobocia, bankructwami firm, problem płac będzie nabrzmiewał. Przedsiębiorcy sposobu na przetrwanie kryzysu szukają w zwolnieniach i cięciach pensji. Już firmy przeprowadzają zwolnienia grupowe. To, co czyni rząd PO, czyli zamrażanie płac, do tego opór organizacji pracodawców, a nawet bogatych koncernów przed jakimikolwiek podwyżkami, pogłębi w Polsce kryzys, ponieważ nasz wzrost gospodarczy opierał się na konsumpcji wewnętrznej. Aby przełamać kryzys należy raczej podnosić płace i świadczenia. Koncepcja niskich wynagrodzeń jako atutu Polski w konkurencji europejskiej jest haniebna i samobójcza. Część przedsiębiorców konkuruje tanią siłą roboczą, niskimi kosztami pracy. W Polsce koszty pracy – wbrew opowieściom różnych demagogów – są jednymi z najniższych w Europie. Przynajmniej koszty płacowe. Mniej pieniędzy w portfelu Polaka oznacza mniejszą konsumpcję, ograniczenie inwestycji, również prywatnych, dziurę w budżecie NFZ, ZUS i wreszcie załamanie wpływów podatkowych, które już jest widoczne – kilkanaście miliardów złotych mniej w budżecie z VAT w zeszłym roku, w tym pewnie dwadzieścia kilka miliardów.Widać tendencje protekcjonistyczne we wszystkich krajach UE, olbrzymią liczbę barier dla polskich przedsiębiorców. A władza PO-PSL podpisuje międzynarodowe umowy jak weksle in blanco. Forsowany teraz jednolity patent europejski oznacza ogromne koszty dla polskich przedsiębiorców, ale tak naprawdę wyrugowanie ich z rynku europejskiego.

    http://praca.interia.pl/zarobki/news-dlaczego-zarabiamy-cztery-razy-mniej-niz-srednia-ue,nId,982955?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

  2. Avatar
    mohort1772 :

    Pan Minister nie zdaje sobie sprawy że usunięcie kilkutysięcznych naniesień piasków i osadzenia ich na dnie moża nie ma żadnego wpływu na środowisko w dalszej przeszłości ten akwen nie był odgrodzony od Bałtyku. Wpływ na ekologię i rzekoma ocena Rosji tych działań to totalna bzdura Jedynie co Rosja traci to możliwość blokowania Polskiego portu i gospodarki oraz wpływów z wydawania zgody na tranzyt przez jej wody terytorialne. Wpływ ekologiczny jes t żaden. Definicja terminu :
    Konwencja Espoo
    konwencja o ocenach oddziaływania na środowisko w kontekście transgranicznym sporządzona w dniu 25 lutego 1991 roku w Espoo, w Finlandii. Weszła w życie w dniu 10 września 1997 roku.Ratyfikowały ją m.in. kraje wspólnoty europejskiej oraz Polska (Dz. U. z 1999 r. Nr 96, poz. 1110). Konwencja ta jest pierwszym dokumentem prawa międzynarodowego o charakterze wiążącym, który w całości poświęcony jest instytucji ocen oddziaływania na środowisko. Stwarza ona prawno-międzynarodowe ramy proceduralne dla wykonywania ocen oddziaływania na środowisko (OOŚ) w przypadkach, gdy inwestycja realizowana w jednym kraju (stronie pochodzenia) zasięgiem oddziaływania obejmuje terytorium innego państwa (strony narażonej), mogąc spowodować znaczące negatywne skutki dla środowiska.