Pojawienie się uzbrojonych amerykańskich żołnierzy w warsztacie samochodowym w Bułgarii wywołało reakcję na najwyższym politycznym szczeblu.

11 maja br. w Czesznegirowie, wiosce w pobliżu miasta Płowdiw, siedmiu żołnierzy wtargnęło nieoczekiwanie do jednego z warsztatów samochodowych. Zarejestrowały to kamery monitoringu, wojskowi wycelowali broń w pracowników zakładu. Gdy żołnierze zorientowali się, że doszło do pomyłki, natychmiast wyszli. Już pracownicy warsztatu poinformowali, że celujący do nich żołnierze mówili po angielsku. Do wtargnięcia doszło w czasie gdy oddziały amerykańskie prowadziły ćwiczenia wojskowe z Bułgarii.

W sobotę ambasada USA w Sofii przeprosiła za incydent przyznając, że do warsztatu pod Czesznegirowem wtargnęli żołnierze ze 173. brygady powietrzno-desantowej Sił Zbrojnych tego państwa.

Potwierdzając tę informację bułgarskie Ministerstwo Obrony stwierdziło, że choć Amerykanie wyszli poza obszar ćwiczeń w jakich brali udział to zachowali się „profesjonalnie”. Bardziej stanowczo podchodzi do incydentu bułgarski prezydent Rumen Radew. „Ćwiczenia z naszymi sojusznikami na terytorium Bułgarii powinny przyczyniać się do budowy bezpieczeństwa i zaufania do bezpieczeństwa zbiorowego, a nie powodować napięcia” – powiedziała głowa państwa na poniedziałkowym spotkaniu z ministrem obrony Georgim Panajatowem i szefem Dowództwa Połączonych Sił .

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia

Radew zaapelował o przeprowadzenie śledztwa w sprawie incydentu, bo „niedopuszczalne jest zakłócanie życia obywateli bułgarskich i narażanie ich na niebezpieczeństwo przez formacje wojskowe, zarówno bułgarskie, jak i należące do obcej armii” – podsumował prezydent Bułgarii.

novinite.com/kresy.pl

Czytaj kolejny artykuł
0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz