Samoloty wczesnego ostrzegania E-2D Advanced Hawkeye miałyby zostać zmodyfikowane w taki sposób, żeby mogły służyć jako latające stanowiska sterowania bezzałogowcami.

Amerykańska marynarka wojenna planuje przyznać koncernowi Northrop Grumman samodzielny kontrakt na modyfikację komputerów i oprogramowania wyświetlaczy misji samolotów E-2D Advanced Hawkeye w taki sposób, żeby te samoloty wczesnego ostrzegania mogły służyć do sterowania latającymi bezzałogowcami.

Tydzień temu ogłoszono eksperyment dotyczący współpracy załogowo-bezzałogowej, a kilka dni później US Navy ogłosiła, że chce przenieść część działań z zakresu dowodzenia i sterowania dronami, które w przyszłości będą operować z lotniskowców, takimi jak latająca cysterna Boeing MQ-25A Stingray, poza okręty, wykorzystując do tego technologie współpracy załogowo-bezzałogowej.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Wiceadmirał James Kilby, wiceszef operacji morskich ds. wymagań i zdolności w zakresie walk wojennych powiedział, że na lotniskowcu będzie centrum kontroli dla latających bezzałogowców. Dodał jednak, że ostatecznie, w przyszłości, przynajmniej część z tych działań mogłaby być delegowana poza okręty. W tym kontekście wymienia się właśnie MQ-25A, które miałyby służyć głównie do zwiększenia zasięgu samolotów F-35C. Bez tankowania ich zasięg działania wynosi około 2,2 tys. km, czyli za mało, żeby utrzymać amerykańskie lotniskowce poza zasięgiem rażenia chińskim rakiet balistycznych i manewrujących wystrzeliwanych z lądu.

Ponadto, amerykańska marynarka planuje sprawdzić, jak MQ-25A sprawdzałby się wykorzystywany do misji zwiadowczych, rozpoznawczych, uderzeniowych czy walki elektronicznej. Wcześniej jednak trzeba wypracować, jak sterować takim dronem z pokładu lotniskowca. Zdaniem wiceadm. Kilby, taki dron mógłby np. zakłócać radary przeciwnika lub prowadzić inne działania z zakresu walki elektronicznej we współpracy z samolotem załogowym, przebywając na obszarze antydostępowym przeciwnika, gdzie samoloty są w zasięgu rakiet czy środków walki elektronicznej. Wykorzystywanie takich dronów miałoby też pomóc w ograniczeniu liczby E-2D na pokładzie, zwalniając część przestrzeni w hangarach.

W ramach eksperymentu w zakresie współdziałania załogowo-bezzałogowego z udziałem E-2D, Northrop ma „wspierać kompleksową demonstrację laboratoryjną zespołu załogowo-bezzałogowego, wraz ze wsparciem technicznym w zakresie opracowywania i weryfikowania plików kalibracji radaru dla samolotu z VX-20 [20. Eskadry Testów i Oceny Powietrznej – red.].

Kilby powiedział też przezd Kongresem, że takie testy dla MQ-25A umożliwi specjalny program US Navy (Project Overmatch), mający na celu opracowanie sieci łączności dla floty wykorzystującej sztuczną inteligencję do koordynowania rozciągniętych przestrzennie operacji z udziałem samolotów, okrętów nawodnych i podwodnych, a także pojazdów i sprzętu Korpusu Piechoty Morskiej.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Same drony MQ-25A wciąć znajdują się w fazie testów. Amerykanie chcą, żeby osiągnęły one wstępną gotowość operacyjną do 2024 roku. Planuje się zakup nawet 76 maszyn. Marynarka Wojenna USA chce, żeby takie bezzałogowce pozwoliły przetrzeć szlak na drodze do wypracowania w przyszłości sposobów na operowanie dronami z pokładu lotniskowca, w warunkach ograniczonej przestrzeni. Wiceadm. Kilby uważa, że w przyszłości zespół samolotów operujących z lotniskowców może składać się z dronów nawet w ponad 40 procentach. Podejście marynarki jest dość spokoje i stopniowe, co zarazem irytuje część członków Komisji Sił Zbrojnych Izby Reprezentantów USA, oczekujących bardziej szczegółowej i agresywnej „mapy drogowej”.

Czytaj także: Amerykanie chcą pozyskać morskie drony podwodne o dużej wyporności w ramach programu Snakehead

flightglobal.com / Kresy.pl

Czytaj kolejny artykuł
0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz